mecenas3
25.03.03, 03:54
Interes lotniska
Stanisław Mancewicz 21-03-2003, ostatnia aktualizacja 21-03-2003 22:42
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że szefostwo lotniska w Balicach swoimi
niejasnymi dla opinii publicznej działaniami może uniemożliwić lądowanie w
Krakowie samolotów tanich linii lotniczych Ryanair. Szykuje się skandal na
niespotykaną skalę, inaczej tego nazwać nie można.
Oto jacyś urzędnicy dyktują swoje warunki miastu złaknionemu turystów,
kapitału, porządnej promocji i europejskiego oddechu. Zupełnie jakby to nie
lotnisko zbudowano dla miasta, tylko na odwrót. Ryszard Zębala, członek
zarządu Balic, w swej wczorajszej wypowiedzi dla naszej gazety wyraźnie dał
krakowianom do zrozumienia, że to interes lotniska jest kluczowy w rozmowach
z Ryanairem. O Krakowie nie wspomniał.
Są przynajmniej dwa powody, dla których tanie linie muszą w Balicach lądować.
Proste jak pas startowy. Zrozumienie pierwszego wymaga wizyty na stronie
www.ryanair.com. Tamże możemy zobaczyć, ile kosztuje podróż z Londynu do
Barcelony na przykład. Wczoraj za taki bilet trzeba było zapłacić niecałe sto
złotych. Z Londynu do Maastricht 24 złote, a do Glasgow 12 złotych. Kto się
boi tego, że krakowianin, zamiast wlec się 20 godzin do Paryża smrodliwym
busikiem za trzy stówki, znajdzie się tam za dwie godziny i za połowę tej
sumy? Choćby pan Zębala wraz z kolegami z zarządu nie wiem co mówili i jakie
wygibasy stroili, nie wytłumaczą ludziom, że interes lotniska jest interesem
dla ludzi wokół niego żyjących.
Powód drugi jest równie ważny, a może nawet trochę ważniejszy, dotyczy
rozwoju miasta i jego obecności w świadomości zwykłego turysty, mającego
ochotę przyjechać do Krakowa. Dziś podróż z Europy Zachodniej do Krakowa
samolotem jest bardzo droga, to koszt rzędu 200 dolarów przynajmniej. Sam
niedawno, pędząc 40 km/h pociągiem z Pragi, zaznałem tłoku ludzi, którzy do
Krakowa z Zachodu jeżdżą właśnie taką kombinowaną trasą. Tanim samolotem do
stolicy Czech, a potem 12 godzin vlakiem do Krakówka.
Jeżeli jest jeszcze ktokolwiek, kto zadaje sobie pytanie, dlaczego Kraków
jest niedoinwestowaną wiochą na obrzeżach świata, to właśnie dostaje kolejną
na to pytanie odpowiedź.