Gdybym był dziennikarzem na etacie znaczącej szczecińskiej gazety, poszedłbym do naczelnego i powiedział tak:
– Szefie, tak nie może być! Miasto się zapada, politycy kłamią w żywe oczy, zmian nie widać, a my siedzimy i nic. Taki Krzystek – naobiecywał w kampanii, cuda na kiju miały być, a dzisiaj co? O siebie tylko zadbał. Zacznijmy robić na poważnie to, do czego jesteśmy powołani!
Tak grubo bym pojechał, po całości. Jako że nie jestem nikim znaczącym, mogę sobie pomarzyć.
...