madziulec
08.09.10, 21:22
Wlasciciwie nie wiedzialam jak zatytuowac ten watek.
Bo i tez nie do konca wiem jak to opisac co sie dzieje.
Z jednej bowiem strony teoretycznie mam fajne, spokojne, karne dziecko. Przestalismy miec histerie, problemy z jedzeniem takie jakie mielismy wczesniej...
To ta jedna strona medalu, ktora wczesniej wygladala dramatycznie, bo histerie potarfily trwac 4 godziny, a w domu nigdy nei wiedzialam co bede musiala przygotowac, by maly zjadl (laskawie).
Teraz juz wiem i to oszczedza nam obojgu i czasu i stresu (to przede wszystkim).
Jakis czas temu wydawalo mi sie, ze znalazlam maly korytarzyk, ktorym umiem do neigo dojsc.
Tak jednak nie jest. I to jest wlasnie ta druga strona.
Ze gdzies czuje i widze, ze Misiek znika mi z pola widzenia i odchodzi w swoj wlasny swiat, w ktorym zaczyna sie zatracac.
Staram sie nie pozwalac mu na jego fiksacje (nie wiem dlacezgo, mozliwe, ze jest to moje dzialanie na oslep i chwytanie sie brzytwy, ale mam wrazenie, ze jesli powole mu na pielegnowanie tych fiksacji i poglebianie zainteresowan to wtedy go strace bezpowrotnie).
Staram sie rozszerzac te zainteresowania, prowadzam gdzie sie da, na zajecia z przyrody..
Ale ... on ciagle nawiazuje do ukwialow, do planktonu...
a jak nie to do robotow.
Z jedzeniem dzieje sie tak, ze zaczyna czesto siedziec i widze, ze tarci kontakt z rzeczywistoscia. I siedzi, kanapka w reku ... i nic.
Do tego doszlo maniakalne wkladanie palcow do buzi i dlubanie w zebach.
I tak.. zamiast gdzies go wyprowadzac na prosta... trace go ;(