Kiedyś dawno temu, rozmyślając na temat przyszłości muzyki metalowej,
zdominowanej obecnie przez schematyczne i wtórne riffy nu-metalowe, przyszedł
mi do głowy następujący pomysł: co by było, gdyby połączyć ciężkie metalowe
brzmienia, przesterowane gitary, dudniący bas i "mieszaną" perkusję, ze
stylistyką, melancholią i smutkiem najprostszego, tradycyjnego, klubowego
bluesa?
Analizując tą rewolucyjna ideę i zestawiając w głowie wstępne zyski płynące
ze sprzedaży mojego debiutanckiego, platynowego albumu, nie wiedziałem
jeszcze (biedny miś), iż taka muzyka jest już od dawna grana i ma rzesze
swoich wiernych fanów. A twórcą tego nowatorskiego brzmienia jest legendarny
zespół... DOWN.
Wszystko zaczęło się w 1993 roku, gdy pochodzący z Nowego Orleanu zespół
Crowbar, nagrywał swoją drugą płytę. Do współpracy zaproszono Phila Anselmo,
wokalistę zespołu Pantera (świętującego właśnie sukcesy platynowego
albumu "Vulgar display of power"), który objął funkcję współproducenta.
Efektem tej współpracy była niezwykle ciężka płyta, oparta na potężnych,
wgniatających w fotel riffach, okraszonych gardłowym zawodzeniem
wokalisty/gitarzysty Kurta Windstein`a. Muzyka zespołu szybko zyskała
miano "slow-motion" metalu, które w pełni charakteryzowało oryginalny styl
Crowbar. Współpraca kapeli z Philem wkrótce przerodziła się w przyjaźń, czego
efektem było powstanie projektu muzycznego pod nazwą Down.
Down formalnie utworzyli: Anselmo, gitarzysta Corrosion of Conformity Pepper
Keenan, olbrzymi basista Crowbar Todd Strange, oraz jego kolega z
macierzystego zespołu Jimmy Bower. W próbach uczestniczył również Windstein,
który stał się współautorem kilku utworów, ale ostatecznie nie został
pełnoprawnym członkiem kapeli.
W 1995 roku światło dzienne ujrzał debiutancki krążek Down pt. "NOLA". Tytuł
płyty manifestował pochodzenie członków grupy (Nowy Orlean - Los Angeles).
Jednakże to nie tytuł stał sie powodem ogólnego zainteresowania płytą, lecz
jej zawartość. Podczas gdy mając w pamięci niedawno wydany, trzeci(sic!)
album Pantery "Far beyond driven", oraz dotychczasowe muzyczne dokonania
reszty zespołu, wszyscy fani metalu oczekiwali niezwykle ostrego i
ekstremalnego materiału, "NOLA" zaskoczyła wszystkich świeżością i
nowatorstwem...
"NOLA" to niezwykłe połączenie tradycyjnego, południowego rocka i bluesa, z
ciężkim metalowym brzmieniem. Płyta jest przesiąknięta melancholią i
dystansem do otaczającej rzeczywistości. Nastrój skutecznie budowany jest
przez wszechobecne tzw. sabbathowe riffy. Jednakże nie jest to nastrój
posępny czy depresyjny. Anselmo czerpiąc pełnymi garściami z tradycji
południowo-amerykańskich bluesmenów, swoje doznania i często negatywne emocje
przedstawia w nietypowych dla siebie słowach. Nie ma tu jeszcze samobójczych
wyznań, czy pełnych wściekłości wybuchów gniewu i frustracji, które zdominują
kolejną płytę Pantery - "The great southern trendkill". "NOLA" to jak
napisałem powyżej przede wszystkim melancholia i refleksje nad przebytymi
dotychczas, często zawiłymi ścieżkami życia. Konkluzja? Nie jest łatwo żyć,
ale trzeba chociaż próbować... Kolejnym zaskoczeniem dla fanów Phila, był
fakt iż Anselmo zamiast wrzeszczeć/krzyczeć/charczeć... śpiewa. Zaryzykuję
nawet stwierdzenie, że to najlepiej zaśpiewana płyta Anselmo.
Po olbrzymim sukcesie, związanym z wydaniem debiutanckiej płyty, Down
wyruszył na spektakularne tour, po czym... zawiesił działalność. Panowie bez
słowa rozeszli się do swoich macierzystych zespołów, ewntualnie pozakładali
mnóstwo innych, mniej lub bardziej istotnych projektów. W międzyczasie Down
zyskał miano grupy kultowej...
Ostatecznie, w 2001 roku Phil, Pepper i Jimmy spotkali się ponownie, aby
rozpocząć pracę nad nowym materiałem. Na miejsce Todda Strange`a, który
zakończył działalność muzyczną, przyszedł basista Pantery Rex Brown. Ponadto,
do składu oficjalnie dołączył Kirk Windstein. Owocem tej współpracy był
wydany rok później "Down II". Obecnie Down wyruszył w kolejną trasę
koncertową. Niestety tylko po Stanach...
UWAGI KOŃCOWE:
~~~~~~~~~~~~~~
Wszystkim chętnym do zapoznania się z twórczością grupy polecam następujące
utwory:
"Stone the crow",
"Swan song",
bluesowe "Eyes of the South" i "Underneath everything",
oraz klimatyczny (balladowy?) "Jail", któremu chciałbym poświęcić chwilę
uwagi...
Otóż szepty i zawodzenia artykułowane przez Phila w tym utworze, w pewnym
momencie ulegają charakterystycznemu zniekształceniu. Efekt ten został
powtórzony w utworze "Floods" z płyty "The great southern trendkill". Moim
skromnym zdaniem efekt ten powstał po podłączeniu mikrofonu pod gitarowy
efekt "wah-wah" (zwany po polsku "kaczką"), ale... mogę się mylić. Nie
próbowałem
---
"...odór gnoju i zgnilizny przybył bowiem od strony Chomiczówki (...) tym też
tłumaczono sobie wzmożoną aktywność sępów i innych ścierwojadów."