Temin miałam na 17 stycznia, ale wymysliłam sobie, że urodzę 10 i
konsekwentnie do tego dążyłam. Na wizycie w zeszły piątek okazało się, że mam
ciśnienie "graniczne" (140/90) i mam codziennie je mierzyć, a najlepiej
szybko urodzić. Myłam podłogę, odkurzałam dywan, wściekałam się na męża, do
pracy w poniedziałek poszłam na piechotę (2 km spacerek)... i nic. Po pracy
poszłam zmierzyć ciśnienie (też na piechotę), a tu... 160/90... Położna
kazała jechać na KTG.
Najbliższy szpital z czynną izbą przyjęć i dobrym dojazdem autobusem dla mnie
to Starynkiewicza. Przemiła pani dr podłączyła mnie do KTG, które wykazało...
skurcze co 2 minuty - których w ogóle nie czułam. Szyjka miała 1 cm,
rozwarcia nie było, ale z powodu ciśnienia trzeba mnie było zostawić na
patologii, która tego dnia właśnie była malowana.
Okazało się, że w całej Warszawie nie ma dla mnie miejsca, w końcu w
Wołominie zgodzono się mnie przyjąć.
W Wołominie po zbadaniu dr stwierdził, że mogę sobie poleżeć na trakcie do
rana i zobaczymy, co będzie dalej. Więc leżałam, masowałam brodawki, spałam,
nudziłam się i ciągle nic nie czułam.
Rano było 2 cm rozwarcia i zaproponowano mi oksytocynę - albo mogłam sobie
iść na patologię. Wybrałam oksy. Coś już zaczęłam czuć, ale nadal było
nudno

Mąż postanowił mnie odwiedzić, wpuścili go, choć nie zapłaciliśmy za
rodzinny, bo to tylko odwiedziny - a tu podczas kolejnego badania odeszły mi
wody... i zaczęla się jazda. Skurcze co 2 minuty - i nareszcie je CZUŁAM.
Położne kazały głęboko oddychać, a ja się kłóciłam, że nie będę

)) Maż
masował mi plecy, a ja znęcałam się nad piłką. Poprosiłam o zzo, ale musiałam
poczekać 15 min na anestezjologa - a jak przyszedł, to miałam już 8 cm i
kazali rodzić

W sumie od odczuwalnych skurczy do końca trwało to... 3,5 h!!!
Życzę wszystkim takich porodów - i gorąco polecam ten szpital. I na
porodówce, i na położnictwie był WYŁĄCZNIE miły personel, który bardzo
pomagał bez proszenia i naprawdę było SUPER!!!