-
Sami oceńcie, czy to, o czym traktuje ten artykuł, jest prawe i sprawiedliwe:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3382894.html
Mnie to przypomina styl działania PRL-owskich kacyków PZPR. Tamci byli jednak
o tyle bystrzejsi, że dzwonili do kogo trzeba i nie zostawiali śladów w
postaci pism. Czyżbyśmy wrócili do czasów, kiedy załatwiało się różne
partykularne interesy na zasadzie "wicie, rozumicie, towarzyszu, jest taka
sprawa ..."? :-))
-
Byłem zbyt mocny, by bezpiece takie bzdury opowiadać – mówi Lech Wałęsa, były
prezydent i przywódca Solidarności.
Anita Gargas: Czy pamięta pan prezydent okoliczności wyjścia z Arłamowa?
Lech Wałęsa: Nie. Pracuję do przodu, nie do tyłu.
Poznaliśmy dokumenty, które dowodzą, że pan twardo rozmawiał z
funkcjonariuszami SB, odmawiając podpisania podsuwanych oświadczeń.
Nie pozwoliłem im na stawianie warunków. Pamiętam, że było jakieś
przesłuchanie szczegółowe w Warszawie, ja...
-
Kiedy wracam np. z banku do domu i przechodzę na światłach w stronę
Mc'Donalds'a to zwykle cudem unikam śmierci. Kierowcy skręcający z Jana Pawła
na Wyszogrodzką, łącznie z kierowcami autobusów 22, 26, 3-ki jadą jak szaleni
i w ogóle nie zwracają uwagi na to, że pieszy ma zielone światło. Kiedyś
nawet jakiś niedouczony facet oburzony zaczął na mnie trąbić, że to niby się
pcham. Ludzie to koszmar, lepiej uważajcie na siebie w tym miejscu!