Zagladanie na koniec ksiazki :( zdarza mi sie stale, przy kazdej. W polowie
czytania jakas sila fatalna kaze mi przeczytac zakonczenie. Jakie to
frusrujace nie musze chyba opisywac :[ Ostatni moj "wyczyn" to przeczytanie,
czy skazali Mitię Karamazowa, czy nie. Wiecie, jak "swietnie" czytalo mi sie
potem mowy oskarzyciela i obroncy. Bylam bezgranicznie wkurzona na siebie.
Czy ktos cierpi na podobnie glupie uzaleznienie? zawsze bedzie razniej... ;)
pozdrawiam