Dodaj do ulubionych

moja przygoda z JWC

IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 12.10.04, 09:44
Moja przygoda z JWC

Proszę nie czytać, bo to jest nudne.

Przed podjęciem decyzji o wyborze mieszkania, lokalizacji i tym samym
dewelopera słyszałem liczne głosy (także na tym forum), w zdecydowanej
większości mało przychylne, pod adresem firmy z Ząbek. Mimo wszystko
kierowany naiwnym przekonaniem, że śródmiejska lokalizacja (cena też)
inwestycji zobowiąże „lidera na rynku” do fachowego podejścia do tematu i
wybudowania budynku pokazowego wizytówki firmy. Cóż, stało się… no i wpadłem.
Na domiar złego potwierdziło się historia o traktowaniu klienta jak
powietrze. Jeszcze zanim się nim stałem, tzn. zapłaciłem ostatnią ratę,
zdołałem wywalczyć wylanie nowych posadzek, które oprócz tego, że były
krzywe, chrzęściły pod butami, bo ktoś zaoszczędził na cemencie. Moje liczne
pisma dotyczące wielu innych „drobniejszych” spraw pozostawały bez
odpowiedzi. Norma. A rzecz się działa rok temu. Teraz już wystarczyło
zaadoptować własne M do swych potrzeb i żyć długo i szczęśliwie, mając
nadzieję, że to już koniec niespodzianek.

Okres sielanki nie był jednak długi. Już po kilku miesiącach pojawiły się
pęknięcia tynku w rogu ściany oraz przy oknach pod sufitem. Część takich
pęknięć, o których strona umowy była informowana, zaszpachlowałem wcześniej
sam, po tym jak deweloper postanowił udawać, że mnie nie ma. Tęsknie za tymi
czasami, kiedy to wydawało mi się problemem. W sumie to normalne, bo przez
jakiś czas konstrukcja pracuje, ewentualnie „osiada”. Ja też osiadłem, gdy
poinformowano mnie, że w lokalu piętro niżej leje się woda ze stropu oraz
spod listew i tapety moim mieszkaniu zaczęły wyłaniać się zacieki. Później
było już z górki w następującej kolejności: na ścianach pojawia się dorodny
grzyb. Wykonawca stwierdził, że przyczyną są najpewniej „własne” przeróbki
instalacji wodno-kanalizacyjnej. ze łzami w oczach rozbieram nowo
wyremontowaną łazienkę w poszukiwaniu źródła przecieku. Przeciek znajduję,
ale dopiero w przedpokoju. Tam to właśnie, w podłodze, której również
zbijałem terrakotę, firmowa instalacja okazała się być wadliwa. Szczęście w
nieszczęściu wg oficjalnych dokumentów przestałem być głównym podejrzanym w
sprawie. Upiłbym się z radości, gdybym zapomniał, że właśnie stoję w świeżo
wykończonym mieszkaniu, które nadaje się do… generalnego remontu.

Po kilku miesiącach od załatania dziury doczekałem się ekipy, która w końcu
zerwała moją pływająca podłogę z paneli, zbiła zagrzybione tynki, wybiła w
posadzkach dodatkowe „otwory kontrolne”, a po kilku dniach zmierzyła w nich
zawilgocenie. Oczywiście takie pomiary robi się od razu, ale nawet po kilku
miesiącach urzędowego schnięcia podłoga wciąż niosła w sobie wodę. Na
oficjalną i osobistą prośbę/sugestię (koniec września 2004 r.) o podgrzewanie
stropu w lokalu poniżej, pozostającym wciąż własnością dewelopera, nie mogę
uzyskać odpowiedzi. Firmie nie zależy, aby ta przykra dla klienta historia
skończyła się jak najszybciej. Oczywiście ekipa poprawkowa chętnie założyłaby
tynki i podłogi następnego dnia po ich zerwaniu, a po miesiącu zerwałaby je
od nowa. W niektórych branżach pracy nigdy nie zabraknie… Natomiast ja rok po
odbiorze mieszkania wciąż nie mogę z niego korzystać.

Naiwnym byłby ten, kto pomyśli, że to koniec historii. Przy okazji usuwania
zagrzybionych części tynków, tapet i podłóg udało mi się wywalczyć zbicie
tynków w miejscach coraz to większych pęknięć na ścianach. Okazało się, że
jedna ze ścian nie jest w ogóle połączona do do ściany nośnej, a ściana
osłonowa wewnętrzna na całej długości mieszkania posiada dwucentymetrowe
wypełnienie styropianowe przy styku z belka stropową, która jest dużo poniżej
wysokości sufitu. Styropian ten został nazwany „dylatacją poziomą”. Takie
rozwiązanie wg specjalistów dewelopera jest jak najbardziej na miejscu i to
nic złego, że ściana osłonowa osiada, chociaż oficjalnie nie powinna. Na
wszelki wypadek zaproponowano zamontowanie kątowników z mała szczeliną między
nimi przez całą długość ściany i wypełnienie szpary akrylem. Łatwo sobie
wyobrazić jak szczelina w tynku na wysokości ok. 2m przez całą długość
mieszkania. Deweloper pozostaje tradycyjnie głuchy na głosy pytające o inne
rozwiązanie.

Bilans mojej przygody:
- zdewastowane mieszkanie
- straty finansowe
- przygotowany pozew do sądu (co oczywiście przeciągnie sprawę)
- zszargane nerwy i brak złudzeń
- desperacja przejawiająca się wysyłaniem takich postów na tymże forum

Wszystko, co tu napisałem jest oczywiście subiektywnym, lecz także szczerym
obrazem moich relacji z firmą JWC. Nie jest moim celem krytykowanie nikogo ad
persona, ani wpływania na czyjakolwiek opinię. Przedstawiłem swoje odczucia i
mam tylko nadzieję, że należę do zdecydowanej mniejszości niezadowolonych
klientów, jak ktos woli – pieniaczy.
Dziękuję.

Frei R



Obserwuj wątek
    • Gość: fali Re: moja przygoda z JWC IP: 62.233.205.* 15.10.04, 12:14
      Witam.Właśnie zamierzam kupić mieszkanie od J.W.C. Sady Rembertowskie.Czy masz
      może jakieś info na temat tych inwestycji.Słyszałem już dużo o J.W.C. i boję
      się czy mieć z nimi cokolwiek wspólnego.
      Dzięki za odpowiedź
      fali@gazeta.pl
      • Gość: agnieszka Re: moja przygoda z JWC IP: 195.116.118.* 15.10.04, 15:50
        a o jakiej inwestycji JWC piszesz?
        Pytam z ciekawości. Moi znajomi mają mieszkanie na Dabrówce i DP i nie narzekają. Ewentualne ich zastrzezenia dotyczą akustyczności lokali.
        Ja sama kupiłam na ostrobramskiej - mam zastrzezenia co do tresci umowy przedstepnej, opóźnień i traktowania klienta - to narazie tyle.
        Mam nadzieję ze Twoj scenariusz w moim przypadku się nie powtórzy!
        Wspólczuje!
        • Gość: Frei R Re: moja przygoda z JWC IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 20.10.04, 20:17
          opowiesc dotyczy ul Elektoralnej
      • Gość: Frei R Re: moja przygoda z JWC IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 20.10.04, 20:16
        niestety nic nie wiem, o tej inwestycji..
        mam tylko nadzieje ze trafisz lepiej niz ja,
        pozdrawiam
        i szacuneczek
    • Gość: miś Re: moja przygoda z JWC IP: *.kijowska.waw.pl 21.10.04, 22:15
      :-)
    • Gość: zaskoczona Re: moja przygoda z JWC IP: *.ssmb.com 22.10.04, 15:19
      Witam,
      Az nie chce sie wierzyc.Ja mieszkam niedaleko tej inwestycji nawet przez płot.
      Przygladalam sie tej inwestycji przez dwa lata. Budynek z zewnatrz wyglada
      efektownie.Niestety cena metrazu nie uniemozliwila mi kupno mieszkania w tym
      budynku.Jak czytam to to chyba i dobrze ze mnie na nie nie bylo stac.

      Wspolczuje i nie zycze juz zadnych remontow,
      Pozdrawiam
    • Gość: tolek Re: moja przygoda z JWC IP: *.kijowska.waw.pl 26.10.04, 01:02
      Podtrzymuje wątek. Czy są jeszcze ciekawsze fakty z życia tej cudo spółki?
      • Gość: agnieszka Re: moja przygoda z JWC IP: *.sggw.waw.pl 26.10.04, 12:04
        Gość portalu: tolek napisał(a):

        > Podtrzymuje wątek. Czy są jeszcze ciekawsze fakty z życia tej cudo spółki?

        Oj mogabym ksiazke o tym napisac i jeszcze Pulitzera dostac ;)
        Moje rozmowy/kontakty z prezesostwem powinny przejsc do podrecznikow o
        negocjacjach i wsadzaniu kitow klientom. Tak dobrej zabawy to nigdy nie mialam.
        Nawet nie wiecie co mona usyszec i ile sie "dowiedziec" /nauczyc;) Szkoda tylko
        ze za tak duze pieniadze ( w moim przypadku ok 170 tys) ;(
        Ale nie ukrywam - bardzo przydatna nauka i kolejne doswaidczenie zyciowe.
        Naprawde teraz przydatne. Teraz juz az tak naiwna i ufna nie jestem.
        Osobiscie traktuje to teraz jako gratis przy zakupie mieszkania. ;)
        Inaczej idzie zwariowac i nerwy niepotrzebnie tracic.
        Tyle o JWC.
        • Gość: marek Re: moja przygoda z JWC IP: 213.25.24.* 11.12.04, 09:25
          prawdziwa szkola zycia, to fakt!
          praktycznie za kazdym razem giedy pojawialem sie w siedzibie (j)WC holdingu
          widzialem na korytarzach placzacych ludzi (to nie zart)
          ale co nas nie wzmocni, to ....
    • Gość: weerona Re: moja przygoda z JWC IP: *.jerozolimskie.pl 26.10.04, 21:17
      My mieszkamy na os. Jerozolimskie i mamy podobne przejścia z JWC i nigdy
      więcej nie zdecydujemy się na mieszkania od tego dewelopera. Mam nadzieję, że
      za jakiś czas mieszkanie nie bedzie kompletną ruina i ktoś je od nas kupi .
      Z całego serca odradzam JWC , napewno nie wszystkie lokale mają wady ale naszym
      osiedlem JWC nawet się nie chwali jako inwestycje zakończone bo odwalili na nim
      kompletną kiche .
      • Gość: xyz Re: moja przygoda z JWC IP: 217.153.179.* 11.12.04, 18:14
        Ludzie! Skoro wszyscy tak narzekacie, to na Miłość Boską zbierzcie się do kupy i
        wytoczcie jakiś zbiorowy proces, czy coś. Moze ta osoba ktora stworzyla ten
        watek, niech tez stworzy drugi "Lista chetnych do oskarzenia JWC" i niech sie
        tam wpisuja wszyscy, ktorzy maja problemy. Zawsze to w grupie macie wieksze
        szanse - szczegolnie w tego typu sprawach. Mozecie wykazac ze taki sposob
        traktowania klienta nie jest sporadyczny, ale nagminny.
        • Gość: Pawel. Re: moja przygoda z JWC IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.04, 21:30
          Nie dawno sam sie pozbyłem mieszkania JWC i to za duże pieniądze. Poziom jego
          wykonczenia to był wczesny Gierek .
          Krótko mówiac syf. Sam je zawsze chwaliłem znajomym bo głupio było się przyznać
          do błędu wydanej kasy. I to tak wielkiej kasy. Obecnie kamien z serca mi spadł
          i ciesze sie ze tak duzo zarobiłem na tej kupie gruzu.
          Mieszkanie na które czekam w tej chwili jest budowane przez pożadną firmę.
          Wszystko jest ok az miło patrzeć.
          Prosze Państwa o ponowna analize zakupu i przemyslenie czy was na to stać aby
          łądować sie w marne inwestycje JWC.
          Mi sie udało, 4 miesiące sprzedazy i wciskania kitu przyszłym nabywcom.
          Wiem mam wyrzuty ale cóż... Nie miałem wyboru albo odzyskam kase albo zostanę
          frajerem do końca zycia z marnym mieszkaniem które z roku na rok coraz wiecej
          kosztowało (czynsz+remontówka).
          CZŁOWIEKU ZASTANÓW SIE 1000 razy ZANIM WDEPNIESZ W GÓ>>>NO.

          pozdrawiam,
    • Gość: tomasz Re: moja przygoda z JWC IP: 62.111.149.* 05.01.05, 13:18
      Podzielam opinię. Moim znajomi kupili ich mieszkanie na Bemowie. Drugiego tak
      beznadziejnego inwestora jek JWC nie ma. Szkoda tylko,że rynek deweloperów mamy
      tak słaby i nie takie firmy nie są nanim weryfikowane.
      • Gość: koper Re: moja przygoda z JWC IP: *.kijowska.waw.pl 05.01.05, 22:48
        POTWIERDZAM!!!!!

        OSZUŚCI!!!

        DZIĘKI BOGU MAMY COŚ TAKIEGO JAK RYNEK I Z CZASEM (NIESTETY) LUDZIE TAK JAK W
        FSO PRZESTANĄ KUPOWAĆ RDZEWIEJĄCEGO Z KAŻDYM MIESIĄCEM POLONEZA.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka