To bylo tak wiele lat temu.....
Zli lekarze, szpital taki jakby nie dla ludzi. Strata, bol nie do zniesienia.
Slowa wyplywaly ze mnie bez udzialu woli...
Spotkalo mnie wszystko. Placz karmionych dzieci w sasiednim pokoju. Niezdarne
pocieszenia " Urodzisz jeszcze wiele nastepnych", zdziwienie , ze sie " tym"
przejmuje.
Odmowilam sobie prawa do zaloby. Tylko maz, tylko raz, uslyszal, co dzieje
sie w mojej duszy... Zostalo pare wierszy, wiele lez, ktorymi nie wolno bylo
plakac......