e7
16.06.05, 08:33
Mam na imię Abakuk Melazyp Kowalski i jestem zwykłym trzynastolatkiem jak
reszta dziewięciolatków u mnie w klasie. W klasie pani wychowawczyni dawała
Mirkowi ostatnio lizaki, co prawda raz na dwa tygodnie po kilka sztuk, ale
jednak za darmo. Gdy poprosiłem ją o lizaka, powiedziała, że owszem, da mi
nawet całe pudełko smacznych słodkich lizaków, ale pod warunkiem, że moi
rodzice podpiszą z nią umowę darowizny, od której podobno płaci się podatek i
jest ona zobowiązaniem wzajemnym.
Chciałem tylko spytać, czemu ten świat jest taki niesprawiedliwy, że Mirek
wpieprza lizaki za friko, a ja muszę coś podpisywać? Czy panią wychowawczynię
i Mirka łączy coś więcej niż tylko rozdawnictwo słodyczy?