Wątek zapewne już się gdzieś przewinął, ale nie zaszkodzi poruszyć
kwestii drugi raz bo jak się domyślam moze być interesująca
szczególnie dla tych, którzy jeszcze nie odważyli się na amory z
drutami.
Ja przełamałam się dopiero po 2 latach noszenia aparatu, bo nie
chcialam nikogo skrzywdzic, skaleczyc. Okazalo sie ze obawy byly
wyolbrzymione bo nikt nie umarl, wrecz przeciwnie.
Oczywiscie taki pocalunek jest inny, niz ten bez uzbrojenia, bo
czlowiek ciagle mysli o tym, zeby t...