Zauważyłam w Tesco zmiany na plus. Zamiast masy totalnego badziewia w nie
najlepszym stylu i drogiego na dodatek (mówię tu o dziale baby) na wieszakach
zagościły ubranka marki Cherokee, Mini-cośtam oraz bielizna Items (jakoś metki
i wzornictwo do złudzenia przypomninają poprzednią marke bieliźnianą
District). Kupiłam 3-pak body 12-18 mies - bardzo to ładne, bawełna porządna,
jedynie mogłabym sie przyczepić do małej rozciągliwości tkaniny. No ale za
19,90 za taki 3-pak, to nie mogę mieć wszystkiego. Do tego dokupiłam
bawełniane, dresowe spodenki, błekitne z ładnym haftem na tylnej kieszonce -
tu jakościowo było juz I klasa i to za 16,99. Ogólne wrażenia bardzo
pozytywne, tylko niestety rozmiarówka jest maława, o ile doły są ok, to góra w
r.12-18 mies przypomina HM-owskie 74. Ubranka marki Mini-.... jakościowo
znacznie gorsze, choc zdarzają się ładniutkie egzemplarze. I tu ciekawostka -
na wieszaczkach znalazłam ubranka z oryginalnymi metkami C&A Baby Club! Mój
zachwyt nad marką Cherokee przeszedł w miarę jak zobaczyłam ubranka dla
starszych dzieci, nawet nie to że brzydkie- bo nawet ujdą, ale ceny w stosunku
do nie najwyższej jakości są nieadekwatne.
Na marginesie-moja sąsiadka dla której robiłam powyzsze zakupy, jak zobaczyła
ciuszki to padła z zachwytu i zleciła mi zakupy dla swojej małej chrześnicy -
muszę się chyba umówić z Tesco na jakąś prowizję