Dodaj do ulubionych

A tak a'propos sprzątaczek ...

14.11.05, 15:46
Wspomniałam już kilka razy o tych sprzątaczkach (nawet we wstępie do forum ).
Ale pragnę zaznaczyć, że wcale nie gardzę zawodem sprzątaczki, wiem, że to są
normalni ludzie, którym często poukładało się w życiu tak a nie inaczej.
Chodziło mi raczej o tendencję do zaniżania swoich możliwości, o
myślenie 'ja_nic_więcej_w_tej_Anglii_nie_będę_w_stanie_osiągnąć' niż o
poniżanie kogokolwiek.
Sama znam sporo fajnych sprzątaczek (mówię serio! Pracowałam kiedyś w szkole
prywatnej, która wynajmowała sale w szkole podstawowej, więc zawsze ucinałam
sobie pogawędki ze sprzątaczkami :))) jak przychodziłam za wcześnie).

I właśnie wydaje mi się że w Polce jest jakaś niezdrowa tendencja do
pogardzania całym szeregiem zawodów (sprzątaczka, hydraulik, elektryk itp.)
Skąd się to bierze? Wiadomo, że bycie np. śmieciarzem nie jest zbyt rozwojową
i ambitną pracą, ale ... czy w Anglii ludzie też się 'wstydzą' swoich zawodów?
--
Don't guess.
Obserwuj wątek
    • duende1 Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 16:22
      mnie sie wydaje, ze w anglii hydraulik, czy stolarz, to jest taki zawod jak
      kazdy inny i nie ma takich konotacji jak w polsce. mysle, ze nizszy status
      ludzi tych zawodow (w ogole wszelkich prac fizycznych)w Polsce wiaze sie z tym,
      ze wynagrodzenie przewaznie jest inne (czyt. kiepskie). tutaj oni moga zarabiac
      lepiej niz "biurowcy" i chyba darzy sie ich wiekszym szacunkiem, bo ludzie
      doceniaja umiejetnosci i dobrych fachmanow. czy sie myle? jestem w pracy i
      pisze ukradkiem, wiec nie bardzo moge sie skupic. ;)
      • eballieu Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 16:53
        Ci kotrzy maja swoja wlasna dzialalnosc, to i w Polsce dobrze wychodza:-)
        Ludzie kupe robia wszedzie, a sa tacy co potrafia kibelek zapchac, wiec i
        hydraulikow bedzie zawsze potrzeba.
        Co do sprzataczek. Jak jezdzilam na poczatku studiow na wakcje do Gdyni, gdzie
        ciocia organizowala kolonie, to zawsze prosilam o nei bycie opiekunem, tylko
        sprzatajaca osoba. Bo wolalam ze szmata latac i o 18 byc wolna, niz z
        gowniarstwem sie uzerac.
        Ja to wogle tego tekstu ze wstepu nie rozumiem. Moze ktos kto skonczyl studia
        nie ma ochoty na inna prace i ta mu odpowiada, z roznych wzgledow.
        Ostatnio spedzalam weekend w spa w Belgii, byla na nim moja szwagierka, jej
        corka, pani ktora sprzata ich dom, zona syna i ja. Pani sprzatajaca ma kase na
        operacje plastyczna, jezdzi cabrio calkiem fajnym i ma w du.... to co mysla
        inni. Tylko tam nie mysla o neij zle. Ona to lubi, jest zarejestrowana, dobrze
        zarabia, pracuje 4 dni w tygodniu. Woli to niz np. siedzenie na kasie w
        supermarkecie.
    • liley11 Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 16:51
      Tez tutaj zaczynalam od sprzatania i wcale sie tego nie wstydzilam. Nawet bylam
      dumna, ze wykonuje tak prosty i zezstresowy zawod i robie to dobrze i ludzie sa
      z mojej pracy zadowoleni i polecaja mnie innym. A za zarobione pieniadze moge
      sie swobodnie utrzymac.

      Wiele osob, ktore tutaj sprzata, w Polsce udaje primadonny, co najmniej. A
      wywodzi sie to z tego, ze w Polszy panuje poglad, ze sprzatanie jest zawodem
      godnym pogardy. Zostalo to wpojone w czasach komunizmu, kiedy to na brak pracy
      kikt nie narzekal, a ten kto nie pracowal, szedl do wiezienia. Zawod
      sprzataczki byl wtedy zawodem godnym pogardy, najgorszym, dla prawdziwych
      nieudacznikow. Sama pamietam, jak starsi straszyli mnie: ucz sie, zebys ulic
      nie zamiatala.....
      • eballieu Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 16:57
        I dodam, ze pani ktora sprzatala nasz dom w Polsce byla bardzo dobrze
        wynagradzana. Sprzatala u 3 sasiadow, wszyscy ja szanowali, odwozili,
        przywozili do pracy. Za np. mycie okien placilismy dodatkowo. Bardzo madre
        pogawedki zyciowe sobie ucinalysmy. Mozna bylo lze uronic, winka sie napic i co
        wazne w tym wszystkim nie zapominala o swoich obowiazkach.
        • catriona Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 18:06
          macie racje dziewczyny, inny status ma tu sprzataczka...
          to chyba sie wyjasnie poprzez tzw inverted snobbery, ludzie z klasy pracujacej
          sa dumni ze swego pochodzenia.
          np moja szwagierka, mimo ze po studiach caly czas uprcie podkresla swoje
          korzenie i np nie zatrudni sprzataczki, z obawy ze jej mama by sie wsciekla o
          takie "wilkopanstwo". Prosze mnie przy tym nie lajac, ja tylko pisze to co
          slyszalam.
          Chyba ludzie wykonujacy prace fizyczna sa dumni ze swojej pracy, ale tez hardzi
          wobec bialych kolniezrykow, czyli jednak maja jakis kompleks, ale tu chyba
          ameryki nie odkrylam, to sa znane teorie socjologiczne (cos mi swita, kiedy to
          bylo... :)
          MOja ciotka, ktora bardzo lubie, fantastyczna osoba, ale czasem odrobine
          snobistyczna byla zaskoczona gdy jej brat na przyjecie z okazji swoich 50tych
          urodzin zaprosil sprzataczke ze swojego gabinetu. I oczywiscie ja takei cos
          potepiam, choc za ciotka nadal przepadam (Angielka z krwi i kosci dodam)
          ale to by chyba pokazywalo, jak sie sprawy maja.

          A znacie dziwczyny taki czarno-bialy skecz two Ronnies, jak to trzj faceci
          reprezentujacy trzy klasy stoja w rzedzie? On chyba wszytsko mowi. Klasa
          pracujaca ma znac swoje miejsce.
          Mnie sie wydaje, ze angielskie spoleczenstwo jest duzo barzdiej Kastowe niz
          polskie, tyle tylko, ze tu nikt tego wprost sprzataczce nie powie.
          Aele to tylko moje wnioski.
    • neeki Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 19:42
      powiem szczerze ze jak weszlam na to forum to co mi sie najbardziej nie
      podobalo to wlasnie zadzieranie nosa na zasadzie : a bo ja to wykonuje dobra
      prace a ci polacy to sie nie szanuja.
      dla mnie to bzdura juz pisalam to , nie ma co sie soba zachwycac jezeli cala
      kariera polega na studiowaniu za pieniadze meza czy rodzicow. kazdy tak
      studiowac moze tylko nie kazdego na to stac.
      jak sie ma tylko pieniadze na bilet to czlowiek lapie prace jaka mu daja.
      ponadto mam wrazenie ze duzo tutajeszych forumowiczek jest spoza londynu.
      gwarantuje wam ze o wiele trudniej jest znalezc cos normalnego tutaj ze wzgledu
      na to ze coz nie jestesmy konkurencyjni w porownaniu z native speakers a ich tu
      jest na tony.
      inna sprawa ze nie kazdy moze lub chce konczyc studia pracowac w officie itd.
      nic zlego w tym , nie ma co sie wywyzszac.
      a co do uznawania robotnikow za gorszych to sorry ale w anglii dobry fachowiec
      zarabia nieraz duzo wiecej niz panienka sekretarka, albo i jej przelozona.
      • eballieu Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 22:02
        Neeki zachwycam sie soba:-)
        Studiowalam za pieniadze rodzicow. To dzieki nim mialam na kursy jezykowe za
        granica, dzieki nim moglam jechac na studia tam gdzie chcialam i tam gdzie sie
        dostalam na Uniwerki. Dlaczego mam byc z siebie mniej zadowolona? Czy to cos
        zlego, ze rodzice mysleli o przyszlosci swoich dzieci? Rozumiem, ze niektorych
        rodzicow losy sie pokrzyzowaly w trakcie przemian jakie zachodzily w Polsce i
        nie mieli na studia dla swoich dzieci.
        Ale wiesz ja nie zamierzam ujmowac sobie wartosci w studiowaniu, tylko dlatego
        ze przez te kilka lat rodzice mnie utrzymywali. Takie mieli zyczenie i
        szczescie zarazem, ze dzieciaki chcialy cos robic. A jak pracowalam, to kasa
        byla dla mnie - na moje przyjenosci. Oni mieli pieniadze na to zeby mi dac i im
        to nie przeszkadzalo. I wiesz co najsmieszniejsze, do dzis ani razu nie
        wspomnieli o tym, ze "musieli" mnie i siostre przez czas studiow utrzymywac.
        Nie rozumiem w czym widzisz problem? Ze niby co mialam powiedziec - nie
        rodzice, ja nie chce waszych pieniedzy, ja teraz sama bede robic od nocy do
        rana,a w dzien studiowac,a pozniej pedzic do szkoly muzycznej, ale kasy to ja
        od was nie chce:-)
        A moj maz to wogole jakis pasozyt straszny bo najpierw skonczyl jedne studia za
        kase rodzicow, a pozniej drugie. I tak 4 dzieci z nich ciagnela kase na
        ksztalcenie.
        I to wcale nie jest tak ze kazdy moze studiowac.
        • neeki Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 16.11.05, 20:05
          nie o to mi chodzilo. ale nie uwazaj sie za lepsza od innych bo skonczylas
          studia.
    • basiak6 Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 20:32
      Pani ktora u mnie sprzata to starsza Angielka i traktuje ja jak dobra kolezanke,
      zawsze mamy czas na rozmowe. Cale zycie sprzatala, jest bardziej oczytana od
      niektorych osob z mojego biura.
      Traktuje swoj zawod normalnie, z zadowoleniem bo pracuje kiedy chce i wybiera
      sobie klientow.
      • balbi6 Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 14.11.05, 23:13
        A to moze i ja cos od siebie dopisze.
        Tak jak wiekszosc polskich sprzataczek pracujacych w Anglii nie konczylam
        szkoly sprzataczek w Polsce.
        Pracowalam w Polsce na "panstwowym" a konczylam na prywatnym czyli u
        siebie.Nawet zatrudnialam kogos. Przyszly takie czasy , ze najpierw pracownik
        odszedl a pozniej i ja sama na siebie nie moglam zarobic. Trudno. Siedzialam w
        domu 6 m-cy szukajac pracy i zyjac z oszczednosci. No ale pracy 0 i kasa tez do
        0 sie zblizala. Zaplacilam grube (na tamte lata) pieniadze komus , kto dal mi
        tylko numer tel. do kogos kto dal mi prace. Wiem , ze bzrdzo duzo ludzi
        przyjechalo tutaj na tej samej zasadzie tylko teraz duzo juz "zapomnialo".
        Zaczynalam od sprzataczki w hotelu ale angielskiego nie znalam wcale i nie
        wymagano tego, ale za ta nieznajomosc bylismy traktowani .....Po jakims czasie
        sama poszukalam sobie pracy tez w hotelu pozniej zmienilam na prace w agencji
        zeby dostac referencje , ktore byly pomocne w szukaniu prywatnych
        sprzatan.Nigdy nie wstydzilam sie tego , ze pracuje jako sprzataczka a na swoje
        referencje sama ciezko pracowalam. Bylam zadowolona ,ze pracujac tutaj moglam
        wysylac pieniadze do Polski i zyc tutaj. Nie mialam problemow finansowych. A
        pracowalam tutaj dla ludzi , ktorzy traktowali mnie jak czlowieka a nie
        jak "cos".Prace mialam przewaznie z "polecen". Odeszlam bo bylam w ciazy.W
        kilku domach pracowalam 4-5 lat. Ja naprawde czulam sie tam bardzo dobrze.
        W czasie ciazy zaczelam robic ang.kursy by poszukac innej pracy zblizonej do
        tej , ktora wykonywalam w Polsce.
        Jednak gdyby nie moja Emilka pewnie do dzisiaj sprzatalabym i bylabym
        zadowolona.
        Tak , ze nawiazujac do wstepu , to sprzataczka tez czlowiek. A tych ludzi z
        Polski jest tutaj baaaaaaaardzo duzo.
        Przepraszam , ze tak troche zanudzilam. Pozdrawiam. balbi
        • vygotsky do: eballieu 15.11.05, 00:18
          eballieu napisala:

          "Nie rozumiem w czym widzisz problem? Ze niby co mialam powiedziec - nie
          rodzice, ja nie chce waszych pieniedzy, ja teraz sama bede robic od nocy do
          rana,a w dzien studiowac,a pozniej pedzic do szkoly muzycznej, ale kasy to ja
          od was nie chce:-)"

          OK, rozumiem ze lepiej poczytac sobie Webera czy Szackiego (jesli sie ma takie
          ambicje) niz latac ze scierka i szczota...pewnie i zdrowie lepsze i zmarszczek
          mniej obecnie. Oczywiscie zupelnie mnie to nie dziwi i tez bralabym pieniazki
          od rodzicow. Problem w tym ze wielu chcialoby czegos innego niz maja bo miec
          nie moga, miedzy innymi dlatego ze urodzenie i pochodzenie ciagle jeszcze
          decyduje(i pewnie jeszcze bardziej bedzie) o tym czy czytamy Durkheima czy
          zasuwamy z mopem. W zwiazku z tym zapytalabym czy tak byc powinno i czy mozna
          to usprawiedliwiac?
          Tosia ma forsiastych rodzicow i chce studiowac prawo. Jest bardzo madra i
          pracowita. Gosia ma bidna mame i chce studiowac prawo. Jest bardzo madra i
          pracowita. No i ktora wyleci ze studiow? Prawdopodobnie Gosia bo zasypia na
          wykladach po przepracowanej nocy; z czegos musi sie utrzymywac. Co tu mowic,
          nie dziwne ze wiecej szcunku mam dla Gosi (szczegolnie jesli uda jej sie
          skonczyc te studia...). Tak wiec problem tkwi nie w jednostkach ktore akceptuja
          (legitimise jak to ladnie powiedziliby Anglicy)taka sytuacje ale w panstwie
          ktore zmusza Gosie do harowania 20h na dobe a Tosie zacheca do lezenia brzuchem
          do gory mimo ze obie daza do tego samego. Mam nadzieje ze jest to jasne ze w
          zadnym wypadku nie jest to krytyka ciebie jako jednostki w spolecznosci
          kapitalistycznej. Pozdrawiam i czekam na dalszy ciag socjologji codziennosci bo
          fascynuje mnie w twoim wydaniu...
          • eballieu Re: do: eballieu 15.11.05, 09:51
            Vygotsky, ja rozumiem to ze niektorzy musza pracowac w trakcie studiow an
            utrzymanie. A niektorzy jesli pracuja to takie maja widzimisie.
            Wiesz bylo u nas na roku kilka bardzo bogatych osob. Mnie nie razilo to ze za
            kolkiem ich auta "lezal" Ossowski. Ale w dyskusjach, czy na zajeciach, czy w
            tym jakim kto jest studentem wystrzegalabym oceniania tego przez pryzmat jego
            zycia osobistego.
            I jedno jest bardzo ciekawe - osoby, ktore ja wiedzialam ze utrzymuja sie same
            na studiach i mialy trudne sytuacje rodzinne, materialne, nigdy o tym nie
            mowily, nigdy tego nie podkreslaly. Nie dlatego, ze sie wstydzily, zbyt dobrze
            je znalam, ale dlatego, ze na studiach byly studentami, ktorzy nie wykorzystuja
            tego argumentu chociazby na kazdym egzaminie ustnym. A ja mialam chyba tylko 3
            pisemne egzaminy.
            I nie zgodze sie z tym, ze kazdy kto ma kase moze studiowac. I nie dlatego, ze
            studia to strasznie trudna rzecz, ale dlatego ze nie kazdy chce.
            Spadam, milego dnia wszystkim zycze.

          • basiak6 Re: do: eballieu 15.11.05, 18:13
            Nie zgadzam sie z Toba... Niby dlaczego masz miec mniej szacunku dla kogos kto
            ma wiecej? Czy fakt ze mam zamoznych rodzicow ktorzy sa zamozni wylacznie przez
            swoja ciezka prace i mogli mi zafundowac dobre studia w UK swiadczy na moja
            niekorzysc? Przypomina mi to system rownania wszystkich do jednego poziomu,
            gdzie kazdy kto ma wiecej to wrog.
            Zgadzam sie z eballieu. Wazne jak kto wykorzysta to co mu jest dane. Moi rodzice
            oplacili studia i utrzymanie, zaplacili za szkoly jezykowe w roznych krajach. Na
            przyjemnosci rozne dorabialam sama. Uwazam ze to tez pewna umiejetnosc rodzicow
            porafic zainwestowac we wlasne dziecko:) Mam zamiar tak samo pomoc mojemu
            dziecku, jak bedzie mial ochote jechac uczyc sie do Japonii tak jak ja kiedys,
            to pojedzie.
            Na moich studiach w UK bylo pare bardzo zamoznych osob. Ludzie wyjatkowo
            pracowici, tak samo bylo wielu biedniejszych na specjalnych stypendiach ktorzy
            radzili sobie swietnie. Nie dziele szacunku dla nich ze wzgledu na to co maja
            tylko na to co zrobia ze swoimi umiejetnosciami. Pieniadze tylko pomagaja ale
            nie wyreczaja.
            • eballieu nie wypada 15.11.05, 20:29
              Nie wypada w Polsce mowic ze jest ci dobrze, ze starcza, ze ci sie powodzi. Zle
              jest to widziane. Bo jesli tak, to twoja rodzina to zlodzieje, oszusci. A ja
              znam takich, ktorzy tak mowia, mimo ze ich dochod nie jest wiekszy niz srednia
              krajowa. Sa optymistami i nienawidza zrzedzic i narzekac.
              Lepiej mowic, ze jest ci strasznie ciezko, pieniedzy nie ma na nic, a ostatnio
              jak byles na wakacjach, to padal deszcz i dach sie zawalil w namiocie. A na
              studiach to tylko ciezka praca byla, czasu na wodke czy piwo nie bylo, a
              zajecia czasami wszyscy olewali tylko nie ja. Najpilniejsza bylam mamusiu
              tatusiu, a socjologia strasznie trudna do studiowania:-)
              Do chlopakow sie nie usmiechalam i na randki nie biegalam, pod spodniami
              nosilam majtki do kolan. Zeby poznac trud zycia:-)
              A dla dziecka swojego tez juz zbieram. Jak bedzie chcial studiowac zoologie, to
              bedzie, a jak bedzie chcial byc ciastkarzem lub krecic recznie praliny, to
              powiem mu ze moze jechac sie uczyc zawodu do Szwajcarii. A jesli bedzie chcial
              jechac medytowac, to niech jedzie. Jego wybor.
              Jesli bede mogla oczywiscie, a jesli nie, to mam nadzieje ze poradzimy sobie.
              • neeki Re: nie wypada 16.11.05, 20:14
                nie rozumiesz jednej rzeczy. ja nie mowie ze masz sie czuc gorzej bo masz
                pieniadze. ale nie powinnas sie czuc lepsza od innych i wynosic sie poniewaz
                ktos zaplacil za twoje studia. nie kazdy mial taki luksus.
                tez w polsce konczylam studia. tez utrzymywali mnie rodzice. ale tutaj nie ma
                na to szans. wiec ja sama probuje sobie ulozyc tu zycie. bez brania pieniedzy
                od innych , i nie uwazam ze powinnam sie przez to czuc gorsza. wrecz
                przeciwnie. zaczynalam od robienia kawy w coffee shopie teraz jestem shift
                supervisor z widokami na wyzej. pewnie wkrotce pojade do szkocji , tam zaczne
                studiowac i bede przy okazji pracowac. tyle
                • eballieu ??? 16.11.05, 21:54
                  W ktorym momencie widzisz, ze czuje sie lepiej od innych i jestem wyniosla?
                  Zreszta nie musisz odpowiadac na to pytanie.
                  Wiesz Neeki zycie eleganckie ma to do siebie, ze sie ludziom w portfele nie
                  zaglada.
                  Nawet jesli ich glowny dochod pochodzi z prostytucji. Ich sprawa.
                  Nie "biore" od nikogo pieniedzy na moje zycie tu. W trakcie studiow tez nie
                  bralam, otrzymywalam je. Dziwne ze rodzice nigdy tego nie wypominaja, tylko
                  obcy ludzie.
                  A na osobiste rozmowy to ja do domu zapraszam. Jelsi tylko chcesz to przyjedz
                  na kawe, pogadamy.
                  Rozumiem, ze myslimy innymi kategoriami, innymi realiami. Dla mnie normalne
                  jest to ze rodzice wspieraja swoje dzieci w trakcie ich edukacji. Nie jest to
                  dla mnie zaden luksus, tylko powinnosc wobec tego co sie splodzilo. Ja jako juz
                  mama, wiem ze dziecko zrobic bylo latwo, teraz moja i ojca tego dziecka glowa,
                  abysmy mogli zapewnic mu przyszlosc, taka jaka bedzie chcial, wspierac na tyle
                  na ile bedziemy mogli. Ale mysle o tym juz dzis.
                  Czasami zycie uklada sie inaczej i zdarza sie ze rodzic/rodzice nie sa w stanie
                  zapewnic dziecku wsparcia materialnego np. na czas studiow. Ale nie zwalnia go
                  to z dania wsparcia psychicznego i dawania dziecku mobilizacji i wsparcia
                  chociazby swoja obecnoscia, zainteresowaniem jego zyciem.
                  Jelsi ktos studiuje bedec juz po slubie i jak to ty ujelas "za kase meza" to
                  tylko i wylacznie jego sprawa. Ich ukladu. I mysle ze skoro tak sie dzieje, to
                  sa z tym szczesliwi. WIem,z e sa na forum dziewczyny ktore studiuja juz jako
                  mezatki i zabrzmialo to jakby byly pasozytami na utrzymaniu swoich kochasiow.
                  to troche nie tak.
                  Ale watek jest o sprzataniu.
                  I w sumie mi to rybka, czy ktos po studiach bedzie sprzataczem u kogos tam.
                  Jesli tylko to lubi i jemu z tym dobrze, to nie jest to moj problem.
                  • neeki Re: ??? 16.11.05, 22:28
                    ja nie pisalam do ciebie personalnie. nie wiem czy zauwazylas ale moj pierwszy
                    post byl ogolny, do atmosfery na tym forum. potem moze wyszlo personalnie bo
                    odpowiadalam na to co akurat napisalas. nie mowie ze ty sie wynosisz. chodzi mi
                    o to ze na tym forum wiele razy pojawialy sie opinie ze dziewczyny pracujace
                    jako sprzataczki, sprzedawczynie sie nie szanuja. nie rozumiem takiego
                    podejscia. nie wiem tez czemu np za normalny zawod uwaza sie osobe pracujaca w
                    banku ktorej jedyna odpowiedzialnosc polega na liczeniu kasy i wypelnianiu
                    wnioskow o przyznanie konta. ale to tak na marginesie.
                    nie wiem moze to polska przywara wywyzszac sie. ja znalam wielu obcokrajowcow
                    ktorzy uznawali ze zadna praca nie hanbi. kumpel sprzatal najgorsze meliny bo
                    za to swietnie placili i sie tego nie wstydzil. pozniej juz sam zatrudnial
                    ludzi do sprzatania.
                    nie ma znaczenia co sie robi. a jezeli ktos zadziera nosa to ja nie mam ochoty
                    z taka osoba rozmawiac.wiem co w zyciu osiagnelam, z czego zrezygnowalam co
                    moze zaprzepascilam i ile jestem warta.
                    a propos bankow to kiedys przy zakladaniu konta facet w banku potraktowal mnie
                    na zasadzie : a co ona tam znaczy. zapytalam go jakie to on ma kwalifikacje i
                    wielka kase ze mu dali taka odpowiedzialna prace jak wklepywanie aplikacji do
                    kompa. nic sie nie odezwal.
                    • eballieu :-) 17.11.05, 09:21
                      Neeki, nawet nie wiesz w ilu kwestiach sie zgadzamy:-)
                      Przeciez napisalam tu ze wolalam byc swego czasu sprzatajaca korytarze,
                      stolowke i kible niz zajmowac sie 24 na dobe dzieciakami:-)
                      Punkt we wstepie do forum, w ktorym napisane bylo cos na styl - chec
                      osiagniecia wiecej niz bycie sprzataczka u Anglika draznil mnie za kazdym razem
                      kiedy to forum otwieralam. Ale z racji tego, ze forum to lubie, po prostu
                      przymykalam na to oko.
                      Mam przyjaciela - jest nauczycielem akademickim z tytulem doktora - w wakacje
                      ukladal kostke brukowa na torunskie Starowce, bo chcial sobie dorobic na
                      wyprawe.
                      Ja nie widze nic zlego w byciu sprzataczka. Co wiecej - jesli osobie tej
                      powierza sie wlasny dom, to praca to bardzo odpowiedzialna. Jesli ty sama
                      zbijesz sobie najbardziej wartosciowy dzban, to twoj pech, ale jesli zbije to
                      ktos inny - oj oj oj.
                      I masz racje, ze cos z naszej polskosci w tym postulacie bylo. Tzn. masz racje
                      wedlug mnie:-)
                      Jesli Anglik wyjezdza do pracy do Wietnamu stac za barem i zmywac szklanki po
                      skonczonych wlasnie studiach, to sie mowi - pojechal Azje odkrywac, zrelaksowac
                      sie, medytowac moze nawet. ALe jesli Polka po studiach jedzie sprzatac pokoje
                      hotelowe, to sie mowi ze ambicji nie ma.
                      A ja sama mam taka kolezanke, ktorej praca sprzatajaca byla potrzebna do tego
                      aby zarobic i pozwiedzac. Miala dosc studiowania i postanowila przez rok po
                      studiach "wyluzowac". Nikt nie byl w stanie zrozumiec jej decyzji. Po
                      najlepszej w Polsce Akademii Ekonomicznej, z dobrymi wynikami, trzema jezykami.
                      A ona super rzeczy pisala w trakcie tej pracy, moze jej sie kiedys uda to
                      wydac. Do dzis milo te prace wspomnia, poznala wielu wspanialych ludzi, a dzis
                      robi to co chce, bo ten rok na sprzataniu w hotelu pomogl jej do tego dojrzec.
                      Ale gdyby robila to duzo dluzej, to dla mnie tez nie bylby to problem.
                      • mgna Re: :-) 17.11.05, 13:47
                        Ja mialam wspanialam Pania Helene - do tej pory ja wspominam i zaluje ze nie
                        moglam jej w raz z cala jej rodzina do Angli ze soba przywiesc. Wraz z
                        kolezanka przez kilka miesiecy mialysmy sprzataczke z Poludniowej Ameryki
                        (ktora moj byly chlopak polecil - ona sprzatala jego salony i apartament)
                        bardzo mila Pani, zawsze lubialam z nia pogawedzic, ale zrezygnowalysmy z niej
                        poniewaz nie sprzatala tak dobrze jak chcialysmy. Kolezanka gdzies dolapala
                        Pania Helene i polecila mi ja rowniez. Pani Helena byla najwspanialsza! Po
                        kazdej jej wizycie nie tylko moj apartament pachnial, lsnial, ale nawet Pani
                        Helena robila rzeczy ktorych od niej nie wymagalam, jak np myla lodowke, okna,
                        scielila mi lozko tak jak w hotelach sciela (choc ja zawsze rano sciele lozko)
                        i na poduszke kladla albo mietusa, albo czekoladke. Czesto tez pozadkowala mi w
                        szafie, wszystko jak w wojsku mialam poukladane (nie wiem jak w wojsku maja
                        poukladane ale wyobrazam sobie ze rowniusienko i czysciusienko). Pani Helena
                        byla bardziej jak nadopiekuncza, troskliwa Mamusia, niz sprzataczka. Czesto
                        tlumaczyla mi ze dlatego uklada w mojej szafie, poniewaz wie jak dlugie godziny
                        ja pracuje i wie ze ja nie mam czasu na dokladne sprzatania/ukladania. Pania
                        Helene polecilam kilku znajomym i tez z niej sa szalenie zadowoleni. Poprostu
                        skarb!

                        Niestety po wielu przejsciach z angielskimi sprzataczkami, zrezygnowalam. Sa
                        leniwe, nie umieja dobrze czyscic domu, starszszszszsznie powolne...sama wole
                        to zrobic, przynajmniej zrobie to dokladnie. No ale marzy mi sie wersja
                        angielska Pani Heleny.... NB: sprzataczki w NYC potrafily miesiecznie zarobic
                        $6K i wiecej, tyle duzo na Wall St zarabia.

                        Ja uwazam ze zaden uczciwy zawod to hanba. Powinno sie byc dumnym ze jest sie
                        przetsiebiorczym i woli sie zarobic zamiast czeraki na du... zbierac na
                        benefitach. Dlatego bardzo mnie denerwuje kiedy ludzie bioracy siebie za tych
                        na lepszych stanowiskach, od np sprzataczki czy kelnera, odnosza sie do nich z
                        pogarda.
                      • effata Re: :-) 17.11.05, 15:07
                        >Punkt we wstepie do forum, w ktorym napisane bylo cos na styl - chec
                        >osiagniecia wiecej niz bycie sprzataczka u Anglika draznil mnie za kazdym
                        >razem kiedy to forum otwieralam

                        Eballieu, a więc żeby cię nie denerwować, aby w ogóle nikogo nie denerwać (bo
                        jak się okazało, temat okazał się kontrowersyjny, a poza tym ... przekonałyście
                        mnie, że zapis jest
                        niefortunny/chamski/wyniosły/zaczepny/żałosny/wkurzający/inne*) zmieniłam go :)


                        *niepotrzebne skreślić
                        --
                        Don't guess.
                      • neeki Re: :-) 17.11.05, 19:49
                        no coz czasami tak bywa ze dwie osoby prowadza dyskusje myslac ze maja inne
                        poglady gdy w rzeczywistosci maja podobne ;)
                        to wlasnie tak jest ze fakt iz tu jestem to moj wybor i jest mi z nim dobrze.
                        ale boli mnie gdy ludzie staraja sie mi wmowic ze zaprzepascilam swoje zycie. w
                        koncu to moje zycie i moje wybory, ktorych moze i bede zalowac ale trudno.
                        nie zapomne goscia w restauracji ktoremu podawalm jedzenie i ten nieszczesny
                        pieprz z mlynka i on mi sie zapytal co robilam w polsce. po odpowiedzi poszlo :
                        smiech i komentarz: hehe studia prawnicze tam a tutaj mlynkiem do pieprzu
                        kreci.
    • moniska11 Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 15.11.05, 20:55
      Ja wam opowiem moja historie. Od 18 roku zycia utrzymuje sie sama. Skonczylam
      dzienne studia medyczne na ktore zapracowalam sama. Do biednych osob raczej nie
      naleze, a mam dopiero 27 lat. Jest to tylko i wylacznie efekt mojej ciezkiej
      pracy.Od 18 roku zycia ciezko pracowalam w Polsce na roznych promocjach i
      pokazach Zeptera, a bedac studentka cale wakacje harowalam za granica(USA),jako
      sprzataczka, kelnerka, warehouse operative itd. Moi rodzice nie sa biedni i nie
      byli. Ale pieniadze woleli przeznaczac na swoje zachcianki i wieczne imprezki.
      Praktycznie nie otrzymalam od nich zlamanego centa od ok.9 lat. Mam do nich
      zal, bo wiem , ze mogli mi pomoc i nie musialabym przechodzic w zyciu przez to
      wszystko przez co przeszlam. Teraz sama jestem matka i zrobie wszystko, zeby
      moja corka miala latwiejszy start niz ja. Zrobie wszystko zeby mogla studiowac
      na najlepszych uczelniach i korzystac z kursow jezykowych. Nie potepiam tych
      ktorym rodzice dali wszystko z gory. Tez chce byc takim rodzicem. A tym ktorzy
      musza ciezko pracowac i nie maja pomocy znikad, wspolczuje. Tak naprawde to
      sami jestesmy kowalami wlasnego losu i nawet jesli cos komus skapie z nieba nie
      zawsze bedzie potrafil to wykorzystac. Jesli czegos bardzo pragniemy i wlozymy
      w to maksimum wysilku i zaangazowania to wierze , ze osiagniemy swoj cel!!!! U
      mnie to dziala!!! Pozdrawiam wszystkich.
      • effata Re: A tak a'propos sprzątaczek ... 16.11.05, 00:38
        Ja znałam niesamowitą babkę, która pochodziła z biednej rodziny i zaczęła
        pracować jako sprzątaczka, bo nie miała wykształcenia. Potem urodziły jej się
        dzieci i życie sie tak potoczyło, że została przy tym zawodzie. Jedno z tych
        dzieci było upośledzone (i niestety umarło), a jeden z synów miał poważne
        problemy w szkole, dysleksję, fobię szkolną i wiele problemów. Zakwalifikowali
        go nawet do szkoły specjalnej (z pograniczem upośledzenia umysłowego). Ale ta
        kobieta się nie poddawała. Ciężko pracowała, jako sprzątaczka właśnie, aby
        zapewnić tym dzieciom korepetycje, prywatne przedszkole, rehabilitacje (jak
        chłopczyk jeszcze żył). Była niesamowita. Starszy syn, dzięki jej zacięciu i
        ciężkiej pracy (głównie jej :))) skończył szkołę, zdobył zawód, a tak z
        papierami ze szkoły specjalnej to byłoby mu naprawdę ciężej.
        Także naprawdę nie można kogoś osądzać po zawodzie, ani też po tym, co kto ma,
        co mu zostało dane, a co nie. Chyba właśnie najważniejsze są nasze motywacje i
        to, jak wykorzystamy to, co nam zostało dane.

        Cała ta dyskusja skłoniła mnie do refleksji, że może faktycznie punkt trzeci
        regulaminu wstępu na forum jest trochę niefortunny. W założeniu miał być
        humorystyczny, ale ... hmmmm, każdy ma różne poczucie humoru. W związku z
        tym ...
        --
        Don't guess.
        • effata Ogłaszam konkurs! 16.11.05, 00:42
          Ogłaszam konkurs na trzeci punkt regulaminu. Tzn. jaki ma być trzeci z warunków
          wstępnych. Co byście same/ sami chcieli tam wpisać.
          Proszę przy wymyślaniu propozycji brać pod uwagę dwa pierwsze punkty czyli nie
          czepiać się i potraktować sprawę humorystyczne (czyli z przymróżeniem oka,
          zapewniam, że nie prowadzę ostrego przesiewu przy przyjmowaniu nowych osób :))))
          --
          Don't guess.
          • princessjobaggy Re: Ogłaszam konkurs! 16.11.05, 00:59
            effata napisała:

            > Ogłaszam konkurs na trzeci punkt regulaminu. Tzn. jaki ma być trzeci z
            warunków
            >
            > wstępnych.

            Moze dopoki nie wymyslimy czegos lepszego- 'Chec osiagniecia czegos w zyciu'?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka