widziałam już tutaj taki wątek, ale pozwolę sobie zacząć na świeżo.
jedna ze ścieżek rowerowych w krakowie, które mają to do siebie że są
wprawdzie czasem bardzo ładne ale krótkie i połączone z chodnikiem. jadę
sobie, jadę i nagle wyrasta przede mną trzech podpierających się wzajemnie
pijaczków. ledwo idą, i oczywiście ścieżką rowerową, a jakże. nadjeżdżam z
tyłu. trąbię klaksonikiem. nic. sekunda wahania: wjechać któremuś w rów? nie,
wymijam ich ale nie mogę powstrzymać się od komenta...