Czy wyobrażacie sobie, jak mogłaby brzmieć płyta nagrana w pijanym widzie
przez Toma Waitsa i Franka Zappę na kołyszącej się pirackiej łajbie, z Dannym
Elfmanem dolewającym panom rumu do szklanek, przy akompaniamencie żydowskiego
zespołu psychodeliczno-jazzowego, paru strzyg oraz chóru mocno już
zaprawionych i na współ obłąkanych korsarzy?
Tak? No to macie niejakie pojęcie, jak brzmieć będzie płyta zespołu Man
Man "Six Demon Bag". Ja zaś mam niejasne przeczucie, że będzie to płyt...