Dodaj do ulubionych

██ Całun

01.07.08, 23:11

Maria Grazia Siliato
██ "Całun turyński. Tajemnica odbicia postaci sprzed dwóch tysięcy lat."

Wydawnictwo M
Kraków 1999

img90.imageshack.us/my.php?image=obliczeaf8.jpg
img154.imageshack.us/my.php?image=calunwm6.jpg

Rezultat - na tym ekranie, który zazwyczaj ukazywal bezgraniczne glebokosci
planet, rezultat byl tak wstrzasajacy i trudny do zrozumienia , ze Jackson,
Jumper i Mottern - jak zdarzylo sie prawie osiemdziesiat lat wczesniej ze
zdjeciami Secondo Pia - pomysleli o jakiejs nieznanej wlasciwosci plótna
Calunu lub o jakiejs anomalii fotograficznej...


Obserwuj wątek
    • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:21
      Rozdział trzeci:

      Historia wielkiego badania rozpoczętego przez przypadek

      Stare czterdziestoczteroletnie fotografie
      i mikrodensytometr w Albuquerque

      Już w 1902 roku - studiując kontrowersyjne i zniesławione zdjęcia zrobione
      przez Secondo Pia - Paul Vignon zaobserwował, że Odbicie z Całunu wydawało się
      ciemniejsze w miejscach, gdzie zgodnie z logiką Płótno przylegało do skóry

      leżącego nieboszczyka - nosa, stawów palcowych, kolan, stóp - a jasne, czy
      wręcz niewidzialne, w miejscach, gdzie Płótno oddaliło się od niej - w
      oczodołach, na zewnętrznych liniach ramion i nóg, pomiędzy palcami. I dlatego,
      dodawał
      Vignon, nikt nie chciał słyszeć, że to było odbicie.

      O tym właśnie rozmyślał latem 1975 r., w Albuquerque, w Nowym Meksyku,
      młody fizyk John Jackson - zajmujący się fizyką matematyczną i pracujący nad
      badaniami promieni laserowych - patrząc na czarno-białe, ortochromatyczne
      zdjęcia Całunu Turyńskiego, które zostały zrobione czterdzieści cztery lata
      wcześniej przez Giuseppe Enriego. Albuquerque było małym miasteczkiem
      zbudowanym przez kolonizatorów hiszpańskich, nosiło imię wicekróla Nowej
      Hiszpanii a obecnie stawało się miejscem, gdzie powstawały najbardziej
      wyszukane i tajne technologie.

      W 1974 r. Jackson skontaktował się z Shroud Guild w celu uzyskania
      informacji o tym dziwnym Przedmiocie, i ze zdumieniem zauważył, że
      odnośnie do Całunu Turyńskiego, pomimo jego sensacyjnych właściwości, nigdy się
      nie zrodziło, ani w USA ani w Europie, coś, co by można określić mianem
      zainteresowania naukowego. Cała wiedza o nim sprowadzała się mniej więcej do
      artykułu z „New Catholic Encyclopedia", rzeczywiście trochę mało.

      Na podstawie tak skąpych wiadomości Jackson mówił sobie, że jeżeli te
      światłocienie nie są sztuczką malarską jakiegoś artysty, to jak przeczuwał
      Vignon, stopień ich intensywności powinien zależeć od siły przylegania różnych
      części Płótna do skóry prawdziwego nieboszczyka. A zatem ciemniejsze obszary
      były związane z bardziej wypukłymi partiami leżącego ludzkiego ciała (gdzie
      właśnie zachodzi najściślejszy kontakt pomiędzy materiałem a skórą).

      W czasach Vignona nie było możliwe ilościowe potwierdzenie tej hipotezy, ale
      teraz istniały bardzo czułe urządzenia do analizy obrazów, które może mogłyby
      zbadać te stare zdjęcia. Chodzi o urządzenia przeznaczone do odczytu zdjęć
      planetarnych przesyłanych przez satelity.

      Do badań nad Całunem wkroczyły pierwsze, zawrotnie nowe metody.

      Intuicja prosta i przenikliwa.
      Rodziła się z założenia, że na normalnym zdjęciu, nie stereoskopowym,
      nie można zmierzyć dokładnej odległości między przedmiotami - na przykład
      pomiędzy czubkiem nosa a zagłębieniem oczodołu, czy też pomiędzy szczytem a
      dnem doliny - ponieważ odległości są zafałszowane oświetleniem otoczenia.
      Natomiast na zdjęciach planet i gwiazd stopień oświetlenia przedmiotu zależy od
      rzeczywistych odległości.

      W celu badania przestrzeni wynaleziono techniki, które na zdjęciach wysyłanych
      przez satelity mierzyły najmniejsze zmiany oświetlenia, opracowywały je przy
      zastosowaniu złożonego postępowania elektronicznego, a następnie „przetwarzały"
      na odległości pomiędzy jednym a drugim punktem, to znaczy na precyzyjne mapy
      fotografowanych przestrzeni.

      Jackson po prostu pomyślał, że jeżeli na Odbiciu z Całunu różnice
      intensywności światła pomiędzy różnymi punktami zależały nie od jakiejś sztuczki
      lecz od wypukłości ciała prawdziwego nieboszczyka, to te urządzenia były w
      stanie to wykazać.

      W Air Force Weapon Laboratory spotkał pewnego specjalistę zajmującego
      się komputerową intensyfikacją obrazów i ich interpretacją. Był to Don Devan i
      był ortodoksyjnym żydem, tak bardzo związanym ze swoimi wierzeniami
      przekazanymi mu przez przodków, że pracował przy komputerze nosząc na głowie
      kippah.

      Jackson pokazał mu zdjęcia Giuseppe Enriego. Devan oderwał się od swojej
      pracy nad intensyfikacją filmów whiled out o wybuchach nuklearnych, i zapytał
      go o pochodzenie fotografii. Jackson wyjaśnił, kim jest prawdopodobnie
      Człowiek ze zdjęć Całunu. Mówiły o Nim Ewangelie: prokurator rzymski Piłat
      skazał Go
      na straszliwą śmierć, pochowało Go dwóch Jego tajnych uczniów kładąc Go na tym
      Płótnie, którym potem owinęli Jego nagie ciało. Było to Płótno bardzo długie,
      ponad cztery metry i trzydzieści centymetrów, szerokie na około metr dziesięć.
      O jego antycznej przeszłości nie wiedziano prawie nic, istniały tylko legendy.
      Jest pewne, że około roku 1300 w tajemniczy sposób pojawiło się ono w Europie,
      w rękach pewnej rodziny francuskiej, która miała awanturniczych przodków,
      przywódców wypraw krzyżowych i przełożonych w zakonie templariuszy.

      Wystawiono Płótno w kościele i natychmiast "wybuchła kłótnia pomiędzy tymi,
      którzy uważali, że jest ono autentyczne a tymi, co sądzili, że jest
      sfałszowanym obrazem. W połowie roku 1400 rodzina Sabaudów kupiła je sobie za
      ogromną sumę

      i zawiozła najpierw do Chambery, gdzie o mało nie strawiły go płomienie, a potem
      do Turynu, gdzie jest od czterystu lat. Polemiki trwały nadal i stały się
      jeszcze głośniejsze po pierwszych zaskakujących zdjęciach. Gdy przygląda się
      zdjęciom Całunu, w żaden sposób nie wydaje się on namalowanym obrazem.

      Devan przyjrzał się zdjęciom, i potem z głębi swojej kultury
      judaistyczno-technologicznej, w jednej chwili przeskoczył dyskusje
      średniowieczne i oświadczył, że jest to nadzwyczaj interesujące. Warto było
      zweryfikować dawną intuicję Paula Vignona.

      W ten sposób narodził się w Albuquerque najbardziej zadziwiający projekt
      interpretacji przedmiotu archeologicznego, jakiego nigdy wcześniej nie było, tak
      poważny, że wydawał się absurdalny.

      Pierwszym etapem, jak przy zdjęciach planetarnych, były elektroniczne
      pomiary, na poziomie makro, gęstości optycznej każdego punktu Odbicia z Całunu.

      Mikrodensytometr Boller and Chivers PDS był pierwszym w historii
      urządzeniem elektronicznym, które miało do czynienia z Odbiciem z Całunu
      Turyńskiego. Po elektronicznym podzieleniu Odbicia, jak szachownicę, na tysiące
      „elementów obrazu", otrzymano z każdego z nich wiązkę światła. Porcja
      światła, jakie każdy piksel pozwalał przefiltrować, była następnie mierzona w
      256-stopniowej skali, od bieli do czerni, nierozróżnialnej przez oko ludzkie. I
      tak każdemu pikselowi została przypisana liczba odpowiadająca jego „gęstości".
      Stare zdjęcie sprzed czterdziestu czterech lat, przetworzone w plan numeryczny,
      stało się zrozumiałe dla elektronicznego oka, które miało je badać.
      Następnym etapem było eksperymentalne odtworzenie różnych poziomów kontaktu
      pomiędzy poszczególnymi punktami leżącego ciała a Płótnem, które je okrywało.

      W tym celu należało wymyśleć złożony i niezwykły eksperyment.
      Na lnianym płótnie o splocie jodełkowym, o tym samym co Całun ciężarze,
      wykonano - poprzez projekcję fotograficzną w tej samej skali - kopię Odbicia
      zCałunu.

      Na ciało jakiegoś wolontariusza - posiadającego budowę odpowiadającą Odbiciu,
      z Całunu, wzrostu około 1,82 metra, leżącego na wznak, ze skrzyżowanymi rękami,
      jak sugerowało Odbicie - zostało rozciągnięte płótno; w sposób, w jaki
      prawdopodobnie ułożono Całun; na tym etapie poprawne ułożenie Płótna było
      rzeczą najważniejsza, ponieważ było konieczne, aby wszystkie szczegóły Odbicia
      odpowiadały odpowiednim częściom ciała.

      I okazało się, że Odbicie z Całunu dopasowywało się do wypukłości znajdującego
      się pod nim ciała, łatwo i dokładnie.

      Pod różnym kątem, kamerami ustawionymi na stałe i przy kontrolowanym
      oświetleniu, została zrobiona seria zdjęć: pierwsze z ciałem przykrytym tkaniną
      a drugie nie. Z nałożonych elektronicznie na siebie dwóch serii zdjęć
      uwidocznił się stopień kontaktu ciała z tkaniną w różnych punktach
      a
      • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:29
        Z nałożonych elektronicznie na siebie dwóch serii zdjęć uwidocznił się stopień
        kontaktu ciała z tkaniną w różnych punktach
        a odległości stały się możliwe do zmierzenia.

        Okazało się natychmiast, że intuicja Jacksona była właściwa, a
        mikrodensytometr zaproponowany przez Dona Devana wykonał dobrą robotę.
        Miejscami o największym „natężeniu" odbicia były zawsze strefy, gdzie ciało
        posiadało największą wypukłość: czubek nosa, skrzyżowane ręce, kolana; tam,
        gdzie intensywność odbicia była trochę mniejsza, znajdowały się mniejsze
        wypukłości: brwi, kość jarzmowa, łokcie; tam, gdzie Odbicie było jeszcze
        słabsze, znajdowały się malejące wypukłości powiek

        i kości piszczelowych; a strefy, gdzie nie pozostał prawie ślad, odpowiadały
        nadgarstkom i przestrzeni międzypalcowej.

        Stało się więc jasne, że związek pomiędzy światłocieniami Odbicia a
        przewidywanym stopniem kontaktu ze skórą nie tylko istniał, ale był tak
        dokładny, ze można go było określić matematycznie. Koncepcja sama w sobie była
        bardzo śmiała i nigdy wcześniej nie przeprowadzono takiego eksperymentu z żadnym
        figuralnym znaleziskiem archeologicznym. Przewidywano otwarcie nowej drogi.
        Każdemu z 256 stopni czarno-białej skali, według której mikrodensytometr
        sklasyfikował światłocienie Odbicia z Całunu, przypisano odpowiadająca mu
        wysokość na zewnętrznej powierzchni ciała. Obliczenia te opracował na
        komputerze Erich Jumper z Air Force Academy, który powiedział potem, że dla
        niego to była prawdziwie benedyktyńska praca.

        Obrazy te są dokumentem historycznym. Ogromna rewolucja technologiczna

        w tej dziedzinie - weźmy pod uwagę, że pracowano wtedy z przetwornikiem

        8-bitowym, to znaczy o 256 poziomach szarości, podczas gdy obecnie, dzięki
        przetwornikom 16-bitowym można uzyskać 65 536 poziomów szarości - pozwoli w
        przyszłości, jak to zobaczymy, na niewyobrażalne jeszcze wtedy odkrycia
        dotyczące płótna Całunu.

        Jak przy zdjęciach planetarnych, jeżeli istniał ścisły związek matematyczny
        pomiędzy światłocieniami Odbicia a wysokością ciała, które je wywołało,
        powinno być możliwe jego odczytanie, interpretacja i przekształcenie w obraz o
        trzech wymiarach. Tak bardzo zagłębiło się w tym sensacyjnym badaniu, prawie
        bezwiednie, kilku spośród najlepszych światowych specjalistów analizy obrazów.

        Pierwszy z nich to Bill Mottem z Sandia Laboratory.

        Sandia - które nosiło wdzięczne imię gór znajdujących się wokół Albuquerque,

        i które było centrum bardzo nowoczesnych badań i eksperymentów, chronionych
        surową kontrolą bezpieczeństwa - posiadało owo urządzenie, Interpretation
        System VP8 Image Analizer, które fotografie przestrzenne o dwóch wymiarach
        przetwarzało na wypukłe trójwymiarowe obrazy.

        Efektywny rezultat był jednak możliwy tylko wówczas, kiedy stopień
        natężenia światła na jakimś obrazie fotograficznym zależał, jak wiemy, nie od
        oświetlenia,

        lecz od rzeczywistych odległości pomiędzy różnymi punktami przedmiotu.

        „Spróbujmy", powiedział Bill Mottem, pociągnięty fascynującą dziwnością tych
        fotografii; wydawało się to absurdem. Kiedy VP8 przeczytał miliony danych
        wyprodukowanych przez mikrodensytometr i przetworzył gęstość optyczną

        każdego piksela na odpowiadającą mu wysokość, z „mgły elektronicznej" ekranu
        wyłoniła się wypukła, plastyczna forma leżącego ciała ludzkiego.

        Rezultat - na tym ekranie, który zazwyczaj ukazywał bezgraniczne
        głębokości planet, rezultat był tak wstrząsający i trudny do zrozumienia , że
        Jackson, Jumper

        i Mottern - jak zdarzyło się prawie osiemdziesiąt lat wcześniej ze zdjęciami
        Secondo Pia - pomyśleli o jakiejś nieznanej właściwości płótna Całunu lub o
        jakiejś anomalii fotograficznej.

        Powtórzyli więc eksperyment na fotografiach dwóch wiernych kopii
        malarskich Całunu - wykonanych przez malarzy Reffo i Cussetti pod koniec
        osiemnastego

        wieku - które do dzisiaj są przechowywane w Turynie. Ale VP8 uzyskał z nich
        obrazy zniekształcone i brzydkie, takie jakie uzyskiwał z każdego namalowanego
        obrazu czy normalnego zdjęcia.

        Pomyśleli wówczas - jak to się wydarzyło czterdzieści pięć lat
        wcześniej,kiedy Giuseppe Enrie robił swoje zdjęcia ortochromatyczne - że tamte
        klisze z 1931 r. mogły wpłynąć na zniekształcenie rezultatu badania (przynajmniej w
        paśmie czerwieni.); a zatem „trójwymiarowość" nie istniała, był to tylko
        fotograficzny żart. Eksperyment został powtórzony ze zdjęciami zrobionymi i
        wywołanymi w kontrolowanych warunkach, w 1969 r., przez Judica Cordiglię.

        Podczas eksperymentu postać tego tajemniczego zmarłego wyłoniła się jeszcze
        bardziej realistyczna. Odbicie łokci, rąk i twarzy stało się wyrazistsze, można
        je było dostrzec. Tylna część, której szczegóły były lepiej widoczne, ukazała
        się szersza, tak jakby ciało leżące na płótnie, opierając się na ramionach,
        plecach i bokach, spłaszczyło się trochę pod wpływem swego ciężaru.
        Wydawała się ona Odbiciem
        żywego ciała, a nie jakiejś rzeźby, która by się nie zdeformowała.

        pomiędzy światłocieniami Odbicia a przypuszczalnymi wypukłościami i
        wklęsłościami leżącego ciała, istniał więcej niż jeden przewidywany związek
        zależności.
        • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:32

          Twarz, której nikt nigdy nie widział

          Do przedsięwzięcia, które dla nich było absolutnie nową koncepcją,
          dołączyli się także Donald Lynn i Jean Lorre z Centrum Opracowywania i
          Intensyfikacji Obrazów z Jet Propulsion Laboratory z Pasadeny, gdzie zostały
          komputerowo opracowane i rozpowszechnione w świecie pierwsze zdjęcia Wenus i
          Marsa wykonane przez sondę Mariner, i którzy w tych dniach byli zajęci misją
          Vikinga na Marsa.

          Pasadena - ze swojq staroindiańska nazwą „korona doliny", ze swojq radosną
          tradycja „parady róż", w łagodnym klimacie San Gabriel Valley u stóp Sierra
          Madre - była siedzibą cenionego California Institute of Technology, który
          razem z NASA założył najbardziej postępowe centrum badań kosmicznych.

          Byli oni ekspertami doskonałych technik komputerowych zajmujących się
          interpretacją i intensyfikacją obrazów ze zdjęć planetarnych wysyłanych przez
          satelity. Obrazy te przemieszczają się w przestrzeni w formie nieskończenie
          małych impulsów elektrycznych i, mimo że są wychwytywane przez bardzo czułe
          anteny, nadal pozostają obarczone różnymi zakłóceniami, dlatego wymagają
          ogromnej pracy, aby wyodrębnić; wzmocnić lub osłabić, wyeliminować szczegóły
          oraz struktury wykonując nieskończoną serię różnych czynności. Mimo wszystko

          jednak byli zaskoczeni, widząc jak trudna była interpretacja Odbicia z Całunu.

          Jego delikatny kolor był „zakłócany" przez plamy z wody, przypalenia, łaty: na
          każdym milimetrze powierzchni znajdował się wątek i osnowa tkaniny o splocie
          jodełkowym, splot nici podobny do sieci, który mieszał się ze szczegółami Odbicia.

          Pierwszym w świecie komputerem, który opracowywał Oblicze z Całunu był
          IBM/365 przeznaczony wyłącznie do precyzyjnego opracowywania obrazów. Trzeba
          było najpierw uwolnić strefę Twarzy od przeszkadzających nici przetkanych przez
          oryginalną tkaninę, aby doprowadzić to bardzo delikatne i powierzchniowe
          Odbicie do jego czystej struktury.

          Okazało się, że uwolniona od „przeszkadzających" włókien Twarz posiada
          bardzo dziwną strukturę: była jakby delikatnie „położona" na materiale.

          W jej zarysach nie było widać żadnej kierunkowosci, żadnego zaplanowanego
          połączenia linii.

          Każdy malarz, niezależnie od tego, jakiego narzędzia używa, pędzla,
          szpachelki, ołówka, nawet opuszki palca, podczas pracy posiada swoje stałe i
          najkorzystniejsze ułożenie ręki, osobiste jak nachylenie pisma. To ulubione
          ustawienie podczas pociągnięcia pędzlem czy podczas rysowania, jest „podstawą
          kierunkowości"

          artysty, która jest szczególna i różna dla każdego, jest silniejsza od
          wszystkiego innego.

          Natomiast Odbicie nie ujawniało żadnej techniki rysunkowej czy malarskiej.
          Jednolite, bez ciężaru, było położone na materiale.

          Było to tak, jakby z Twarzy została zdjęta przesłona. Opracowanie
          elektroniczne ujawniło wszystkie urazy, jakie ją zniekształcały, a które już
          przeczuwali inni

          naukowcy (jak Vignon, Barbet, Hyneck, Ricci) jako krwawe wybroczyny i obrzęki
          wywołane upadkami oraz uderzeniami.

          Było to jakby rozpoznanie w innym miejscu jakiegoś zmarłego, po
          przeczytaniu czy usłyszeniu o przyczynach jego śmierci lub doznanych torturach.

          Widać było prawą kość jarzmową obrzmiałą do takiego stopnia, że także
          powieka napuchła i była bardziej wypukła niż lewa; i widać było otarty nos,
          jakby po upadku oraz skrzywioną chrząstkę nosową, odłączoną od kości; widać
          było opuchnięte nad lewą powieką czoło, i podobnie jak policzek, nabrzmiałe
          wargi.

          • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:35
            Odbicie jest termostabilne

            Kiedy jednak, 27 marca 1977 r. w Albuquerque, panowie: Jackson, Devan,
            Mottern, Lorre, Lynn, którzy pierwsi w świecie dokonali elektronicznej
            interpretacji Odbicia z Całunu, osiągając te zdumiewające wyniki, spotkali Raya
            Rogersa, eksperta od „efektów termicznych" z Scientific Laboratory z Los Alamos,

            który z pasją badał ślady dawnych pożarów, usłyszeli od niego, że jego
            zdaniem zdjęcia Całunu posiadają jeszcze inną niesłychanie dziwną cechę.

            Całun miał na sobie dwa typy znaków: krwawe plamy w formie ran oraz odbicie
            ciała. Na kolorowych zdjęciach, zrobionych przez Judica Cordiglię widać było, że
            w pobliżu nadpaleń plamy krwi były przypalone i utlenione, co jest logiczne.
            Natomiast odbicie ciała, chociaż znajdowało się niecały milimetr od
            wystrzępionych czy nadpalonych nici, nie wykazywało najmniejszej zmiany koloru:
            żółtawy odcień Odbicia był zawsze i niezmiennie taki sam, co oznaczało, że
            było ono „termostabilne" (zob. kolorowe zdjęcie nr 12).

            Było oczywiste, że gdyby do namalowania Odbicia został użyty jakikolwiek
            barwnik, mineralny, roślinny czy zwierzęcy, to żar pożaru musiałby koniecznie
            spowodować zmianę jego barwy.

            Tymczasem ów bardzo niezwykły Przedmiot zyskał rozgłos w środowisku
            naukowym. Wówczas to w Albuquerque zrodziła się inicjatywa, aby zastosować
            najnowocześniejsze urządzenia i technologie oraz osiągnięcia naukowe do
            rozwiązania jednej z najbardziej fascynujących zagadek historii: krew i Odbicie,

            które w tajemniczy sposób miał na sobie Całun Turyński. Tak rozpoczął się ten
            projekt badawczy, który przeszedł do historii jako S.T.U.R.P. (Shroud of Turin
            Research Project).

            Wśród tysiąca nieoczekiwanych zbiegów okoliczności (jak opowiada John

            Heller w swoim Report on The Shroud of Turin), zarysowała się możliwość, aby
            przeprowadzić badania na samym Całunie, w Turynie. Jedyna w życiu okazja,
            ponieważ pomiędzy jednym „wystawieniem" a drugim zwykle mijają dziesiątki lat.


            Willa nad brzegiem wody, wśród wielkich drzew w Connecticut

            Rok później, w ciepły wiosenny wieczór 1978 r., w ogrodzie wśród ogromnych
            drzew siedział John Heller, biochemik, naukowiec, założyciel New England
            Institute

            i przeglądał czasopismo „Science".

            Jego wzrok zatrzymał się na pewnym badaniu, które przeprowadziło kilku
            naukowców w celu rozszyfrowania, przy zastosowaniu urządzeń stosowanych

            w badaniach kosmicznych, przedmiotu zwanego Całunem turyńskim.

            „Co to jest?" - pytał Heller samego siebie. Jako naukowiec całe swoje życie
            spędził pomiędzy Uniwersytetem w Yale a swoimi laboratoriami. Jego rodzina
            była chrześcijańska, wyznania baptystycznego. W pierwszej chwili nie potrafił
            dokładnie zlokalizować miasta Turyn; jeśli chodzi o Całun domyślał się, że
            powinna to być tkanina. Artykuł był podpisany przez Barbarę Culliton, jedną z
            najznakomitszych dziennikarek zajmujących się sprawami naukowymi, kiedy jednak
            czytał o dwuwymiarowym zdjęciu przedmiotu o dwóch wymiarach (rozłożone płasko
            płótno),

            z którego można uzyskać bryłę o trzech wymiarach, stanowiło to dla niego taki
            absurd naukowy, że Heller rzuciłby czasopismo, gdyby nie przykuły jego uwagi
            cieszące się w świecie wielkim autorytetem imiona Raya Rogersa i Donalda Lynna.

            Tak więc wsunął gazetę do torby. Nazajutrz przeczytał ją ponownie i
            przejrzał zdjęcia. Już dobrze wiedział, co oznaczają słowa Całun i Turyn. A
            Donald mówił,

            że badając strukturę tego „obrazu" nie było widać kierunkowości. To znaczy nie
            można było odnaleźć żadnego ruchu ręki nakładającej kolor. Mówiło się także,
            że twarz i ciało pokryte były ranami, poplamione krwią.

            Barbara Culliton kończyła, że może był to „a rare but explicable phenomenon"
            - rzadkie, lecz wytłumaczalne zjawisko. Jeśli było wytłumaczalne, ktoś był w
            stanie je wyjaśnić.

            Rozmyślał jeszcze dwa dni, a następnie napisał do Johna Jacksona

            i zapytał go między innymi czy tam, gdzie mówiono o krwi, myślano o prawdziwej
            krwi czy namalowanej. I dodał pechowe zdanie: „it should be very simple to
            determine" (będzie to bardzo łatwo wyjaśnić).

            List ten stał się dla całego badania nagłym wyzwaniem, ponieważ Jackson,
            dosyć zmartwiony, odpowiedział, że na razie nie wiadomo, czy jest to krew.
            Substancja ta została zbadana w 1973 r., ale bez powodzenia, „unsuccesfully".

            Nigdy nie zastosowano wobec Całunu Turyńskiego poważnego projektu
            interdyscyplinarnych badań naukowych. 26 czerwca 1969 r. Całun został poddany
            badaniom w mikroskopie optycznym i został obejrzany wyłącznie zewnętrznie przez
            członków sławnej „komisji ekspertów”.

            All they did was look at the Shroud" - to wszystko, co zrobili, sprowadzało
            się do patrzenia na Całun - skomentował to ówczesny wtaściciel Całunu,
            Umberto Sabaudzki.

            Jak wiemy, 24 listopada 1973 r., z Całunu zostały pobrane fragmenty do badań
            na obecność krwi, które przeprowadzili eksperci z dwóch znanych uniwersytetów
            włoskich. Dyskusyjny wynik, tych analiz został opublikowany, z niezasłużonym
            rozgłosem, w 1976 r. Jeśli miał jakaś wartość, to tę, oczywiście niechcący, że
            ukazał potrzebę systematycznego prowadzenia badań nad Całunem i przy
            zastosowaniu wreszcie odpowiednich metod.

            Słowo „unsuccesfully" wzbudziło „naukowy niesmak" u Hellera. Jackson
            wyjaśnił, że ci naukowcy szukali krwi i nie otrzymali pozytywnego wyniku.

            Jednak wynik nie był całkowicie negatywny i dlatego nie można było
            wykluczyć jej obecności. Była to „double-talk", niejasna mowa, jak stwierdził
            Heller.

            Nie rozumiał, co mógłby oznaczać test krwi „unsuccesful", nieudany.
            Mógł być pozytywny lub negatywny. „There is nothing in between".
            Powiedział, że jeżeli ktoś miałby nitkę z krwią do badania, byłby nadzwyczaj
            nieudolny, gdyby jej nie wykrył.

            Po tych słowach sam wpadł w przygodę poszukiwań, której tydzień wcześniej
            nie mógłby sobie za nic wyobrazić.


            • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:39

              Rozdział czwarty:

              Zagadka


              Z najnowocześniejszą aparaturą w starych salach

              Pałac królewski w Turynie posiadający przebogatą historię oraz wiele
              barokowych zdobień - a ilość jego sal znacznie przewyższa potrzeby laboratorium
              - miał się stać miejscem, w którym Całun, starożytny i delikatny len, spotka
              się z zespołem naukowców gotowych do przeprowadzenia na nim badań naukowych,
              pierwszych w jego bardzo długiej historii. Przy entuzjastycznym udziale wielu
              umysłów, zamierzenie to stało się interdyscyplinarnym projektem badań.

              Miały być wykorzystane wszystkie najbardziej rozwinięte i złożone technologie.
              Szczególnie cenny był wkład specjalistów z różnych dziedzin. Częściowo
              finansowany przez instytucje oraz osoby prywatne, a także osobiście przez
              uczestników, projekt ten, nie mający na celu odniesienia korzyści, zgromadził
              wielu wybitnych naukowców, którzy w swoich dziedzinach cieszyli się w świecie
              ogromnym autorytetem. W ten sposób do badań jednego tylko znaleziska
              archeologicznego zastosowano ogromną ilość analiz, czego nigdy wcześniej
              nie zrobiono wobec żadnego innego przedmiotu artystycznego czy historycznego.

              Pytanie brzmiało: czy na płótnie Całunu znajdują się substancje
              organiczne, takie jak krew, pochodzące z kontaktu ze zwłokami? Czy też zostały
              tam nałożone barwniki pochodzenia mineralnego, roślinnego lub zwierzęcego? Czy
              ewentualne odbicie zostało wzmocnione sztucznymi barwnikami?

              Aby udzielić odpowiedzi na te pytania, zaplanowano dwa etapy:
              przeprowadzenie bezpośrednich badań na Całunie przy zastosowaniu nie
              niszczących metod oraz pobranie mikropróbek do późniejszych badań w
              laboratorium.

              Dysponowano najbardziej wyszukana aparaturą. Postanowiono część jej
              przewieźć samolotem do Turynu, dla całkowitej niezależności działania. Wykonano
              także drewniana ramę o wymiarach Całunu, która umożliwiłaby łatwy dostęp do
              niego podczas wykonywania zdjęć oraz badań przy różnych jego położeniach.

              Całkowity czas przeznaczony na badania dla wszystkich grup badawczych wynosił
              około 120 godzin. Jednak aparaty i odczynniki zostały z powodu biurokracji
              zatrzymane w urzędzie celnym. Stracono więc sporo czasu, przeznaczonego na
              ustawienie bardzo delikatnych aparatów, zanim Całun zostałby oddany do
              dyspozycji naukowców.

              Świadomość przedsięwzięcia badawczego, do tej pory nie mającego sobie
              równego, brak pobudek ekonomicznych oraz rywalizacji, stworzyły przy tej
              okazji niezwykłego ducha wspólnoty wśród naukowców różnych dyscyplin,
              przyzwyczajonych do optymalnych warunków doskonałych laboratoriów.

              Lepsze niż wszelkie opowiadanie jest zdjęcie, na którym widać ciężarówki z
              oczekiwaną aparaturą, wreszcie przybyłe na dziedziniec pałacu królewskiego oraz
              naukowców własnoręcznie rozładowujących ciężkie skrzynie i przenoszących je na
              ramionach na górę po szerokich schodach.

              Struktura Odbicia

              W prasie długo dyskutowano o dziwnej hipotezie mówiącej, że Odbicie zostało
              zrobione na lnie rozżarzonym posążkiem. Dlatego jako pierwsze przeprowadzono
              badanie fluorescencji w świetle Wooda (ultrafioletowym).

              Hipoteza posążka, jak przeczuwał Rogers i jak już wiemy, upadła
              natychmiast. Przypalenia z dawnych pożarów emanowały przewidywaną czerwonawą
              fluorescencję, natomiast Odbicie nie, w żadnym punkcie.

              „Tutaj nie ma niczego, co pozwoliłoby porównać Odbicie do nadpalenia lub
              przypalenia żelazkiem, czy też do napromieniowania cieplnego. Absolutnie niczego
              ".

              Następnie, przy zastosowaniu aparatury ogromnie czułej na fluorescencję
              promieni X, można było obliczyć średni ciężar centymetra kwadratowego tkaniny i
              zbadać jej strukturę. Tkanina została wykonana ręcznie, metodą bardzo
              archaiczną. „Wiele rąk przędło przędzę". Płótno ujawniało długą historię i
              mnóstwo przygód, ukazywało wiele uszkodzeń w różnych miejscach. Na brzegach
              można było dostrzec liczne wzmocnienia, „renowacje, wplecione nici, łaty..."
              (była to strefa, z której w 1988 r. wycięto fragment do dotacji metodą ,
              radiowęglową , ale wtedy nikt jeszcze o tym nie wiedział ). Badania mające
              wykryć, czy na Płótnie nie dokonano jakiegoś fałszerstwa, sprowadzały się do
              tej pory do poszukiwania barwników, nawet w ilościach śladowych.

              Idealnym urządzeniem były spektroskopy, niezawodne przy różnicowaniu
              substancji prawdopodobnie obecnych w nieznanym przedmiocie, nawet gdyby były
              one bardzo różnie ze sobą wymieszane i występowały w ilościach śladowych.

              Poddając tkaninę Całunu wiązce odpowiednio dobranych promieni, każdy ze
              składników użytych przy sztucznym, malowaniu wyemitwałby swoje
              charakterystyczne „widmo", które pozwoliłoby go zidentyfikować.

              Do badań spektroskopowych w paśmie podczerwieni i do analizy
              termograficznej przywieziono do Turynu aparat, który reagował na minimalne
              zmiany temperatury. Działając na powierzchnię Płótna promieniowaniem
              podczerwonym, spowodowano by różne jego miejsca ogrzałyby się bardziej lub
              mniej w zależności od substancji, jakie się na nim znajdowały, ponieważ każda
              substancja pochłania promienie podczerwone w różny sposób i w różnej ilości,
              istniało już długie i pozytywne doświadczenie badawcze w zastosowaniu tych
              urządzeń na polu naukowym, wojskowym, w kryminalistyce i medycynie.

              Dla potrzeb spektrofotometrii specjalnie skonstruowano bardzo czułe
              urządzenie przenośne, tak zbudowane, aby móc dostosować je do szczególnych
              warunków badań. Wszystkie te badania miały na celu wykrycie na lnie Całunu
              obecności farb, pigmentów, klejów i każdej innej możliwej substancji pozostałej
              po ręcznym sfałszowaniu.

              Ta faza badań trwała wiele godzin. Przez cały ten czas i pod wszystkimi
              tymi urządzeniami Odbicie Twarzy i Ciała reagowało w zdumiewający sposób:

              „ Powierzchnie czystego lnu oraz te, na których znajdowało się Odbicie,
              zachowują się dokładnie tak samo". Tak jakby Odbicie nie zawierało żadnej
              substancji, tak jakby na lnie, na którym było Ono widoczne, niczego nie było
              (por. kolorowe zdjęcie nr 18).


              • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:42

                Podczas gdy Odbicie zachowywało się tak, jakby nie istniało, plamy krwi
                zachowywały się jak prawdziwa krew, świeciły w paśmie charakterystycznym dla
                krwi. Wszystkie aparaty zgodnie wskazywały obecność krwi, na nadgarstku, na
                brodzie, na czole, na stopach. Nie, Przedmiot nie zasługiwał na bezrozumne
                oskarżenia, jakie sformułowano wobec niego. Prawdopodobnie nosił na sobie ślady
                jakiejś tragedii.

                Stwierdzenie to spowodowało, iż w pewnej chwili pomyślano, że tkanina Całunu,
                z jakiejś nieznanej przyczyny, wpłynęła na sfałszowanie wyników badań. Wtedy
                powtórzono je na czerwonawym materiale, oderwanym od tkaniny. Fragment
                wyemitował „widmo" zdenaturowanej metahemoglobiny, to znaczy bardzo starej
                krwi. Do badań naukowych wkradły się ogromne emocje.


                Oko fotograficzne

                Vernon Miller, Barrie Schwortz i Ernie Brooks z Brooks Institute of
                Photography z Santa Barbara, zanim przyjechali do Turynu, długo studiowali
                poprzednie zdjęcia Całunu.

                Płótno, rozłożone i przymocowane do drewnianej ramy znajdującej się przed
                nimi, co pozwalało na każde możliwe nachylenie i oświetlenie, było przedmiotem
                sprawiającym ogromne trudności i wymagało starannie dobranych technik
                badawczych. Po tym, co inne urządzenia wykryły, spodziewano się, że zagadkowa
                struktura Całunu może odkryć kolejne informacje.

                Filtry stosowane do widm w zakresie widzialnym, od podczerwieni do
                ultrafioletu, specjalne ciekłe filtry, wrażliwe na krew płytki koloru UV,
                pozwoliły na wykonanie nadzwyczajnych zdjęć: Vernon Miller złączył swoje imię
                z najpiękniejszymi

                i wywołującymi najwięcej emocji zdjęciami płótna Całunu. Zrobiono także zdjęcia
                „transmisyjne", podświetlając tkaninę od spodu a aparat trzymając nad nią.
                Zobaczono natychmiast bardzo wyraźnie, jak ogromnie stary jest Całun.

                Łaty zrobione w 1534 r. wydawały się bardziej współczesne i młodsze niż len
                Całunu. Według skali barwnej ich zażółcenie stanowiło tylko około jednej
                czwartej zażółcenia Całunu; najbardziej ewidentnym znakiem starości lnu jest
                jego
                nie dające się powstrzymać zażółcenie.


                Makro- i mikrofotografie

                Osobą, która pierwsza w świecie ujrzała szczegóły znajdujące się na Całunie
                - dzięki powiększeniom przez najnowocześniejsze urządzenia optyczne i
                elektroniczne oraz dzięki kolorowym mikrozdjęciom - był Sam Pellicori,
                specjalista w dziedzinie spektroskopii oraz fizyki optycznej z Santa Barbara
                Research Center i jego współpracownik Mark Evans.

                Rozpoczęto od badania makroskopowego (dochodząc do pięćdziesięciokrotnego
                powiększenia), w wyniku czego otrzymano fascynujący, rozbity na wiele fragmentów
                świat, składający się z ponad tysiąca powiększeń i ujawniający swoje tajemnice
                ultrastrukturalne. Badanie było dokumentowane krok po kroku poprzez kolorowe
                makro i mikrofotografie, tak wyraźne, że robiły ogromne wrażenie. Warunki w
                pomieszczeniu były bardzo trudne. Przedmiotem zdjęć było słabe i wrażliwe na
                warunki zewnętrzne Płótno, które zostało wystawione w antycznym salonie, gdzie
                były bardzo silne przeciągi i każdy krok powodował wibrację stropów.

                Wystarczyło wejście jakiegoś współpracownika do pokoju - nawet do znajdującego
                się obok - aby długie przygotowanie spełzło na niczym. Przy dwudziestokrotnym
                powiększeniu ogniskowa, przy której pracowano, wynosiła jeden milimetr.

                Przy takim powiększeniu, niezbyt dużym, każdy ruch przedmiotu powiększał się
                dwadzieścia razy na zdjęciu. Potrzebna była ogromna cierpliwość.

                Odbicie a mikroskop

                Pierwsze spostrzeżenie ujawniło, że słaby kolor Odbicia nie zmieniał się
                nawet o milimetr od miejsca przypaleń: „Był całkowicie termostabilny".

                Temperatura pożaru ani bardzo gorące opary roztopionego srebra nie miały żadnego
                wpływu na Odbicie: ten jego słaby kolor był w tajemniczy sposób nienaruszalny.

                Potwierdzało to przeczucia Raya Rogersa, jakie miał studiując kolorowe
                zdjęcia Judica Cordiglii. Były to jednak zaskakujące właściwości.

                Następnie zobaczono, że na całej szerokości rozległej i falującej powierzchni
                ponad czterech metrów płótna, Odbicie było wszędzie jednakowo bardzo
                powierzchowne. W żadnym miejscu nie przenikało ono w głąb tkaniny: „Zaledwie
                nić chce zagłębić się, aby śledzić bieg ściegu, Odbicie znika" (zob. kolorowe
                zdjęcie nr 18).

                Jego delikatny kolor nigdy nie przechodził z jednego włókienka na inne,
                sąsiadujące z nim: „Nawet w jednym miejscu barwnik nie wydostał się poza
                kontury", nie zaszła dyfuzja kapilarna. „Popatrz jak się różni od plam z
                wody". Woda wylana, aby ugasić ogień dawnego pożaru, rozszerzyła się drogą
                dyfuzji kapilarnej na nitki, przeniknęła przez całą grubość tkaniny. Płótno
                Całunu było niezwykle przemakalne: jednak Odbicie pozostawało nieruchomo
                zawieszone na delikatnych włókienkach powierzchniowych. Wykluczało to wszelki
                mechanizm mogący spowodować przemieszczanie się cieczy: „Żaden ciekły barwnik
                nie utworzył Odbicia".

                Włókna lnu, na których znajdowało się Odbicie, w żaden sposób nie były ze sobą
                sklejone: nie było niczego, co wydawałoby się „rozsmarowane" na tkaninie, nawet
                powiększając włókienka tysiąc razy: „Nie ma żadnej cząsteczki barwnika".

                Żadne badanie nie wykryło na Odbiciu jakiejś dodatkowej substancji, która
                mogłaby spowodować to Jego szczególne żółtawe zabarwienie: „nie ma niczego".
                I tak to pierwsze odkrycie, rozwiązując jedną zagadkę, stawiało następną.
                Może rozwiązałby ją w laboratorium John Heller, badając mikrofragmenty.

                • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:47
                  Krew w mikroskopie
                  Natomiast plamy po ranach, podczas badań radiograficznych i
                  spektroskopowych, okazały się natychmiast starymi plamami wysuszonej krwi.
                  Lepka ciecz przesiąknęła przez tkaninę: „Zamoczyła nitki i przeniknęła w głąb
                  tkaniny". Lepka ciecz przedostała się w niewielkiej ilości także do nitek
                  znajdujących się na brzegach plam; rozeszła się więc drogą dyfuzji, jak to
                  właśnie robi ciecz na tkaninie (por. kolorowe zdjęcie nr 14).

                  Przy dużych ranach - na klatce piersiowej, na stopach, na lewym

                  nadgarstku - które natychmiast zwróciły większą uwagę, ciecz wydawała się
                  wyciekać kilka razy: „Grubość wyschniętej cieczy jest większa". Ale plamy nie
                  rozszerzyły się zbytnio: ciecz musiała być gęsta, jak krew osoby odwodnionej w
                  wyniku pragnienia lub z powodu dużej utraty płynów.

                  Wokół czerwonych plam widoczna była otoczka z jasnego płynu: „Jest on
                  koloru miodowego, podobny do surowicy" ; nie był tak gęsty jak czerwona ciecz i
                  łatwiej rozszedł się po lnie. Przypominał surowiczą część krwi, kiedy (dobrze
                  widać to na opatrunkach) oddziela się od upostaciowanej części czerwonej. W
                  odróżnieniu od Odbicia, czerwone plamy w pobliżu przypaleń odczuły wpływ
                  ciepła: „Są ciemne jak spalona krew".

                  Naukowcy przerywali na krótko pracę pełni fascynacji: to, co widzieli,
                  wydawało

                  się naprawdę krwią, która wypłynęła z ran torturowanego w niewyobrażalny sposób
                  człowieka. Nic w tych plamach nie skłaniało do tego, aby myśleć o
                  fałszerstwie, o jakimś przypadkowym nałożeniu. Były tam, świadcząc o dramacie,
                  pozostawione przez skórę na lnie; i tak pozostały.

                  Gdy minęło 120 wyznaczonych godzin, Sam Pellicori i ludzie z Brooks
                  spostrzegli, że gorączkowo zrobili od pięciu do siedmiu tysięcy zdjęć; nigdy
                  dokładnie ich nie policzono.


                  Czteroipółcentymetrowa rana na klatce piersiowej

                  Aby zakończyć: ci, którzy badali plamy po wielkich ranach metodą
                  fluorescencji w promieniach X, uzyskali wywołującą emocje informację: rany
                  klatki piersiowej

                  i stóp - te, które wydawało się, że powstały w wyniku przybicia do krzyża -
                  przypuszczalnie bardzo obficie krwawiły. Zgromadziła się tam ogromna ilość
                  biologicznego tlenku węgla, podstawowego składnika krwi: znaleziono go tam
                  dwadzieścia mikrogramów na centymetr kwadratowy tkaniny. Na klatce piersiowej
                  wykryto wręcz trzydzieści i czterdzieści mikrogramów.

                  Potężny strumień krwi zalał całą skórę klatki piersiowej, podczas gdy ciało
                  znajdowało się w pozycji wertykalnej. Cała ta krew wydostała się tylko z jednej
                  rany, usytuowanej w prawej połowie klatki piersiowej, pomiędzy piątym a szóstym
                  żebrem. Rana ta jest widoczna na Całunie nawet gołym okiem. Ten ciężki krwotok
                  nasączył potem tkaninę, zasychając na niej ową grubą warstwą, która została
                  wykryta metodą fluorescencji w promieniach X.

                  Zewnętrznie była to rana bardzo szczególna, która nie posiadała elegancji
                  ran malowanych tysiące razy przez malarzy. Wbrew wszelkim oczekiwaniom było
                  to rozdarcie realistyczne, o otwartych brzegach i bez śladu koagulacji. Otwarta
                  rana

                  na zwłokach, której krew bez malarskiej elegancji brudziła klatkę piersiową.

                  Rana była długa na cztery i pół centymetra: znajdowała się w miejscu,
                  gdzie ostrze o tnących brzegach, przebijając mięśnie, prześlizgując się pomiędzy
                  żebrami, mogło dojść do serca ze zbrodniczą fachowością.


                  John Heller i mikrofragmenty

                  Naukowcy zobaczyli, że ich aparaty chłodno potwierdzają opinię o
                  autentyczności Płótna, którym naprawdę były owinięte Zwłoki. Mogli oni tylko
                  patrzeć; może otworzyli drzwi Historii. „Gdy myślę o pierwszym dniu, w którym
                  ujrzałem to zdjęcie..." Wyłączali swoje aparaty, podczas gdy opiekunowie
                  Całunu na nowo przykrywali Płótno jego pokrowcem z czerwonego jedwabiu.

                  Przyzwyczajeni do pracy zespołowej, do konsultowania danych, zatrzymywali w
                  milczeniu te myśli, ponieważ pozostawał drugi etap badania, w pewnym sensie
                  nieodwołalny: badania w laboratorium, które miał rozpocząć John Heller.

                  Było nie do pomyślenia, aby odciąć kawałek Całunu, jak na nieszczęście zrobili

                  to inni w przeszłości i zrobiliby w przyszłości. Dlatego wybrano procedurę
                  stosowaną w badaniach naukowych oraz postępowaniach sądowych. Przyłożono taśmy
                  klejące o specjalnej strukturze w trzydziestu sześciu miejscach lnu, wcześniej
                  wybranych i wskazanych na planie. Do przylegającej taśmy przykleiły się drobiny
                  pyłu, kawałki nici, cząstki plam, mikroorganizmy, zarodniki i to wszystko, co
                  można było znaleźć na tkaninie nie uszkadzając jej. Taśmy zawierające otrzymany
                  w ten sposób materiał zostały potem dokładnie opieczętowane, aby nie uległy
                  zanieczyszczeniu.

                  Rozpoczynające się badanie było pierwszym tego rodzaju i nie istniały
                  doświadczenia, którymi można byłoby się posłużyć. Próbki, na których miano
                  pracować, posiadały bardzo małe wymiary. Włoski lnu (na jednej nitce są
                  tysiące włosków, tak jak włosów w warkoczu) posiadały od dziesięciu do
                  piętnastu mikronów średnicy (tysięczna część milimetra)
                  i maksymalna długość kilku milimetrów.

                  Masa wynosiła kilka nanogramów dla najmniejszych fragmentów
                  i dochodziła do kilku mikrogramów dla tych większych, a przez to łatwiejszych
                  do zbadania. Większość cząstek była jednak mniejsza od jednego mikrona.
                  Praktycznie nic z tego, co było badane i poddane testom chemicznym, przez
                  kontakt, dodanie, zanurzenie w roztworach innych substancji oraz odczynników,
                  nie było widzialne gołym okiem. Całe badanie odbyło się na poziomie
                  cząsteczkowym. W żaden sposób próbki nie mogły być zastąpione ani zespolone.
                  Wynikające trudności podsunęły geniuszowi Hellera nowe specyficzne techniki,
                  aby przeprowadzić badania na tak małych ilościach.
                  • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:54
                    Krew z prawdziwych ran

                    Mineralny tlenek węgla zawarty w dawnych farbach używanych przez malarzy
                    powoduje podwójne załamanie światła, czyli jest dwójłomny, a kolor tego
                    światła zmienia się w zależności od położenia poddanego rotacji kryształu,
                    czyli kryształ ten jest wielobarwny. Natomiast mikroskopijne czerwonawe
                    fragmenty śladów ran z Całunu, podczas pierwszego badania nie były ani
                    dwójłomne, ani wielobarwne. „Tych ran i tej krwi nie namalował malarz".

                    Na mikrofragmentach pobranych z plam z ran Heller znalazł także białka
                    zwierzęce. Ich znalezienie było logiczne, jeśli to była krew. „Potwierdzają to
                    badania

                    z Turynu". Jednak mogłyby być także resztkami owego kleju pochodzenia
                    zwierzęcego - z królika, ryb, gotowanych kości - którym dawni malarze pokrywali
                    płótna: klej zapewniał dla farby podłoże gładkie i zwarte.
                    Ale tam, gdzie było widoczne Odbicie Ciała, Heller nie znalazł białka
                    zwierzęcego. To oznaczało, że nie malowano w tym miejscu. Białko zwierzęce było
                    „tylko" na plamach z ran. Oznaczało to, że były to plamy organiczne: „Mogłaby
                    to być krew".

                    Jeśli w roztworze idrazyny zanurzy się fragment, aby sprawdzić czy
                    zawiera on krew, roztwór ten wykaże to, nawet przy bardzo małej, miliardowej
                    części grama metahemoglobiny. Pewne mikrofragmenty, które zostały oderwane
                    taśmą klejącą z ran Całunu, zostały w nim zanurzone. Rozpuszczając się
                    spowodowały różowawe zabarwienie, które kryminolodzy znają dobrze: to
                    hemochromogen, który nadaje krwi jej kolor.

                    Potrzebne były potwierdzenia: Heller szukał innych składników krwi, wśród
                    nich barwników żółciowych, takich jak bilirubina. Test był pozytywny: w odbitym
                    świetle ukazał się charakterystyczny niebieski kolor azobilirubiny.

                    Następnie wykonał test na fluoresceinę, który - bardzo czuły i
                    specyficzny - jest w stanie wykryć nawet śladowe ilości jednego nanograma
                    białka krwi: i w promieniach ultrafioletowych zobaczył jego charakterystyczną
                    fluorescencję.

                    Pozostawała jeszcze jedna możliwość, że malarz namalował rany krwią: po
                    ujawnieniu pierwszych sensacyjnych wyników badań w Turynie, niektórzy
                    natychmiast wymyślili także i to. Lekarze medycyny sądowej nie wzięli pod
                    uwagę tej hipotezy, ponieważ rany miały formę przerażająco prawdziwą, jednak
                    Heller chciał powtórzyć swoje badanie.

                    Ponieważ we krwi, zaraz po wydostaniu się z naczynia, część upostaciowana
                    i surowicza rozdzielają się - dlatego krew użyta przez malarza musiałaby być
                    rozdzielona - Heller szukał na ranach z Całunu „białek surowicy", obecnych tylko
                    w części surowiczej. Posiadał fragmenty pochodzące z owych żółtawych otoczek
                    które rozszerzyły się na Płótnie wokół czerwonych plam, jak to dzieje się w
                    naturalny sposób na opatrunkach.

                    Wybiórczym testem na „białka surowicy" jest „bromcresol green" - wykrywa
                    on albuminy krwi nawet na poziomie 0,1 mikrograma: wynik okazał się pozytywny.
                    „Surowicze aureole" były naprawdę surowicą, w naturalnej proporcji i
                    umiejscowieniu. „To jest pełna krew, jaka wydostaje się z żył, nie ma tu
                    żadnych manipulacji"
                    (zob. kolorowe zdjęcie nr 11).

                    Po sprawozdaniu lekarzy medycyny sądowej, którzy mówili o autentycznych
                    ranach nieboszczyka, dokładnie odpowiadających ewangelicznym świadectwom, ktoś
                    sformułował skrajną hipotezę, że może zostały one poprawione i „uzupełnione"
                    farbami, aby dostosować je do opowiadania ewangelicznego.
                    I tak Heller wykonał jeszcze inny test, bezpośredni i podstawowy: z
                    enzymami proteolitycznymi. Test ten nie powiódłby się, gdyby na plamy krwi czy
                    surowicy ktoś nałożył farby.

                    W koncentracie świeżych enzymów zanurzono niektóre czerwonawe
                    mikrofragmenty, razem z włókienkami lnu, do których były przyczepione: w
                    przeciągu pół godziny fragmenty te zniknęły strawione przez enzymy,
                    pozostawiając czyste włókienka. To samo stało się z włókienkami „zabrudzonymi
                    surowiczymi otoczkami". Na rany czoła, rąk i stóp, na sto dwadzieścia śladów
                    uderzeń, które oszpecały ciało, nikt w minionych wiekach nie nałożył sztucznych
                    barwników. Była tam wyłącznie krew. Krew ludzka, posiadająca wszystkie swoje
                    składniki (zob. kolorowe zdjęcie nr 10).


                    • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:56
                      Kim jednak była ofiara ?
                      Badanie, które nie miało równego sobie w historii archeologii: Heller był
                      sam w swoim laboratorium, mając przed sobą wyniki z wykonanych przez siebie
                      badań, które, jeśli byłyby negatywne - obaliłyby legendę, jeśli natomiast
                      pozytywne - wskazywałyby na odkrycie o przełomowym znaczeniu.

                      Poruszenie, jakie wywołały pierwsze wyniki, musiało pozostać za drzwiami
                      laboratorium. Wbrew samemu sobie, wbrew swemu odkryciu Heller uparcie, w
                      milczeniu stosował każdy test, który mógłby je potwierdzić lub mu zaprzeczyć.

                      Na koniec odczuł konieczność przeprowadzenia kontroli. Wezwał w tym celu Alana
                      Adlera z Western Connecticut University. Jak Don Devan z Albuquerque, także
                      Adler pochodził z rodziny żydowskiej. (Jak wiemy, to on właśnie, poprzez
                      intensywne poszukiwanie hemoglobiny tak obficie występującej w krwi z Całunu,
                      wyjaśnił wyniszczające okrucieństwo biczowania rzymskiego.)

                      Nie mówiąc, co jest przedmiotem badania, Heller poprosił go o powtórzenie
                      wszystkich testów. Adler wykonał je i oświadczył: „Krew. Wszystko jest krwią.

                      Tylko krwią. Mógłbyś mi teraz powiedzieć, kto był ofiarą a kto zabójcą?"

                      Długie badanie przyniosło jeszcze jedną niespodziankę: kiedy usunięto
                      krwawe plamki, które pokrywały wtókienka lnu, odkryto, że w tycb miejscach len
                      „nie" posiadał delikatnego koloru Odbicia ciała.

                      Zatem krew, tam gdzie odbiła się na lnie, uniemożliwiła jego kontakt ze
                      skórą ; w tych miejscach ochroniła i „zapieczętowała" włókna przed nieznanym
                      procesem, który utworzył Odbicie.

                      Odkrycie to bardzo zaważyło na przyszłych badaniach. Dla lekarza medycyny
                      sądowej jedna rzecz była pewna: ciało, które zetknęło się z lnem, nie było
                      niczym posmarowane ani polane, nie zastosowano żadnych olejków czy czegoś
                      innego, nikt go więcej nie dotykał poza tym co było potrzebne przy pochowaniu.
                      Ciało to spoczęło na lnie z nietkniętymi ranami, które świadczyły o zadaniu
                      okrutnej śmierci.

                      • transsybir Re: ██ Całun 01.07.08, 23:59


                        Odbicie jest „brakiem koloru", utworzone z niczego

                        Kolor Odbicia określano zawsze jako monochromatyczne sfumato koloru
                        sepii; ale to okazało się nieprawdą, chociaż określenie koloru tak
                        szczególnego Przedmiotu zmieniało się wraz z oświetleniem i odległością
                        patrzącego. W białym świetle Odbicie wydawało się koloru bladożółtawego,
                        podobnego do słomy. I nie było to wcale sfumato.

                        Przy zastosowaniu całej serii testów mikrochemicznych szukano barwników -
                        mineralnych lub zwierzęcych - oraz klejów i spoiw dla podkładów malarskich,
                        stosowanych w średniowieczu. Przeprowadzone testy wykluczyły istnienie takich
                        substancji, nawet w ilościach mniejszych niż milionowa część grama.

                        Zarówno w klasycznej starożytności, jak i w średniowieczu, w Europie, w
                        Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie barwniki malarskie, jak czerwień wenecka
                        czy ochra, były wszystkie zanieczyszczone pewną ilością manganu, niklu, kadmu
                        i innych minerałów, które zastosowane testy wykryłyby natychmiast.

                        Jednak nie wykryły, tak jak nie wykryły ich badania spektroskopowe ani
                        termograficzne. Na Całunie nie było śladu żadnego rodzaju sztucznych barwników.

                        Spróbowano wówczas wpłynąć na to uparte zabarwienie rozpuszczalnikami.
                        Każda plama czy barwnik, pochodzenia naturalnego lub syntetycznego, może zostać
                        wyodrębniona odpowiednim rozpuszczalnikiem (i w ten sposób rozpoznana):
                        rozpuszczalnik w końcu rozpoznałby z jakiej czy jakich substancji zostało
                        utworzone Odbicie. Ten etap badań nie tylko nie rozwiązał zagadki, ale stworzył
                        nową: dlaczego żółtawy kolor Odbicia nie został wyodrębniony przez żaden
                        rozpuszczalnik ?
                        Był to zatem „brak koloru".



                        Potwierdziło się później to, co Pellicori zaobserwował pod mikroskopem:
                        Odbicie, w odróżnieniu od każdego innego namalowanego obrazu, dotykało tylko
                        najbardziej powierzchniowych włókienek lnu. Jeśli powiększoną w mikroskopie nić
                        lnianą można porównać do gęstego warkocza uplecionego z włosów, Odbicie
                        zabarwiało tylko jedną dziesiąta część włosów z zewnętrznej warstwy. Nawet w
                        miejscach, które gołym okiem wydaje się ciemniejsze - jak brwi, nos, kolana -
                        Odbicie nie przeniknęło w głąb.

                        Następnie odkryto, że większa gęstość tych miejsc nie była spowodowana
                        „ciemniejszymi" włókienkami, lecz tym, że „bardziej zwarta" masa włókienek miała
                        na sobie ten sam, delikatny i zawsze jednakowy kolor i dlatego złudnie
                        wydawały się one ciemniejsze. Rzeczywiście, Odbicie policzków, oczodołów,
                        przestrzeni między-palcowej - które gołym okiem wydawało się bardzo blade -
                        dotykało tylko niewielu włókienek, pośród innych zupełnie nietkniętych. Potem
                        odkryto, że nitki lnu zażółcone przez Odbicie pozostawiały na taśmie klejącej
                        większą ilość włosków oraz bardzo sproszkowanych elementów niż nitki bez
                        Odbicia: wydawało się, jakby ich struktura była „osłabiona" przez jakiś
                        proces chemiczny, który je dotknął. Włókna lnu zbudowane są z komórek
                        roślinnych mocno ze sobą połączonych.

                        W mikroskopie przypominają one trzcinę bambusa. Połączenia posiadają ściśle
                        określoną strukturę i obwód. Ale odkryto, że w mikroskopie kontrastowo
                        -fazowym, włókienka, które posiadały na sobie Odbicie, wydawały się
                        powierzchniowo nadtrawione. To właśnie powodowało ich słomkowy kolor. Tak
                        samo, jak żółknie z biegiem czasu len, te włókienka były bardziej zażółcone niż
                        te sąsiadujące, pozbawione Odbicia; szybciej uległy odwodnieniu i kwaśnej
                        oksydacji; szybciej się starzały. Dlatego właśnie widzimy formę twarzy i ciała.

                        Znane, dramatyczne Odbicie z Całunu powstało w wyniku szczególnego
                        mechanizmu starzenia się tych ściśle określonych punktów tkaniny, zostało
                        utworzone dzięki procesowi „przyspieszonego rozkładu" lnu.
                        Jednym słowem - powstało z niczego.



    • transsybir Re: ██ Całun 02.07.08, 00:12

      „Do czysto naukowego problemu wkradła się bez potrzeby
      kwestia religijna, co spowodowało wzrost emocji i sprowadziło rozum na manowce.
      Jeżeli chodziłoby o kogoś takiego jak Sargon, Achilles czy też któryś z
      faraonów, nikt by nie myślał o stawianiu zarzutów. Zajmując się tym zagadnieniem
      byłem wierny duchowi nauki, poszukiwaniu wyłącznie prawdy, zupełnie nie
      zważając, że mogłoby to dotyczyć interesów określonej grupy ideologicznej. Ja
      uznaję Chrystusa za postać historyczną i nie rozumiem, jak może kogoś gorszyć
      fakt, że do dzisiaj istnieją materialne ślady Jego życia".

      Yves Delage, członek Akademii Francuskiej, do redakcji „Revue
      Scientifique", 12 kwietnia 1902 r.


    • transsybir Re: ██ Całun 02.07.08, 00:20
      Rozdział drugi:





      Wiek historyczny


      Trzy razy ogień
      Trzy razy w ciągu wieków - ostatni raz zupełnie niedawno w Turynie - Całun
      został dotknięty pożarem, ogień mógł go całkowicie pochłonąć. Ocalał, w
      ostatniej chwili, dzięki czyjejś odwadze. Ostatni pożar wybuchł w Turynie w
      bardzo podobnych okolicznościach jak ten, z 4 grudnia 1532 r., w Sainte
      Chapelle di Chambery, gdzie wówczas Całun był pod opieką Sabaudów.
      (...)
      Historyk i łacinnik, baron Philibert Pingon, pozostawił nam opowiadanie o
      otwarciu skrzyni i wyciągnięciu Płótna. Było ono w strasznym stanie: mokre,
      nadpalone, przedziurawione. Jednak ogień, który przeniknął przez wszystkie jego
      warstwy, zaledwie musnął Odbicie, nie powodując najmniejszych zmian.


      Dzień w Los Alamos
      Wiosną 1977 roku, w Los Alamos, w zaciszu swego położonego na zalesionej
      wyżynie domu spoglądającego na Góry Jemez, w pobliżu laboratoriów, gdzie podczas
      wojny zrealizowano projekt nuklearny „Manhattan" - przebywał Ray Rogers. Był to
      wybitny specjalista od „efektów termicznych", prowadzący skrupulatne badania nad
      najnowocześniejszymi materiałami wybuchowymi dla celówwojskowych i cywilnych.
      Zobaczył wtedy po raz pierwszy kolorowe zdjęcia Całunu, które wykonał Judica
      Cordiglia. Jego uwaga skupiła się na śladach zniszczeń z dawnego pożaru.

      Opis tego pożaru podawał, że "w samym rogu skrzyni wysoka temperatura
      rozpuściła cynę użytą do spawania oraz srebrną krawędź. Rogers ocenił, że w
      tym rogu skrzynia musiała osiągnąć temperaturę prawie dziewięciuset stopni, a to
      dlatego, że było to stare srebro, z pewnością nie czyste, lecz zmieszane z
      rtęcią, miedzią, ołowiem i arsenem. Nie znano dokładnego składu procentowego,
      ale można go było określić statystycznie, przeprowadzając analizę innego srebra
      z tamtej epoki.

      Spostrzeżenie znalazło potwierdzenie w rok później: mikrofragment srebra,
      który pozostał zaciśnięty w płótno Całunu w pobliżu nadpalenia, okazał się
      podczas analizy stopem bardzo ubogim. Mniej szlachetne metale obniżyły punkt
      topnienia.

      W skrzyni Całun był złożony kilka razy, jak prześcieradło. Patrząc na
      zdjęcie rozłożonego Całunu i jego symetryczne nadpalenia, Ray Rogers mógł bez
      trudu odtworzyć sposób złożenia, jego ułożenie w skrzyni, lokalizację źródła
      ognia i w konsekwencji, temperaturę poszczególnych stref.

      Część tkaniny, która była najbliżej ognia, w tym rogu, gdzie stopiło się
      srebro, została dotknięta najsilniejszym płomieniem, o temperaturze ponad
      pięciuset stopni: całkowicie spalone części tkaniny trzeba było podszyć
      pokaźnymi łatami.

      Na szczęście żar ten objął tylko małą powierzchnię, może dzięki wiadrom wylanej
      przez gorliwych ratowników wody. Poza tym ogień zużył bardzo szybko niewielką
      ilość tlenu zawartą w zamkniętej skrzynce i zgasł samoistnie.

      Coraz mniejsze ciepło przenikało z jednej warstwy tkaniny do drugiej. W
      istocie na lnie widać było wszystkie stopnie nadpaleń, aż do lekkiego
      zbrązowienia o temperaturze około dwustu stopni, kiedy len zaczyna się
      przypalać jak od żelazka.

      Ale na zdjęciach Płótna - na obszarze dalekim od stopionego rogu skrzynki -
      widać było inne przypalenia, małe lecz bardzo mocne, które pozostawiły cztery
      zaokrąglone dziury. Trzy, ułożone w szeregu i czwarta z boku: układały się w
      kształt dużej litery L. Ta dziwna konfiguracja powtarza się na płótnie Całunu
      tylko cztery
      razy, w różnej odległości od śladów pożaru z Chambery. Ray Rogers doszedł na
      tej podstawie do wniosku, że dotknął je kiedyś inny pożar, gdy Płótno było
      inaczej złożone. Nikt nie wie ani gdzie, ani kiedy. Biorąc pod uwagę, że
      szkody były niewielkie, można przyjąć, że wtedy Całun został natychmiast
      uratowany.
      Temperatura musiała być jednak bardzo wysoka, ponieważ Płótno wygląda w tych
      miejscach tak, jakby jakieś rozgrzane ostrze przeniknęło cztery warstwy materiału.

      • transsybir Re: ██ Całun 02.07.08, 00:25

        „Fire Simulating Model" w Moskwie

        Tymczasem w Moskwie, Dymitr Kuzniecow, dyrektor Sedov Biopolymer
        Laboratory, biochemik, posługując się innymi metodami badań chciał wykryć
        przyczyny, które mogą fałszować lub wpływać na wynik datacji metodą izotopowa
        za pomocą radiowęgla, w czasie badań przeprowadzonych na zachowanych w
        szczególnych warunkach starożytnych tkaninach.

        Na przykład mumia przechowywana w muzeum w Manchesterze,
        razem z lnianymi bandażami, została poddana dotacji metoda radiowęgla.

        Ogromny niepokój wywołał fakt, że płótna lniane były według wieku
        „ radiowęglowego" o około tysiąc lat młodsze niż owinięte nimi
        zmumifikowane zwłoki.

        Na początku lat dziewięćdziesiątych ktoś zaproponował Kuzniecowowi zbadanie
        najbardziej kontrowersyjnej, sensacyjnej, dyskusyjnej lnianej tkaniny: Całunu
        Turyńskiego. Kuzniecow - który nie był nigdy we Włoszech, nie wiedział zbyt
        dobrze, gdzie leży Turyn, nie wiedział dokładnie, czym jest Całun - zrozumiał
        jednak jak wszędzie na świecie, wielką sensację wywołaną faktem, że trzy sławne
        laboratoria analiz stwierdziły, iż pochodzi on ze średniowiecza. Ujrzał przed
        sobą możliwość przeprowadzenia niezwykle rzadkich badań.

        Chodziło o tkaninę lnianą, która czterysta lat wcześniej uległa pożarowi w
        niezwykłych warunkach i zachowała wyraźne tego ślady, a którą zespół naukowców
        amerykańskich poddał poważnym badaniom naukowym. Jednak wydawało się, że nikt
        teraz nie bierze tych badań pod uwagę.

        W październiku 1978 roku w Turynie, ktoś na nowo przedstawił Kuzniecowowi
        spostrzeżenie, jakie wiele lat temu poczynił Ray Rogers
        z Scientific Laboratory z Los Alamos, studiując zdjęcia Całunu,
        a następnie sam Całun.

        W Chambery, w noc pożaru, poskładany Całun był zamknięty w srebrnej
        skrzynce. „Zatem wewnątrz skrzynki zawarta była niewielka ilość tlenu". Srebrna
        skrzynka zgrzewana cyną, była wyłożona wewnątrz drewnem i jedwabiem.

        „Znaczy to, że pod wpływem bardzo wysokiej temperatury, pomiędzy cząsteczki
        lnu wmieszały się drobiny srebra, cyny a także drewna i jedwabiu. Czy materiały
        te pochodziły z późniejszego okresu niż Całun? Bez wątpienia. Ile było wieków
        różnicy?" Według tradycji Całun liczył wtedy tysiąc pięćset lat, skrzynia i
        materiały wyścielające najwyżej stu. ,,Już przy temperaturze trzystu stopni
        następuje bardzo znaczna wymiana izotopowa, pomiędzy stykającymi się ze sobą
        substancjami.

        Kto wie, co wydarzyło się w tym rogu, gdzie temperatura była tak wysoka, że
        rozpuściła srebro". Przez otwór w roztopionym srebrze, także do
        najodleglejszych miejsc Całunu, dotarła para o bardzo wysokiej temperaturze,
        powstała z wody użytej do gaszenia pożaru. „Prawdziwa kąpiel termiczna".
        W tej kąpieli termicznej Całun oraz cała zawartość skrzyni pozostały zanurzone
        przynajmniej przez cały czas potrzebny do ratowania i otwarcia skrzynki.
        To spowodowało wzrost ilości radioaktywnego węgla obecnego w Całunie.


        • transsybir Re: ██ Całun 02.07.08, 00:35

          Eksperyment ze starożytnymi lnami żydowskimi

          „Należy w tych samych warunkach przeprowadzić doświadczalną symulację
          tego pożaru". Informacji historycznych było wiele, szkody są widoczne do
          dzisiaj. Okazało się to możliwe, więc zadecydowano odtworzyć w Moskwie warunki
          pożaru, jaki dotknął Całun cztery wieki przed Chambery. Eksperyment nazwano
          „Fire Simulating Model".

          Przy współudziale Mario Moroniego poszukiwano próbek bardzo starego lnu,
          posiadającego historycznie pewną datę i możliwie pochodzącego z terytorium
          starożytnej Judei. Israely Antiquities Authority zaproponowała wykaz cennych
          próbek żydowskich tkanin pogrzebowych - z okresu pomiędzy 200 r. przed Chr. a 30
          r. po Chr. - wykopanych w Mo'ah i En Gedi.

          Wybrana została próbka prawdopodobnie z tego samego okresu co Całun, i
          przed eksperymentem datowano ją w Laboratorium AMS w Tucson, co
          potwierdziło okres pomiędzy 100 r. przed Chr. a 100 po Chr. Opierając się na
          tekstach historycznych, świadectwach epoki, przypaleniach na tkaninie i
          badaniach przeprowadzonych swego czasu przez Raya Rogersa, odtworzono
          „środowisko eksperymentalne'', aby mogły w nim powstać warunki
          fizyczno-chemiczne z pożaru z 1532 r. Przedsięwzięcie nosi imiona Dymitra
          Kuzniecowa, Andreja Iwanowa i Pawła Wieleckiego przy współpracy technicznej
          pułkownika Nikołaja Sahsina z Departamentu Obrony Termicznej z Akademii
          Wojskowej w Moskwie.

          Umieszczono tam próbkę starożytnego lnu żydowskiego i stworzono warunki
          podobne do tych, w jakich znalazł się kiedyś Całun: rozgrzane gazy oraz
          cząsteczki osłaniającego go materiału: srebro, drewno, jedwab, para wodna.
          Próbka była inkubowana w tych warunkach przez około godzinę.

          Następnie datowano ją metodą radiowęgla, taką samą jaką zastosowano przy
          Całunie Turyńskim. Ujawnił się fenomen, który Kuzniecow przeczuwał: „kąpiel
          termiczna" z gazów i oparów - jak ta, której został poddany Całun w 1532 r. -
          spowodowała ogromny wzrost obcych atomów węgla radioaktywnego, który
          przyłączył się do struktury celulozy starożytnego lnu żydowskiego. W ten sposób
          próbka ta - której wiek archeologicznie pewny wynosił około dwu tysięcy łat
          - ukazywała, poprzez klasyczne techniki datacji radiowęglowej, sensacyjnie
          ewidentne odmłodzenie, to znaczy, wzbogacony węglem radioaktywnym len, stał się
          w ciągu dwóch godzin lnem odmłodzonym o parę wieków.
          Mechanizm tego zjawiska został zbadany dopiero w następnych eksperymentach...


    • transsybir Re: ██ Całun - spis treści 02.07.08, 01:35


      Maria Grazia Siliato
      "Całun turyński. Tajemnica odbicia postaci sprzed dwóch tysięcy lat."

      spis treści:


      img229.imageshack.us/my.php?image=11pw7.jpg

      img61.imageshack.us/my.php?image=12gr0.jpg

      img229.imageshack.us/my.php?image=13dv4.jpg















      --

      img90.imageshack.us/my.php?image=obliczeaf8.jpg
      img154.imageshack.us/my.php?image=calunwm6.jpg
    • Gość: t Re: ██ Całun IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.07.08, 20:56
      up
    • Gość: t Re: ██ Całun IP: *.dip0.t-ipconnect.de 06.07.08, 21:11
      ladne nawet



      Modlitwa za utrudzonych.


      Julian Tuwim

      Litania


      Modlę się, Boże, żarliwie,
      Modlę się, Boże, serdecznie:
      Za krzywdę upokorzonych,
      Za drżenie oczekujących,
      Za wieczny niepowrót zmarłych,
      Za konających bezsilność,
      Za smutek niezrozumianych,
      Za beznadziejnie proszących,
      Za obrażonych, wyśmianych,
      Za głupich, złych i maluczkich,
      Za tych, co biegną zdyszani
      Do najbliższego doktora,
      Za tych, co z miasta wracają
      Z bijącym sercem do domu,
      Za potrąconych grubiańsko,
      Za wygwizdanych w teatrze,
      Za nudnych, brzydkich, niezdarnych,
      Za słabych, bitych, gnębionych,
      Za tych, co usnąć nie mogą,
      Za tych, co śmierci się boją,
      Za czekających w aptekach
      I za spóźnionych na pociąg,
      - ZA WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW ŚWIATA,
      Za ich kłopoty, frasunki,
      Troski, przykrości, zmartwienia,
      Za niepokoje i bóle,
      Tęsknoty, niepowodzenia,
      Za każde drgnienie najmniejsze,
      Co nie jest szczęściem, radością,
      Która niech ludziom tym wiecznie
      Przyświeca jeno życzliwie -
      Modlę się, Boże, serdecznie,
      Modlę się, Boże, żarliwie!

      forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1789753



      • transsybir Re: ██ Całun 06.07.08, 22:58
        transybir
        IP: *.dip0.t-ipconnect.de
    • transsybir Re: ██ Całun 06.07.08, 23:10
      Three-dimensional image obtained with the VP-8 analyzer.

      www.theholyshroud.net/Images/vp8.gif

    • transsybir Re: ██ Całun 06.07.08, 23:20


      ██ www.theholyshroud.net/Images/Face.gif






    • Gość: transsybir Re: ██ Całun IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.07.08, 21:15
      • transsybir Re: ██ Całun 12.07.08, 21:16
        ...
    • transsybir Re: ██ Całun 25.07.08, 23:03
      up

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka