jaki procent z nas

08.12.12, 21:04
ma dorosle dziecko?
ile z tego procentu moze z reka na sercu powiedziec, ze wszysko jest ok

edukacja, praca, zycie towarzyskie, zwiazki - z punktu widzenia tych doroslych ludzi

Rohatyna napisala, co napisala i zostala przez wiele osob uznana za trolla i osobe bez czci i wiary

nigdy Wam nic takiego nie przyszlo do glowy?


brak pelnego prawa do edukacji- potrzebne dokumenty z ministerstwa, drugie polrocze czekamy
brak swiadczen- zespol aspergera nie jest podstawa do jakichkolwiek rent itd u mnie
ubezpieczenie zdrowotne pokryte tylko z pracowniczego ubezpieczenia rodzicow, przy wspolpracy z pracodawca, bo dla nieuczacego sie doroslego dziecka normalnie ubezpieczenia nie ma- tak jest w naszym wypadku

przyjaciele i znajomi? - jacy? to my, rodzice mamy przyjaciol, ktorzy cudownie zaakceptowali innosc mojego syna i nam pomagaja, ale to moje pokolenie
On jest calkowitym samotnikiem, ma kilku znajomych na forach, z ktorymi plotkuje, ale zadnej fizycznej osoby

nadal twierdzicie, ze wszystko jest cacy?
    • ania-pat1 Re: jaki procent z nas 08.12.12, 21:33
      Roseanne brawo za te słowa! Chociaż to niewesole, ja mam kuzyna (w moim wieku - czyli dorosly) z ZA. I nie jest OK, mieszka z rodzicami, skończył studia (informatyka) - ale siedzi w domu i nie wychodzi z niego, zrezygnowal z diety (a jest bezglutenowcem) i siadlo mu trawienie, ma depresję - ale odmowil leczenia (jest dorosły - wolno mu). I tak ... wegetuje. Z powodu zaawansowanej depresji nikt nie jest w stanie przemowic mu do rozsądku, zalamanie rodziców też nie- bo najzwyczajniej nie dostrzega tego co się dzieje. Z psychiatrą i psychoterapeutą zamowionym (za ciężkie pieniądze) do domu odmówił kontaktu - przesiedzial tyłem. Na terapię dzienną nie pójdzie - nie jest upośledzony więc trudno mówic o jakimś ośrodku. Nie je (prawie, wygląda jak anorektyk w ostatnim stadium). Szczerze mówiąc - nie mam ochoty na kontakty z nim.... A kiedy to wszystko się zadzialo - proste - mial 23 lata i po 2 latach rzucila go dziewczyna (bywa nie?) i gośc się wycofal.
      Na co liczę - że teraz jest lepsza terapia, że dziewczynki lepiej rokują (potrafią bardziej się kryc i dopasowac), że wczesnie zaczęłam rehabilitację.
      Ale moj kuzyn w liceum miał kolegow i na studia zdal.... więc to nie takie proste
    • rohatyna Re: jaki procent z nas 09.12.12, 01:44
      No właśnie. Nie jest cacy.Nie będzie. Te wszystkie głupie wpisy, nie dotykają mnie wogóle, mam je gdzieś. Naprawdę opuszczam to forum. Jesteście głupi do spodu.Wiesz dobrze Roseanne, że nie jestem żadnym Trollem, wręcz przeciwnie - jestem matką. Do takich głupot tu przywiązujecie wagę, że strach. Aż smutno czytać. Te najważnejsze - są poza waszym zasięgiem - niestety. To mój ostatni wpis - chyba , że mnie sprowokujecie.
      • roseanne Re: jaki procent z nas 09.12.12, 02:20
        przeciez napisalam ze NIE jestes
    • tijgertje Re: jaki procent z nas 09.12.12, 09:34
      Roseanne, nie mam dosroslego dziecka, ale sama jestem autystyczna, podobnie jak moja mama i jej ojciec (oboje bez diagnozy, ale nie mam najmniejszych watpliwosci, po kim mam to zaburzenie). I powiem ci jedno. Czy jest dobrze? NIGDY nie jest i nie bedzie dobrze, jesli mamy oczekiwania, ktore nie pasuja do tego, kim jestesmy. Przez 25 lat nie moglam powiedziec, ze jestem szczesliwa i nie wierzylam, ze kiedys bede. Myliulam sie. Znalezli sie ludzie, ktorzy sa MOIMI znajomymi, nie moich rodzicow. Zycie, jakie teraz prowadze zbudowalam sama z pomoca MOICH znajomych. I choc jestem 15 lat starsza, mam wiecej problemow ze zdrowiem i 40kg wiecej niz kiedys, to wlasnie teraz czuje sie mlodziej, jestem szczesliwsza i choc ZAAWSZE jest cos, co chcialoby sie zmienic i poprawic, nie porywam sie z motyka na slonce i mam realne marzenia. Jesli nie zauwarzylas, pojawia sie tu kilka innych osob, ktore maja cos ze spektrum i zapytaj ktorakolwiek z nich, czy moze sie zgodzic z rohatyna. Wiesz, to co rohatya sobie mysli, to mi totalnie wisi. ma prawo byc rozgoryczona, ale NIKT nie dal jej prawa, zeby obrazac i ponizac ludzi z autyzmem! I to wlasnie boli, to mamy jej za zle. Jakim prawem ocenia nas ze swojej perspektywy, uwazajac, ze jestemy gorszymi, nic nie wartymi podludzmi??? Ze nie myslimy i nie czujemy jak ludzie umierajac za zycia??? Ze na nic nas nie stac i jestesmy skazani na uzaleznienie od innych do konca zycia? Rohatyna ma problem ze soba, nie z autyzmem. Powinna sie leczyc, bo takie hustawiki nastrojow NIE SA NORMALNE, nie pomagaja jej i krzywdza innych. rohatyna nie ma prawa odbierac ludziom w tak chamski i bezczelny sposob nadziei, bo przeciez ona wie lepiej, a wszyscy inni sa GLUPI??? Bo choc z autyzmem trzeba walczyc do konca zycia i masz racje, problemy zawsze jakies z niego beda wynikac, to autyzm daje tez szanse i mozliwosci, o ktorych NT moga tylko pomarzyc. Trzeba jedynie pamietac, ze nie ma jednej drogi dla kazdego i dopasowywanie autystow do jakiejkolwiek ramki nigdy sie nie uda. Takie nadzieje sa skazane na porazke, ale tam, gdzie zamykaja sie jedne drzwi, otwieraja sie inne. Dla Twojego syna tez widze swiatelko w tunelu. Znam troche doroslych autystow, kilku prowadzi w niemal spektalularny sposob firmy i nie wglebiajac sie w ich problemy (ktore maja, choc nie dla wszystkich sa widoczne), nigdy nie domyslilabys sie, ze moga miec cos ze spektrum. Wiem tez, ze ludzie z ZA, ktorzy niekoniecznie wyzej funkcjonuja od autystow maja gorzej. Dlatego mimo roznych opinii o zmianach klasyfikacji zaburzen ze spektrum, ja, znajac wlasnie doroslych autystow, ich bariery i mozliwosci ciesze sie, ze DSM zostaje zmienione. Mysle, ze twojemu synowi rowniez na dobre wyjdzie, bo glupota jest cieszenie sie, jesli dziecko ma "tylko ZA", ja, z doroslej perspelktywy wiem, ze diagnoza wcale nie okresla stopnia samodzielnosci. Moj mlody, mimo "najciezszej" diagnozy autyzmu kannerowego funkcjonuje lepiej niz niejeden aspi. I bedzie tak, ze dobrze rokujace dziecko, ktore trafi na taka dolujaca matke jak rohatyna, skonczy na ciezkiej depresji w jakims zakladzie zamknietym, inne, ktoremu nikt nie daje nadziei, w doroslym zyciu znajdzie swoje miejsce i odniesie sukces. Nie zgadzam sie na wrzucanie wszystkich do jednego worka, bo jak nikt inny wiem, jak bardzo potrafi zniszczyc toksyczna matka. i naprawde wystarczy, ze rohatyna swoimi tekstami zatruwa zycie wlasnemu synowi, mi nie musi. Tak, ze mam szczera nadzieje, ze tym razem spelni swoje wielokrotne zapowiedzi i na stale opusci forum. mam serdecznie dosc. Mam bloga, gdzie sie moge powyzywac, wiec bez forum mam wystarczAjaca publicznosc, ale ja chce ludziom pomoc, wlasnie pokazujac, ze z autyzmem DA SIE zyc i mozna byc szczesliwym, jedynie szczesliwym wedlug autystycznej miary. co w tym zlego. Tutaj niestety madziulec z rohatyna tak psuja powietrze, ze czasem nawet znajac odpowiedz na pytania niektorych siedze cicho, bo nie mam ochoty na kolejna awanture. co nam to daje??? Kazdy ma inna perspektywe i moze myslec co chce, ale obrazanie innych jest dla mnie nieakceptowalne. Tego rohatyna chce nauczyc autystyczne dzieci??? Nie mam w temacie juz nic wiecej do powiedzenia. Mam serdecznie dosc.
      • kaskax25 Re: jaki procent z nas 09.12.12, 10:28
        dla mnie dorosła autystyczna tijgertje jest nadzieją ze mozna życ z tym godnie, normalnie i że mimo wszystko bedzie dobrze, chyba nikt nie przekaze nam tyle niż ktos kto się sam z tym zmaga na codzień, dziś moje dziecko jest małe, ale jest juz otoczone opieką i wierzę że trwając w terapii bedziemy dązyć do tego żeby żył nie wegetował, chyba dziś jest nieco lepsza opieka niż 20 lat temu, szybsza interwencja musi dawać jakąś nadzieje?
        Rohatyna przypomina mi rasistę tylko nie godzi w indian czy murzynów, upodobała sobie autystów, a ostatnie jej posty sa po prostu podłe i pełne złości ze nikt sie nad jej strasznym losem nie lituje
        No tylko ze i tak nie ma sensu tego pisać bo i tak nic i nikt do niej nie trafi
    • pinkdot Re: jaki procent z nas 09.12.12, 10:46
      A jaki jest procent dorosłych osób, które wg dzisiejszych kryteriów diagnostycznych byłyby zdiagnozowane w dzieciństwie? Jaki procent osób na uniwersytetach, naukowców, artystów itp. diagnozuje się dopiero w wieku dorosłym, albo nawet wcale (bo po co, dla papierka? skoro reszta jakoś tam gra). Wybacz roseanne, bronisz rohatyny ale prawda jest taka, że wiele z naszych dzieci zdiagnozowanych obecnie ma zupełnie inne perspektywy, niż ludzie diagnozowani 20 lat temu - wtedy to musiały być naprawdę oczywiste przypadki, teraz spektrum naprawdę się ogromnie poszerzyło. Dlatego ja jestem bardzo przeciwna takiemu zabijaniu nadziei w mamach małych dzieci ze świeżą diagnozą.
      • jan.kran Re: jaki procent z nas 11.12.12, 19:09
        ####Wiesz, to co rohatya sobie mysli, to mi totalnie wisi. ma prawo byc rozgoryczona, ale NIKT nie dal jej prawa, zeby obrazac i ponizac ludzi z autyzmem!_

        -------------------------> Tiger trafila w sedno.

        Ja jestem tym mielicznym procentem z doroslym Aspie.
        Moglabym sie wkurzac ze moj syn nie dostal stypendium bezwrotnego do ktorego ma prawo kazdy norweski student a nie dostanie bo mieszka ze mna. A mieszka ze mna bo ma autyzm.
        Moglabym sie irytowac ze ma 23 lata i dopiero zaczal studia a ja jestem szczesliwa ze je zaczal.
        Moglabym narzekac ze jest trudny w codziennych kontaktach , ze mam z powodu Jego autyzmy i problemow komunikayjnych spory stres ale mam za to inne pozytki intelektualne zNiego.
        Szklanka jest albo do polowy pusta albo do polowy pelna w zaleznosc od nalewajacego...
        • kenijka Re: jaki procent z nas 11.12.12, 23:52
          brat mojej kolezanki - nie znam go osobiście niestety więc wersja koleżanki - siostry:
          jak był dzieckiem nastąpił regres, zdiagnozowano autyzm i powiedziano matce ze z niego nic nie będzie
          matka nieugięta, kierowała sie intuicją (to już moja wersja:) ) bo terapii nie otrzymali, jak to kolezanka powiedziała : za każdy kontakt, interakcję, nawet pobicie brata - cukierek,
          poszedł do szkoły powszechnej, z matmy był rewelacyjny, starszemu bratu pomagał w lekcjach, jazdy ponoć były - z zachowaniem, z polskim miał koszmarne problemy
          aktualnie pracujacy absolwent informatyki na AGH, ZARĘCZONY, dla mamusiek tu to świetna wiadomosć, nie:)?
          jak to ta koleżanka ujęła, taki ćiapciuś to w końcu znajdzie jakąś chętną do zatroszczenia się,
          ciapciuś w sensie takim ze poderwać nie umie, odezwać się itd:)
          mój ma 5 lat więc na razie własnych doswiadczen nie mam
          • ania-pat1 Re: jaki procent z nas 12.12.12, 07:24
            Dodam jeszcze to, o czym wiele z nas pisało - niejednokrotnie, kiedy mówilam o swoich obawach związanych z przyszłością córki, moje koleżanki (znające ją, ale raczej z "krótkotrwałych obserwacji") mówiły, że każdy rodzic boi się o przyszłość dziecka - bo brak zaburzeń rozwojowych nie koniecznie = sukces/poradzenie sobie w życiu. I wiecie - zawsze stawiało mnie to do pionu - bo jakim prawem miałabym tłumaczyć (w imieniu dziecka, które jednak w jakimś celu ma np. terapię) ze nie, bo ona jednak jest mniej predysponowana do samodzielnej, względnie szczęśliwej egzystencji. Raczej myślałam, że w sumie racja - wielu się udaje, a wielu nie - i tak naprawdę wierzę że jakoś będzie. Ostatnio panie w zerówce powiedziały, że jedyne ryzyko jakie widzą w przypadku mojej córki to to, że ktoś w niej "zgasi" spontaniczność, radość, ciekawość świata i oryginalność w pytaniach i interpretacjach odpowiedzi i pozwoli pogrążyć się w rozmyślaniach nad czymś, co jej nie wychodzi (moje dziecko jest zero - jedynkowe - umiem tzn. norma/nawet jeśli jest jedyna w grupie/ - nie umiem tzn. jestem najgorsza /nawet jeśli większość też nie potrafi/) czyli musi być zauważona i zaakceptowana - wtedy daje radę. Więc moja obawa to taka - żeby jej ktoś nie "zgasił" i żeby dać jej narzędzie by jak najmniej sytuacji ją przerastało (tak abym coraz rzadziej musiała rozpościerać nad nią parasol). Sytuacja może specyficzna - ale w gruncie rzeczy to po prostu świadome rodzicielstwo.
    • hankam Re: jaki procent z nas 12.12.12, 09:37
      Moja czternastoletnia, zdolna, aspergeryczna córka ma alergię na posty Rohatyny. Nienawidzi ich. Czyli coś złego jej te posty robią.
      Ja jestem pewna, że zawodowo i naukowo sobie poradzi, jestem nawet przekonana, że będzie mieszkać samodzielnie.
      Jedyne, co na tym etapie odczuwam jako ograniczenie to fakt, że nie widzę jej na studiach za granica, o których marzy - obserwując jej życie w gimnazjum, trudne kontakty i ogromny wysiłek, jaki musi włożyć, żeby te kontakty były choćby marne, obserwując nieakceptację ze strony tych towarzyskich i popularnych kolegów - obawiam się takiej totalnej zmiany i braku rodzinnego wsparcia.
      • pinkdot Re: jaki procent z nas 12.12.12, 10:23
        Hankam, corka jest na razie w gimnazjum, przekroj spoleczny w gimnazjum szeroki, a i dojrzalosc mlodziezy jeszcze watpliwa. Na studiach laczy ludzi duuuzo wiecej, zainteresowania, poziom inelektualny (przynajmniej na niektorych kierunkach;) - mysle, ze odnajdzie sie nawet za granica:).
      • diabli_mnie_biora Re: jaki procent z nas 12.12.12, 10:49
        > Moja czternastoletnia, zdolna, aspergeryczna córka ma alergię na posty Rohatyny
        > . Nienawidzi ich. Czyli coś złego jej te posty robią.

        No. Nawet chyba wiem CO. Z tych postów bije prawda i wali po oczach.
        Trudna prawda, cholernie trudna do zaakceptowania, jesli się przez jakiś czas zyło w przekonaniu, ze świat jest cudny, dziecko genialne, wszystko bedzie pieknie, wszystko sie poprostuje i w ogóle mamy same sukcesy. NIE MAMY SUKCESÓW. Szóstki w szkole to zaden sukces. Kiedy mój obecnie 21-letni syn kończył standardowe gimnazjum z wyróżenieniem też mogłby się wydawać, że wszystko jest super. I wszystkim się wydawało, oprócz mnie. Bo na tym gimnazjum, z tym wyróżnieniem W OGÓLE WSZYSTKO ZAKOŃCZYŁ. I teraz skutek jest taki, ze ja sobie radze psychicznie bez problemu, natomiast cała reszta ma megadoła i kompletnie sobie nie radzi. Warto było się oszukiwać? Ano własnie.
        • madziulec Re: jaki procent z nas 12.12.12, 11:08
          Świat nie jest cudny. MOje dziecko nei jest genialne. I co???? Mam usiąśc i powiedziec dzieciakowi: wiesz co, jestes beznadziejny, za 10 lat będziesz produkował szczotki????
          To by było najbardziej durne, co mogłabym zrobić.

          Moje dziecko nie ukończyło nawet 1 klasy szkoły podstawowej z wyróżnieniem. W drugiej co chwile ma problemy i co??? Może wtedy gdy pojkawi się biologia to wykaże cokolwiek, ale obecnie jest kiepski. Nie umie pisac, nie umie kolorować, nadal nie umie odwzorowywac kształtów.
          Ale za to zna wszystki epostacie z Władcy Pierścieni i wiele innych równie niepotrzebnych rzeczy.

          I co? Każdego dnia go wspieram, mówię, że w szkole jest fajnie, pokazuje mu zeszyty, że tez ni emiałam tylko piątek, że tez dostawałam uwagi. Da się zmotywowac dziecko?
          Da.
          Mozna też kupić sznur. Zastanawiam się czy nie dla siebie. Bo jak ktos ma takie czarne mysli to nie wiem po co ma zyć.
          • berdebul Re: jaki procent z nas 13.12.12, 22:24
            madziulec napisała:
            > Moje dziecko nie ukończyło nawet 1 klasy szkoły podstawowej z wyróżnieniem. W d
            > rugiej co chwile ma problemy i co??? Może wtedy gdy pojkawi się biologia to wyk
            > aże cokolwiek, ale obecnie jest kiepski. Nie umie pisac, nie umie kolorować, na
            > dal nie umie odwzorowywac kształtów.
            > Ale za to zna wszystki epostacie z Władcy Pierścieni i wiele innych równie niep
            > otrzebnych rzeczy.
            I nic. Za chwilę nie będzie musiał pisać ręcznie (chyba nawet teraz może pisać egzaminy na komputerze o ile PPP to zaleci). O kolorowaniu nie wspomnę (c'mon często kolorujesz? Za mnie kolorowała mama. I rysowała mi rysunki, bo ja prostego kółka z pomocą cyrkla nie narysuję, a nauczycielka wymagała kopiowania prac typu "Dama z gronostajem"). Niektórzy dorośli też nie umieją odwzorować kształtów (właśnie taki człowiek pisze tego posta). Nie zgadzam się że postacie z WP są niepotrzebne. To wspaniała książka - o odwadze, przyjaźni, lojalności. O walce dobra ze złem, również tej wewnętrznej w człowieku. Czytam przynajmniej raz w roku, duże fragmenty znam na pamięć, w dwóch tłumaczeniach. Widać jemu do czegoś to potrzebne.
            > I co? Każdego dnia go wspieram, mówię, że w szkole jest fajnie, pokazuje mu zes
            > zyty, że tez ni emiałam tylko piątek, że tez dostawałam uwagi. Da się zmotywowa
            > c dziecko?
            > Da.
            Szkoła jest do dupy. Bo ma pasować do większości, czyli tak naprawdę do nikogo. Należy potraktować jak uciążliwą wysypkę - zacisnąć zęby i czekać aż przejdzie bez większych strat.
            • zakladka Re: jaki procent z nas 16.12.12, 10:44
              Gdyby to był FB kliknęłabym lubię to :)

              Mam wrażenie, że w ciągłym powtarzaniu, że dziecko nie jest genialne, trzeba koniecznie coś z tym zrobić za wszelką cenę, jest dokładnie tyle samo braku akceptacji dla dziecka co w stwierdzeniu, że najlepiej byłoby żeby umarło, no bo skoro będzie robić tylko szczotki...
              • madziulec Re: jaki procent z nas 20.12.12, 12:36
                Tylko właśnie, ja nie siadam na tyłku a staram się cos robic.

                Jak jakas durna zakręcona idiotka latam jak głupia, by MIsia ciągnąc za uszy, by nie robił tych szczotek w przyszłości, staram się go dopinngowac, staram się pokazywać mu swiat itp.
                Ale jeśli ktoś ma podejście takie jak niektórzy tu zaprezentowali (dziekco nalezy odstrzelić) to współczuję...
            • madziulec Re: jaki procent z nas 20.12.12, 12:32
              PPP nie zaleca żadnego pisania na komputerze. Zaleciło dostosowanie czasu pracy i co z tego?? Nawet czasu egzaminu dziekco nei ma wydłuzonego. Dlaczego? "bo nie!". Bo rzekomo daje sobie rade.
              Tak to wygląda.

              Czy szkoła jest do dupy? NI eiwem. Problem polega na tym, że jak na razie mamy coś takiego jak obowiązek szkolny. I to jak nei patrzeć do 18 roku zycia. MOje dziekco chwilowo ma nieco ponad 8 lat...
        • hankam Re: jaki procent z nas 12.12.12, 12:27
          A dlaczego zakończył na gimnazjum? Co się dalej stało?

          Jaka prawda bije z postów Rohatyny? Że wolałaby, żeby jej syn umarł? Że wolałaby, żeby pił tanie wino w bramie z kolegami?
          Że uważa Aspergeryków, autystyków za jakieś odpady?
          Że ich obraża?
          Bo tego w tych postach nienawidzi.

          Całe mnóstwo ludzi ze spektrum funkcjonuje i to całkiem nieźle (są takie na tym forum). Moja córka zna takich ludzi, widzi, jak sobie radzą, studiują, wyjeżdżają na stypendia, robią doktoraty. I w swoim środowisku dobrze się czują.
    • mama_gromadki Re: jaki procent z nas 12.12.12, 10:44
      Całkowicie się zgadzam z Roseanne.
      Nie mam dorosłego dziecka autystycznego, moje jest niespełna pięciolatkiem ale.... mam męża z ZA i wcale nie jest łatwo. Jest wręcz ciężko. Nigdy o tym nie pisałam. Czuję się jakbym miała dwoje dzieci autystycznych. Nie będę opisywać ze szczegółami zycia z mężczyzną autystycznym. Powiem tylko że jest uważany za czubka, dziwaka i nie ma przyjaciół, mąż nie ma potrzeby posiadania przyjaciół czy znajomych. Przeszłam wiele zanim postawiono mu diagnozę. Matka jego wolała go karać gdy był mały co wyrobiło w nim agresję i brak panowania nad sobą. Ta sama matka teraz jest babcią małego autystyka i robi to samo. Wysmiewa wręcz wnuczkę i nie żałuje słów obraźliwych pod jej adresem. Wyjechaliśmy z dala od niej... Tak, taka prawda. Ja ciągle mam wzloty i upadki ale idę do przodu. Wyję do poduszki w obawie o córkę, co będzie gdy mnie zabraknie.....Niczego się nie boję póki jestem przy nich ale boję się o przyszłość, kto im pomoże jak mnie zabraknie?...
      Mój mąż miał próby samobójcze, ciągle się trzęsę o niego, ale tego nikt nie chce czytać, słuchać. Niestety....
      • pinkdot Re: jaki procent z nas 12.12.12, 11:07
        Widzisz pewna roznice miedzy swoim mezem, ktory wyrastal w patologicznej atmosferze, z taka a nie inna matka, a naszymi dziecmi? Ja widze ogromna. I nic nie jest w stanie zmienic tego, ze patrze z optymizmem w przyszlosc.
        Przykro mi, ze NIEKTORYM nie wyszlo. Sa jednak ludzie, ktorym sie udaje.
        • mikkoevi Re: jaki procent z nas 12.12.12, 11:58
          Pinkdot to po co jeszcze jesteś na tym forum??? Wiesz jak dziecko idzie fajnie do przodu to aż serce rośnie;))
          Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.
          W przypadku autyzmu to dla mnie przynajmniej pewnych rzeczy nie ma.
          Ja jakoś żyje z tymi moimi cechami autystycznymi ale nie każdy da radę się tak kamuflować jak ja. Nie wiem czy da radę mój syn.
          To nie zależy dość często od sposobu wychowania ale od głębokości zaburzeń. Nawet w obrębie ZA. Niektórzy dadzą radę, niektórych może dopaść w pewnym momencie depresja. Zresztą w przypadku neurotypowych też tak jest tylko że Aspi są wrażliwsi i łatwiej do tego może dochodzić. Poza tym kwestia wieku rodziców z czasem sił jest jednak coraz mniej. Moja mama też kiedyś mnie akceptowała i kochała a teraz szczególnie kiedy jestem w trudnej sytuacji to różnie bywa. No i pomoc Państwa której tak naprawdę nie ma;((
          • pinkdot Re: jaki procent z nas 12.12.12, 12:51
            > Pinkdot to po co jeszcze jesteś na tym forum??? Wiesz jak dziecko idzie
            > fajnie do przodu to aż serce rośnie;))
            > Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.

            To jesli mamy postepy to mam sobie isc?:). W danej chwili moje dziecko ciagle ma diagnoze - za 2 lata moze bedziemy ja w stanie juz schowac do szuflady, jak twierdzi nasza psycholog, zawsze jednak bedzie niestandardowy - tyle, ze nad niepozytywnymi skutkami niestandardowosci pracujemy (z efektami), a sa i jeszcze plusy z takiego, nie innego okablowania pod jego lepetynka.
            I chyba fajnie, ze sa na tym forum ludzie, ktorych dzieci nie mowily, mialy powazne deficyty w rozwoju, a wyszly z tego? A moze sie myle...powinni zostac tylko ludzie z glebokimi problemami?
      • mama_gromadki Więc skasujcie mój wpis. 12.12.12, 11:26

      • ania-pat1 Re: jaki procent z nas 12.12.12, 12:51
        Mamo gromadki - ale Twojemu mężowi się udało - prawda? Ma Ciebie - kogoś kto się martwi, kto chce z nim być, ma dziecko - ma własną rodzinę. Teraz świadomość społeczna jest wyższa - więc być może odbiór społeczny też będzie lepszy? Czy Twój mąż potrzebuje znajomych - nie, więc to nie do końca jego problem. Powinien mieć terapię - bo to o czym piszesz świadczy, że z czymś rady sobie nie daje - tu pewnie nasze państwo niczego nie proponuje.... Coś za diagnozą powinno jednak iść. Ale przecież w wielu rodzinach NT nie jest różowo -
        • mama_gromadki Re: jaki procent z nas 12.12.12, 13:20
          Tak, ma mnie. Ja go rozumiem, wspieram, walczę i jestem dla niego żoną, matką i terapeutą. Nasza córka ma nas oboje ale jednak nie ukrywam że to ja dźwigam większość.
          Mojemu M się udało mówisz, nie wiem.... poznał mnie, wyrozumiałą, cierpliwą po przejściach. Co nie oznacza że nie ma kontaktu ze swoją matką, ma, pomimo tego wszystkiego, a dlaczego? Bo nie potrafi sam ocenic sytuacji. Nie wiecie jak sobie radzi w pracy, czy z niego szydzą gdy mówi i mówi i nikt już go nie słucha....Kiedy złapie temat, wałkuje go i tworzy nowe swoje teorie....męczące dla niektórych a raczej wszystkich..
          A ja nie jestem nie do zdarcia, mam też gorsze momenty, czasem opadam już sił.
          I czasem dopada mnie smutek, trwoga co będzie gdy mnie zabraknie? To jest mój strach i mój koszmar....co będzie z córką...czy trafi na kogoś kto ja pokocha, zaakceptuje, będzie wspierał, rozumiał? Teraz jestem ja a później?
          A co jeśli ja już powiem że nie dam rady dłużej, że chcę rozwodu bo jestem na skraju wyczerpania? Nie mogę tego zrobić bo mój M sobie z tym sam nie poradzi. Jestem dla niego i córeczki, dla naszej rodziny i choćbym miała się czołgać tracąc siły to ich nie opuszczę.
          • tijgertje Re: jaki procent z nas 12.12.12, 13:37
            Mamo gromadki, zdajesz sobie sprawe, ze wszystko jest kewstia perspektywy? To co piszesz nie jest mi obce, niestety. Dla wielu rodzicow jedynym marzeniem dla ich dzieci jest to, zeby byly w stanie pracowac i zawarli zwiazek malzenski, a jak jeszcze jakiego wnuka splodza, to juz bedzie szczyt marzen. I pod tym wzgledem to, ze twoj maz spelnia wszystkie te warunki, to juz jest szczyt marzen. Ty patrzysz z innej perspektywy i chcialabys dla niego duzo wiecej, dla innych to, co on juz ma to wiecej, niz smia oczekiwac. Obiektywnie na pewno potrzebuje pomocy, ale jesli doszedl juz tak daleko, to z odpowiednim wsparciem ma szanse na duzo wiecej. Napisz na gazetowa poczte do andevi. miala bardzo podobna sytuacje ze swoim mezem i tesciowa. wspolnie udalo im sie odsunac tesciowe z ich zycia, co okazalo sie zbawiennym posunieciem dla calej ich rodziny, a maz andevi okazal sie potrafic duuuzo wiecej, niz ktokolwiek mogl przypuszczac. Niestety rodzice potrafia byc toksyczni. Sama nie mam kontaktu z mama od poltora roku i w moim przypadku rowniez widze glownie pozytywne efekty tej sytuacji. nie ma tak, ze jest idealnie, bo niestety, place za swoja decyzje wysoka cene, ale w rozliczeniu plusy sa duuuuuzo wieksze niz minusy. jakbys chciala pogadac, mozesz do mnie tez napisac.
            • anchen Re: jaki procent z nas 12.12.12, 16:05
              To jest ogromnie trudna rozmowa, bo sięga najgłębszych wartości i miejscami sprowadza się do pytanie o wartość życia. Czy każde życie jest wartością czy życie "jakieś"? Jakie "jakieś"?

              W pokoleniu moich dzieci jest w rodzinie troje dzieci ze spektrum, jedynie nasz młodszy syn jest niezaburzony, na niego spłynęły zdolności społeczne z trzech pokoleń. W moim pokoleniu - jeden mężczyzna bardzo nisko funkcjonujący, choć jego rodzony brat (ZA) radzi sobie świetnie i zawodowo, i rodzinnie. Zagadnęłam kiedyś kuzynkę, dorosłą, naukowca, co jej zdaniem najbardziej utrudnia funkcjonowanie, a ma za sobą długą ścieżkę terapeutyczną i sporo cech autystycznych. Odpowiedziała, że stany lękowe, zaburzenia odżywiania, depresja, perfekcjonizm, niska samoocena. Jej zdaniem te wszystkie rzeczy są powikłaniami, wynikają z relacji z innymi, u niej głównie z rodzicami. Jest atrakcyjną, diablo bystrą i w swoim odczuciu potwornie nieudaną osobą. A ten nisko funkcjonujący mężczyzna wydaje się szczęśliwy, mimo że jako świetnie rozwijający się parolatek zaliczył spektakularny regres, z którego nigdy już nie wrócił. I jego rodzina zdołała się po tym podnieść, zbudować sobie pewne enklawy szczęścia i spokoju, więc od zawsze miałam bardzo konkretny wzór, jak żyć z autyzmem, żeby nie odebrał całego życia. I taki był w ogóle taki nasz najgłębszy plan, ważniejszy niż wszystkie terapie - dzieci mają być szczęśliwe i mieć fajne dzieciństwo. Inaczej przegramy, mimo że młody super wyćwiczy rękę i będzie miał świetny kontakt wzrokowy.

              I jasne, wiem, że są dzieci, które mają mniejsze szanse na samodzielność: jako dziecko i nastolatka długie miesiące przetańczyłam z takim na rękach, bo uwielbiał tańczyć. Które plują do zupy, w przypływie fantazji smarują kostką masła (lub niestety nie masła) ściany, a podczas świątecznej sumy opuszczają z nagła spodnie. Rozumiem lęk, rozpacz i chwile załamania. Ale myślę też, że często myli się szczerość z okrucieństwem. Dużo tego okrucieństwa ostatnimi czasy tu z siebie wyrzucono.

              A, i dodam jeszcze złośliwie, że wnioskując z powodzenia moich synków u rówieśniczek, poniesiemy te parszywe geny w przyszłość dumnie jak chorągiew wojenną :)
              • jan.kran Re: jaki procent z nas 12.12.12, 18:07
                ###Widzisz pewna roznice miedzy swoim mezem, ktory wyrastal w patologicznej atmosferze, z taka a nie inna matka, a naszymi dziecmi? Ja widze ogromna. I nic nie jest w stanie zmienic tego, ze patrze z optymizmem w przyszlosc.
                Przykro mi, ze NIEKTORYM nie wyszlo. Sa jednak ludzie, ktorym sie udaje.

                ------------------> Moj ex ma ZA. Rozstalam sie z nim nie wiedzacc o tym . Teraz widze ze powodem naszych konfliktow byl jego autyzm. Ale nie tylko. Byl jedynakiem wychowanym przez histeryczna matke i ojca ktorego nie widac bylo spod pantofla.
                Moim zdaniem ex jest tylko musniety ZA w porownaniu z moim synem. Ale roznica miedzy nimi jest ogromna.
                Moj syn otrzymal diagnoze pozno w wieku 16 lat. Dalismy rade wyprowadzic Go z depresji , kanalow w szkole , problemow komunikacyjnych i wielu innch rzeczy ja , moja corka , szkola i psycholog ( kazdy ma zaslugi po rowno ).
                I oczywiscie Liliowy sie tez przylozyl:)))
                Natomiast ex rozwalil swoje malzenstwo , zalatwil psychicznie corke ( ale po czterech latach ostrej psychoterapii jest ok choc bez lekow nie daje rady ) a teraz zabiera sie do syna. Ale tu trafila kosa na kamoien bo moj Aspie inaczej niz moja corka na ojca nie reaguje jak normalny czlowiek tylko jak autysta czyli logicznie i racjonalnie.
                Ex tez zalatwil kontakty z mamusia ktora go na rekach nosila , tatus juz od paru lat nie zyje.
                Nie wiem jakby wygladalo moje malzenstwo i czy by wytrwalo gdybym miala te wiedze o autyzmie jak mam . Na pewno by bylo latwiej.
                Natomiast patrzac na to jak moja tesciowa zalatwila exa i szeroka fala mnie i moje dzieci Bogu dziekuje ze moj syn ma lepsze zycie i wieksze szanse choc jest bardziej zaburzony od ojca.

      • kenijka Re: jaki procent z nas 16.12.12, 08:55
        strasznie przykre to co piszesz,
        nie rozumiemy naszych dzieci, ich wrażliwosci, bystrości, nie zdajemy sobie sprawy kiedy je krzywdzimy:(
        wierzę że maż z ZA to tez nie łatwa sytuacja,
        mój NT przeszedł depresję, kilka lat, tez nie było kolorowo, prób samobójczych nie było, ale myśli były i znam ten strach, czy wróci do domu, czy czegoś sobie nie zrobił....
        a czy nie myśleliście żeby mężowi jakoś pomóc? bo skoro wyrastał w tak niesprzyjających okolicznościach to moze potrzebowac pomocy ze strony specjalistów? bo na ZA nałożyło się coś co NT potrafi pokaleczyć okrutnie, a co dopiero Twojego męża.
        Przykro mi ze nie ma przy Tobie nikogo kto by wysluchał i był z Tobą w tej sytuacji.
        Nie znam się na leczeniu dorosłych z takimi zaburzeniami (jeszcze) ale mojego męża miesiącami przekonywałam żeby zaakceptował to ze ma depresję i żeby poddał się leczeniu, po pięciu latach, dwóch rzutach deprechy, leczeniu i psychotreapii jest lepiej, nie cudownie ale i man z nim i jemu ze soba i ze swiatem jest lepiej. Warto było szukać pomocy.
        Pozdrawiam.
        B
        • mama_gromadki Re: jaki procent z nas 19.12.12, 20:13

          a czy nie myśleliście żeby mężowi jakoś pomóc? bo skoro wyrastał w tak niesprzyjających okolicznościach to moze potrzebowac pomocy ze strony specjalistów?

          Sama sobie z tym nie poradzę, wiem. Ale mąż nie chce o niczym takim słyszeć. On nie widzi problemu. Raczej twierdzi że wszyscy w około są inni a on i mu podobni nadzwyczaj inteligentni. Ma na to swoją teorię, jak np że skąd wiadomo kto jest zdrowy a kto zaburzony? Że może autyści to Ci którzy są nie rozumiani przez większość i na siłę ta większość chce ich zmieniać na swoje podobieństwo. Bo jak twierdzi większość boi się tej mniejszości, że boją się tych których nie rozumieją....itd itd. JA nie umiem tego tak ubrać w słowa jak mój mąż.
          Na obecny czas jest dużo lepiej niż kila lat temu, kiedy nie wiedziałam co się dzieje z moim mężem. Teraz potrafię ( uczę się) z nim rozmawiać, unikam stresujących go tematów, rodzaju rozmów, zachowań.... No po prostu muszę mu często ustąpić i przytaknąć, słuchać z zaciekawieniem opowieści, wywodów, które mnie nie interesują lub po raz piąty tego samego ale w różnych formach budowania zdań. Najgorsze z czym sobie nie radzę to agresja. Muszę ciągle być czujna. Nie mogę zostawić dzieci z mężem samych. Nie ma on cierpliwości do rytuałów swojej córki i wpada w nerwy.
          Martwi mnie też sposób jego podejścia do pracy. Dla niego to przykry NAKAZ przeze mnie a nie OBOWIĄZEK względem rodziny. W pracy się szybko nudzi i szuka zmian. Zakupy robi bez opamiętania, jak coś chce to musi to mieć, moim kosztem znowu. W domu mi nie pomaga, nie remontuje( ja to robię) w domu odpoczywa po pracy. Ja muszę być obok, w zasięgu wzroku, jesli wyjdę na chwilę z domu to po 10min mam już tel za ile wrócę. Z pracy telefonuje bo musi ze mną rozmawiać, choć co dziennie się widzimy.
          Eeg wyszło nie prawidłowe. Konieczne są terapie ale to on decyduje czy będzie chodził. A że jest dorosły to ma prawo nie chcieć.
          Więcej nie będę na ten temat pisać, jest to dla mnie trudne.
          Pozdrawiam i chyba żegnam.
          Moderatorki proszę później o wykasowanie moich wypowiedzi w tym wątku. Po co dołować osoby szukające tu pocieszenia.
          • tijgertje Re: jaki procent z nas 19.12.12, 20:32
            mamo gromadki, osobiscie jestem za tym, zeby nie kasowac. Ten post cos mi wlasnie uzmyslowil. to co opisalas, to w wiekszosci opis tego, kim sama jestem. Mam barzo podobne poglady do Twojego meza. I wiem, ze moj maz myslal o mnie podobnie na pewnym etapie naszego zwiazku. jest jednak jedna zasadnicza roznica. Ja chce, zeby nasz zwiazek wypalil. Moj maz tez. i zdaje sobie sprawe, ze choc o mniejszosci autystycznej mysle podobnie, nie oznacza to od razu, ze wiekszosc to sami idioci, traktuje ludzi jako rodzaj lustra do poznania samej siebie. Bo zeby cos zmienic, trzeba wiedziec kim sie jest. I nie bede tu nikogo oszukiwac: niektorzy uwazaja, ze jestem arogancka, ze sie wywyzszam. Wiem o tym, choc tego zdania nie podzielam. zdaje sobie jednak sprawe z czego to wynika i czasem faktycznie nie chce rownac w dol. mam kupe kompleksow o ktorych glosno nie mowie, sposob, w jaki zostalam wychowana wycisnal na mnie pietno, ktorego zapewne nigdy sie nie pozbede, ale nauczylam sie prosic o pomoc i nie traktowac tego jako czegos ponizajacego, jako przyznanie sie do zupelnej porazki, za ktora mam obowiazek sie wstydzic. Nie jestem idealna, nikt nie jest. Ale jak malo kto wiem, ile pracy, gryzienia sie w jezyk kosztuje praca nad zwiazkiem, gdy roznice wydaja sie nie do pokonania. mam nadzieje, ze twoj maz kiedys dojrzeje do tego, zeby poszukac pomocy, nie tylko dla siebie, dla calej waszej rodziny. Powodzenia!
            • kenijka Re: jaki procent z nas 20.12.12, 19:43
              Też uważam ze ten post powinien zostać...
              obrazuje rzeczywistość
              dodatkowo, wiesz, ja myslę że warto szukać pomocy, przedefiniować pewne sprawy, Tigertje może wiecej powiedzieć z pewnoscią (np. jej zależy na zwiazku więc stara sie zaspokajać potrzeby rodziny, dbać o atmosferę), ale myslę że moze Ty sama powinnaś pogadać z jakimś specjalistą, kimś kto by Cię wsparł, pomógł dobrać argumenty dla męża, może podpowiedział jakis rodzaj motywacji, żeby on chcial być dla Was,
              bo faktycznie nie wesoła sytuacja...
              i szkoda że nie czujesz tu wsparcia.... bo tu ono powinno być
              pozdrawiam
    • fik.sum.dyr co z dorosłymi/starymi osobami z głębokim autyzmem 12.12.12, 15:38
      sprzężonym z upośledzeniem min umiarkowanym? (wydaje mi się że pozostali (lżejsi i aspergerowcy) 'jakoś' sobie poradzą, bądź nie będą nadmiernym obciążeniem dla rodzeństwa)
      kiedy najbliższej rodziny (już) nie ma?
      co nasze opiekuńcze państwo oferuje w tej chwili?
      ktoś z Was pracuje w dpsie? innym państwowym ośrodku?
      jak to w rzeczywistości na codzień wygląda? opieka, standard zamieszkania, rehabilitacja, terapia, leczenie schorzeń nabywanych z wiekiem?
      nie potrafię założyć że zdrowe rodzeństwo będzie opiekowało się do końca ("upierdliwym") schorowanym wujkiem - co wtedy???
    • jan.kran Re: jaki procent z nas 12.12.12, 22:20
      roseanne napisała:

      > ma dorosle dziecko?
      > ile z tego procentu moze z reka na sercu powiedziec, ze wszysko jest ok
      >
      > edukacja, praca, zycie towarzyskie, zwiazki - z punktu widzenia tych doroslych
      > ludzi

      ----------------------> Oprcz Liliowego mam corke NT. Ani edukacja nie jest do konca jak trzeba ( tzn, nie narzekam bo studiuje bdb ale nie ze swojej winy troche dlugo )
      Ma za soba trzy nieudane zwiazki . Liliowy ma na konce zero oprocz chwilowych zauroczen .
      Zycie towarzyskie corki nie jest za bogate , ma z jedna bliska kolezanke i dwie dalsze. Liliowy
      mial kolegow ale sie wykruszyli teraz zaczyna miec nowych ale wszystkich nazwalabym znajomymi , nie przyjaciolmi.
      Czy jestem zla i nieumiejetna matka ze moje dzieci nie maja idealnego zycia ?
      Ja uwazam ze kiedys sobie poukladaja zarowno NT jak i Aspie. Mam taka nadzieje a na razie robie wszystko zeby mogli studiowac i byli zadowoleni z zycia jezeli nawet czasem nie jest na
      100 % wymarzone.
      A czy zycie nas doroslych jest idealne ?


      > przyjaciele i znajomi? - jacy? to my, rodzice mamy przyjaciol, ktorzy cudown
      > ie zaakceptowali innosc mojego syna i nam pomagaja, ale to moje pokolenie
      > On jest calkowitym samotnikiem, ma kilku znajomych na forach, z ktorymi plotku
      > je, ale zadnej fizycznej osoby

      ----------> Czasem sie zastanawiam czy to musza byc rowiesnicy i czy nie trzeba spokojnie poczekac az nadejdzie odpowiednia chwila ? Moze jak Twoj syn zacznie studiowac albo pracowac miec inne kontakty niz dotychczas nastapi zmiana.
      Moj syn po rozpoczeciu studiow zerwal kontakty z dotychczasowymi znajomi , rowiesnikami lub mlodszymi od niego. Nie byly to rozstania dramatyczne po prostu ich drogi i zainteresowania sie rozeszly.
      Teraz bedac na pierwszym roku koleguje sie raczej ze studentami z wyzszych lat.
      I ma jedna bardzo bliska osobe , mysle ze mozna nazwac ten zwiazek przyjaznia. Jego znajomy jest rok mlodszy ode mnie , ma 50 +.
      Nie jest to szukanie zastepstwa ojca. Maja wspolne zinteresowania, sport, medytacje , przyrode.
      Moj syn pod pewnymi wzgledami jest starszy niz Jego wiek a pod wieloma o wiele mlodszy ...
      Ciezko z taka konstrykcja o znajomych. Jemu sie udalo bo nadaja z R. na tych samych falach a jako czlowiek dorosly i dojrzaly rozumie niektore zachowania syna.
      Pozdrawiam
      Ula



      >
      • tijgertje Re: jaki procent z nas 12.12.12, 22:49
        jan.kran napisała:
        Czasem sie zastanawiam czy to musza byc rowiesnicy i czy nie tr
        > zeba spokojnie poczekac az nadejdzie odpowiednia chwila ? Moze jak Twoj syn zac
        > znie studiowac albo pracowac miec inne kontakty niz dotychczas nastapi zmiana.

        Mysle, ze cos w tym jest. Moj Kasper od pierwszych lat lepiej sie dogadywoal z duzo starszymi dzieciakami. Jako 4-latek mial 12-letnich kumpli ( i kumpele), w tej chwili ma 2 lata starsza "narzeczona", 3 lata starsza "najlepsza kolezanke", 3 lata mlodsza "najfajniejsza siostre najlepszego kolegi" i paru kumpli mlodszych lub starszych o min 2-3 lata. Ja rowniez mialam zawsze najfajniejsze kontakty z mlodszymi i starszymi, nie rowiesnikami i z wiekiem roznice wieku miedzy mna a moimi znajomymi sie zwiekszaly. Mysle, ze jak mialam jakies 23-24 lata zaczelam sobie zdawac sprawe, ze roznice miedzy "mlodym" i "starym" sa w sumie dosc umowne, a jak mialam 25 i postawilam wszystko na jedna karte wyjezdzajac do Wiatrakowa, okazalo sie, ze ludzie sporo starsi ode mnie wcale nie sa starzy. Kwestia mentalnosci, bo ludzie w tym samym wieku w Polsce czesto naprawde mi sie starzy wydawali. Wyszlam za maz za faceta o 10 lat starszego ode mnie (co moja babcia podsumowala po slubie: a ty wiesz, ze on juz ma lysine???) , przyjaznie sie z jedna dziewczyna prawie tyle samo mlodsza ode mnie, moja druga najfajniejsza kolezanka jest w niewiele mlodsza od moich rodzicow. W zwiazku ze specyfika wykonywanej kiedys pracy do tej pory jakies 80% wszystkich moich znajomych jest powyzej 60-tki (ja jeszcze nie mam 40-tki), 18% ma przynajmniej 50 lat, a mlodsze towarzystwo to w sumie chyba bardziej "przypadki" :) I szczerze mowiac nawet na imprezie, gdzie srednia wieku dobijala 80-tki czulam ,ze bardziej tam pasuje, niz wsrod swoich rownolatkow. Mysle, ze autysci maja "stare dusze". Nie potrafie tego wyjasnic, ale od pierwszych momentow zycia syna bylam przekonana, ze on ma juz dorosla dusze. Zreszta wlasnie zostalam po raz piaty babcia:) Kasper na Planecie Kasprow ma swoja rodzine, zone Frauline, syna "kochanego Erica", blizniaki lobuziaki (Victor i Victoria), rozpuszczana przez wszystkich, ale baaaardzo slodka Roosje (rozyczka) , a kilka dni temu pojawil sie na swiecie kolejny potomek, tym razem plci meskiej, ktory wczoraj uroczyscie, po konsultacjach z nami oraz rodzina i znajomymi na Planecie Kasprow otrzymal piekne imie Kaj :)
    • czarna_ida Re: nie podoba mi sie 20.12.12, 12:00
      I tu, i na FB traktowanie przez osoby np. jesli ktoś ma odmienne zdanie wobec metod, czy nawet tego ze ktoś moze nie mieć subkonta w fundacji, i nie chciec .
      Ze jest niezaradny, głupi, itd.. Ja nie piszę ze to rodzice, ale takze terapeuci..
      Z drugiej strony, czy takie wygorowane kwoty za diagnozowanie, terapie prywatne, są w porzadku ? Bo ten głupi rodzic zrobi wszystko i zapłaci ? tak samo za szkolę prowadzoną przez rodzicow ? Oprocz tego ze dostają subwencję to plać głupi rodzicu czesne bo szkola musi zarobić na siebie ? Tak samo spotkania z Kaufmanami, w porzadku ze zdzierają takie pieniadze ze rodzicu chcesz wiedziec lap i płac ? ja rozumiem ze nie ma nic za darmo, ale czy wiekszosc z nas ma swoją mennicę ? Nie uwazacie ze to nie w porzadku ?
      • pinkdot Re: nie podoba mi sie 20.12.12, 14:49
        Ja tam Kaufmanow bym sie akurat nie czepiala. Po pierwsze, organizuja solidne dofinansowania na start-up, a to nie ich wina, ze place w Polsce sa tak niskie, ze kupno biletu lotniczego do Stanow przerasta wielu ludzi. Co wiecej naprawde sporo informacji na temat son-rise mozna zdobyc z ich publikacji, bloga, czy kanalu na youtubie, wyklady Rauna sa rowniez dostepne za darmo przez internet. W porownaniu z niektorymi metodami np. RDI (nie wiem, nie szukalam ostatnio, ale w internecie mozna bylo kiedys znalezc tylko szczatkowe informacje na temat tej metody, dopiero po oplaceniu abonamentu dostawalo sie dostep do materialow), Son-Rise naprawde udostepnia mnostwo rzeczy za friko.
    • backwoodsman Re: jaki procent z nas 20.12.12, 21:07
      droga roseanne, jestem jednych z nielicznych tu na forum, który ma dorosłe bo 20 letnie dziecko z ZA, więc wtrące kilka słów do zaczętego przez ciebie wątku...
      poproszę jednak o parę słów wyjaśnienia bo nie rozumiem o jakich dokumentach z ministerstwa mówisz?
      mój syn przeszedł całą drogę edukacyjną bez żadnych dokumentów z ministerstwa (?) od masowej (nie wybieranej pod jego kątem ) szkoły podstawowej, przez gimnazjum (2 klasy nauczanie indywidualne), po liceum (wybrane przez syna, ale dyrekcja robiła problem i na wszelkie sposoby nas zniechęcała, zainteresowałem sprawą redakcję dużego ogólnopolskiego dziennika i po artykule to do nas odezwało się prywatne liceum informatyczno - językowe i przyjęło syna, zwalniając nas z czesnego).
      jak brak świadczeń? one są żałośnie niskie, ale są, podobnie jak np renta socjalna z tytułu niezdolności do pracy, która orzeka lekarz orzecznik ZUSowskiej komisji i ZA jest jak najbardziej podstawą do takowego orzeczenia

      praca, życie towarzyskie, związki to zupełnie odrębna para kaloszy - przepraszam ja dobrze rozumiem, że ty roseanne oczekujesz wsparcia Państwa (w jakiej formie?) w tych aspektach życia??? Czy ja NT, mam do kogokolwiek pretensje o brak życia towarzyskiego, pomijając to wirtualne, internetowe, gdzie mam dość pokaźną ilość osób, które cenię, lubię, z którymi się rozumiem? Moge mieć pretensję do siebie, że mam jak mam.
      nie do końca rozumiem też takie ubolewanie, że ktoś nam bliski jest samotnikiem, nie odczuwa potrzeby bliskich związków. Dlaczego mamy odmawiać mu prawa do życia w sposób, jaki dla siebie obiera, bo nie przystaje do naszych wyobrażeń? Musi się przystosować do naszych wyobrażeń szczęścia? Na co dzień słyszałem wystarczająco częste przytyki kierowane pod adresem córki "a ty starą panną zamierzasz zostać?" "kiedy zamierzasz wyjść za mąż?" i doskonale wiem, jak to wtykanie nosa w jej prywatne sprawy ją irytowało. Pamietam natrętne pytania gdy byłem w pierszym związku małżeńskim o to kiedy wreszcie będziemy mieć dziecko... To właśnie takie typy jak rohatyna usiłowały swym natręctwem modelować moje życie wg swoich wyobrażeń na temat tego jak ma ono wyglądać.
      Czy cacy będzie wtedy, gdy życie naszych dzieci będzie wypełniać nasze wzorce, spełniać nasze wyobrażenia i zaspokajać nasze potrzeby?

      To jedna rzecz, na temat rohatyny, którą ty rozgrzeszasz i rozumiesz, bo jak mniemam tobie podobne rzeczy do głowy przychodzą, wypowiadał się nie będę, bo mój stosunek do jej poczynań jest jak sądzę znany (dawałem temu wielokroć wyraz), a mnie szkoda strzępić języka. Dla mnie nie jest to osoba, którą można traktować poważnie, czego dowodem jest wciąż zapowiadane odejście z forum, a ile są warte te słowa każdy widzi. Mnie po prostu wstyd byłoby robić taką cholewę z gęby. Aż się na usta ciśnie powiedzenie "nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz"
      Usunięto mój post poświęcony rohatynie, radząc bym wysłał jej to mailem i tłumacząc, że dość już podgrzewania atmosfery... jedocześnie stwierdzenia rohatyny tu w twoim roseanne wątku cyt: "Te wszystkie głupie wpisy, nie dotykają mnie wogóle, mam je gdzieś. Naprawdę opuszczam to forum. Jesteście głupi do spodu." nie dają powodu moderatorom by zastosować tą samą procedurę jaką zastosowano do mojego postu. Nie, ja się nie uskarżam, przyjąłem tą decyzję i zaaprobowałem czemu dałem wyraz tu na forum. Nie dostrzegam takiej refleksji u rohatyny i potrzeby powstrzymania jej zapędów przez moderatorów ( daje temu wyraźny wyraz jedynie tijgertje) kicham na to. Jednak odpowiem zawsze, gdy rohatyna będzie pozwalać sobie na inwektywy, odpowiem językiem knajackim, dla niej zrozumiałym, odpowiem obrazą na obrazę i inwektywą na inwektywę. Bo postrzegam to jako jedyną metodę zmuszenia moderatorów do rozwiązania problemu rohatyny. Od leczenia takich zaburzeń są specjalistyczne gabinety i przygotowani do takich zadań terapeuci i psychiatrzy. Może wy pozwolicie sobie pluć w twarz słowami rohatyny zamieszczonymi choćby w tym wątku:

      "Te wszystkie głupie wpisy, nie dotykają mnie wogóle, mam je gdzieś. Naprawdę opuszczam to forum. Jesteście głupi do spodu... to mój ostatni wpis, chyba , że mnie sprowokujecie"

      Biedactwo, ma takie głębokie przemyślenia, tak pięknie potrafi je przekazać, a tłuszcza, tępe półgłówki nie potrafią pojąć jej przekazu, nie dostrzegają wybijającej się ponad przeciętność mądrości i odrzucają rohatynę w takiej postaci jaką prezentuje. Opuszcza to forum... mój ty Boże opuszcza, opuszcza i opuścić nie może, bo i ta obietnica jest zastrzeżona stwierdzeniem "chyba, że mnie sprowokujecie" uśmiać się można. Ona nie przeżyłaby myśli, że opuściła forum, a ono dalej żyje, dalej trwa, nie gorzej, ba nawet lepiej niż z rohatyną, więc pewne jest, że będzie sprowokowana. Nie, nie celowo przez kogoś. To ona zawsze jak będzie chciała o sobie przypomnieć w sobie właściwy przykry dla wielu i obraźliwy swój ulubiony sposób zapoda, że ją właśnie coś sprowokowało . Że też nic nie prowokuje jej do odwiedzenia lekarza, nie dojdzie do wniosku, że tyle skądinąd rozsądnych, zrównoważonych osób mówi, że coś z nią jest nie tak, że nie pomyśli, a może coś jest na rzeczy? Ale nie, to ci co niedostrzegają jej "prawdy" są mali i głupi do spodu...

      Roseanne, trudno obdarzać szcunkiem osobę, która ma innych za głupków zarówno tych dorosłych jak i ich dzieci, a ciebie jakby to zaskakuje.

      Mam dorosłego syna, który ma ZA, ma je i będzie miał do śmierci, ono jest jego naturą. Wielu z was mówiąc o leczeniu, czy wręcz wyleczeniu autyzmu już na starcie popełnia zasadniczy błąd, bo autyzm to nie choroba, to nie angina czy koklusz, czy nawet nie syfilis, które to choroby można skutecznie leczyć. Autyzm to stan umysłu, który jedynie pewnymi formami terapii można dostosować do potrzeb poprawnego funkcjonowania w społeczeństwie, można wykształcić pewne zachowania, nauczyć częściowego rozumienia zachowań innych i dostosować zachowania autystyka do poziomu jak najbardziej zbliżonego do normalnego funkcjonowania. Jak to obrazowo i zrozumiale powiedziała tijgertje systemu operacyjnego u autystyka nie da wymienić na inny. To nie komputer. Raz dany system działa przez cale życie, a my możemy jedynie opierając się na nim, próbować instalować w tym systemie operacyjnym pewne programy, które ułatwią mu życie. Mózg można farmakologicznie sformatować, ale nie da się zamienić funkcjonującego w nim systemu na inny. Dobrze byłoby, by ta prawda do was trafiła. Tu nie ma mowy o leczeniu autyzmu.

      i jeszcze jedna rzecz... nie mogę obojętnie przejść od postawienia czy zestawienia ze sobą rohatyny i madziulca. Co do tego jaki jest madziulec, każdy może i ma prawo wyrobić sobie zdanie, ale ja osobiście uważam, że porównywanie madziulca z rohatyną, stawianie ich obok siebie jest krzywdzące dla madziulca. Powiedziałbym nawet, że może ją obrażać. Można mieć do madziulca zastrzeżenia, nie ma łatwego charakteru, ale los sprawił, że poznałem ją bliżej, co pozwoliło mi wyrobić sobie głębszą opinię na jej temat. Dla jasności nie odezwałem się w tej kwestii dlatego, ,ze próbuję się jej przypodobać BO ją znam, tylko dlatego, ŻE ją ZNAM w sensie szerszej wiedzy o niej i o jej sytuacji życiowej. Tig masz święte prawo do swojego zdania, ale mimo, że w przeogromnej części przypadków w pełni się z tobą zgadzam, to jednak ja nie potrafiłbym stawiać obok siebie rohatyny i madziulca, bo w mojej ocenie jest to dla madziulca krzywdzące, nawet biorąc pod uwagę jej przywary
      • 3-mamuska Re: jaki procent z nas 21.12.12, 11:10
        Moge sie podpisac po twoj post backwoodsman, wszystkimi 4 konczynami.
        Zgadzam sie w 1000%.
        Co do tematu autyzmu jak i tej "pani"
        • jan.kran Re: jaki procent z nas 21.12.12, 17:42
          Roseanne zadala temat i milczy ...
          • verdana Re: jaki procent z nas 21.12.12, 18:58
            Mój mąz ma najprawdopodobniej lekką formę ZA. Znajoma psycholog, terapeutka, znająca meża, nie ma zadnych wątpliwości. Jesteśmy małżeństwem 30 lat. Musze powiedzieć,że widze ogromna zmianę - na lepsze.Wiele bardzo uciążliwych problemów powoli minęło z wiekiem. Fakt, na pewno nie ma cieżkiego ZA, ale wiele cech bardzo typowych- tak.
            Mój maż jest dobrym mężem i doskonałym ojcem, w pracy tez sobie radzi, znajomych raczej nie ma, ale ti chyba nie takie istotne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja