watashi79
10.07.07, 13:30
stoję sobie spokojnie na skrzyżowaniu przy olbrachta w warszawie, czekając na
dogodną chwilę na skręt w lewo. coś tam widać przez ogrodzenie, krzaki i
drzewa, ale kiepsko, może na kilkanaście metrów. jedzie sznur pojazdów, więc
czekam. sznur się skończył, więc szybko lewa-prawa-lewa i ruszam. w tym
momencie pisk opon, i tuż przed moją maską przelatuje jak strzała czarne BMW.
"trochę" się zdenerwowałem, skręciłem i zatrzymałem się za przystankiem, żeby
ochłonąć. gdybym ruszył nieco szybciej zeskrobywaliby mnie z prawych drzwi.
w lusterku widzę gościa jak się zatrzymał, numerów niestety nie widać. zawraca
i podjeżdża. w środku dwóch dresów i z mordą na mnie, więc nie pozostałem
dłużny (ma ograniczenie do 50km/h). zaproponowałem kontakt z policją w celu
rozwiania "wątpliwości". niestety, jak tylko wziąłem telefon, chłopcy
postanowili zawrócić i zniknęli w oddali. numerów nie zdążyłem zobaczyć :/
mam nadzieję, że idiota wpi**rzy się na jakiś mur, zanim kogoś skosi.
to tyle, musiałem się wyżalić.