Dodaj do ulubionych

Mocarstwo jezior

07.08.06, 00:59
Sława!
www.wprost.pl/ar/?O=93381
Mocarstwo jezior
Tygodnik "Wprost", Nr 1235 (13 sierpnia 2006)


Ranking polskich jezior

Aleksander Piński
Małgorzata Zdziechowska

Atrakcyjna blondynka uprawia w łódce na jeziorze seks z chowającym za plecami
ślubną obrączkę mężczyzną. Filmem reklamowym o takiej fabule Węgrzy zachęcali
turystów do przyjazdu nad Balaton. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W
2005 r. tylko liczba brytyjskich turystów wyjeżdżających na Węgry wzrosła o
60 proc. W tym samym czasie liczba odwiedzających pensjonaty, hotele i
kwatery prywatne nad polskimi jeziorami spadła o 9 proc. I to mimo że mamy w
kraju prawie 10 tys. jezior - po Finlandii najwięcej w Europie w stosunku do
powierzchni kraju. Nie Bałtyk, nie Tatry, ale właśnie jeziora powinny być
największą turystyczną atrakcją Polski i wabikiem dla gości z całej unii.
Gdzie znaleźć jeziora o najczystszej wodzie, piaszczystych plażach i dnach,
położone wśród pięknych krajobrazów, ale zarazem blisko ciekawych miast i
wiosek, z dobrymi hotelami czy wypożyczalniami sprzętu wodnego? Do takich na
pewno należą najsłynniejsze w kraju mazurskie Śniardwy, Drawsko w
Zachodniopomorskiem i podlaskie Necko - wynika z rankingu "Wprost". To
pierwszy taki ranking w Polsce.

Pionierzy w szuwarach
Polskie jeziora przegrywały walkę o turystów z górami i morzem. Nawet w PRL
dysponujący największą liczbą miejsc noclegowych Fundusz Wczasów
Pracowniczych nie wybudował ani jednego ośrodka nad jeziorem (60 proc. z nich
ulokowano nad Bałtykiem, 30 proc. w górach), a miłośnicy żeglowania po
Mazurach czy wędkowania na Kaszubach byli skazani na wczasy pod namiotem.
Królowała improwizacja, wymykająca się organizatorskim zapędom władzy
ludowej. Gdy w 1958 r. próbowano oszacować liczbę osób wypoczywających w
sezonie na Mazurach (było ich wówczas 600 tys.), turystów liczono na
podstawieÉ ilości sprzedanego w miejscowych sklepach chleba.
Turystyczna "partyzantka" trwała właściwie do początku lat 90., kiedy
niepowtarzalne polskie jeziora na Mazurach, Kaszubach i Pomorzu Zachodnim
odkryli Niemcy. Zaczęły wtedy wyrastać na pojezierzach pensjonaty, a
właściciele prywatnych kwater poszukiwali glazurników, by wykładać kafelkami
dobudowywane do pokojów łazienki (inaczej niemieccy turyści nie chcieli ich
wynajmować). Dziś coraz częściej nad polskimi jeziorami można spotkać Belgów,
Hiszpanów, Francuzów, Czechów, Węgrów lub Rosjan. - Jeszcze dwa, trzy lata
temu obcokrajowcy ledwie przemykali przez Wioskę Żeglarską w Mikołajkach,
obecnie przybijają do nas 3-4 zagraniczne jachty dziennie - mówi Piotr
Hoffman, szef Wioski Żeglarskiej. W sierpniu 2006 r. Mazury mają odwiedzić
przedstawiciele egipskiej branży turystycznej, poszukujący miejsca do
inwestowania. Jeziorowy boom najbardziej odczuły Mikołajki, uważane za letnią
stolicę Mazur. - Jeszcze w 1990 r. w gminie były 2 pensjonaty, nie było
żadnego hotelu, a obsługą turystów zajmowało się 5 osób. Zarejestrowanych
jest u nas 70 firm zajmujących się turystyką, działa 5 hoteli, a kolejne 3 są
budowane - mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

Czekając na cud
Kiedy Węgrzy zastanawiali się, jak ściągnąć zagranicznych turystów nad
Balaton, w pierwszej kolejności wybudowali lotnisko w S+rmell?k - 80 km od
jeziora. Chodziło o to, by korzystający z tanich linii lotniczych turyści z
Zachodu mogli szybko i za niewielkie pieniądze dotrzeć na miejsce. W 2005 r.
roku liczba lotów z Wielkiej Brytanii na nowe lotnisko wzrosła z 5 do 17
dziennie. Międzynarodowego lotniska, mimo wielu obietnic, na Mazurach nie ma
do dziś.
Aż dziw, że rodzącą się modę na wypoczynek nad jeziorami i ogromną szansę na
zarobienie sporych pieniędzy zlekceważyła na początku lat 90. większość gmin.
Rozwój infrastruktury na naszych pojezierzach, choć wciąż niezadowalający,
dokonywał się dzięki inicjatywie prywatnych osób i częściej na przekór niż
przy wsparciu samorządów. W 1994 r. urok jeziora w Sytnej Górze koło Kartuz
(40 km od Gdańska) dostrzegł nowozelandzki korespondent wojenny (pracował
m.in. dla BBC, "Guardiana" i "The Economist") John Borrell, od ponad 20 lat
żonaty z Polką. - Kiedy zgłosiłem lokalnym władzom chęć wybudowania
pensjonatu, powiedziano mi, bez żadnego uzasadnienia, że na pozwolenie na
budowę będę musiał czekać 18 miesięcy - wspomina Borrell. Nowozelandczyk
przeczekał urzędników, wybudował w końcu pensjonat Kania Lodge, a korzystając
ze swoich doświadczeń, założył gazetę "Express Kaszubski", w której piętnuje
korupcję i niegospodarność miejscowych włodarzy. Jak sam przyznaje, kłody
rzucane pod nogi przez biurokratów zniechęciły wielu podobnych mu ludzi,
tymczasem potencjał biznesowy naszych jezior jest ogromny. - Ostatnio miałem
gości ze stolicy Filipin Manili, którzy o Kania Lodge dowiedzieli się z
Internetu - mówi Borrell.


Pełny tekst w najnowszym 1235. numerze tygodnika "Wprost". W sprzedaży od
poniedziałku 7 sierpnia.


Forum Słowiańskie
gg 1728585
Obserwuj wątek
    • a_weasley A tak konkretnie to o co Ci chodzi? n/t 07.08.06, 15:04

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka