Dodaj do ulubionych

Gra w tchórza

IP: *.no 29.04.03, 20:38
No właśnie, sensacyjne filmu obfitują w sceny, w których
dwóch śmiałków pędzi naprzeciw siebie
samochodem/samolotem/motocyklem, by milimetry od kraksy
skręcić. Przegrywa ten, który zmieni kierunek pierwszy
(chyba, że żaden się na to nie zdecyduje - wtedy liczba
przegranych podwaja się)
I tu moje pytanie - graliście kiedyś w tchórza, albo
widzieliście coś takiego na żywo? Pojazdy dowolne, mogą
być nawet wrotki.
Obserwuj wątek
    • Gość: bartek Re: Gra w tchórza IP: *.csk.pl 29.04.03, 22:42
      podobno w cos takiego bawili się krakusi w okolicach swej autostrady, po
      śmiertelnym wypadku towarzystwo zostało rozgonione (wyrzuty sumienia??), nie
      wiem też czy na zeszłorocznym paleniu gum w Białymstoku nie bawiono się w takie
      klocki...
    • Gość: agulha Re: Gra w tchórza IP: 213.17.230.* 30.04.03, 00:32
      Ostatnio o czymś takim czytałam w "Opowieści o prawdziwym człowieku". Chodziło
      o bohaterskich lotników radzieckich, którzy "grali w tchórza" z Niemcami...
      A w odniesieniu do samochodów i motocykli, uważam to za niebezpieczne
      wariactwo. Niebezpieczne nie tylko dla dwóch idiotów co grają, bo ktoś inny
      może przejeżdżać/przechodzić i ucierpieć...
    • Gość: tomek Re: Gra w tchórza IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.03, 02:31
      Na Wawrzyszewie (dla niewtajemniczonych to jedna z najgorszych dzielnic
      Warszawki) kołki urządzają sobie takie igraszki na ulicy Conrada - jeden dupek
      sieną chce skręccić w prawo na skrzyżowaniu, drugi palant nexią jedzie prosto -
      puści czy nie puści, jechać, czy nie - i w efekcie BUM.
      Na Wawrzyszewie są jedne z najbardziej niebezpiecznych i syfiastych blokowisk i
      jedni z najgorszych kierowców w Wawie - czy ktoś widzi jakiś związek pomiędzy
      tym? Może to jakaś frustracja, że mieszka się w takim syfie?

    • derwisz911 Re: Gra w tchórza 30.04.03, 03:28
      Raz jechałem z teściem i zauważyłem, że on to chyba lubi. Albo chce
      zaoszczędzić te 0,5 sekundy, które zyska "awansując" w kolumnie o dwa miejsca.
      Od tego czasu nie jeżdżę z nim. A do jego żony Apeluję, aby jeździła z tyłu i
      w pasach. Tak! Lubię teściową i szkoda by było dobrej kobiety.

      A tak poważnie, to CZĘSTO GRYWAM W TCHÓRZA!
      Szkoda, że bez własnej zgody, mimowolnie.
      Za każdym przejazdem "Zakopianką" zdarza się co najmniej dwa razy, że jakiś
      BUC (za przeproszeniem, ale na takich to użyłbym WIELU gorszych określeń, ale
      nie chciałbym stracić w oczach czytelników forum) rzuca mi wyzwanie z
      przeciwka.
      Jak dotychczas zawsze ONI przegrywają, bo w ostatniej chwili zjeżdżają, (Ja
      nie mam gdzie niestaty, chyba, że do rowu na prawo...).
      Niestety nie wiedzą idioci, że gdyby nie moje deptanie po hamulcu, to
      przegralibyśmy obaj.
      Na szczęście jak dotychczas zawsze wygrywałem, choć wolałbym nie brać udziału
      w takich zawodach.

      Dużo na ten temat piszę, ale NIENAWIDZĘ takich ludzi (?). Krew mnie zalewa jak
      widzę, że w kolumnie jadącej 70 czy 60 wyrywa się jakiś masta' w np. A3
      i "rura!" lewym pasem. Z przeciwka słychać tylko klakson ciężarówki. Koleś się
      chowa.
      Oszczędza pieprzone 1,5 sekundy. Naraża pry tym innych uczesników ruchu i, czo
      mało ważene, siebie.
      Przyznam, że w tej kwestii nerwy mnie zawsze ponoszą. Jeśli widzę takiego
      pajaca naprzeciw mnie i wiem, że żeby on wyprzedził i się zmieścił, ja muszę
      zwolnić do 20km/h, to od razu włączam długie i jadę dopóki się nie schowa
      głupek. Przy mijaniu pozdrawiam imbecyla klaksonem i puknięciem się w głowę.

      Nierzadko zdarza się, że muszę jadąc w kolumnie wpuścić takiego matoła przed
      siebie.
      Jeśli jadę Celiką albo 911, to najlepszy sposób: Puszczam kolesia w takim bmw
      stareńkim albo w a3... Gdy już jedzie przede mną, KIWAM Z POLITOWANIEM
      GŁOWĄ... Debilek gasi swoje zapały... Ale jest wkurzony. Gdy zaczyna się luźna
      dwupasmówka. Dotykam pedału gazu. Kolesia ani przez chwilę w tylnym lusterku
      nie widzę. Bo tam, gdzie 100 dozwolone, on nie może tyle grzać na zakręcie, bo
      by mu to "zadbane" furzysko na 5 części chyba eksplodowało.

      Czasem mnie ponosi. Jeszcze większe nerwy nachodzą mnie, gdy zdaję sobie
      sprawę, że DEBILA nie nauczy nic mądrości. Nie byłby debilem wówczas.

      Dopiero jak coś mu się stanie to jest te minimum szansy, że coś mu w tej
      kalarepie zaświta. Szkoda, że już po fakcie.

      A ofiarą takich "zabaw" najszęściej bywają niewinni.

      Nie dalej jak dwa miesiące temu byłem świadkiem zdarzenia. Do dziś mi się
      jakoś płakać chce nad głupotą ludzką i tragedią niewinnych.

      Przy "zakopiance" starsze czarne BMW 5 z rozwalonym przodem. Pokrwawiony
      dresiarz i jego "opalona" blond prostytutko-pasażerka. Nieźle pokiereszowani.
      Z przeciwka jakieś małe autko (seicento chyba, niewiele zostało) i 2 worki.
      Pieprzony skurwysyn chciał parę sekund zyskać. Zabił dwoje ludzi. Ciekawe czy
      choć prawo jazdy gnojowi odebrali. Chyba nie w Polsce! mKrew mnei zalewa!
      Jedzie sobie ktoś spokojnie z rodziną, i nigdy nie wie, czy nie czai się w
      kolumnie z przeciwka jakiś gotowy do uderzenia morderca. Bezmyślny skurwiel,
      morderca. Wieszać takich się powinno.

      Wybaczcie mi te słowa, ale jak sobie o tym myślę, to od razu przypomina mi
      się, jak bardzo chciałem wysiąść z auta, wziąć choćby klucz, albo podnośnik do
      kół i rozbić w drobny mak tę durną łysą pałę.

      NAPRAWDĘ NIE MAM NIC PRZECIWKO TEMU, ŻEBY IDIOCI SIĘ BAWILI W TAKIE GRY.
      JEDNAK NIECH ZABIJAJĄ SIĘ SAMI I ROZWALAJĄ SWOJE WOZY. A NIE MORDUJĄ
      NIEWINNYCH LUDZI.

      pozdrawiam, przepraszam za bluzgi, a tych, którzy lubią się zabawiać
      zwyczajnie ostrzegam, że kiedyś może nie być przy mnie kogoś, kto mnie
      uspokoi. I choć nie jestem atletą, to kluczem do kół umiem się posłużyć.
    • derwisz911 Re: Gra w tchórza 30.04.03, 03:55
      Nie bijcie, że tyle piszę, ale może to bardziej związane z auto-moto, niż np.
      dyskusje o światłach mijania i oponach zimowych.

      Rok temu też uczestniczyłem w zabawie "w tchórza".
      Volvo 850 kombi vs fiat 126p.

      Jadę sobie wąską drogą, niezbyt ruchliwą. Obszar niezabudowany. Daję 90-100.
      Ja się nie spieszę. Wracam sam spokojnie do Krakowa.
      Długa prosta, pod koniec zakręt... po obu stronach drogi las liściasty, gęsty.
      Coś mi w glówce dzieciak się odezwał.
      To auto ma dość fajne hamulce. Tzn bardzo lekkie wciśnięcie powoduje
      przyłożenie naprawdę dużej siły hamowania. Nie to, żeby modulacji nie było. Po
      prostu mocno hamuje.
      Drogę znam bardzo dobrze i wiem, że ten zakręt 80km na godzinę można wziąć bez
      najmniejszego ryzyka utraty przyczepności. Zwyczajnie dobra droga, zakręt dość
      gładki, ograniczenie 90.
      I tutaj pomysł się rodzi:
      Aaa, zakręt nic z przeciwka, nic za mną. Depnę na pedał zobaczę jak te hamulce
      sobie dają radę z hamowaniem tego bydlaka. Ciach! Z impetem w pedał!
      momantalnie zwolniłem do 40km/h. \
      Nagle: Zza zakrętu wyłania się Wieeeeelki Jelcz. Wiezie ścięte bale sosnowe.
      Co w tym ciekawego? Ano to, że Jelcza wyprzedza właśnie maluch.
      NOga jeszcze mocniej w pedał! Prawie stoję!Kaszlak 2 metry przed moją maską
      zdążył się schować.

      Dalszą drogę do Krakowa odbyłem w skupieniu. A co by było, gdyby do łba mi nie
      wpadł tak głupkowaty pomysł zabawienia się hamulcem?

      Rozmyślałem co by się stało z maluchem, ze mną.
      Jak zareagowałby kierowca Jelcza.
      Kto z nas wylądowałby w rowie.
      Jak bardzo fiat 126p by się pogniótł, jak wyglądałoby ciało kierowcy.
      Co stałoby się ze mną, na ile wielki przód prowadzonego przeze mnie auta
      Uchroniłby moją osobę przed poważnymi obrażeniami, czy śmiercią.
      Co dałyby te wszystkie poduszki, napinacze i inne duperele.
      Jak bardzo byłbym pokiereszowany.
      Czy byłbym w stanie samemu wezwać pomoc.
      Co powiedzieliby członkowie mojej rodziny słysząc co się stało.
      Jak z aspektu prawnego wygladaloby to wszystko potem.

      Sytuacja na drodze trwala krótko, ale te wszystkie rozmyślania zajęły mi dobre
      pół godziny, zanim nie dotarłem do domu i nie odetchnąłem.
      Ciekawe co myślał debil w kaszlu? Jakie on wnioski wyciągnął? Może takie, żeby
      nie wyprzedzać wielkiego trucka na podwójnej ciągłej na zakręcie z zerową
      widocznością na resztę drogi?
      Co myślał kierowca Jelcza? Może dal długimi po pupie kaszlaka? Ale co to da?

      Mój wniosek: Przypadkowa, głupia z pozoru zabawa hamulcami uratowała
      prawdopodobnie życie kierowcy malucha. Kto wie, czy mnie również nie. A co z
      truckerem?
      Miałem szczęście. A może to jakiś Palec Boży w tym? Nie wiem. Cieszę się, że
      znow wygrałem "w tchórza". A przegranego pod mur i rozstrzelać!

      Mój apel. Nie praktykuj tego, jak masz kogoś na ogonie... al eczasami przed
      takimi "wirażami" nic nie zaszkodzi sprawdzić jak działają hamulce. A nuż nie
      będziesz żałować? Poważnie! Glupota czai się wszędzie. A co jeden głupiec
      zepsuje, tysiąc mędrców nie naprawi.

      pozdrawiam wszystkich! A szczególnie kierowców ciężarówek na "zakopiance", co
      80 jadą. Za takim jak się usadowię, to mam pewność, że zmiecie jak pług przede
      mną wszelkich amatorów zabawy "w tchórza". Uff ulżyło mi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka