luiza-w-ogrodzie
20.02.09, 01:41
...i tu wstawiamy wlasny powod :o)
Od pary dni mam odraze do pracy w szczegolnosci i do ludzkosci
ogolnie - to pierwsze oczywiste po powrocie z wakacji, to drugie
jako pozostalosc po gosciu, jakiego Buszmen zwalil do domu niemal
dwa tygodnie temu a mnie dopiero w zeszly piatek udalo sie go
pozbyc. Buszmen zareklamowal swego znajomego sprzed lat jako
krzepkiego siedemdziesieciolatka-obiezyswiata podrozujacego po
swiecie w czasie gdy w USA jest zima. Dostalam niemal 80-cioletniego
niemyjacego sie dziadka z poczatkami choroby Alzheimera, ktory
paszporty i pliki tysiecy (!) dolarow amerykanskich rozsiewal gdzie
sie dalo a potem mowil ze kieszonkowcy go okradli i dzwonil na
policje, do konsulatow etc. I ktorego styl zycia polegal na tym, ze
owszem, spedza amerykanska zime poza Stanami, ale zyjac w cieplych
krajach na koszt roznych swoich znajomych, mieszkajac i stolujac sie
u nich bez jednego "dziekuje" podczas gdy swoj dom podnajmuje. Gdy
nakrylam go w nocy z latarka stojacego w drzwiach sypialni corki,
szybko rozwiazalam sprawy. Z biletem w jedna strone z Australii
przekazalismy go nastepnym znajomym, ktorzy zawiezli go na lotnisko
i dopilnowali zeby wsiadl do wlasciwego samolotu.
Czuje sie energetycznie zuzyta po takim "gosciu". Teraz odpoczywam
pracujac w domu zas Buszmen gdy juz sie zjawi po pracy, obchodzi
mnie na palcach :o) W weekend zadnych ludzi, realnych ani
wirtualnych, tylko ja i ogrod!
Pozdrawiam, majac nadzieje ze ta aspolecznosc mi przejdzie;
sygnaturka widze wyskoczyla mi stosowna...
Luiza-w-Ogrodzie
Pour vivre hereux, vivons cache: By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.