Gość: Troll
IP: *.plock.sdi.tpnet.pl
09.06.04, 08:30
Dali się okraść z ważnych akt
Czy Policja w Polsce jeszcze służy prawu?
Porwany kKzysztof Olewnik
Płoccy policjanci dali sobie w poniedziałek odebrać w Warszawie auto, w
którym było 16 tomów akt sprawy Krzysztofa Olewnika, porwanego syna
biznesmena z Drobina. Kilka dni wcześniej prokurator wypuścił na wolność
podejrzanego o udział w tym porwaniu. Zbieg okoliczności? Trudno w to
uwierzyć.
Warszawa
Krzysztofa Olewnika porwano ponad 2,5 roku temu. Rodzina zapłaciła 300 tys.
euro okupu, ale nie odzyskała syna. Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę
Okręgową w Warszawie toczy się w ślimaczym tempie. - Zrobiliśmy ekspertyzy,
wydaliśmy pieniądze na informatorów detektywa Rutkowskiego - w większości
okazali się oszustami - mówi Włodzimierz Olewnik, ojciec porwanego.
Sprawę prowadził wydział kryminalny mazowieckiej policji w Radomiu. 1 czerwca
udało się zatrzymać mężczyznę z Warszawy, który brał udział w porwaniu. Mimo
mocnych dowodów, 2 czerwca prokurator Robert Skawiński wypuścił go.
Prawdopodobnie mężczyzna wylegitymował się dokumentami lekarskimi
świadczącymi o jego psychicznych niedomaganiach.
Dlaczego prokurator był tak łaskawy dla podejrzanego - nie wiemy - nie chciał
z nami rozmawiać i odsyłał do rzecznika prasowego. - Zrobiłem, co mogłem.
Wyroki prokuratury są nieprzewidywalne - stwierdził naczelnik wydziału
kryminalnego radomskiej policji Remigiusz Minda.
Złodzieje zabrali
Zdesperowany Olewnik, w obecności dziennikarki "Super Expressu", zjawił się w
poniedziałek w Sejmie, szukać pomocy u posła Dziewulskiego. - Śledztwo jest
prowadzone źle, albo w ogóle - przekonywał. Uważa, że w sprawę zamieszany
jest, prócz byłego płockiego policjanta, lokalny polityk. Prokurator miał
zbagatelizować te informacje.
Gdy Olewnik był w Sejmie, płoccy policjanci, na wniosek przełożonych z
Radomia, zapakowali 16 tomów akt sprawy Olewnika do nieoznakowanego
ciemnozielonego daewoo nubira i jechali z nimi do warszawskiej prokuratury.
Nie wiadomo, dlaczego pozostawili samochód bez nadzoru na rogu ulic
Karmelickiej i Miłej. Nie było ich 20 minut. Złodziejom to wystarczyło.
Olewnik od nas dowiedział się o kradzieży auta z aktami. - To błąd
policjantów i karygodne niedbalstwo - powiedział nam komisarz Tadeusz
Kaczmarek, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji w Radomiu.
Z naszych informacji wynika, że policjanci wstąpili do baru i dali się
okraść. Potwierdzają to warszawscy policjanci, którzy mówią wprost: "to
wyglądało, jak wystawienie auta złodziejom". Czy możliwe jest, żeby to był
przypadek?
Grożą im
- Oni mieli jedyne akta sprawy - przyznaje rzecznik. - Postaramy się je
odtworzyć - dodaje.
W sprawie policjantów trwa postępowanie wyjaśniające. Mogą dostać naganę, ale
prawdopodobnie nie zostaną zwolnieni dyscyplinarnie. - Ta sprawa śmierdzi
politycznie - mówi Olewnik. - Cały czas dostaję telefon za
telefonem: "Zginęły akta, to samo może stać się z wami!". Jesteśmy
zastraszeni i nie rozumiemy, co się dzieje.