Gość: mieszkaniec
IP: *.chello.pl
22.02.05, 16:48
Starosta powiatu pruszkowskiego fałszuje księgi wieczyste kradnąć ludziom
działki!
"Rzeczpospolita" pisze (długie, ale warto przeczytać):
Prokurator bada sprawę kradzieży ksiąg wieczystych w Pruszkowie
HANDEL CUDZYMI GRUNTAMI?
W Pruszkowie wrze. Na wynoszeniu z Sądu Rejonowego dwóch tomów ksiąg
wieczystych przyłapano Annę Z., urzędniczkę Wydziału Geodezji tutejszego
starostwa, i geodetkę Grażynę S. Obie zostały zatrzymane. "Rz" udało się
dotrzeć do mieszkańców, którzy własną działkę zastali otoczoną słupkami, a
księga hipoteczna ich gruntu zaginęła.
Najpierw państwo W. zauważyli, że ktoś podzielił ich ziemię. Potem odkryli,
że księga wieczysta gruntu zginęła.
(c) ANDZREJ WIKTOR, JAKUB OSTAŁOWSKI
Urzędniczka Starostwa Powiatu w Pruszkowie Anna Z. i Grażyna S., geodetka z
Michałowic, zostały zatrzymane w grudniu ubiegłego roku. Anna Z. trafiła do
aresztu. Pracownicy sądu przyłapali je, gdy usiłowały wynieść dwa tomy ksiąg
z Archiwum Wydziału Ksiąg Wieczystych pruszkowskiego Sądu Rejonowego.
Zawiadomiono policję, a prokuratura w Pruszkowie wszczęła śledztwo.
- Kobietom postawiono zarzuty dokonania kradzieży dwóch ksiąg hipotecznych -
potwierdza rzecznik prokuratury okręgowej Maciej Kujawski. - Dodatkowo
Grażynie S. postawiono zarzut przygotowywania się do podrabiania dokumentów.
Znaleziono u niej czyste blankiety druków dotyczących gruntów. Teraz
pruszkowska prokuratura bada sprawę.
Za kradzież ksiąg hipotecznych grozi urzędniczkom do dwóch lat pozbawienia
wolności. Anna Z. z aresztu wyszła po wpłaceniu kaucji. Grażyna S. ma zakaz
wykonywania zawodu.
Jak ustaliliśmy, dokumenty z Sądu Rejonowego ginęły także wcześniej, a z
ksiąg hipotecznych były wyrywane kartki. Teraz afera gruntowa zaczęła
zataczać szersze kręgi. A miasto aż huczy od spekulacji. Czy Anna Z. działała
na czyjeś polecenie? I co na to jej pracodawca - starosta powiatu?
Badała zawodowo
Anna Z. pracuje na stanowisku inspektora w Wydziale Geodezji i Gospodarki
Nieruchomościami pruszkowskiego starostwa od początku 1999 roku. W Sądzie
Rejonowym została zatrzymana w godzinach pracy. Jak ustaliliśmy, do jej
zawodowych obowiązków należy m.in. badanie ksiąg wieczystych dotyczących
prowadzenia ewidencji gruntów.
- To wiązało się z koniecznością wglądu do ksiąg, a pracownica w ramach
obowiązków służbowych mogła dokonywać badań hipotecznych - informuje Elżbieta
Smolińska, starosta powiatu pruszkowskiego (PO).
- Dlatego mogła chodzić do sądu w godzinach pracy.
Starosta przyznaje, że aresztowaną urzędniczkę zna od wielu lat.
- Poznałam ją w trakcie sprawowania mandatu radnej podczas pierwszej kadencji
Rady Powiatu - wyjaśnia. Zapewnia, że nie wydawała Annie Z. poleceń
wykonywania poszczególnych zadań.
- Nadzór nad jej pracą sprawował naczelnik Wydziału Geodezji - tłumaczy.
Anna Z. jest na zwolnieniu lekarskim. Ma się leczyć do 3 marca. Choć niewielu
urzędników wierzy w nagłą chorobę Anny Z., Elżbieta Smolińska nie spieszy się
z dyscyplinarnym zwolnieniem pracownicy,
- Konsekwencje służbowe zostaną wyciągnięte po udowodnieniu jej konkretnych
zarzutów - zapewnia Smolińska. - Teraz trwa dochodzenie.
Przeszłość do wyjaśnienia
Samorządowcy przypominają dziś kontrowersyjną przeszłość starosty, związaną z
nieruchomościami. Okazuje się, że w latach 90. Smolińska prowadziła firmę
Rzeczoznawstwo, wyceniającą nieruchomości. Działalność gospodarczą Smolińska
łączyła z pracą na stanowisku naczelnika Wydziału Geodezji w pruszkowskim
Urzędzie Miasta!
- Na gruntach zna się jak mało kto w tym mieście - mówi jeden z urzędników. -
Nic dziwnego, że mnożą się teraz pytania. Bo starosta po prostu nie była
wtedy w porządku.
Prowadzenie firmy przez Smolińską wzbudzało wątpliwości ówczesnego prezydenta
Pruszkowa Euzebiusza Kiełkiewicza. W 1996 roku powołał komisję dyscyplinarną,
która miała wyjaśnić sprawę.
- Ustawa o pracownikach samorządowych mówi, że nie wolno wykonywać zajęć,
które mogłyby rodzić podejrzenie wykorzystywania stanowiska do celów
prywatnych i narażać pracownika na zarzut stronniczości. Dlatego musiałem
powołać komisję - mówi "Rz" były prezydent Euzebiusz Kiełkiewicz. - O opinię
poprosiliśmy wtedy profesora Michała Kuleszę. Ten stwierdził, że Elżbieta
Smolińska musi wybierać między pracą w urzędzie a prowadzeniem firmy. Wybrała
to drugie - wspomina prezydent.
Starosta Smolińska na temat prowadzenia firmy wypowiada się dziś bardzo
oszczędnie.
- Działalność gospodarczą łączyłam w ramach stosunku pracy w czasie, kiedy
było to prawnie dozwolone - twierdzi. - Nie zataiłam tego faktu przed
pracodawcą - zapewnia.
Były pracownik urzędu w Pruszkowie (nazwisko do wiadomości redakcji) mówi
tymczasem, że kiedy komisja dyscyplinarna postawiła Smolińską przed
koniecznością wyboru, ta od niekorzystnej dla siebie decyzji odwołała się do
Rady Miasta.
- Po prostu nie chciała ustąpić. Było to niesmaczne. Potem poszła na
zwolnienie lekarskie - przypomina urzędnik.
- To prawda, że się trochę z tych nerwów pochorowała - przyznaje
Kiełkiewicz. - Ale rozstaliśmy się za porozumieniem stron.
Elżbieta Smolińska nie chce rozmawiać na temat odejścia z Urzędu Miasta.
Zapewnia, że ze sprawą Anny Z. nie ma nic wspólnego.
Tymczasem dotarliśmy do państwa W. z Pruszkowa, którzy mają działkę przy ul.
Żbikowskiej. Ziemię wiele lat temu odziedziczyli po ojcu. Wprawdzie na razie
nie zamierzali na niej niczego budować, ale to, co niedawno odkryli, wprawiło
ich w osłupienie. Kilka tygodni temu podczas spaceru z psem pan W. zauważył,
że ich półtorahektarowy grunt jest podzielony i otoczony słupkami. Potem
okazało się, że księga wieczysta gruntu zaginęła.
- Od kilku tygodni próbujemy sprawę wyjaśnić. Trudno nam to wszystko
zrozumieć, a w urzędzie na razie niewiele mogliśmy się dowiedzieć. Czekamy na
konkretne odpowiedzi - mówią W.
Aneta Gawrońska