madziulec
29.09.12, 22:52
Na fanpejdżu na FB, który prowadzę wielokrotnie poruszaliśmy temat "stygmatyzowania" naszych dzieci. Dlaczego stygmatyzowania? Otóż tu na tym forum tak mniej więcej zostałoby odebrane założenie koszulki z informacją, iż dziecko ma autyzm, czy bransoletki czy przypięcie znaczka.
Wielokrotnie jednak były tu tez posty o tym, jak ludzie reaguja na np. ataki szału naszych dzieci na ulicy (pisze naszych, choć szczerze mówiąc powinnam napisac ataki szału dzieci niektórych z was, bo Misiek takich numerów nie robi). Były posty o cyrkach jakie dzieci autystyczne potrafia wyczyniac w sklepach i innych miejscach.
I były dwa typy zachowań. Jedne matki zachowywały sie tak, że było im głupio, bo w końcu żyja w społeczeństwie i tu obowiązują pewne zasady, a w ramach tych zasad nie ma rzucania sie na środku przejścia przez ulicę. Druga zaś szkoła prezentowała zgoła inne podejście: a mam to głęboko.
Nie mam tu zamiaru ani oceniac ani dyskutowac, które podejście lest lepsze i właściwsze.
Problem tylko, że zachowanie dziecka autystycznego z reguły odbiega od pewnych stereotypów przyjętych w społeczeństwie. I albo dostosowujemy sie do tego co obowiązuje albo jestesmy od samego poczatku odrzucani. Lub też.. informujemy dlaczego nie możemy sie dostosowac. Wy nie informujecie. Ani słownie, ani gestem, ani piktogramem (słowem żaden sposób komunikacji), jednoczesnie wymagając akceptacji.
Jak więc inni maja zaakceptowac to co widza? Widza dzieciaka rzucającego się na ulicę. Czy to oznacza automatycznie, że jest chory? NIE! Może oznaczac. Ale może też oznaczać, że dziecko jest niegrzeczne. Macie w nosie co o was myślą? Ok. Czy macie też w nosie czy wasze dziecko jest akceptowane, lubiane itp? Czy też od samego poczatku WY decydujecie, że fundujecie mu ostracyzm?
Wasz problem.