Dodaj do ulubionych

Tsunami na jachcie

30.12.04, 22:27
Sława!

Kochani !
www.kulinski.sail-ho.pl/article.php?sid=1887&mode=thread&order=0
Dziekujemy za zyczenia Swiateczne i Noworoczne , za pamiec I troske !

Nie martwcie sie o nas - podczas fali powstrzasowej bylismy na jachcie I nic
nam sie nie stalo !

O godzinie 9.15 rano w drugi dzien Swiat Bozego Narodzenia 26 grudnia , bez
ostrzezenia ogromna fala uderzyla w Phuket , nikt nie wiedzial co sie dzieje
I nikt nie zdawal sobie sprawy z powagi I zagrozenia . Bedac na pokladzie
zauwazylismy , ze cos dziwnego dzieje sie z jachtami , na kotwicowisku w
zatoce Nai Harn w poludniowo zachodniej czesci Phuketu stalo wtedy na kotwicy
okolo 70 jachtow . Wszystkie zaczely sie dziwnie obracac , kazdy w innym
kierunku . Wtedy zauwazylismy , ze plaza jest pusta , natomiast wszystkie
lezaki I parasole plywaja w wodzie , a na falochronie za plaza klebi sie
dziki tlum gapiow . Wtedy znow nas obrocilo o 180 stopni I znow stalismy rufa
do plazy , juz wtedy wiedzielismy , ze cos jest naprawde nie tak , ze nie
jest to zwykly przyboj , zobaczylismy , ze czes c jachtow podnosi kotwice I
ucieka z zatoki , w tym samym czasie ujzelismy gore wody zblizajaca sie od
strony morza w naszym kierunku , byla ona tak duza , ze zakryla na moment
jachty stojace dalejod brzegu . Uruchomilismy silnik , choc I tak zdawalismy
sobie sprawe , ze przy tej sile niewiele on nam pomoze , ale chcielismy
przynajmniej miec sterownosc i choc troche zniwelowac napiecia na lancuchu
kotwicznym . Fala ta przeszla przez nas bezbolesnie , glebokosc jednak
podskoczyla o 4 metry , ta gora wody majestetycznie I powoli wlala sie na
plaze I z impetem rozbila o falochron . Ludzie widzac ta zblizajaca sie wode
zaczeli w panice uciekac . Po paru chwilach woda zaczela sie cofac zabierajac
wszystko ze soba , fala znow obrocila nas z impetem , a glebokosc spadla o 6
metrow , stalismy w srodku rwacego nurtu rzeki , ktora na domiar zlego co
chwile zmienialal kierunek . Juz ta pierwsza fala zmiotla z powierzchni
wszystkie restauracyjki I skelpy znajdujace sie za plaza , woda wokol nas
wygladala jak jedno wielkie smietnisko . Kilkakrotnie jeszcze fale wchodzily
do zatoki , ale byly juz zdecydowanie mniejsze , nastapila okolo 20 minutowa
przerwa , polowa jachtow uciekla na wode , wszyscy mysleli , ze juz po
wszystkim , I wtedy przyszla ta najwieksza fala , gdy przyszla , glebokosc na
logu podskoczyla do 14 metrow , gdy sie cofnela pod kilem mielismy juz tylko
3 metry , a miedzy nami , a plaza ukazal sie ogromny row , ta ostatnia fala
nie dala ludzia szansy zabrala wszystko , zostawiajac plaze czysta , a za nia
chaldy gruzu . W tym czasie niedalko naszego jachtu ujzalam mezczyzne w
wodzie przy skalach walczacego o zycie i rozpaczliwie wolajacego o pomoc , na
szczescie jeszcze blizej niego stal katamaran , ktorego wlascicie w pare
sekund juz byl w dinghy I juz wyciagal go z wody . Po tej ostatnij fali
nastapila cisza , nikt nie wiedzial co robic , jachty wciaz podnosily kotwice
I dolaczaly do tych kilkudziesieciu dryfujacych na zewnatrz . Po godzine
przez radioVHF rozniosla sie wiadomosc , ze byla to fala powstrzasowa po
trzesieniu ziemi , ktore nastapilo w Indonezji . Nikt nie wiedzial co robic
na radiu az wrzalo , po paru minutach rozniosla sie wiadomosc ze za godzine
ma przyjsc jeszce wieksza fala , jachty uciekaly z kotwicowiska jak szczury z
tonacego okretu . Zdecydowalismy sie rowniez ze podnosimy kotwice , stalismy
stosunkowo blisko plazy I naprawde balismy sie tej drugiej fali , to I tak
cod , ze nie zerwalo nas z kotwicy za pierwszym razem?!

Dolaczylismy wiec do innych jachtow dryfujacych pare mil od brzegu . Juz
wtedy wiedzielismy , ze nie ma dokad plynac I jedynie morze zdawalo sie w tej
chwili bezpieczne I dawalo schronienie , czulismy sie jak na Arce Noego .
Druga fala nigdy nie przyszla , wiec jachty powoli zaczely wracac do zatoki ,
rowniez my przed wieczorem postanowilismy wrocic . To co zobaczylismy po
powrocie bylo okropne ! Jednak tak naprawde mielismy duzo szczescia , ludzie
z jachtow . ktore staly na Phi Phi Don byli swiadkami prawdziwej tragedii ,
wyspy praktycznie nie ma , fala zabrala wszystko zginelo wielu ludzi dokola
jachtow plywaly zwloki !

My jakos sie trzymamy , wszyscy probuja sie jakos zorganizowac I odnalezc w
tej nowej sytuacji , szczegolnie jachty plynace dalej na Morze Czerwone tak
jak my . Bedziemy na bierzaco informowac o naszych planach , wciaz siedzimy
jak na beczce prochu , bo nie wiadomo co przyniesie nastepny dzien !

Sciskamy zaloga Karolki Basia , Jacek I Roman

Kazik mamy numer w Tajlandii komurki , jakbys strasznie chcial zadzwonic ,
ale u nas wszystko O.K , mamy jednak prosbe jakbys mogl popytac przez radio w
eterze o jacht SUNNYQUEEN - jacht bulgarski wlasciciel ma na imie Swietlo
czyli Sunny , w tym czasie byl na Malediwach lub na Sri Lance , mielismy
razem plynac przez Czerwone nie mamy od niego zadnych wiesci ! Z gory
dziekujemy
sciskamy Basia


od redakcji: pozostawiliśmy tekst w brzmieniu oryginalnym - nie chcielibyśmy
zmieniać autentyczności relacji.

www.kulinski.sail-ho.pl/article.php?sid=1887&mode=thread&order=0
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Wiecej o Karolce 31.12.04, 15:44
      Sława!
      W minioną niedzielę, "Karolka" znajdowała się u wybrzeży Tajlandii w pobliżu
      wyspy Phuket.

      Dowodząca jachtem Barbara Królikowska relacjonuje, że fale sięgały nawet 14
      metrów ponad normalny stan wody. Zabierały z plaży wszystko co napotkały.
      Budynki, ludzi i różne sprzęty, zostawiając po sobie ogromne gruzowisko. Wokół
      jachtów pływało wiele zwłok.

      W tym czasie razem z "Karolką" na kotwicowisku stało kilkadziesiąt jachtów. Po
      przejściu pierwszej fali jachty poderwały się z kotwicowiska i popłynęły na
      głęboką wodę z dala od brzegów. I to uratowało załodze życie.

      Teraz załoga "Karolki" zamierza jak najszybciej opuścić miejsce katastrofy.
      Planuje popłynąć dalej na Morze Czerwone.

      Polski jach wypłynął w rejs dookoła świata ze Szczecina jesienią 2002 roku.
      Jego załoga to trzy osoby, mieszkańcy Wrocławia. Wraz z kapitan Barbarą
      Królikowską płyną jej ojciec i mąż.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka