lawenda84
08.12.10, 09:51
Witajcie.Chciałabym zorientowac się jak to jest u Was.Ja z męzem nadajemy na zupełnie innych falach jesli chodzi o kwestię "terapii" syna.Nie ukrywam,ze konczy się to kłótniami i przepłakanymi przeze mnie nocami;nie wiem jak przekonac męża,ze nie musi angazowac się w terapie a jedynie zajmował się z nim jak dotąd z uwzględnieniem wielu wskazówek,które pomagają dziecku na "lepszy " rozwój.Mąz cięzko pracuje i wraca pózno do domu,więc nawet nie chcę go obarczac dodatkowymi zajeciami przy dziecku,ale do szału doprowadza mnie fakt,ze siada stale przed tv,podgłosi go tak by przekrzykiwał dzieci,nie mając na względzie,ze mojego autikowi to moze tylko przeszkadzac.Mąz "wysmiewa" te wszystkie terapie,wogóle nie wczytuje się w zadne informacje na ten temat,bo uwaza,ze ja od tego jestem;wczoraj usłyszałam,ze on nie wierzy,ze dzieki temu iz będe stawała na rzęsach to pomoze naszemu Krystianowi,bo syn i tak będzie się rozwijał we własnym tempie.NIe myslcie sobie tez,ze mój mąz to istny "dran";on bardzo wierzy w nasze dziecko,ale jego podejscie jest własnie takie:ze Krystian sam sobie poradzi.Sama nie wiem,a jak jest u was?