Dodaj do ulubionych

Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy !!!!

19.09.06, 00:24
0. Pamiętaj, że żeniąc się z rozwódką, żenisz się także z jej historią
(często bardzo smutną i bolesną).

1. Nie wiesz dlaczego sie rozstała z mężem, zwykle znasz tylko jedną wersję,
jej, że on był taki i owaki a ona niewinna lelija. Potem się okazuje, że ani
niewinna ani lelija a prawda leży gdzieś po środku.

2. Ma oan urazy psychiczne po poprzednim związku (nawet jak twierdzi, że nie
ma), może być np. nieufna i tak na prawdę nie masz żony (do tego wszystko
wychodzi w czasie, bo nie rozpoznasz wszystkiego po kilku spotkaniach) tylko
kłębek nerwów oczekujący na kolejne niepowodzenie (nawet jak mówi i myśli
innaczej - to to siedzi w podkładzie) albo sztuczne jej zachowania, np.
nadmierne nadskakiwanie.

3. Często przyczyną rozpadu poprzedniego małżeństwa może być matka żony, może
być zbyt zaborcza (źle pojęta miłość do córki), lubić rządzić, urządzać życie
córce (nawet jeżeli jest kobietą typu "do rany przyłóż").

4. Szczególnie należy uważać gdy przyszła żona pochodzi z rozbitej rodziny
gdzie nie było faceta (matka jej się rozeszła i nie wyszła już ponownie za
mąż) - taka kobieta ma bardzo złe wzorce (lub nie ma w ogóle) męskie a często
patrzy na facetów oczami swojej matki, której się życie nie ułożyło.
Jej matka w swoim mniemaniu broni córki przed wrednymi facetami chociaż tak
na prawdę czyni jej krzywdę, dokonując generalizacji swojego nieszczęśliwego
wyboru partnera życiowego na wszystkich innych ( w tym wybranka córki)
Dodatkowo kobiety takie mają problemy emocjonalne, z okazywaniem uczuć, z
oddawaniem uczuć, z empatią - po prostu z braku pełnej rodziny nie nauczyły
się tego w dzieciństwie obserwując rodziców (to samo dotyczy córek samotnych
wdów, kobiet po domu dziecka) [oczywiście należy to samo odnieść do mężczyzn -
podobne objawy]
I nie jest to wina tej kobiety, ona jest tu tylko ofiarą czynów swoich
rodziców. Jeżeli powyższego nie wieźmiesz pod uwagę to masz wysokie
prawdopodobieństwo, że tobie też się nie uda utrzymać stabilnego małżeństwa z
taką osobą.

5. Masz często na głowie dzieci po poprzednim facecie (pal sześć jak się do
nich przyzwyczaisz ale jak nie albo one nie ?).

6. Dzieci mają urazy porozwodowe (różne zależnie od wieku w jakim je
to "szczęście" walnęło) co wymaga bardzo dużej cierpliwości i
czułości a wielu facetów ma z tym problemy -> zaczynają się scysje i awantury
cierpią dzieci. Do tego bardzo rzadko dzieci były przeprowadzone przez ten
okres np. przez zawodowego psychologa.

7. Masz zwykle byłego męża latami w tle, bo alimenty, bo spotkania z dziećmi
a jak typ był z gatunku psycholi (szerokopojętych) to możesz mieć
totalnie przewalone życie (i twoja żona, i dzieci też)
Dodatkowa upierdliwość to możliwe problemy na odcinku alimentów gdy się
tatusiowi biologicznemu coś odwidzi, masz wtedy w tle kolejne procesy o
alimenty i poddenerwowaną kobietę w domu (co się odbije na tobie i
dzieciach).

8. Masz dziadków drugiej strony w tle (dobrze jak są jakie takie układy)

9. Były małżonek może np. lepiej od ciebie zarabiać co też może dać przykre
doznania (wymówki kobiety jak jej już emocje przejdą) a kobieta może mieć
rozregulowane punkty odniesienia.

10. Kobieta może mieć wygórowane wymagania po poprzednim (fizyczne,
seksualne, finansowe) i mogą się zacząć przykre porównania w chwilach
spornych (jak ludziom puszczą nerwy to potrafią mówić bardzo przykre rzeczy,
których by nie powiedzieli na spokojnie).

11. Możesz mieć do czynienia z utajonymi chorobami kobiety po kontakcie z
tamtym (zakażenia, opóźnione skutki przemocy).

12. Choroby genetyczne dzieci, które mogą się ujawnić w najmniej oczekiwanym
momencie, a bo wiadomo co to był za typ i co miał w genach ?

13. Dzieci (w tym twoje własne) mają zły przykład, bo uczą się, że taki
układ, przecież nienormalny też może być i bardzo często też się rozwodzą
robiąc krzywdę swoim dzieciom.

14. Należy sprawdzić czy kobieta jest rzeczywiście wolna (przeprowadzono
rozwód, podział majątku i ustalono sprawy alimentacyjne) - te sprawy przy
złej woli stron mogą się ciągnąć latami i zatruć wszystko.


Same "zalety" takiego układu, nie ?

Ostatnio czytałem oferty na jednej ze stron anonsowych:

- jedna dziewczyna pisze, że rozwód a okazuje się, że tylko separacja
nieformalna czyli w praktyce czekanie na rozwód i podziały majątkowe (dobrze
jak strony mają dobrą wolę ale jak nie lub im się odmieni ? Ludzie na widok
pieniędzy dostają małpiego rozumu- sorry małpy nic do was nie mam)

- druga dziewczyna 33 lata i już po dwóch rozwodach + córka i co o takiej
myśleć ? Dwóch facetów drani czy może ona jakaś nie taka ?

Część powyższych rzeczy piszę z własnego bardzo przykrego doświadczenia,
zmarnowałem kilka lat na próbie budowania czegoś z taką osobą - zwyciężyła
przeszłość -> cierpię ja i jej dzieci, które się do mnie przywiązały :((( i
muszą się odwiązać (najpierw od ojca biologicznego teraz ode mnie bo donna
stwierdziła, że już nie potrzebuje wsparcia a moje uczucia i dzieci się nie
liczą.


Obserwuj wątek
    • zdzichu-nr1 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 00:28
      Napociłeś się, a mogłeś napisać prościej i krócej "nie bierz kobiety po
      przejściach powyżej 30stki" Wyszłoby na to samo...
      • f_emmefatale Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 00:28
        :)
      • absurdello A uważasz, że poniżej 30-tki jest jakaś różnica ? 19.09.06, 00:30
        Wątpię !
        • zdzichu-nr1 Re: A uważasz, że poniżej 30-tki jest jakaś różni 19.09.06, 00:42
          Jest różnica.

          Kobieta łapie narowy, dziwactwa i skrzywienia psychiczne wraz z wiekiem, no i
          oczywiście towarzyszącymi jej tzw. "przejściami". Im jest starsza tym gorzej
          znosi rozstania i rozczarowania miłosne.

          Ps. Podobne odjazdy u faceta są natomiast związane z długotrwałym brakiem
          ciupciania i występują niezaleznie od wieku. Tzw. "przejścia" spływają po Panach
          zazwyczaj łatwo, natomiast dłuższa (np. paroletnia) abstynencja seksualna
          niezależnie od wieku powoduje szybko starokawalerskie odloty. Mylę się?
          • f_emmefatale Re: A uważasz, że poniżej 30-tki jest jakaś różni 19.09.06, 01:00
            A jeśli za kawalerstwa był abstynentem?
            Co się wtedy z nim dzieje?
            • kan_ Re: A uważasz, że poniżej 30-tki jest jakaś różni 19.09.06, 16:36
              Ida do klasztoru. He, he.
          • pinup Re: A uważasz, że poniżej 30-tki jest jakaś różni 19.09.06, 11:00
            zdzichu-nr1 napisał:

            > Jest różnica.
            >
            > Kobieta łapie narowy, dziwactwa i skrzywienia psychiczne wraz z wiekiem, no i
            > oczywiście towarzyszącymi jej tzw. "przejściami". Im jest starsza tym gorzej
            > znosi rozstania i rozczarowania miłosne.
            >
            tu sie zdecydowanie myslisz. chyba ze mowimy o glupich babach, ktore cale zycie
            pozostaja mentalnie na poziomie liceum i harlekinow. czyli o duzej wiekszosci
            niestety.
    • kocie-hafty Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 08:30
      Rozwódkę to można wziąć na raz ale nigdy na całe życie........
      • armagedon6661 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 08:53
        kocie-hafty napisał:

        > Rozwódkę to można wziąć na raz ale nigdy na całe życie........
        Sa szczególne przypadki od reguły.
    • walutka Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 08:54
      Ale to życie skomplikowane :(.
    • piekielnica1 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 09:17
      absurdello napisał:

      > 0. Pamiętaj, że żeniąc się z rozwódką, żenisz się także z jej historią
      > (często bardzo smutną i bolesną).

      Po prostu nie spełniliście wzajemnie własnych oczekiwań.
      Nie tylko ona.
      • absurdello Nie zrozumiałaś tego punktu ! 19.09.06, 14:43
        Tu nie chodzi o spełnienie oczekiwań a pewne sprawy z przeszłości, które mogą
        nagle wyleźć w najmniej odpowiedniej chwili, różne urazy psychiczne czy fobie
        wyniesione nie tylko z poprzedniego związku ale też z dzieciństwa - tu chodzi o
        osoby wychowane w niepełnych rodzinach. I to nie jest mój wymysł ale znalazłem
        potwierdzenie tych zjawisk w literaturze :((
    • kotbehemot6 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 09:19
      obśmiałam się jak norka( o ile norki się smieją)-pogratulować nicka- wyjątkowa
      zbieżność z treścią postu :)))
      • absurdello Jak byś przeszła to co ja ... 19.09.06, 14:46
        to by ci zupełnie nie było do smiechu !
        Poczytaj sobie trochę literatury - wpływ rozwodu na ludzi, wpływ rozwodu na
        dzieci, wpływ rozwodu rodziców na częstotliwość rozwodów dzieci. To niestety
        ponura rzeczywistość a nie powód do śmiechu.

        • kotbehemot6 Re: Jak byś przeszła to co ja ... 19.09.06, 19:24
          dobra...chylę czoła, może w kontekście wypocin boskiego wydał mi sie twój post
          nieserio-jeżeli jest inaczej to przepraszam. Nie przeszłam rozwodu, w trackcie
          jest moja koleżanka , przyznaje ,jest to smutne i czasami tragikomiczne..zwracam
          honor i przepraszam
    • dzikoozka Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 09:21
      absurdello idż lepiej do burdello :DD
      • absurdello A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 14:47
        Co tam, przecież to tylko fizjologia ...
        • dzikoozka Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 15:38
          Nie potraktowałam twojej wypowiedzi poważnie. Jeśli powinnam - to mogę Ci tylko
          współczuc. Myslisz schematycznie, bo miałeś pecha i trafił ci sie nieszczęśliwy
          przypadek. Dlatego teraz wszystkie rozwódki są be i najlepiej spalic je na
          stosie. Współczuję ci ale też czuje sie urażona, bo jestem zwykła, fajną babką
          ale nie wykluczam, ze bede kiedys po rozwodzie, bo rózne są sytuacje. I takie
          pierniczenie o szopenie czyli o niczym w zasadzie udowodnionym, bo popartym
          twoim nieszczęsnym doświadczeniem, mnie po prostu irytuje.
          • absurdello Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 17:45
            > Nie potraktowałam twojej wypowiedzi poważnie. Jeśli powinnam - to mogę Ci
            > tylko współczuc. Myslisz schematycznie, bo miałeś pecha i trafił ci sie
            > nieszczęśliwy przypadek.

            Wiesz, trudno jest rozmawiać z kimś kto nie przeszedł przez pewne problemy albo
            zna je tylko ze słyszenia. Z zewnątrz wszystko wydaje się proste, łatwe i
            oczywiste. Jednak jak się z tym zetkniesz osobiście (czego Ci nie życzę) to
            zobaczysz, że ani proste ani łatwe ani oczywiste. To co napisałem, wynika nie
            tylko z tego nieudanego związku ale także jest wnioskami z procesu szukania
            nastepnej kobiety (tu akurat bardzo przydatne, przynajmniej jako źródło
            informacji są portale anonsowe i wymiana korespondencji uszczegóławiającej z
            potencjalnymi kandydatkami).

            > Dlatego teraz wszystkie rozwódki są be i najlepiej spalic je na
            > stosie.

            No widzisz, jak sama dowodzisz, że czytasz po łebkach albo nie rozumiesz co
            czytasz. Nigdzie nie napisałem, że rozwódki są be tylko o problemach na jakie
            można się nadziać w takim związku. A pomyślenie o czymś 10 razy nie oznacza
            odrzucenia tylko dokładne przemyślenie czegoś przed podjęciem aktualnej decyzji.

            > Współczuję ci ale też czuje sie urażona, bo jestem zwykła, fajną babką
            > ale nie wykluczam, ze bede kiedys po rozwodzie, bo rózne są sytuacje.

            Ja na przykład czuję się urażony propozycją udania się do burdelu, bo dla mnie
            jest to propozycja równorzędna z propozycją wykąpania się w szambie.
            Też jestem zwykłym fajnym facetem ale nie zakładam perspektywy rozwodu, bo
            widziałem z bliska jego skutki a jestem osobą wrażliwą i czyjeś cierpienie
            (szczególnie dzieci) nie jest mi obojętne.
            Pomijam już fakt, że miałem "bardzo złe" wzorce rodzinne: małżeństwa w mojej
            Rodzinie trwały od 37 lat do 64 lat mimo wszystkich przeciwności jakie
            generował świat zewnętrzny (np. wieloletnia rozłąka wojenna). Więc jakoś
            te "różne sytuacje" prowadzące do rozwodów mnie nie przekonują !!!

            Czy twój facet wie, że nie wykluczasz rozwodu ?


            > I takie pierniczenie o szopenie czyli o niczym w zasadzie udowodnionym, bo
            > popartym twoim nieszczęsnym doświadczeniem, mnie po prostu irytuje.

            Poczytaj sobie:

            www.kbroszko.dominikanie.pl/konflilkt.htm
            www.sciaga.pl/tekst/48398-49-dziecko_a_rozwod

            www.roztocze.stalwol.pl/Prywat/Rozwody/korel/korel.htm
            i rozdzialik np. 4. Rozwód w rodzinie pochodzenia i ROSNĄCY
            wpływ tego zdarzenia na losy dzieci.
            nowasol.kz.pl/content/view/294/143/
            www.hli.org.pl/cgi-bin/hlinews/fullnews.cgi?newsid1043764365,95661,
            i taki cytacik:
            "Dzieci wychowywane przez jednego rodzica doświadczają dwukrotnie większego
            ryzyka samobójstwa i wystąpienia choroby psychicznej niż dzieci wychowywane
            przez parę rodziców. Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” opublikowało w
            najnowszym numerze wyniki badań szwedzkich naukowców (patrz: Gunilla Ringbäck
            Weitoft, Anders Hjern, Bengt Haglund, Måns Rosén, „Mortality, severe morbidity,
            and injury in children living with single parents in Sweden: a population-based
            study”, „The Lancet” 2003 r., tom 361- 9354, s.289)"

            kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,55005,2361337.html

            • nefertum Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 18:34
              absurdello napisał:

              > Też jestem zwykłym fajnym facetem ale nie zakładam perspektywy rozwodu, bo
              > widziałem z bliska jego skutki a jestem osobą wrażliwą i czyjeś cierpienie
              > (szczególnie dzieci) nie jest mi obojętne.
              > Pomijam już fakt, że miałem "bardzo złe" wzorce rodzinne: małżeństwa w mojej
              > Rodzinie trwały od 37 lat do 64 lat mimo wszystkich przeciwności jakie
              > generował świat zewnętrzny (np. wieloletnia rozłąka wojenna). Więc jakoś
              > te "różne sytuacje" prowadzące do rozwodów mnie nie przekonują !!!

              Biorąc ślub raczej nikt nie "zakłada perspektywy rozwodu", ale ludzie sie
              zmieniają i lepiej w kulturalny sposób się rozejść niż tkwić w czymś, co nie
              uszczęśliwia żadnej ze stron, a tym bardziej dzieci.
              Ciekawe, jak skomentujesz to, że mając 15 lat pisałam dokumenty rozwodowe razem
              z moją matką? Wcześniej zdecydowała sie ona jedynie na separację, ze względu na
              naciski mojej babci, dla której instytucja małżeństwa była i jest nienaruszalna
              ("szcześliwą" małżonką została w wieku lat 15, a "wybranek" jej rodziców miał
              wówczas 28). Ani separacja, ani rozwód moich rodziców nie wpłynęły na mnie w
              jakiś szczególny sposób, a tym bardziej nie zdeterminowały mojego dorosłego
              życia; z pewnością byłoby mi wygodniej i łatwiej, gdyby ojciec był obok, ale
              lepiej mieć rodziców szczęśliwych (mniej lub bardziej) osobno niż
              nieszczęśliwych razem.
              • absurdello Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 19:58
                > Biorąc ślub raczej nikt nie "zakłada perspektywy rozwodu", ale ludzie sie
                > zmieniają i lepiej w kulturalny sposób się rozejść niż tkwić w czymś, co nie
                > uszczęśliwia żadnej ze stron, a tym bardziej dzieci.

                No nie wiem, z tego co napisała osoba, której odpowiadałem chyba zakłada taką
                możliwość (tak jakoś zabrzmiało jedno z jej zdań) a poza tym napisałaś "raczej"
                co nie zakłada jednoznacznego zaprzeczenia takiej możliwości.

                Co do "uszczęśliwiania stron", to to,że dochodzi do stanu gdzie już tylko
                rozwód jest rozwiązaniem świadczy, że ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać (może
                to wynik różnych wzorców społecznych, nie wiem ?) odpowiednio wcześnie i
                zaczynają być sobie obcy. Wiem, że to nie jest rozwiązanie we wszystkich
                przypadkach ale w części na pewno by zapobiegło rozkładowi rodziny.
                A poza tym przecież to takie modne, macie problemy ? Rozwiedźcie się ! Nie
                próbujcie ze sobą rozmawiać, negocjować, spotkać się w połowie drogi tylko
                ROZWIEDŹCIE SIĘ. Wystarczy poczytać doskonałe "porady" udzielane na tym forum
                niektórym osobom opisującym swoje problemy.

                Jeden z ostatnich: no tak facet chrapie, rozrzuca skarpetki, ma pryszcze na
                plecach, ściąga ze mnie kołdrę -> rada "mądrali" forumowych: Nie męcz się z nim
                więcej, rozwiedź się !


                > Ciekawe, jak skomentujesz to, że mając 15 lat pisałam dokumenty rozwodowe
                > razem z moją matką?

                Obyś nie musiała nabytej w ten sposób wiedzy wykorzystywać we własnej sprawie.
                Poza tym wpływ rozwodu jest różny zależnie od wieku dziecka i sposobu
                rozstawania się rodziców (to jest gdzieś w tych linkach co podałem w którejś
                odpowiedzi). Starsze dzieci lepiej znoszą te rozstania, bo podchodzą do tego
                bardziej intelektualnie niż emocjonalnie jak młodsze dzieci.
                Ale nie łudź się, rozwód Twoich rodziców siedzi w Twojej psychice i życzę Ci z
                całego serca by nigdy przy żadnej okazji się nie obudził !!!


                > Wcześniej zdecydowała sie ona jedynie na separację, ze względu na
                > naciski mojej babci, dla której instytucja małżeństwa była i jest
                > nienaruszalna ("szcześliwą" małżonką została w wieku lat 15,
                > a "wybranek" jej rodziców miał wówczas 28).

                No popatrz, mimo "szczęśliwego" małżeństwa z "wybrankiem" rodziców jakoś
                nie zwątpiła w instytucję małżeństwa, z jakiejś innej gliny była ulepiona
                czy jak ?

                > Ani separacja, ani rozwód moich rodziców nie wpłynęły na mnie w
                > jakiś szczególny sposób, a tym bardziej nie zdeterminowały mojego dorosłego
                > życia;

                A tego to nie bądź taka pewna, do tej chwili nie zdeterminowała ale co będzie
                w przyszłosci ? Oczywiście nie życzę Ci niczego złego ale pewność to będziesz
                miała późną starością u boku tego samego męża :)))

                > z pewnością byłoby mi wygodniej i łatwiej, gdyby ojciec był obok, ale
                > lepiej mieć rodziców szczęśliwych (mniej lub bardziej) osobno niż
                > nieszczęśliwych razem.

                Nie no oczywiście przecież tego nie neguję ale przecież takie nieszczęście jak
                dotknęło Twoich Rodziców nie pojawiło się nagle ("Do 15.30 19 września 2006
                roku jesteśmy szczęśliwi a od 15:31 już nie i występujemy o separację") to był
                proces kroczący, który albo przeoczono a w pewnym momencie było już za późno
                albo strony nie umiały (lub nie chciały) ratować wspólnego życia.
                Zastanów się co doprowadziło do zaniku szczęścia między Rodzicami, dlaczego
                nawei obecność dziecka (Ciebie) nie działała stabilizująco na związek, w którym
                momencie interes prywatny (egoizm) stanął ponad dobrem rodziny i nawet dobrem
                dziecka i jego prawem do wychowania w pełnej rodzinie.

                Moi Dziadkowie też się kłócili, że aż "piże" i garnki latały a jednak przeżyli
                ze sobą 64 lata, mimo smierci pierworodnego synka na początku małżeństwa,
                prawie 7 letniej rozłąki w czasie wojny, pracy Dziadka w terenie (bywał w
                pewnych okresach roku gościem w domu). Dziadek był nastawiony antyreligijnie,
                więc odpada stwierdzenie, że trzymał ich przy sobie lęk przed Stwórcą (jak
                widzę z kilku przykładów obecnych, jest nieskuteczny w trzymaniu ludzi przy
                sobie).
                Moi Rodzice żyli razem ponad 37 lat mimo, że mój Ojciec chorował przez ostatnie
                26 lat i to tak, że nie było u nas życia towarzyskiego (ciekawe jak się czuła
                moja Mama mając u boku ciężko chorego człowieka i praktycznie bardzo mało
                radości życia ?). Ostatnie 5 lat życia spędził w łóżku, bo nie zdecydował się
                na przeszczep serca i nie miał już sił na nic. Teoretycznie mogła się z nim
                wcześnie rozwieść i znaleźć innego (mieli tylko ślub cywilny), przecież to
                takie proste, najważniejsze jest przecież szczęście osobiste. Nie warto się
                przecież poświęcać dla drugiego człowieka, to takie niemodne i nie
                przyszłościowe, wszak zycie jest takie krótkie, nieprawdaż ?
                • nefertum Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 19.09.06, 20:53
                  absurdello napisał:

                  > a poza tym napisałaś "raczej"
                  > co nie zakłada jednoznacznego zaprzeczenia takiej możliwości.
                  *Oczywiście, że nie zaprzeczam - przeciez przez "ślub" można kupić
                  obywatelstwo. Ech, władza pieniądza...

                  > Wystarczy poczytać doskonałe "porady" udzielane na tym forum
                  > niektórym osobom opisującym swoje problemy.
                  *Co do porad udzielanych na forum, to nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze
                  ich wszystkich poważnie :D

                  > Starsze dzieci lepiej znoszą te rozstania, bo podchodzą do tego
                  > bardziej intelektualnie niż emocjonalnie jak młodsze dzieci.
                  > Ale nie łudź się, rozwód Twoich rodziców siedzi w Twojej psychice i życzę Ci
                  z całego serca by nigdy przy żadnej okazji się nie obudził !!!
                  * Taa, tylko, ze moi rodzice rozstali sie, gdy miałam lat 9; o mnie sie nie
                  martw, ja sie nie łudzę - rozwód moich rodziców nie siedzi w mojej psychice,
                  chyba raczej w ich, w koncu to oni przyznali sie do tego, że popełnili błąd, a
                  to nigdy nie jest łatwe...

                  > No popatrz, mimo "szczęśliwego" małżeństwa z "wybrankiem" rodziców jakoś
                  > nie zwątpiła w instytucję małżeństwa, z jakiejś innej gliny była ulepiona
                  > czy jak ?
                  * Mhm, szkoda tylko, że w myśl zasady: "co ludzie powiedzą?!"...

                  > Nie no oczywiście przecież tego nie neguję ale przecież takie nieszczęście
                  jak dotknęło Twoich Rodziców nie pojawiło się nagle
                  * No nie wiem, czy nie nagle: żyli w czasach "wolnej miłości",ale ludzi wciąż
                  wtedy bulwersowała "panna z dzieckiem" ;) Teoretycznie skutki można było
                  przewidziec ;)

                  > Nie warto się
                  > przecież poświęcać dla drugiego człowieka, to takie niemodne i nie
                  > przyszłościowe, wszak zycie jest takie krótkie, nieprawdaż ?
                  Alez warto, tylko ty chyba wciąż nie wiesz, co o tym przesądza? Miłość!!! I na
                  nic tu Twoje teorie o rozwódkach i rozwodach, bo jeżeli kogoś pokochasz, to
                  nie będzie to miało znaczenia... (choć może Ty już jesteś tak wyrachowany, że
                  najpierw będziesz musiał przeprowadzić dogłębny wywiad z ewentualną
                  kandydatką) ;)
                  • absurdello Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 20.09.06, 16:05

                    > *Oczywiście, że nie zaprzeczam - przeciez przez "ślub" można kupić
                    > obywatelstwo. Ech, władza pieniądza...
                    >
                    No właśnie to też jedno ze $%&#$^ naszych czasów (zresztą to tylko nowa wersja
                    starego wychodzenia za fortunę) powodujące, że instytucja małżeństwa podupada.

                    > *Co do porad udzielanych na forum, to nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze
                    > ich wszystkich poważnie :D
                    >
                    A skąd masz pewność, że wszyscy czytający są przy zdrowych zmysłach albo nie
                    mają ich zmąconych jakimiś smutkami ?

                    > * Taa, tylko, ze moi rodzice rozstali sie, gdy miałam lat 9; o mnie sie nie
                    > martw, ja sie nie łudzę - rozwód moich rodziców nie siedzi w mojej psychice,
                    > chyba raczej w ich, w koncu to oni przyznali sie do tego, że popełnili błąd,
                    > a to nigdy nie jest łatwe...

                    To tylko się tobie tak wydaje, że nie siedzi - to są urazy zwykle mocno
                    stłumione i wypychane ze świadomości a wyłażą dopiero jak się pojawią podobne
                    sytuacje (taki wyzwalacz). No chyba, że w ogóle nie posiadasz żadnych uczuć, w
                    co mocno wątpię.

                    A może ich błędem było to, że dopuścili do takiego rozdźwięku między sobą, że
                    już tylko przyszło się rozwieść ? Co zrobili by nie doszło do rozpadu ?


                    > > No popatrz, mimo "szczęśliwego" małżeństwa z "wybrankiem" rodziców jakoś
                    > > nie zwątpiła w instytucję małżeństwa, z jakiejś innej gliny była ulepiona

                    > Mhm, szkoda tylko, że w myśl zasady: "co ludzie powiedzą?!"...
                    >
                    I tam, tego to nie możesz być do końca pewna ... :))

                    > * No nie wiem, czy nie nagle: żyli w czasach "wolnej miłości",ale ludzi wciąż
                    > wtedy bulwersowała "panna z dzieckiem" ;) Teoretycznie skutki można było
                    > przewidziec ;)

                    9 letnia ciąża ;)) ? Nie żartuj !


                    > Alez warto, tylko ty chyba wciąż nie wiesz, co o tym przesądza? Miłość!!!

                    Wieczna miłość istnieje tylko na kartach powieści !! A w rzeczywistości to
                    nierównowaga chemiczna w mózgu wyrównująca się po 3 do 8 latach, jak jej nie
                    uzupełnisz innymi więzami (np. przyjaźnią) to potem zostaje pustka jak emocje
                    wygasną

                    > I na nic tu Twoje teorie o rozwódkach i rozwodach, bo jeżeli kogoś pokochasz
                    > to nie będzie to miało znaczenia...

                    Dzięki takiemu "prostemu" podejściu do tematu to masz to co masz w swojej
                    rodzinie: "Najpierw się pokochamy a potem się zobaczy." .

                    Najważniejsza jest miłość, nie ważne, że nie mamy za co żyć, a ty jesteś
                    notorycznym pijakiem, przeciez wierzę, że jak się pobierzemy to przestaniesz
                    pić i wynosić pamiątki po moich rodzicach do lombardu - dziennikarze się cieszą
                    mają dzięki temu niewysychające źródło poruszających informacji o przemocy w
                    rodzinie, o katowanych dzieciach itd. Ślepa miłość ponad wszystko !

                    "Miłość ci wszystko wybaczy", to tylko tak pięknie brzmi w piosence szczypiącej
                    po sercu i duszy a w rzeczywistości to już wystarczy dłuższy okres bezrobocia
                    jednej strony by ją nadwątlić.

                    > (choć może Ty już jesteś tak wyrachowany, że najpierw będziesz musiał
                    > przeprowadzić dogłębny wywiad z ewentualną > kandydatką) ;)

                    Oczywiście, jestem - dzięki temu nie zakochałem się w kolejnej co nie miała
                    rozwodu ani załatwionych wszystkich poprzednich spraw (choć wstępnie podawała,
                    że jest wolna) ani w drugiej gdzie wystąpiłby ewidentny konflikt serologiczny
                    (bo przecież na zwykłej randce nie wymieniamy się grupami krwi i czynnikami Rh)
                    a ja chciałbym mieć też dziecko, przynajmniej nie zagrożone od tej strony. Mój
                    przyjaciel z dzieciństwa nie dożył przez to 18 lat (nie życzę nikomu takich
                    cierpień i takiej śmierci jaką on miał). Wiem, że istnieją różne leki
                    pozwalające ominąć teraz ten problem ale ja ze względu na powyższe wolę nie
                    ryzykować.
                    Dlatego jestem też zwolennikiem wywiadu przedmiłosnego a poza tym nie jestem
                    już tak młody by mieć czas na wielokrotne próbowanie w ciemno.

                    • nefertum Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 20.09.06, 19:25
                      absurdello napisał:

                      > Wieczna miłość istnieje tylko na kartach powieści !! A w rzeczywistości to
                      > nierównowaga chemiczna w mózgu wyrównująca się po 3 do 8 latach, (...)

                      > nie zakochałem się w kolejnej co nie miała
                      > rozwodu ani załatwionych wszystkich poprzednich spraw (choć wstępnie
                      podawała, że jest wolna) ani w drugiej gdzie wystąpiłby ewidentny konflikt ?
                      >serologiczny (bo przecież na zwykłej randce nie wymieniamy się grupami krwi i
                      >czynnikami Rh) a ja chciałbym mieć też dziecko, przynajmniej nie zagrożone od
                      >tej strony. (...)

                      > Dlatego jestem też zwolennikiem wywiadu przedmiłosnego a poza tym nie jestem
                      > już tak młody by mieć czas na wielokrotne próbowanie w ciemno.

                      Po prostu żal mi Ciebie... Nie jesteś skłonny podjąć żadnego ryzyka, aby być
                      szczęśliwym... Życie przecieknie Ci miedzy palcami zanim zdążysz się
                      zorientować :( Bardzo, bardzo smutne... Siedzisz w psychologii, teoretyzujesz,
                      a nawet nie zauważyłeś, że to właśnie Ty powinieneś skorzystac z psychoterapii.
                      Chyba nigdy nie byłeś prawdziwie zakochany - gdybyś był, wiedziałbyś, że nie
                      masz na ten stan decydującego wpływu. "Nie zakochać sie z powodu konfliktu
                      serologicznego" to największa głupota, jaką kiedykolwiek słyszałam!
                      Cóż, "nierównowaga chemiczna w mózgu" moim i mojego partnera powinna już dawno
                      sie wyrównać, a my wciąż sie bardzo kochamy, akceptujemy swoje wady i wspólnie
                      walczymy z chorobami :) i co najważniejsze, takich par jest bardzo wiele...ale
                      Ty tego - ze swoim obecnym podejściem - z pewnością nie przeżyjesz :(
                      Pozostaje mi życzyć Ci udanych wywiadów przedmiłosnych:
                      1)nie zapomnij zapytać o choroby przebyte w dziecinstwie (bo pewnie wiesz czym
                      grozi np. różyczka w czasie ciąży),
                      2)ewentualne choroby psychiczne czy nowotworowe w rodzinie, alkoholizm itp.,itd.
                      3)zbadaj na nosicielstwo całej masy wirusów i bakterii, pomijam już tak
                      oczywiste sprawy, jak HIV czy żółtaczka, ale pomyśl, że może mieć np. gronkowca
                      w gardle i co wtedy - seks oralny odpada ;)
                      4)koniecznie sprawdź czy ma dobrą i stałą pracę, bo przyjaźń też może nie
                      wystarczyć na "dłuższy okres bezrobocia" ;)
                      5) itp., itd.... mozna w nieskończoność
                      Ale z pewnością "nie pytaj jej, czy naprawdę kocha Cię", bo przecież to jest
                      tak mało istotne w małżeństwie ;) Pożądanie też nie jest ważne, w obliczu tego,
                      jak dobrą będzie "żona" ;)
                      Proszę Cie tylko o jedno - powiedz swojej "kandydatce do miłości", jakie masz
                      podejście do tych spraw, a najlepiej zarchiwizuj pisane przez siebie posty i
                      jej to pokaż...
                • dzikoozka Re: A może zaproponuj to swojemu chłopakowi, co ? 20.09.06, 09:12
                  Masz odp. na @
                  Pozdr
                  • absurdello A ja wysłałem moją też na Twoją @ 20.09.06, 15:29
                    Pozdrawiam
    • shady27 i vice versa.....pomysl zanim wezmiesz rozwodnika 19.09.06, 09:49

      • kotbehemot6 i starego kawalera kobieto też się strzeż....wpisu 19.09.06, 09:51
        jcie dlaczego
        1. bo dziwak którego nikt nie chciał
        • absurdello Może dziwak a może ... 19.09.06, 14:50
          nie dziwkarz co to kocha po wierzchu a rzuca o zmierzchu ?

          Czy ty wiesz co to jest uczucie ? Chyba nie, niestety. Pewnie nigdy nikogo na
          prawdę nie kochałaś tak mocno, że doszłaś do granicy zza której się nie wraca ?
          • kotbehemot6 Re: Może dziwak a może ... 19.09.06, 18:37
            a skąd taki absurdalllny wniosek ????
            • absurdello Z Twojego wpisu numer 1 19.09.06, 20:08
              Nie wzięłaś pod uwagę, że starokawalerstwo może wynikać z wyboru kawalera,
              który nie potrafił już patrzeć na inne kobiety z powodu zbytniego zakochania się
              w tej jednej (taki "chory" rodzaj wierności).

              A kawaler miał okazję (w przerwie między jednym a drugim spotkaniem tej samej
              kobiety), nawet taką wiążącą się z wyjazdem za granicę do lepszego
              (przynajmniej finansowo) życia ... tyle, że tu kobieta pozwoliła sobie
              na "zrównoleglenie" go jak wróciła do siebie za granicę choć była już mowa o
              małżeństwie i pewne sprawy urzędowe były już załatwiane ... Kawaler dowiedział
              się o tym przypadkiem na przyjęciu gdy stał za wybranką (ona tego nie
              wiedziała) i powiedziała co ma za granicą: "dom, pracę i faceta". Kawalerowi
              zrobiło się przykro i podziękował wybrance ... co ciekawsze druga wybranka była
              rozwódką i też pochodziła z rozwiedzionej rodziny ... oczywiście to uogólnienie
              i całkowity przypadek ...
    • alpepe Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 09:50
      mądrze piszesz, ale podobne rzeczy można by napisać o każdej grupie kobiet... i
      mężczyzn.
      • absurdello Owszem, ale grupa tych dotkniętych nieszczęściem 19.09.06, 14:53
        rozwodu (bo to jest nieszczęście chociaż czasami ratuje czyjś spokój, zdrowie
        lub życie) jest szczególnie dotknięta problemami. Zawód miłosny (małżeński)
        zostawia ślady na całe życie (czasami bardzo głęboko to siedzi i może się ni
        ujawnić chyba, że pojawią się podobne okoliczności w następnym związku)
    • pinup Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 10:42
      absurdello napisał:

      >
      > Część powyższych rzeczy piszę z własnego bardzo przykrego doświadczenia,
      > zmarnowałem kilka lat na próbie budowania czegoś z taką osobą - zwyciężyła
      > przeszłość -> cierpię ja i jej dzieci, które się do mnie przywiązały :((( i
      >
      > muszą się odwiązać (najpierw od ojca biologicznego teraz ode mnie bo donna
      > stwierdziła, że już nie potrzebuje wsparcia a moje uczucia i dzieci się nie
      > liczą.
      >
      >

      i w zwiazku z tym masz patent na prawde i doglebna znajomosc psychiki
      wszystkich rozwodek?
    • mili_vanili Re: pomyliłeś fora 19.09.06, 11:08
      jeżeli chciałeś ostrzec mężczyzn, to trzeba było napisać na forum *mężczyzna*
    • szafireczka Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 11:26
      Obawiam się, że po 30-tce nie znajdziesz juz kobiety z "biała kartą", bo nawet
      panna będzie miała już swoje przyzwyczajenia i nawet gdy bedzie dziewica w tym
      przypadku biala karta juz nie bedzie biala tylko pozółkła :)

    • malina_28 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 11:36
      Odnosze wrażenie, że czujesz się cholernie zraniony. Nie ma się co dziwić skoro
      znalazłeś się w takiej sytuacji. Tylko chyba uogólnianie i przypisywanie
      wszystkim rozwiedzionym cech które odnalazłeś w swojej byłej nie jest trafione.
      Nie każdy jest taki sam. Azakładając, że ktoś wiąże się z rozwiedzioną osobą z
      potrzeby serca, dlatego że kocha, to większość Twoich często sprzecznych z
      rzeczywistością "prawd" do niczego mu się nie przyda.
      To że Tobie nie wyszło, to nie znaczy że nie wyjdzie innym. A wina nigdy nie
      leży tylko po jednej ze stron. Rozumiem rozgoryczenie i współczuję, ale
      uogólnienia są często niesprawiedliwe.
      • absurdello Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisałem 19.09.06, 15:25
        Nie napisałem, że wszystkie wymienione czynniki występują zawsze ale, że należy
        je mieć na względzie by się potem przykro nie nadziać.

        Niestety, nie tylko z jedną rozwiedzioną (a właściwie ona się do dziś nie
        rozwiodła stąd moja uwaga o przewlekłości pewnych spraw) się zetknąłem i jakoś
        wszystkie lepiej lub gorzej pasowały do tego jak to nazwałaś "uogólnienia".
        Tyle, że trochę mylisz pojęcia, bo uogólnienie to by było gdybym
        napisał "Wszystkie rozwódki są złe i dlatego należy omijać je z daleka".
        Ja napisałem tylko o problemach jakie mogą się pojawić w takim związku i, że
        należy się zastanowić czy im podołamy, nim wleziemy głęboko w związek.

        > Nie każdy jest taki sam.

        Ależ oczywiście, to co podałem to nie średnia tylko zbiór problemów jakie można
        napotkać (tak samo dotyczy to rozwodników).

        > A zakładając, że ktoś wiąże się z rozwiedzioną osobą z potrzeby serca,
        > dlatego że kocha, to większość Twoich często sprzecznych z
        > rzeczywistością "prawd" do niczego mu się nie przyda.

        Potrzeba serca, potrzebą serca a proza życia jego prozą.

        Ja też kochałem (zbyt mocno), pozostałem przez to sam, a po 10 latach ta osoba
        przyszła do mnie po pomoc, bo ten który mi ją zabrał okazał się draniem i
        zostawił ją z małymi dziećmi. Pomagałem kilka lat, pokochałem dzieci mojego
        wroga (i one mnie też, starałem się być jakąś namiastką ojca,który je olał),
        jak wyszła w miarę na prostą to uznała, że jestem zbędny i przestała mieć dla
        mnie czas (nawet by odpowiedzieć na dzień dobry)

        > To że Tobie nie wyszło, to nie znaczy że nie wyjdzie innym.

        Nie pisałem, że nie wyjdzie tylko, że trzeba mieć na względzie to co napisałem
        by się cały związek nie skończył cierpieniem dorosłych i dzieci.

        > A wina nigdy nie leży tylko po jednej ze stron.

        Czego wina ?


        > Rozumiem rozgoryczenie i współczuję, ale uogólnienia są często
        > niesprawiedliwe.

        Nie zrozumiałaś mojego tekstu.



        • nefertum Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 16:12
          absurdello napisał:

          > Pomagałem kilka lat, pokochałem dzieci mojego
          > wroga (i one mnie też, starałem się być jakąś namiastką ojca,który je olał),
          > jak wyszła w miarę na prostą to uznała, że jestem zbędny i przestała mieć dla
          > mnie czas (nawet by odpowiedzieć na dzień dobry)

          Zaraz, zaraz, ale Ty też podajesz jedną wersję wydarzeń. Z Toba to pewnie tak,
          jak z rozwódkami; ona była taka i owaka, a Ty niewinny, jak lelija. Czyżby tu
          prawda nie lezała pośrodku? ;)
          Życze powodzenia w szukaniu dziewicy w średnim wieku, dla której będziesz
          pierwszym chłopakiem - pamietaj, że nie tylko rozwódki mają dzieci, a trudno
          znaleźć kobietkę koło 30, która nie miałaby żadnego doświadczenia w sferze
          erotyczno-uczuciowej, zapewne będzie miała także matkę, a być może także
          wygórowane wymagania po poprzednim facecie... ;) Wiesz, biorąc pod uwagę Twoje
          doświadczenia, to teoretycznie też się nie nadajesz na wspólne życie.
          Ale wciąż istnieje to piękne uczucie, zwane miłością, a wtedy nie liczy się nic
          innego, a zwłaszcza Twoje absurdalne argumenty :)
        • malina_28 Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 16:48
          > Tyle, że trochę mylisz pojęcia, bo uogólnienie to by było gdybym
          > napisał "Wszystkie rozwódki są złe i dlatego należy omijać je z daleka".
          > Ja napisałem tylko o problemach jakie mogą się pojawić w takim związku i, że
          > należy się zastanowić czy im podołamy, nim wleziemy głęboko w związek.
          Jakoś tak się dziwnie składa, że jeszcze pare osób na tym forum w podobny
          sposób jak ja zrozumiała Twoją wypowiedź. A więc może to Ty powinieneś pisać w
          bardziej zrozumiały sposób.
          Piszesz, że nie uogólniasz, ale jakoś trudno odnieść inne wrażenie czytając to
          w jak kwaśny i jednostronny sposób wypowiadasz się o rozwiedzionych kobietach.

          > Ja też kochałem (zbyt mocno), pozostałem przez to sam, a po 10 latach ta
          osoba
          > przyszła do mnie po pomoc, bo ten który mi ją zabrał okazał się draniem i
          > zostawił ją z małymi dziećmi. Pomagałem kilka lat, pokochałem dzieci mojego
          > wroga (i one mnie też, starałem się być jakąś namiastką ojca,który je olał),
          > jak wyszła w miarę na prostą to uznała, że jestem zbędny i przestała mieć dla
          > mnie czas (nawet by odpowiedzieć na dzień dobry)
          Po przeczytaniu tego trochę bardziej zrozumiałam Twoje negatywne podejście.
          Ciężko sobie nawet wyobrazić jak można się czuć po takim świństwie. Współczuję
          Ci serdecznie (nie ma w tym zdaniu żadnej ironii).
          • absurdello Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 18:12
            malina_28 napisała:

            > Jakoś tak się dziwnie składa, że jeszcze pare osób na tym forum w podobny
            > sposób jak ja zrozumiała Twoją wypowiedź. A więc może to Ty powinieneś pisać
            > w bardziej zrozumiały sposób.

            Jakoś się też dziwnie złożyło, że parę osób zrozumiało o co mi chodziło czy z
            tego wynika, że powinienem pisać w mniej zrozumiały sposób ?

            > Piszesz, że nie uogólniasz, ale jakoś trudno odnieść inne wrażenie czytając
            > to w jak kwaśny i jednostronny sposób wypowiadasz się o rozwiedzionych
            > kobietach.

            Jak się coś robi to nalezy rozpatrzeć także możliwości potknięć a tu są spore !

            A jednostronność to takie wrażenie, bo jaki sens ma porównywanie plusów typu,
            że mężatka z dziećmi ma lepiej ustabilizowany system hormonalny i jest
            rozbudzona seksualnie z minusem np., że reaguje histerycznym unikiem przy twoim
            gwałtowniejszym ruchu (bo w poprzednim związku np. ten ruch kończył się
            kolejnym np. siniakiem) ?
            Ja pisałem o potencjalnych problemach, które trzeba mieć na względzie budując
            taki związek, bo sama miłość i zauroczenie nie zawsze wystarcza.


            > Po przeczytaniu tego trochę bardziej zrozumiałam Twoje negatywne podejście.
            > Ciężko sobie nawet wyobrazić jak można się czuć po takim świństwie.
            > Współczuję Ci serdecznie (nie ma w tym zdaniu żadnej ironii).

            Źle mnie rozumiecie, ja nie mam negatywnego podejścia a raczej ostrożne, bo
            staram nie popełniać tych samych błędów.\

            Po tym co wyczytałem w literaturze (fakt, że wiele lat za późno) nie traktuję
            już tego jako celowego świństwa (owszem bardzo mi przykro ale teraz rozumiem
            bardziej jej postępowanie). Ona po prostu innaczej nie umie, nie wyniosła tego
            z domu, też jest ofiarą nieudanego życia rodziców i wszystkich jego skutków.
            Praktycznie wychowywali ja dziadkowie i to też bardzo oschle a to też rzutuje
            na charakter danej osoby i np. umiejętność okazywania czy odbierania uczuć oraz
            poziom empatii. Niestety to wszystko jest w książkach do psychologii :(
            Gdybym wiedział o tym wcześniej byłbym ostrożniejszy z lokowaniem uczuć albo
            ominął ją dużym łukiem wiele lat temu.
            • nefertum Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 18:44
              absurdello napisał:

              > Po tym co wyczytałem w literaturze (fakt, że wiele lat za późno) nie traktuję
              > już tego jako celowego świństwa (owszem bardzo mi przykro ale teraz rozumiem
              > bardziej jej postępowanie). Ona po prostu innaczej nie umie, nie wyniosła
              tego
              > z domu, też jest ofiarą nieudanego życia rodziców i wszystkich jego skutków.
              > Praktycznie wychowywali ja dziadkowie i to też bardzo oschle a to też rzutuje
              > na charakter danej osoby i np. umiejętność okazywania czy odbierania uczuć
              oraz poziom empatii. Niestety to wszystko jest w książkach do psychologii :(
              > Gdybym wiedział o tym wcześniej byłbym ostrożniejszy z lokowaniem uczuć albo
              > ominął ją dużym łukiem wiele lat temu.

              Eee, no przecież Ty wcale nie uogólniasz ;) Gdybyś uważniej czytał książki do
              psychologii, to wiedziałbyś, że człowiek jest zbyt skompilkowaną istotą i nie
              da się go nigdy zaszufladkować; wiedziałbyś również to, że istnieje wiele
              teorii, a żadna z nich nie daje prostej odpowiedzi odnośnie zachowania
              człowieka. Gdyby wychowanie człowieka determinowało jego rozwój w takim
              stopniu, o jakim piszesz, to naprawde trudno byłoby znaleźć "normalną" osobę.
              • absurdello Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 19:18
                > Eee, no przecież Ty wcale nie uogólniasz ;)

                Niestety na ponad 10 przypadków z jakimi się zetknąłem (a sporo rozmawiam z
                ludźmi, często mi się zwierzają - pewnie zmienię zawód na spowiednika :))))
                ŻADEN nie wykazał niezgodności z tym co podawała, za późnio przeczytana,
                literatura. Osoby te nie znały się na wzajem więc znika problem, np sugerowania
                się postępowaniem tych innych.
                To nie jest uogólnianie, przecież nigdzie nie napisałem o nieuchoronności
                wszystkich zdarzeń, to jest raczej sygnalizowanie prawidłowości, które już inni
                przede mną stwierdzili. Niestety w szkole kazali mi czytać niezbedne do życia
                informacje o pantofelku i euglenie zielonej zamiast o tym jak rozwiązywac
                problemy międzyludzkie (o tym dopiero mówią na naukach przedmałżeńskich ale
                mało kto o tym pamięta a i nauki są na bardzo różnym poziomie :)))

                > Gdybyś uważniej czytał książki do psychologii, to wiedziałbyś, że człowiek
                > jest zbyt skompilkowaną istotą i nie da się go nigdy zaszufladkować;

                Owszem, ale pewne prawidłowości są stwierdzone mimo różnic
                międzyegzemplarzowych. Jak na razie moje obserwacje potwierdzają te
                prawidłowości (z "przebadanych" osób tylko jedna zdaje sobie sprawę z własnych
                niedoskonałości wynikłych z wychowania w niepełnej rodzinie i teraz boi się,
                by jego dziecko tez nie poszło jej śladem (a ta osoba się rozwiodła, bo jak
                sama stwierdziła, że właśnie rózne deficyty emocjonalne doprowadziły do tego,
                że nie potrafiła utrzymać swojego poprzedniego związku a i następny też jest w
                zawieszeniu)

                > wiedziałbyś również to, że istnieje wiele teorii, a żadna z nich nie daje
                > prostej odpowiedzi odnośnie zachowania człowieka.

                Prostej, nie ale większość ludzi nie zna nawet tych teorii i pewnych wniosków z
                nich płynacych, idzie w ciemno często tłukąc się boleśnie o sprawy, które są
                juz znane i których wcześniejsza znajomość być może uratowała by niejedno
                małżeństwo ...

                > Gdyby wychowanie człowieka determinowało jego rozwój w takim
                > stopniu, o jakim piszesz, to naprawde trudno byłoby znaleźć
                > "normalną" osobę.

                Fakt, rosnąca liczba rozwodów świadczy przeciwko mnie ;))))
                Niestety determinuje, bo większość rzeczy wykonujemy automatycznie a
                automatyzmów tych (nawet tych bardzo złożonych) uczymy się w procesie
                wychowania. Mało kto myśli świadomie cały czas nad tym co mówi i co robi,
                a potem już jest za późno - zawleczka została wyciągnięta i zegar tyka.
                Masa ludzi zakończyła swoją edukację na wyciągach z lektur (nawet nie samych
                lekturach) więc co wymagać by zauważali jakieś prawidłowości w swoich
                zachowaniach czy zachowaniach innych ludzi (zresztą system edukacji
                nie uczył nigdy myślenia raczej klepania różnych "pacierzy" i to też wybranych)
                • nefertum Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 19.09.06, 20:25
                  Absurdello, jakoś mnie nie przekonałeś do tego, że Ty potrafisz czytać ze
                  zrozumieniem i myśleć - oto cytat z jednej ze stron, które podawałeś: "Na dobro
                  dzieci bardziej niż sam fakt rozwodu negatywny wpływ ma konflikt między
                  rodzicami". Psycholog I. Kołodziejczyk używa nawet określenia: "destrukcja w
                  białych rękawiczkach", opisując małżeństwa "z rozsądku", gdzie ludzie są razem
                  dla "dobra dziecka".
                  Rozwód nie predestynuje dziecka do zachowań ryzykownych czy "deficytów
                  emocjonalnych", jak to ująłeś; b. wiele zależy natomiast od stopnia dojrzałosci
                  rodziców i od ich relacji z dzieckiem.
                  Wiele osób chce uciec od odpowiedzialności za swoje czyny, własnie tłumacząc
                  swoje zachowanie tym, że są z rozbitej rodziny, że są DDA, że nie mieli
                  właściwych wzorców itp., itd. Z pewnością ma to wpływ, ale nie przesądza o tym,
                  jakim ktoś jest człowiekiem. To absolutnie nie jest usprawiedliwieniem dla
                  wszelkich wad i niepowodzeń! "Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia - trudne
                  dzieciństwo zobowiązuje".
                  Piszesz, że "mało kto myśli świadomie cały czas nad tym co mówi i co robi",
                  czyli co uważasz, że człowiek jest jedynie zdolny do naśladownictwa zachowań
                  najbliższego otoczenia? Cóż, u mnie schemat zazwyczaj wygląda następująco:
                  myślę (i to świadomie), nastepnie mówię (nie zawsze) i robię (zazwyczaj) ;)
                  Ale co ja sie znam, "rozwiodłam" własnych rodziców i jestem DDA, więc pewnie
                  mój ponad 9-letni związek wkrótce sie rozpadnie z powodu moich braków
                  emocjonalnych, a ja skonczę w pobliskim barze sącząc kolejny gin z tonikiem.
                  P.S. Zamknij szufladkę ze mną w środku ;)
                  • absurdello Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 20.09.06, 16:45
                    > Absurdello, jakoś mnie nie przekonałeś do tego, że Ty potrafisz czytać ze
                    > zrozumieniem i myśleć - oto cytat z jednej ze stron, które podawałeś:
                    > "Na dobro dzieci bardziej niż sam fakt rozwodu negatywny wpływ ma konflikt
                    > między rodzicami". Psycholog I. Kołodziejczyk używa nawet
                    > określenia: "destrukcja w > białych rękawiczkach", opisując małżeństwa
                    > "z rozsądku", gdzie ludzie są razem dla "dobra dziecka".

                    Rozumiem, że uważasz, że ten jeden cytat opisuje wszystkie możliwe stany,
                    wszystkie grupy wiekowe i wszystkie dzieci, które "jak wiemy" mają dokładnie
                    jednakową wrażliwość ?

                    > Rozwód nie predestynuje dziecka do zachowań ryzykownych czy "deficytów
                    > emocjonalnych", jak to ująłeś; b. wiele zależy natomiast od stopnia
                    > dojrzałosci rodziców i od ich relacji z dzieckiem.

                    Nie uważasz, że rozwód to pojęcie "trochę" szersze niz tylko złożenie podpisów
                    przez strony ?
                    Stopnia dojrzałości rodziców ... czy dojrzali ludzie się rozwodzą, bo mnie się
                    wydaje, że rozwód to raczej skutek niedojrzałości ludzkiej (jakkolwiek
                    pojętej) ?

                    > Wiele osób chce uciec od odpowiedzialności za swoje czyny, własnie tłumacząc
                    > swoje zachowanie tym, że są z rozbitej rodziny, że są DDA, że nie mieli
                    > właściwych wzorców itp., itd. Z pewnością ma to wpływ, ale nie przesądza o
                    > tym, jakim ktoś jest człowiekiem.

                    Kobieto poczytaj sobie najpierw o rozwoju emocjonalnym i psychicznym dziecka,
                    jak się nabywa "umiejętności" uczuciowych i kiedy !

                    Jak ma ktoś umieć okazywać (i mieć) uczucia jak nie widział tego w dzieciństwie
                    u swoich najbliższych ? Ile osób w społeczeństwie jest na tyle silne
                    intelektualnie i ma wiedzę, by sprotezować sobie te deficyty z dzieciństwa ?

                    Jak synek widział, że tatuś miał mamusię za nic to uważasz, że w 100% będzie
                    inny dla swojej żony ?

                    Czy jak córka rozwódki, będzie słyszała całe dzieciństwo, czy chce czy nie,
                    utyskiwania matki, że mężczyźni są tacy i owacy, nicponie, dupki itp to jaka
                    będzie w kontaktach z nimi ? Radosna, otwarta, ufna, itp ?

                    To jest jak piosenka wyuczona na pamięć, usłyszysz pierwsze nuty melodii i
                    dośpiewujesz utrwaloną resztę a przecież często te same nuty prowadzą do
                    zupełnie innej melodii ale ktoś za młodu wyuczony tej jednej potem z uporem
                    maniaka i mimo chęci będzie śpiewał tę ponurą ... czym skorupka za młodu
                    nasiąknie ...

                    > To absolutnie nie jest usprawiedliwieniem dla wszelkich wad i
                    > niepowodzeń! "Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia - trudne
                    > dzieciństwo zobowiązuje".

                    IDEALISTKA ! Ciekawe skąd tyle nieszczęść i patologii na świecie ?

                    > Piszesz, że "mało kto myśli świadomie cały czas nad tym co mówi i co robi",
                    > czyli co uważasz, że człowiek jest jedynie zdolny do naśladownictwa zachowań
                    > najbliższego otoczenia?

                    Nie JEDYNIE a w znacznej części, okazywania czułości i uczuć uczymy się przez
                    obserwację w dzieciństwie. Film ani telewizja nie pokaże ci ciepła, różnych
                    uczuciowych gestów a głównie flaki albo "realistyczny" obraz bohatera co
                    przejeżdża pół świata ani razu nie oddając moczu albo po kopnięciu z pełnego
                    obrotu nogą w twarz ma nienaganny makijaż ;))) Z książek też się tego nie
                    nauczysz. Jak dziecko nie jest przytulane to nie wyrabia się w nim taka
                    potrzeba (połączona z jakimś rodzajem przyjemności) i potem uważa, że inni też
                    tego nie potrzebują.

                    > Cóż, u mnie schemat zazwyczaj wygląda następująco: myślę (i to świadomie),
                    > nastepnie mówię (nie zawsze) i robię (zazwyczaj) ;)

                    Jak oddychasz, pocisz się, cofasz rękę od ognia, jesz, wydalasz, grasz na
                    instrumencie, zmieniasz biegi w samochodzie, drapiesz się itp, też ?

                    Myślę: poruszę małym palcem na czarnym klawiszu,
                    Mówię: a teraz poruszę małym palcem na czarnym klawiszu
                    Robię: naciskam klawisz małym palcem

                    O cholera, spóźniłam się o pół taktu !
                    Ty się kiedy zastanów ile my czynności, sekwencji ruchów wykonujemy bezwiednie
                    poza udziałem świadomości, nawet tych pozornie świadomych ...

                    > Ale co ja sie znam, "rozwiodłam" własnych rodziców i jestem DDA, więc pewnie
                    > mój ponad 9-letni związek wkrótce sie rozpadnie z powodu moich braków
                    > emocjonalnych, a ja skonczę w pobliskim barze sącząc kolejny gin z tonikiem.

                    Nie generalizuj swojego przypadku na wszystkie inne, bo jakby tak było idealnie
                    to by dziennikarze interwencyjni pomarli jak muchy z głodu, bowszystko było by
                    piękne i idealne !
                    Nigdzie nie napisałem, że te czynniki muszą prowadzić bezwględnie do rozwodu i
                    katowania się ginem z tonikiem (tfu obrzydlistwo) a już szczególnie gdy
                    jestesmy ich świadomi, tylko ile osób jest tego świadomych ???

                    > P.S. Zamknij szufladkę ze mną w środku ;)
                    >
                    UPRASZCZASZ, nie mam zamiłowań więziennych nie zamykam kobiet w szufladkach :)

                    NIE MIESZCZĄ SIĘ ;)))))))))))))))))))
                    • nefertum Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 20.09.06, 19:59
                      absurdello napisał:
                      > Rozumiem, że uważasz, że ten jeden cytat opisuje wszystkie możliwe stany,
                      > wszystkie grupy wiekowe i wszystkie dzieci, które "jak wiemy" mają dokładnie
                      > jednakową wrażliwość ?
                      * Tak. "Na dobro dzieci bardziej niż sam fakt rozwodu negatywny wpływ ma
                      konflikt między rodzicami", a jezeli się z tym nie zgadzasz, to powróć do
                      lietratury na której rzekomo sie opierasz.

                      > czy dojrzali ludzie się rozwodzą, bo mnie się wydaje, że rozwód to raczej
                      > skutek niedojrzałości ludzkiej (jakkolwiek pojętej)?
                      * Przyczyny rozwodów są bardzo różnorodne, ale przyznanie się do błędu to
                      raczej przejaw dojrzałosci człowieka.

                      > Czy jak córka rozwódki, będzie słyszała całe dzieciństwo, czy chce czy nie,
                      > utyskiwania matki, że mężczyźni są tacy i owacy, nicponie, dupki itp to jaka
                      > będzie w kontaktach z nimi ? Radosna, otwarta, ufna, itp ?
                      * I tu powrót do mojej poprzedniej wypowiedzi; nie zrozumiałeś, wiec ją
                      powtórzę: b. wiele zależy od stopnia dojrzałosci rodziców i od ich relacji z
                      dzieckiem. Podany przez Ciebie przykład jest tego oczywistym zaprzeczeniem.

                      Cytat, który podałam ("Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia - trudne
                      dzieciństwo zobowiązuje"), nie jest moim idealistycznym wymysłem, ale mottem
                      osób pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych.

                      > Jak oddychasz, pocisz się, cofasz rękę od ognia, jesz, wydalasz, grasz na
                      > instrumencie, zmieniasz biegi w samochodzie, drapiesz się itp, też ?
                      * No tak, to rzeczywiście ma wiele wspólnego z kontekstem tego, co napisałeś
                      wcześniej ("mało kto myśli świadomie cały czas nad tym co mówi i co robi").
                      Oddychanie i drapanie się po plecach chyba trochę sie różni od całokształtu
                      zachowania człowieka i sposobu jego reakcji...

                      > katowania się ginem z tonikiem (tfu obrzydlistwo)
                      Taa, wybierasz rum, czyścioszkę czy pozostajesz przy soku? ;)
                      • absurdello Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 20.09.06, 20:51
                        * Tak. "Na dobro dzieci bardziej niż sam fakt rozwodu negatywny wpływ ma
                        > konflikt między rodzicami", a jezeli się z tym nie zgadzasz, to powróć do
                        > literatury na której rzekomo sie opierasz.

                        Wyrwałaś jeden cytat z całości, do tego opisujący część rzeczywistości.

                        >
                        > > czy dojrzali ludzie się rozwodzą, bo mnie się wydaje, że rozwód to raczej
                        > > skutek niedojrzałości ludzkiej (jakkolwiek pojętej)?

                        > * Przyczyny rozwodów są bardzo różnorodne, ale przyznanie się do błędu to
                        > raczej przejaw dojrzałosci człowieka.
                        >
                        Dojrzali ludzie nie dopuszczają do stanu gdzie rozwód jest jedynym rozwiązaniem
                        (nie mówię o sytuacjach jakichś chorób, które diametralnie zmieniają ludziom
                        charakter)

                        > > Czy jak córka rozwódki, będzie słyszała całe dzieciństwo, czy chce czy ni
                        > e, utyskiwania matki, że mężczyźni są tacy i owacy, nicponie, dupki itp to j
                        > aka będzie w kontaktach z nimi ? Radosna, otwarta, ufna, itp ?

                        > * I tu powrót do mojej poprzedniej wypowiedzi; nie zrozumiałeś, wiec ją
                        > powtórzę: b. wiele zależy od stopnia dojrzałosci rodziców i od ich relacji z
                        > dzieckiem. Podany przez Ciebie przykład jest tego oczywistym zaprzeczeniem.
                        >
                        A ty zakładasz idealistycznie dojrzałość większości rodziców i ich dobre
                        relacje z dziećmi ?

                        Przecież to jest sprzeczność: dojrzali rodzice nie dopuszczają do stanu gdzie
                        rozwód jest jedynym wyjściem, jeżeli do niego dochodzi to co najmniej jedna
                        strona jest niedojrzała.

                        > Cytat, który podałam ("Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia - trudne
                        > dzieciństwo zobowiązuje"), nie jest moim idealistycznym wymysłem, ale mottem
                        > osób pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych.
                        >

                        Motta pięknie wyglądają na dokumentach, w mediach ... ale ile osób (w tym
                        dzieci) z rodzin dysfunkcyjnych zna to motto, ile z tych co go znają rozumie go
                        i ile z tych co go znaja i rozumieją są w stanie wcielić to znaczenie w życie ?
                        Ile jest w stanie przezwyciężyć w sobie różne skutki dysfunkcji rodziny, ile z
                        nich sobie uświadamia, że ich takie a nie inne działanie wynika z tego, że
                        rodzina była dysfunkcyjna ?


                        > > Jak oddychasz, pocisz się, cofasz rękę od ognia, jesz, wydalasz, grasz na
                        > instrumencie, zmieniasz biegi w samochodzie, drapiesz się itp, też ?
                        > * No tak, to rzeczywiście ma wiele wspólnego z kontekstem tego, co napisałeś
                        > wcześniej ("mało kto myśli świadomie cały czas nad tym co mówi i co robi").
                        > Oddychanie i drapanie się po plecach chyba trochę sie różni od całokształtu
                        > zachowania człowieka i sposobu jego reakcji...

                        Ależ ma wiele wspólnego, bo należy do repertuaru czynnosci obciążonych
                        automatyzmem, wiele obszarów w mózgu jest wspólne dla różnych działań człowieka
                        tylko pewna część jest specjalizowana do konkretnych funkcji :)
                        >
                        > > katowania się ginem z tonikiem (tfu obrzydlistwo)

                        > Taa, wybierasz rum, czyścioszkę czy pozostajesz przy soku? ;)
                        >
                        Wyobraź sobie, że ja alkoholu praktycznie nie piję ... wolę sok
                        (niesfermentowany ;)
                        Zakręcona butelka z wódką prędzej przy mnie wyparuje przez
                        korek niż ją otworzę :)) Papierosów też nie palę, taki smutas ze mnie ;)
                        • nefertum Re: Proponuję czytać ze zrozumieniem to co napisa 20.09.06, 21:43
                          Ciężko z Tobą rozmawiać, bo nie dopuszczasz do siebie żadnych argumentów... To
                          nie ja wyrywam jeden cytat z całości, ale Ty; niby opierasz sie na literaturze,
                          ale przyswajasz tylko te fragmenty, które są zgodne z Twoimi obecnymi
                          odczuciami. Moim zdaniem sam zachowujesz sie jak, ta wymyślona - mam nadzieję -
                          rozwódka, która cały czas wmawia córce, że " mężczyźni są tacy i owacy,
                          nicponie, dupki" i to bynajmniej nie świadczy o Twojej dojrzałości.

                          Piszesz, że "dojrzali rodzice nie dopuszczają do stanu gdzie rozwód jest
                          jedynym wyjściem, jeżeli do niego dochodzi to co najmniej jedna strona jest
                          niedojrzała" i bardzo sie mylisz; "poświęcanie sie dla dobra dzieci" nie ma nic
                          wspólnego z dojrzałością. Zgadzam sie z psycholog, D. Krzywicką, że "tak
                          naprawdę to nie rozwód jest złem i nie on zostawia ślad na psychice tylko to
                          wszystko co do niego doprowadziło: kłótnie, rękoczyny, alkoholizm itd.".

                          Człowiek przed podjęciem decyzji o założeniu rodziny powinien głęboko
                          przemyśleć swoje uczucia, nie powinien budować związku na pożądaniu czy
                          zakochaniu, ale na miłości. Każdemu jednak zdarza sie popełniać błędy i bardzo
                          ważna jest umiejętność przyznawania sie do nich. Nie określaj mianem
                          niedojrzałych, ludzi, którzy podjęli - z pewnością niełatwą dla nich - decyzję
                          o rozwodzie; moim zdaniem sam nie jesteś dużo lepszy - z góry zakładając
                          małżeństwo z rozsądku.
    • brak.polskich.liter Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 13:05
      Wspolczuje przykrych doswiadczen. Coz, pozostaje Ci szukanie kobiet przede
      wszystkim niedzieciatych. Nie jestem natomiast pewna, czy kryterium braku
      "przejsc" jest takie super. Widzisz, na widok faceta po 30-tce bez
      jakichkolwiek przejsc typu zwiazki, ja osobiscie uciekalabym w podskokach.

      Co do tytulu: uwielbiam stwierdzenie, ze kobiete/faceta/zone/meza sie bierze :P
      • maszya Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 13:12
        absurdello czuje sie zatem i zachowuje jak zraniona rozwódka ;))
        zatem:


        0. Pamiętaj, że żeniąc się z Absurdello, żenisz się także z jego historią
        (często bardzo smutną i bolesną).

        1. Nie wiesz dlaczego sie rozstał z byłą, zwykle znasz tylko jedną wersję,
        jej, że ona była taka i owaka a on niewinna lelija. Potem się okazuje, że ani
        niewinna ani lelija a prawda leży gdzieś po środku.

        2. Ma on urazy psychiczne po poprzednim związku (nawet jak twierdzi, że nie
        ma), może być np. nieufny i tak na prawdę nie masz Absurdello(do tego wszystko
        wychodzi w czasie, bo nie rozpoznasz wszystkiego po kilku spotkaniach) tylko
        kłębek nerwów oczekujący na kolejne niepowodzenie (nawet jak mówi i myśli
        innaczej - to to siedzi w podkładzie) albo sztuczne jego zachowania, np.
        nadmierne nadskakiwanie.
        i tak mozna bez konca, nie?

        grunt to nie uogolniac.
        miłego dnia
    • widokzmarsa zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:05
      że one często kochają tych facetów którzy ich zostawili i musisz od czasu do
      czasu dzielić bakterie z tym co to go niby nie ma już. A także, że wracają do
      nich, ze względu na dziecko, kasę etc...
      Ale sam już nie wiem czy bardziej nie są popieprzone 30ki - panny)
      Na wszelki wypadek włożyłem twój post w zakładki, trzeba to przeczytać od czasu
      do czasu...
      • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:14
        widokzmarsa napisał:

        > Ale sam już nie wiem czy bardziej nie są popieprzone 30ki - panny)

        to ja ci podpowiem: nie sa:)
        • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:16
          to ja mam pecha)))
          a ty, to inna bajka, mądra dziewczyna)
          • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:22
            podobno kazdy dostaje to na co zasluguje, a ty sie o tego pecha bardzo
            dopraszasz u jednej panny wiec nie kwekaj:)
            • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:28
              ja piszę o realu a nie o trollach z netu))
              • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:38
                ze niby masz pecha tu i tam?
                zmien target na 30letnie mezatki to zobaczysz co to jest popieprzenie:)
                rozczarowane zamazpojsciem i szarzyzna obowiazkow przedwczesnie podstarzale
                mentalne nastolatki. mam kilka chetnych kolezanek:)
                • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:47
                  po okresie błędów i wypaczeń staram się nie tykać mężatek). Ale jak któraś
                  bardzo potrzebuje pomocy to mogę coś próbować pomoć)) To zależy czy ładne i
                  czego chcą? Naczęściej wystarcza sam fakt że znowu znajdują się w centrum uwagi
                  jako atrakcyjne kobiety i dostają seks podbudowany nie obowiązkiem małżeńskim a
                  właśnie swoją atrakcyjnością i "wyjątkowością"... Ale ja mam dużo czasu)
                  • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 14:56
                    gdyby byly ladne, albo chociaz myslace to by im sie tak nie spieszylo do
                    zamazpojscia i nie bylyby teraz znudzone:) juz mnie nie dziwi ze masz pecha:)
                    ja jestem ladna, ale jestem daleko no i jestem popieprzona 30lenia panna:)))
                    • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 15:07
                      a może wpadły?? Teraz jest jakiś wysiew rozwodów wśród znajomych małżeństw które
                      wpadły za młodu. Faceci się nagle zakochali na śmierć w młodszych o 15-20 lat
                      laskach. Nie dziwię im się, a z drugiej szkoda tych kobiet. Inna sprawa że tyle
                      serc do pocieszenia)
                      • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 15:21
                        moje kolezanki nie powpadaly tylko dostaly wscieku macicy pod koniec studiow.
                        to bylo 6-7 lat temu i teraz im sie zwyczajnie znudzilo. okazalo sie, ze jednak
                        facet nie taki, ze kredyty na glowie, ze dziecko do odchowania. a kasy nie ma
                        ani pomyslu zeby cos w zyciu zmienic. i najbardziej mnie przeraza, ze te kilka
                        lat temu to byly swiadome (wtedy tak sie wydawalo) decyzje.
                        my sie z tego nabijamy, ale jak patrze z boku to serio jest to straszne. moj
                        nowy boyfriend ma 42lata i podobno za soba kryzys wieku sredniego. ale ja go
                        jeszcze nie przechodzilam, wiec sie wstrzymuje z dalekosieznymi planami:)
                        • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 15:33
                          ja to niby też mam za sobą)) Ale ciekawi mnie jaki teraz byłbym w związku - ale
                          strach ryzykować, może się okazać że wciąż jestem łajdakiem tylko dobrze udaję)))
                          • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 15:44
                            moze sie jeszcze okazac, ze wciaz jestes lajdakiem tylko zle udajesz:))
                            • widokzmarsa Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 16:55
                              może się też okazać że laski z którymi się spotykam myślą że to prowadzi do
                              związku pomimo tego że ma to do niego nie prowadzić)) Ale kto kobiety zrozumie?
                              • pinup Re: zapomniałeś jeszcze dodać 19.09.06, 17:06
                                wiekszosc to zrozumie pewnie tylko idiota, bo glupi z glupim sie podobno
                                dogada:)
    • maretina no! nie mozna komus drugi raz zycia paskudzic 19.09.06, 14:16
      zatem jak facet wie, ze nie nadaje sie do powaznych zdan to wara od takiej
      babki:)
    • iberia30 Nim weźmiesz rozwodnika za męża pomyśl 10 razy 19.09.06, 14:18
      oj chyab przesadzasz, nie mierz wszystkich ta sama miara.
      Rownie dobrze mozna by analogicznie napisac o rozwodnikach....kazdy jest inny,
      i mysle, ze sa osoby ktorym warto da szanse.
      • widokzmarsa Re: Nim weźmiesz rozwodnika za męża pomyśl 10 ra 19.09.06, 14:20
        a jak pomyślisz 10 razy źle? może by trzeba z 11 razy pomyśleć?
        • maretina Re: Nim weźmiesz rozwodnika za męża pomyśl 10 ra 19.09.06, 14:22
          widokzmarsa napisał:

          > a jak pomyślisz 10 razy źle? może by trzeba z 11 razy pomyśleć?
          sa ludzie, ktorzy w ogole nie mysla.
          • widokzmarsa Re: Nim weźmiesz rozwodnika za męża pomyśl 10 ra 19.09.06, 15:12
            taka kobieta to cud, jak tylko zaczyna myśleć to są problemy)
    • wrozkageena Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 14:20
      Nim wezmiez za zone KOGOKOLWIEK pomysl 100 razy absurdello...:)
      Co tam 100,pomysl 1000 razy.
      A przed terapia wogole tego nie rob:):)Znaczy nie bierz zony:)a co do
      myslenia,no coz,bez komentarza.
      Tak,najwiekszym ograniczeniem umyslu jest uogulnianie,schematy wszelkiej
      masci,no i myslenie(?)poprzez zranione emocje.
      Dlatego polecam terapie.Wroze,ze Ci pomoze:):):)
      • absurdello Sprawdż sobie w słowniku co to jest uogólnienie .. 19.09.06, 15:35
        a potem przemyśl 100 razy co napisałaś, bo z tego co widzę nie przemyślałaś ani
        razu tego co napisałem.

        Dodam, że pomyśleć 10 razy o czymś nie oznacza odrzucenia czegoś tylko świadome
        podejście do tego czegoś !!!!

        Akurat mam od pewnego czasu wątpliwą przyjemność pozyskiwania informacji o
        moich dawnych znajomych co się rozwiedli lub są na granicy, oni tez poszli za
        głosem serca wierząc, że miłość rozwiąże wszystko ... niestety rozwiązała tez
        ich związki ... pozostały smutne dzieci !!!


        • wrozkageena Re: Sprawdż sobie w słowniku co to jest uogólnien 19.09.06, 17:16
          Nieszczesliwy absurdello,proponuje Ci rozpocznij watek "jestem zalamany,bo
          rozwodka zrobila mnie w konia".Nikt nie przyczepi sie wowczas,ze uogolniasz.A
          tak to jak widze zrobila to wiekszosc...
          Wiec zastanow sie-moze to jednak Ty cos nie tak napisales?...
          • absurdello Odpowiem Ci brutalnie, idąc tropem twojego rozumo- 19.09.06, 18:35
            wania: W ekskrementach cos musi być, miliony much nie mogą się mylić !

            A wynik tego co robi "większość" (no przeciez nie mogą się mylić) to widac w
            naszym pięknym Kraju ...
    • singielka_1976 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 14:24
      Nie ma to jak....panna :-).Przykro mi, że masz takie przykre doświadczenia, ale
      chyba jesteś trochę niesprawiedliwy.
      Pozdrawiam i życzę abyś w końcu odnalazł swoją drugą połowę :-).
      • absurdello Czytaj ze zrozumieniem ! 19.09.06, 15:39
        Ja wypunktowałem problemy jakie mogą się pojawić w takim związku, na większość
        tych spraw nie mamy wpływu, bo kobieta (lub mężczyzna) przychodzą z tym bagażem.
        One mogą ale nie muszą zaważyć na nowym związku !

        Ludzie zacznijcie trochę myśleć "przed" a nie "po", może będzie o jedno
        nieszczęście mniej !

        Dziekuję za życzenia !
        • singielka_1976 Czemu na mnie krzyczysz? 19.09.06, 19:13
          Nie bardzo rozumiem, Twoją wypowiedź skierowaną do mnie....
          • absurdello Gdzie krzyczę ? 19.09.06, 20:11

            ?????????????
    • malina_28 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 14:37
      Rozumiem, że post był pisany w wielkim rozgoryczeniu, ale niesprawiedliwość
      uogólnień w kolejnych podpunktach jest momentami powalająca.

      > 0. Pamiętaj, że żeniąc się z rozwódką, żenisz się także z jej historią
      > (często bardzo smutną i bolesną).
      Kobiety które nie były w małżeństwie mają za to przeszłość zawsze szczęśliwą,
      bez cienia smutku. Tak samo nierozwiedzeni mężczyzni.

      > 2. Ma oan urazy psychiczne po poprzednim związku (nawet jak twierdzi, że nie
      > ma), może być np. nieufna i tak na prawdę nie masz żony (do tego wszystko
      > wychodzi w czasie, bo nie rozpoznasz wszystkiego po kilku spotkaniach) tylko
      > kłębek nerwów oczekujący na kolejne niepowodzenie (nawet jak mówi i myśli
      > innaczej - to to siedzi w podkładzie) albo sztuczne jej zachowania, np.
      > nadmierne nadskakiwanie.
      Nieufny i z urazami może być każdy kto przeszedł coś trudnego. Można mieć za
      soba kilka trudnych związków, wcale nie wychodząc za mąż i się nie rozwodząc.
      Dla niejednej osoby rozwód jest dopiero sytuacją od której zaczyna się wiara w
      siebie.

      > 3. Często przyczyną rozpadu poprzedniego małżeństwa może być matka żony, może
      > być zbyt zaborcza (źle pojęta miłość do córki), lubić rządzić, urządzać życie
      > córce (nawet jeżeli jest kobietą typu "do rany przyłóż").
      W takim samym stopniu przyczyną może być matka zbyt związanego z nia syneczka.

      > 6. Dzieci mają urazy porozwodowe (różne zależnie od wieku w jakim je
      > to "szczęście" walnęło) co wymaga bardzo dużej cierpliwości i
      > czułości a wielu facetów ma z tym problemy -> zaczynają się scysje i awantu
      > ry
      > cierpią dzieci.
      Wiele dzieci ma urazy psychiczne bez tego że rodzice się rozwiedli. Czasem
      właśnie rozwód rodziców pozwala im uniknąć kiepskiej jakości dzieciństwa z
      wiecznie kłócącymi się rodzicami.

      > 9. Były małżonek może np. lepiej od ciebie zarabiać co też może dać przykre
      > doznania (wymówki kobiety jak jej już emocje przejdą) a kobieta może mieć
      > rozregulowane punkty odniesienia.
      Oczywiście tylko rozwódki porównują aktualnego partnera z byłym mężem. Kobiety
      nierozwiedzione, nigdy nie porónują aktualnych i byłych partnerów.

      > 10. Kobieta może mieć wygórowane wymagania po poprzednim (fizyczne,
      > seksualne, finansowe) i mogą się zacząć przykre porównania w chwilach
      > spornych (jak ludziom puszczą nerwy to potrafią mówić bardzo przykre rzeczy,
      > których by nie powiedzieli na spokojnie).
      Takie same wymagania może mieć jeśli była z kimś wcześniej. A jak składa się
      tak, że facet był lepszy od Ciebie to może być Ci głupio.

      > 11. Możesz mieć do czynienia z utajonymi chorobami kobiety po kontakcie z
      > tamtym (zakażenia, opóźnione skutki przemocy).
      To już w ogóle tragizm w Twoim wykonaniu. Każda która nie była dziewicą jak ją
      spotkałeś może być czymś zarażona. No chyba że byli mężowie powodują wzrost
      zakażeń. Pewnie, będąc mężatką ma się większą możliwość złapania czegoś niż
      laska poza małżęństwem która mogła sypiać z tabunem facetów o których się nie
      dowiesz, bo nie byli jej mężąmi.

      > 12. Choroby genetyczne dzieci, które mogą się ujawnić w najmniej oczekiwanym
      > momencie, a bo wiadomo co to był za typ i co miał w genach ?
      To też mocne. Jak były mąż to już jakiś typ. A skąd wiesz co Ty masz w genach.
      Jesteś dokładnie przebadany genetycznie i masz zaświadczenie że jesteś idelanym
      kandydatem na ojca?

      > 13. Dzieci (w tym twoje własne) mają zły przykład, bo uczą się, że taki
      > układ, przecież nienormalny też może być i bardzo często też się rozwodzą
      > robiąc krzywdę swoim dzieciom.
      Przeprowadziłeś jakieś badania na ten teamt? Kolejny niesprawiedliwy stereotyp.
      Dzieci których rodzice rozwiedli się w odpowiednim momencie, mają większe
      szanse na ułożenie sobie dobrze życia niż ci z niby szczęśliwych rodzin, bo sa
      świadomi zagrożeń i nauczyli sie ze lepsza jest szczerosc niz zakłamanie.


      > 14. Należy sprawdzić czy kobieta jest rzeczywiście wolna (przeprowadzono
      > rozwód, podział majątku i ustalono sprawy alimentacyjne) - te sprawy przy
      > złej woli stron mogą się ciągnąć latami i zatruć wszystko
      Koniecznie pod tym kątem należy przetestować każdą kandydatkę na partnerkę.
      Mogła się przecież nie przyznać i chowa męża w szafie.

      Znikoma część Twojego postu ma jakieś odniesienie do rzeczywistości. Większość
      to jęki rozgoryczonego faceta, który za rozpad związku obwinia tylko kobietę. A
      że padło na rozwódkę to już wszystko dla Ciebie jasne. Powodzenia z takim
      myśleniem. Szukaj nastęnym razem jak najmłodszej dziewicy, unikniesz wszystkich
      tych okropieństw.
      • absurdello Mam nieodparte wrażenie, że niewiele zrozumiałaś 19.09.06, 16:46
        z tego co napisałem. Po pierwsze "uogólnienie". Gdybym napisał, że wszystkie
        rozwódki są złe i należy je omijać, to to byo by uogólnienie a ja napisałem
        tylko by się dokładnie zastanowić przy wchodzeniu w taki związek !!!!

        > 0. (...)
        > Kobiety które nie były w małżeństwie mają za to przeszłość zawsze szczęśliwą,
        > bez cienia smutku. Tak samo nierozwiedzeni mężczyzni.

        Ja nie pisałem o wszystkich kobietach tylko o tych po rozwodach, bo w ich
        przypadku nieszczęście już było na pewno a w przypadku pozostałych być może.
        Mimo wszystko mąż, np. psychopata zostawia większe ślady w psychice niż kolejny
        "narzeczony" co odszedł do innej (oczywiście tu też nie należy generalizować).

        >
        > > 2. (...)
        > Nieufny i z urazami może być każdy kto przeszedł coś trudnego. Można mieć za
        > soba kilka trudnych związków, wcale nie wychodząc za mąż i się nie rozwodząc.

        Przypominam ja piszę o rozwódkach a nie wszystkich typach związków męsko-
        damskich


        > Dla niejednej osoby rozwód jest dopiero sytuacją od której zaczyna się wiara
        > w siebie.

        Ciekawe w ilu przypadkach na 100 ;)))

        > > 3. (...)

        > W takim samym stopniu przyczyną może być matka zbyt związanego z nia syneczka.

        Oczywiście, ale przypominam, że ja piszę o rozwódkach a nie rozwodnikach, ci
        mnie z powodu heteroseksualnych zainteresowań, niezbyt interesują !

        >
        > > 6.

        > Wiele dzieci ma urazy psychiczne bez tego że rodzice się rozwiedli. Czasem
        > właśnie rozwód rodziców pozwala im uniknąć kiepskiej jakości dzieciństwa z
        > wiecznie kłócącymi się rodzicami.

        POczytaj sobie trochę literatury tematu, bo jesteś w tym cienka.

        >
        > > 9.

        > Oczywiście tylko rozwódki porównują aktualnego partnera z byłym mężem.
        Kobiety nierozwiedzione, nigdy nie porónują aktualnych i byłych partnerów.

        Tyle, że osoba żyjąca w związku małżeńskim (w tym finansowym) z jednym facetem
        (mężem)
        ma trochę inne doświadczenia i przyzwyczajenia niż taka co nie była prawnie
        podłączona do forsy faceta.

        >
        > > 10. (...)

        > Takie same wymagania może mieć jeśli była z kimś wcześniej. A jak składa się
        > tak, że facet był lepszy od Ciebie to może być Ci głupio.

        Tyle, że jest pewna różnica, bo to nowy facet ma przesr... z tego powodu a nie
        ten poprzedni. W czym był lepszy ? W skokach w bok ? W porzucaniu żony ? W
        porzucaniu lub znęcaniu się nad dziećmi ?
        A tobie było by przyjemnie jak by ci nowy partner wytknął w chwili złości, że
        twoje walory jako kobiety w porównaniu z tą poprzednią to nic, ewentualnie, że
        z takim gotowaniem, sprzątaniem, czy nawet zarobkami to się możesz schować przy
        jego byłej ? No zastanów się ! Na to wszystko można się nadziać !


        >
        > > 11. (...)

        > To już w ogóle tragizm w Twoim wykonaniu. Każda która nie była dziewicą jak
        > ją spotkałeś może być czymś zarażona. No chyba że byli mężowie powodują
        > wzrost zakażeń. Pewnie, będąc mężatką ma się większą możliwość złapania
        > czegoś niż laska poza małżęństwem która mogła sypiać z tabunem facetów o
        > których się nie dowiesz, bo nie byli jej mężąmi.

        To nie tragizm, to realizm. A jak były sobie skakał na boki to nie masz żadnej
        pewności co ma jego małżonka. I PRZYPOMINAM, POST JEST O ROZWÓDKACH A NIE O
        WSZYSTKICH KOBIETACH !
        Tak samo skutki pobicia przez poprzedniego mogą się odezwać nagle i to nowwy
        facet może zostać z problemem "podrzuconym" przez poprzedniego. A nie ma to jak
        odbita nerka albo tętniak rozwijający się po urazie ...

        >
        > > 12. (...)
        > To też mocne. Jak były mąż to już jakiś typ. A skąd wiesz co Ty masz w
        genach. Jesteś dokładnie przebadany genetycznie i masz zaświadczenie że jesteś
        idelanym kandydatem na ojca?

        Nie ale to ja będę przeżywał choroby tych dzieci a nie ich "tatuś" np. pijak,
        narkoman czy psychopata, bo ja się chcę czy nie chcę, jakoś z nimi zwiążę
        emocjonalnie. Chyba, że może ty jesteś zwolenniczką, że dzieci z poprzedniego
        małżeństwa są obce i nie należy się z nimi wiązać uczuciowo ?

        >
        > > 13. (...)

        > Przeprowadziłeś jakieś badania na ten teamt? Kolejny niesprawiedliwy
        > stereotyp.

        Raczej twój brak oczytania w temacie. To już dawno zbadali tylko mało kto czyta.
        Tak na prawdę nie wiesz dokładnie co się działo w poprzednim małżeństwie
        kobiety, jak przebiegał jego rozpad i w jakim okresie rozwojowym dziecka.

        Poczytaj sobie:

        www.kbroszko.dominikanie.pl/konflilkt.htm
        www.sciaga.pl/tekst/48398-49-dziecko_a_rozwod
        www.roztocze.stalwol.pl/Prywat/Rozwody/korel/korel.htm
        i rozdzialik np. 4. Rozwód w rodzinie pochodzenia i ROSNĄCY
        wpływ tego zdarzenia na losy dzieci.
        nowasol.kz.pl/content/view/294/143/
        www.hli.org.pl/cgi-bin/hlinews/fullnews.cgi?newsid1043764365,95661,
        i taki cytacik:
        "Dzieci wychowywane przez jednego rodzica doświadczają dwukrotnie większego
        ryzyka samobójstwa i wystąpienia choroby psychicznej niż dzieci wychowywane
        przez parę rodziców. Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” opublikowało w
        najnowszym numerze wyniki badań szwedzkich naukowców (patrz: Gunilla Ringbäck
        Weitoft, Anders Hjern, Bengt Haglund, Måns Rosén, „Mortality, severe morbidity,
        and injury in children living with single parents in Sweden: a population-based
        study”, „The Lancet” 2003 r., tom 361- 9354, s.289)"

        kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,55005,2361337.html
        Z tym wszystkim można się zetknąć, no ale przecież kto by się tym przejmował,
        nie ? Najwyżej zrobimy nowe dziecko albo się rozwiedziemy ?

        > Dzieci których rodzice rozwiedli się w odpowiednim momencie, mają większe
        > szanse na ułożenie sobie dobrze życia niż ci z niby szczęśliwych rodzin, bo
        > sa świadomi zagrożeń i nauczyli sie ze lepsza jest szczerosc niz zakłamanie.

        A skąd wiesz kiedy jest ten odpowiedni moment i czy on miał miejsce w
        poprzednim związku ?
        Widziałem dziecko trafione rozwodem rodziców i nikomu nie życzę by musiał to
        oglądać nawet w obcej rodzinie (o ile ma niezerowy poziom emopatii oczywiście)


        > > 14. Należy sprawdzić czy kobieta jest rzeczywiście wolna (przeprowadzono
        > > rozwód, podział majątku i ustalono sprawy alimentacyjne) - te sprawy przy
        > > złej woli stron mogą się ciągnąć latami i zatruć wszystko

        > Koniecznie pod tym kątem należy przetestować każdą kandydatkę na partnerkę.
        > Mogła się przecież nie przyznać i chowa męża w szafie.

        Zetknąłem się z tym osobiście i to w więcej niż jednym przypadku, jeden
        kosztował mnie prawie 5 lat życia i rozstanie, bo kobieta nie potrafiła zamknąć
        za sobą drzwi (wolała siebie niszczyć, dzieci niszczyć dla gów..ch w gruncie
        rzeczy pieniędzy nie wartych kosztów ubocznych jakie generowały)


        >
        > Znikoma część Twojego postu ma jakieś odniesienie do rzeczywistości.
        >

        Sorry, ale to ty żyjesz w wyidealizowanym świecie albo nie zetknęłaś się
        osobiście z pewnymi problemami ALE TO NIE ZNACZY, ŻE ONE NIE ISTNIEJĄ ALBO, ŻE
        WSZYSTKIE SĄ DO ŁATWEGO POMINIĘCIA.

        > Większość to jęki rozgoryczonego faceta, który za rozpad związku obwinia
        > tylko kobietę.

        Nie znasz pełnej sytuacji, to nie oceniaj, bo idziesz w maliny ...

        > A że padło na rozwódkę to już wszystko dla Ciebie jasne.

        Jasne, bo mam obecnie materiał porównawczy większy niż tylko jeden przypadek !
        • malina_28 Re: Mam nieodparte wrażenie, że niewiele zrozumia 19.09.06, 17:19
          Jeszcze przed chwilą Ci współczułam, ale teraz to mi poprostu Ciebie żal, bo
          nie tylko jesteś skrzywdzony uczuciowo, ale i rozumu chyba dotknęło coś złego.

          Wiemy wszyscy dobrze, że piszesz o roziwedzionych kobietach, nie musisz tego
          poodkreślać na po kilka razy. Właśnie w tym problem, bo przypisujesz im cechy i
          sytuacje które w wielu przypadkach można przypisać również osobom wolnym czy w
          związkach. A u Ciebie całe zło jest przez rozwód. Wszystko jedno czy jest czy
          nie, to i tak próbujesz udowadniać że jest.

          > POczytaj sobie trochę literatury tematu, bo jesteś w tym cienka.
          Ty chyba naczytałeś się za dużo, tylko rzeczywistość często różni się od
          róznego rodzaju publikacji. Cienka jestem owszem, ale na szczęście w talii.

          > Tyle, że osoba żyjąca w związku małżeńskim (w tym finansowym) z jednym
          facetem
          > (mężem)
          > ma trochę inne doświadczenia i przyzwyczajenia niż taka co nie była prawnie
          > podłączona do forsy faceta.
          Nie wiem czy wiesz albo może czytałeś,że w dzisiejszych czasach wiele par żyje
          bez ślubu i nie trzeba być w związku małżeńskim żeby mieć wspólny dom, wspólną
          kasę i podobne problemy. sformułowanie "podłączona do forsy faceta" też wiele
          mówi. Miałeś chyba przykrość mieć do czynienia z paniami niesamodzielnymi,
          które potrzebują się podłączać.

          > To nie tragizm, to realizm. A jak były sobie skakał na boki to nie masz
          > żadnej pewności co ma jego małżonka.
          Masz rację, to nie tragizm, to głupota. Oczywiście po przebytym małżeństwie
          szansa 10 razy większa na syfa, niż jak panienka co tydzień z innym się
          puszcza. No chyba że lubisz nieświadomisz i będziesz się czuł bezpiecznie,
          łudząc się ze była grzeczną dziewczynką.

          Chyba, że może ty jesteś zwolenniczką, że dzieci z poprzedniego
          > małżeństwa są obce i nie należy się z nimi wiązać uczuciowo ?
          Oczywiście, że należy o nie dbać i dawać im to czego nie dostały wcześniej.
          Tylko chyba do tego żeby je pokochać nie muszą one być idealne genetycznie.
          A do związku z rozwiedzioną osobą trzeba być naprawdę dojrzałym i silnym
          facetem.

          > Sorry, ale to ty żyjesz w wyidealizowanym świecie albo nie zetknęłaś się
          > osobiście z pewnymi problemami ALE TO NIE ZNACZY, ŻE ONE NIE ISTNIEJĄ ALBO,
          ŻE WSZYSTKIE SĄ DO ŁATWEGO POMINIĘCIA.
          Bardzo bym chciała w takim żyć. Moje doświadczenia i problemy z jakimi musiałam
          się zmierzyć ułatwiają mi zrozumienie czemu w tak pokręcony sposób się
          wypowiadasz.

          Miałeś poprostu ciężkie doświadczenia i próbujesz teraz głosić jakie to
          straszne zło rozwód, że ludzie po nich pokaleczeni, skzywieni psychicznie. Pisz
          może jasno, bo wiele osób podobnie jak ja odebrało Twoje wypowiedzi i pisz o
          konkretnej swojej sytuacji, a nie przekładaj tych wszystkich patologii na ogół
          rozwiedzionych.
        • widokzmarsa Re: Mam nieodparte wrażenie, że niewiele zrozumia 19.09.06, 17:29
          chyba cię i tę drugą pogieło, takie długie posty powinny być zakazane, nawet
          linijka na ekranie nie pomaga,
          • absurdello Jakie długie ? 19.09.06, 17:53
            To raczej krótki tekst ! Fakt może zapomniałem poprzerywać go reklamami jak w
            radio czy TV ;))))
            • widokzmarsa Re: Jakie długie ? 19.09.06, 18:03
              no główny post długi bo ma treść ale kłótnie na 30 stron to za długie. Ogólnie:
              długie a tak w dwóch słowach to: za długie
              • malina_28 Re: Jakie długie ? 19.09.06, 19:05
                fakt, za długie to to powychodziło ;-) chyba to i tak bez sensu, bo jak ktoś
                wie lepiej, to dalej będzie wiedział.
    • kohol Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 14:39
      Nie przekonałeś mnie.
      Bardziej mnie przekonuje fakt, że małżeństwa osób tej samej płci są u nas nie
      do załatwienia, a poza tym mam męża, którego nie zamierzam zamieniać na żadną
      rozwódkę.
      • dzikoozka Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 15:43
        jak tam koholku samopoczucie?
    • wrozkageena Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 17:21
      Ludzie,ale czy zauwazyliscie,ze on w pewnym momencie napisal,ze ONA NAWET NIE
      BYLA ROZWIEDZIONA!!!
      I pisze taki o rozwodkach.Ech,szkoda gadac...
      • absurdello Jak ty tak wróżysz jak wyciągasz wnioski ... 19.09.06, 18:20
        to wróżę ;)) Ci śmierć z głodu !

        Nie była rozwiedziona, w sensie prawnym, sprawa ciągnie się już kilka lat,
        blokowania, odwołania stąd też moje uwagi o przewlekłości spraw i ostatni punkt
        o sprawdzaniu rozwiązania poprzedniego związku.

        Ona nie jest jedyną osobą z jaką się zetknąłem. Były też inne rozwódki (takie
        juz praktycznie są tylko dostępne dla mojej grupy wiekowej, bo nie mam zamiaru
        "uszczęśliwiać" sobą jakiejś dwudziestoparoletniej młódki (może teraz ten
        związek miałby sens ale potem dziewczyna by się ze mną męczyła - różnica wieku
        i związane z tym problemy)
        • widokzmarsa Re: Jak ty tak wróżysz jak wyciągasz wnioski ... 19.09.06, 18:26
          tłumacz się stary tłumacz, ale nożyce sie odezwały bo masz rację)
          • absurdello Właśnie, mam silne wrażenie, że paru osobom ... 19.09.06, 18:32
            wlazłem moim tekstem na odcisk, atakują jak małe teriery nie przebierając w
            słowach :)))))))
            • absurdello O tu np. taka wróżka_geena 19.09.06, 18:53
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=48880966&a=48884914
              ROZWIEDZIONA ! I stąd te niewybredne ataki !

              wrozkageena 19.09.06, 18:18 + odpowiedz

              Jestem rozwiedziona, mam piecioletnie dziecko,od ok.trzech lat mam faceta,
              ktory bardzo lubi moje dziecko i "wicewersacze".
              Weekendy spedzamy WSZYSCY TROJE.Nie rozumiem dlaczego
              u Ciebie tak nie jest???Napisz o co chodzi.
              Dodam jeszcze,ze nie mieszkam z moim mezczyzna,
              ale weekendy spedzamy WSZYSCY TROJE,razem!!!

              Ciekawe jak długo utrzyma się taki układ, jak miałem podobnie tyle, że kobieta
              nie umiała się zdecydować !
              • wrozkageena Re: O tu np. taka wróżka_geena 19.09.06, 20:30
                Tylko,ze ja,nieszczesliwy absurdello, JESTEM JUZ rozwiedziona.
                Izaden facet nie pomagal mi w tym kroku!
                Twoje postepowanie samo prosilo sie o tragedie.
                Jestem kobieta,a wiec (wedlog panow:))Osoba mniej praktyczna,ale nie przyszloby
                mi do glowy brac sie za faceta o nieunormowanej sytuacji zyciowej.Ty jestes po
                prostu naiwny chlopiec,no i oberwales od zycia.
                • absurdello Re: O tu np. taka wróżka_geena 19.09.06, 23:43
                  Ja też nikomu nie pomagałem w tym kroku, przyszedłem w trakcie, tylko pomagałem
                  osobie, która poprosiła mnie o to, faceta już od roku nie było wtedy od roku w
                  domu.
                  Pomijam już fakt, że ja nie mieszkałem u niej a dodatkowo musiałem uważać by
                  moich kontaktów z nią nie wykorzystano jako haka w sprawie rozwodowej.
                  Jak nawiązałem z nią kontakt to sprawa już była w toku ale zeczeły się boje o
                  alimenty (o nie chciał płacić) a do tego terminy spraw w naszysch sądach są tak
                  odległe, można te spory wieść w nieskończoność i jeden dzień dłużej.
                  Naiwny to byłem dużo dawniej, że się na niej nie poznałem wcześniej choć miałem
                  ku temu podstawy ale niestety stan zakochania powoduje ślepotę i wybaczanie
                  pewnych postępków i zachowań ...
    • obserwatorka7 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 19.09.06, 17:38
      jak kogoś boli głowa to lepiej wziąć tabletkę, tudzież skoczyć z 10 piętra, gdy
      ból jest już taki mocny jak u ciebie, niż udzielać się na forum. do prawdy
      teraz już rozumiem, dlaczego pis wygrał wybory, bo mamy takich mądrych
      obywateli jak (nie)drogi kolego.
      jednego gratuluję -trafny nick sobie obrałeś - twoje życie i ty to jeden wielki
      absurd
      • absurdello Proszę mnie nie mieszać, nie głosowałem na wymie- 19.09.06, 18:30
        nioną partię.

        Ja sobie zdaję sprawę, że historia nikogo i niczego nie nauczyła. Widać to po
        wypowiedziach w tej odnodze. Większość z piszących tu osób nie zetknęła się
        osobiście z opisanymi problemami (i mimo wszystkich uszczypliwości jakie mi
        zaserwowali, nie życzę im by się z nimi zetknęli) i zna je tylko po wierzchu
        (sądząc z tego co piszą).

        Tak sobie to napisałem, by zobaczyć jaka będzie reakcja i prawdę mówiąc to
        spodziewałem się takiego "zrozumienia".

        Nie tobie obserwatorko7 oceniać moje życie a mój nick jest nawiązaniem do
        pewnej postaci z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa i powstał dużo wcześniej, i
        do innych spraw niż opisywane tu treści.

        Pomijam już fakt, że proponowanie komuś samobójstwa (SKOK Z 10 PIĘTRA) jest
        szczytem CHAMSTWA I BRAKU JAKIEJKOLWIEK EMPATII DLA LUDZKICH PROBLEMÓW !
        • obserwatorka7 troszkę luzu proponuję 20.09.06, 21:15
          >Pomijam już fakt, że proponowanie komuś samobójstwa (SKOK Z 10 PIĘTRA) jest
          > szczytem CHAMSTWA I BRAKU JAKIEJKOLWIEK EMPATII DLA LUDZKICH PROBLEMÓW !

          czy naprawdę aż tak jesteś skrzywdzony przez los, iż nie masz za grosz poczucia
          humoru? jeśli sądzisz, że proponowałam Ci samobójstwo to chyba nasza polemika
          nie ma większego, żeby nie napisać żadnego sensu.
          Co do wymienionej lektury szkolnej (liceum) czytałam, ale przyznaję, iz danej
          postaci nie pamiętam. wystarczyło podać tytuł, autora nie trzeba mi
          przypominać - należę do mniejszości czytającej w tym kraju.

          >Ja sobie zdaję sprawę, że historia nikogo i niczego nie nauczyła.

          jakie Ty masz doświadczenie by kogoś uczyć czegoś w tych sprawach. Przepraszam
          bardzo, jeśli tylko jeden taki związek miałeś okazję przeżyć, czemu odnosisz to
          do wszystkich rozwódek.

          do prawdy nie będę z Tobą polemizować zbyt długo ani zaciekle w tym temacie, bo
          pewnie napiszesz mi podobnie jak i innym, że "czytaj ze zrozumieniem" tere fere.

          Masz dwie cechy, którymi nie ma się co szczycić. Zaspokajam ciekawość i już
          wymieniam: generalizowanie i przypinanie etykietek. ( nie muszę chyba rozwijać,
          bo sądzę, iż wiesz o co mi chodzi)

          Pragniesz nauczyć czegoś innych? wskazać im drogę? głosisz jakieś wyniosłe
          pierdoły - "zastanów się 10 razy zanim weźmiesz rozwódkę za żonę" (czy jak to
          tam szło)

          jeśli pragnąłeś podzielić się swoją historią w celu, aby być może ktoś
          wyciągnął z tego jakieś pożyteczne wnioski, należało po prostu ją opisać, a nie
          przestrzegać wszystkich przed braniem za żonę rozwódek.

          źle zacząłeś i źle kończysz - wmawianiem innym ludziom, że nie potrafią czytać
          ze zrozumieniem i że nie o to Ci chodziło. Wszyscy widzą co napisałeś. Wieje
          uprzedzeniami, generalizowaniem i przypinaniem etykietek (powtarzam się)
          wszystkim rozwódkom, tylko dlatego, iż Ty miałeś przykre doświadczenia z JEDNĄ.
          To co piszesz jest smutne, Twój pogląd na świat również.
    • iberia30 Przestan kazdemu tu odpisywac, ze nie zrozumial 19.09.06, 19:25
      tego co napisales.Ameryki nie odkryles.Wiadomo nie od dzis, ze wiazac sie z
      osoba po rozwodzie mozna tudziez nalezy liczyc sie z tym czy tamtym, takim czy
      tez innym zachowaniem i nie chce byc inaczej.Na ogol taka osoba jest zraniona,
      jedna potrafi sobie z tym poradzic i zaangazowanc sie w nowy zwiazek nie raniac
      nowego partnera a inna laduje u psychologa albo nie potrafi pozbyc sie
      przeszlosci.Tyle w temacie.
      • absurdello Nie wiem, po odpowiedziach mam wrażenie, że jednak 19.09.06, 20:12
        odkryłem i nikt nie chce mi uwierzyć w moje odkrycie ;)))))))


        • malina_28 Re: Nie wiem, po odpowiedziach mam wrażenie, że j 19.09.06, 20:38
          > odkryłem i nikt nie chce mi uwierzyć w moje odkrycie ;)))))))
          >

          Chyba chciałbyś odkryć ;-)) Jedyna właściwa prawda to: rozwody są najgorszym
          złem z możliwych, lepiej jest trwać w błędzie i go nie naprawiać a rozwiedzeni
          są straceni dla normalnego społeczeństwa, skrzywieni psychicznie i bardziej
          narażeni na zarażenie się jakimś świnstwem ;-) Momentami miałam wrażenie, że
          nadążam za Twoim tokiem rozumowania, ale za dużo w tym wszystkim teorii,
          naukowo-badawczego podejścia. A pojęcia o tym jak to jest z rozwodami naprawdę
          mimo całego przygotowania teoretycznego nie masz wielkiego i nie będziesz miał
          dopóki nie doświadczysz tego na własnej skórze (życzę Ci żeby Twoje
          doświadczenie nigdy się o tą wątpliwą przyjemność nie wzbogaciło).
          Miałeś w życiu to nieszczęście, że zostałeś zraniony przez rozwódkę. Jeżeli
          cały swój ból wiążesz z jej stanem cywilnym, to następnym omijaj doświadczone
          kobiety szerokim łukiem ;-) Tylko nie zdziw się, że świniami mogą się okazać
          również grzeczne niedoświadczone panienki, z ukrytymi skrzywieniami w psychice
          wywołanymi przez powody do których napewno dojdziesz. Oczywiście tego nie
          życzę, tak samo jak tego żebyś na uogólnianiu i niesprawiedliwym ocenianiu się
          kiedyś nie przejechał.
          >
          • wrozkageena Re: Nie wiem, po odpowiedziach mam wrażenie, że j 19.09.06, 20:49
            malina_28,ale ta jego nie byla rozwodka!To jest najsmieszniejsze!
            Poczytaj teksciki wczesniejsze:) Smiech na sali:)
            • malina_28 Re: Nie wiem, po odpowiedziach mam wrażenie, że j 19.09.06, 21:00
              > malina_28,ale ta jego nie byla rozwodka!To jest najsmieszniejsze!
              > Poczytaj teksciki wczesniejsze:) Smiech na sali:)

              Dokładnie tak :-) A cała gadka klienta wkoło rozwodu, rozwiedzionych i ich
              skrzywień psychicznych, zakażeń i innych. Do tego tytuł postu trafiony w 10-
              tkę, bo ani ona rozwiedziona, ani on jej nie wziął za żonę ;-)
              • absurdello Ach jakie kółko wzajemnego upewniania się ... 19.09.06, 23:52
                To nie była jedyna kobieta w moim życiu, była jeszcze jedna pełna rozwódka (i
                do tego z rozbitej rodziny o czym dowiedziałem się post factum), którą ja
                rzuciłem, bo pozwoliła sobie na granie na boku choć była już mowa o
                małżeństwie. Z innymi się też zetknąłem choć nie byłem z nimi związany
                uczuciowo, miałem za to okazję obserwować całą sytuację z boku.
                Jak na razie to te obserwacje potwierdzają to co podała literatura. Nie
                spotkałem na razie przypadku (może wszystko przede mną), który by nie
                potwierdzał (prędzej czy później) ponurych statystyk.
                • malina_28 Re: Ach jakie kółko wzajemnego upewniania się ... 20.09.06, 08:02
                  > To nie była jedyna kobieta w moim życiu, była jeszcze jedna pełna rozwódka (i
                  > do tego z rozbitej rodziny o czym dowiedziałem się post factum), którą ja
                  > rzuciłem, bo pozwoliła sobie na granie na boku choć była już mowa o
                  > małżeństwie. Z innymi się też zetknąłem choć nie byłem z nimi związany
                  > uczuciowo, miałem za to okazję obserwować całą sytuację z boku.
                  > Jak na razie to te obserwacje potwierdzają to co podała literatura. Nie
                  > spotkałem na razie przypadku (może wszystko przede mną), który by nie
                  > potwierdzał (prędzej czy później) ponurych statystyk.

                  Wyjątkowo negatywne i jednostronne miałeś doświadczenia. Trochę dziwnie się
                  składa, że wszystkie przypadki z jakimi miałeś do czynienia akurat jak ulał
                  pasują do Twoich ramek. Tak jakby w tym aspekcie świat był jednokolorowy. Może
                  trzeba otworzyć oczy żeby zobaczyć, że jest inaczej. Tylko może Ty nie masz na
                  to siły, bo tak Ci za skórę zaszły te wredne rozwódki.
        • wrozkageena Re: Nie wiem, po odpowiedziach mam wrażenie, że j 19.09.06, 20:46
          BO jest to TWOJE odkrycie.A zraniony moze byc pierwszy,lepszy,czy tez pierwsza
          lepsza czyms,czego nie przewidzisz-np.tym,ze tatus nie kupil jej/jemu lizaka.
          Na ziemi sa rzeczy o jakich nam sie nie snilo!
          I tak jak mozesz trafic na rozwodke nie warta twojego czsu i zaangazowania,tak
          mozesz trafic na taka sama wolna,niezalezna,bezdzietna.
          A najgorsza krzywde robisz teraz SAM SOBIE,tworzac takie glupoty we wlasnej glowie.
          A co do tego ile czasu tak bedzie mi dobrze z moim facetem?Znaczy sie pytasz
          kiedy go kopne w d...jak zrobila to twoja NIEROZWIEDZINA.
          To powtorze-ja JUZ jestem rozwiedziona.I wiesz-niezbyt dobrze mysle o kims takim
          jak Ty,co to POMAGAL kobiecie ZAMEZNEJ.Gdybys naprawde chcial jej pomoc
          wygladaloby to inaczej.No i gdybys mial troche oleju w glowie,o czym juz pisalam
          a mam na mysli to,ze brac sie za kogos kto nie ma unormowanej sytuacji...Zalosne.
          I jak napisal tu juz ktos-relacje znamy tylko z Twojego punktu...siedzenia...
          • absurdello Strasznie Cię widze boli to co napisałem ... 19.09.06, 23:32
            ani chybi jakieś lęki, bo przecież w przeciwnym przypadku byś tak nie napadała
            na mnie przy prawie każdym moim wpisie.

            Oczywiście zranienie niekupieniem lizaka jest tej samej miary co np.
            maltretowanie psychiczne, wiesz już samym przykładem dajesz świadectwo swego
            poziomu !

            Dla wyjaśnienia, nim zostałem wezwany na pomoc ( i dowiedziałem się o całej
            sytuacji) gość już tak od roku nie mieszkał w domu a sprawa rozwodowa była w
            toku, tyle, że zaczęły się walki o alimenty (i radosne terminy kolejnych spraw
            co parę miesięcy)... pomijam już, że z powodów napiętej sytuacji, nie robiłem w
            tej sprawie żadnych dwuznacznych kroków by jej nie zaszkodzić w trakcie sprawy
            rozwodowej i nie zaszkodzić dzieciom (możliwe, że po prostu powinienem ją był
            przelecieć i sobie polecieć ale byłem na to zbyt uczciwy za co dostałem kopa w
            d... - moja wina). Jesteś usatysfakcjonowana pani "mundra" ?

            No cóż co do tworzenia głupot, to pozostaniemy przy swoich zdaniach, tobie się
            wydaje, że to głupoty a mnie się wydaje, że to rzeczywiste problemy jakie
            należy mieć na względzie budując związek z osobą po rozwodzie. To, że u ciebie
            dane problemy nie wystąpiły (lub jeszcze nie wystąpiły) nie oznacza, że ich nie
            ma.

            Nie pytam cię ile czasu będzie ci dobrze z twoim facetem, bo to twoja prywatna
            sprawa.

            A żałosna to ty jesteś ze swoim dziamganiem !
            • malina_28 Re: Strasznie Cię widze boli to co napisałem ... 20.09.06, 08:13
              >To, że u ciebie dane problemy nie wystąpiły (lub jeszcze nie wystąpiły) nie
              >oznacza, że ich nie ma.
              To, że te problemy wystąpiłyu Ciebie, nie znaczy że wystąpią u innych. Na
              podstawie ich jednokierunkowości i zakresu patologii zastanowiłabym się na
              Twoim miejscu czy przypadkiem jakoś sam się nie przyczyniasz do tego że tyle
              zła od kobiet zaznajesz. One złe, winne i skrzywione, Ty dobry, bezinteresowny
              i skrzywdzony. Trochę to za czarno-białe i proste.

              > A żałosna to ty jesteś ze swoim dziamganiem !
              A to świetne naukowe stwierdzenie faceta któremu brak argumnetów ;-)))
            • wrozkageena Re: Strasznie Cię widze boli to co napisałem ... 20.09.06, 09:46
              Przy kazdym poscie???
              No to znowu Nieszczesliwy generalizujesz.Moich wpisow jest kilka,a
              wszystkoch-policz sobie.
              Mam o Tobie jeszcze gorsze zdanie-narazales kobiete na duze problemy!I jeszcze
              raz napisze:gdybys chcial jej pomoc naprawde-zrobilbys inaczej."mialem ja
              przeleciec i poleciec,bylem na to za uczciwy" A tak koniecznie taka kobiete
              trzeba przeleciec zeby jej pomoc?To taka skladowa terapi pomagajacej???
              Nie dziwie sie,ze moje wypowiedzi cie wkurzaja.To co nie pasuje do twojej
              rameczki-denerwuje:):):)
              Troszke masz psychike kobiety-tak z wypowiedzi twoich widze...A moze tylko
              jestes wciaz niedorosnietym chlopcem,ktory dostal po lapkach a teraz krzyczy na
              caly swiat,ze te rozwiedzione to (...)-patrz wlasny post.
              Rozpocznij watek o jakim pisala ci juz nie jedna osoba: "Rozwodka zrobila mi
              krzywde(znaczy prawie rozwodka)".
              A co do LIZAKA-nie zrozumiales!!!Choc napisalam,ze sa rzeczy na ziemi o jakich
              nam sie nie snilo...Podalam to jako ABSURD.
              Tak jak twoje uogolnianie jest absurdalne-absurdello...Dobry login sobie wybrales!
              I na koniec-przykro,ze miales ciezkie przejscia,to zawsze jest kiepska
              sprawa.Ale zastanow sie dlaczego tak sie stalo.I odwroc moze cala energie jaka
              tracisz na wylewana z siebie zlosc i irytacje na cos bardziej konstruktywnego.
              • absurdello Widzę, że należysz do ego wysokiego procenta 20.09.06, 17:12
                co nie rozumie co czyta (a może nie chcesz rozumieć i szukasz treści zgodnej z
                twoimi zapatrywaniami między wierszami) !
    • lina37 Re: Nim weźmiesz rozwódkę za żonę pomyśl 10 razy 20.09.06, 00:36
      tak jek twoj NIK -ABSURD

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka