Jadę w kolumnie samochodów na głównej, z boku stoi nieszczęśnik próbujący
wyjechać na główną, żebrze kierunkiem - co mi tam - z daleka mrugam dwukrotnie
długimi, zwalniam trochę pedał gazu - odstęp od poprzedazjącego pojazdu
zwiększa się zachęcająco, nieszczęśnik pewnie wjedzie w niego za chwilę.
Zbliżam się już baaardzo blisko, odstęp pomieściłby już tira z naczepą a
nieszczęśnik - stoi nadal i dłubie wnosie.
Wciskam gaz do dechy, adrenalina skoczyła mi kłami do gardła, ręka już-j...