august.bw
01.08.05, 10:19
Rozumiem burza, sytuacja wyjątkowa. Ale często elektrownia potrafi na
osiedlach po kilka razy w ciągu dnia wyłączać prąd. Czasami na parę minut,
czasami na kilka sekund, ale wiemy jak nawet te kilkusekundowe przerwy są
dokuczliwe (komputer). Zdarzyło się, że zimą po kolejnym wyłączeniu i mojej
interwencji telefonicznej odpowiedziano, że siadają bezpieczniki na stacjach,
bo mieszkańcy się dogrzewają i jest większe zużycie. No to chyba już szczyt
ironii był - czyżby oni na tym tracili, bo prąd jest za darmo?
W kontekście burzy to ciekawi mnie czy na rachunkach za prąd dotyczących
mieszkańców Michałowic i innych rejonów, uwzględnią tzw. "opłatę przesyłową"
i w ogóle czy uwzględnią fakt, iż przez tyle dni nie potrafili wywiązać się z
umowy. Powtarzam, rozumiem, że to burza, zjawisko nagłe, ale to jeszcze nie
koniec świata czy wojna i służby miejskie powinny być na taką okoliczność
przygotowane.
A tydzień bez prądu w odległości 10 km od stolicy państwa należącego do Unii
Europejskiej i to w XXI wieku to świadectwo zupełnej degrengolady
cywilizacyjnej.