Dieta - czy jest sens?

21.07.14, 09:49
Hej, to znowu ja:)

Otóż: standardowo przy okazji diagnozy w Synapsis i różnego rodzaju zaleceń, zasugerowano nam dietę bezglutenową i bezcukrową. Nie zaliczyliśmy jeszcze dietetyka, ale wstępnie wyeliminowaliśmy gluten i ograniczyliśmy cukry (zostały tylko te w owocach:)). Ewa jest na tej diecie od początku lipca i nie widzę jakiejś wyraźnej poprawy/zmiany w jej zachowaniu.

Co ciekawe, wcześniej przez jakieś dwa miesiące (w okolicach lutego-marca) miała już bardzo ścisłą dietę - tak się złożyło, że pojawiała jej się na twarzy dziwna czerwona wysypka, podejrzewaliśmy alergię. Kombinowaliśmy długo, eliminowaliśmy kolejne pokarmy (plus wywaliliśmy z mieszkania kwiaty doniczkowe, odkaziliśmy wszystko co się dało, usunęliśmy pluszaki, kupiliśmy oczyszczacz powietrza itd.), aż wreszcie skończyła na bebilonie pepti, sinlacu i jednowarzywnych zupach:) Z wysypką - zero poprawy, powiedziałabym nawet, że było gorzej. Wreszcie trafiliśmy do pani dermatolog, która stwierdziła, że skoro jej to nie swędzi (a nie swędziało), to to raczej nie jest alergia ani azs, ale łojotokowe zapalenie skóry. I żeby dać sobie spokój z dietą. No i daliśmy:) Teraz jak sobie przypomnę jej zachowanie z tego okresu, to też nie widzę jakiejś kolosalnej różnicy.

I teraz pytanie: czy jakiekolwiek testy metaboliczne (jesteśmy jeszcze przed wizytą w poradni, póki co robiliśmy tylko proste testy alergiczne z krwi - w lutym, nic nie wyszło), które potwierdzą/zaprzeczą jakiejkolwiek nadwrażliwości na gluten/cukier/kazeinę/itd.? I po jakim czasie dać sobie spokój z dietą, jeśli nie widać jakiejś sporej różnicy w zachowaniu? Pewnie łatwiej byłoby mi trzymać tą dietę, gdybym miała jakieś potwierdzenie, że jest coś na rzeczy, a tak tylko "na wszelki wypadek" - nie wiem, czy to nie jest męczenie dzieciaka:)
    • tijgertje Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 10:17
      Ja bym spytala w Synapsis, na jakiej podstawie zalecili w ogole taka diete. Jesli standardowo ze wzgledu na autyzm, to nawet bym sie nie bawila w takie eksperymenty. Tak drastyczne diety u malych dzieci trzeba prowadzic pod scisla kontrola dietetyka, bo zazwyczaj trudno zbalansowac diete, zeby nie zaszkodzila.
      • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 10:32
        Standardowo ze względu na autyzm:)

        Nie doszliśmy jeszcze do jakichś drastycznych ruchów - raptem wyeliminowaliśmy herbatniki i biszkopty plus zamieniliśmy białe pieczywo na bezglutenowe. Produktów mlecznych nie wyeliminowaliśmy, cukru w 100% też nie. Bez dietetyka się boję - sama mam tendencję do monotonnych diet i nie chciałabym skrzywdzić czymś takim córki:)

        Pytanie tylko - czy warto stosować dietę "na wszelki wypadek" ?
        • anias2000 Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 11:13
          Agata,
          rok temu miałam podobny dylemat po diagnozie w Synapsis.
          Powiedziano mi - albo ja (zszokowany NT) tak zrozumiałam - że dziecku nie odblokuje się mowa jesli nie przejdzie na dietę i to restrykcyjną. Bez mleka, cukru i glutenu. Standardowo przy autyzmie. (Jasio wogóle wtedy nie wydawał ludzkich dźwięków, nie płakał, nie głużył, nie gaworzył - tylko piszczał i wył na wysokich tonach)

          Na szczęście mam zaufanego pediatrę, który wykazał się wielką cierpliwością i delikatnością w tym trudnym dla mnie czasie. Zlecił testy alergiczne i badania na nietolerancje. Nic, ale to nic w tych testach nie wyszło. Uspokoił mnie, że w takim przypadku nie ma sensu wprowadzania diety u tak małego dziecka. Natomiast sens i to głęboki ma terapia.

          Jasio je wszystko, nie ograniczam ani nabiału, ani cukru. Trafiliśmy na terapeutkę z powołania. W ciągu roku terapii Jaś poczynił duże postępy, mówi zdaniami, sygnalizuje potrzeby, jest pogodnym chłopcem. Patrząc na niego mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ma autyzm. Nie przypomina w niczym dziecka z przed roku.

          Tak, że zalecam spokój i dystans do diet "na wszelki wypadek".
          Życzę Wam powodzenia!

          • grzalka Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 13:08
            Nam też psychiatra zlecił dietę eliminacyjną, zaraz na pierwszej wizycie. Powiedział, że dziecko na tej diecie przestanie być nadpobudliwe i zacznie lepiej mówić. Ponieważ moje dziecko nie jest w żadnym razie nadpobudliwe i mówi normalnie, a w diecie ma bardzo mało cukru (bo staramy się nie jeść) i mleka (bo nie lubi) to diety nie wprowadziłam. Pan doktor strasznie się obraził. Żeby nie wyjść na takiego zupełnie nie współpracującego rodzica poprosiłam o skierowanie na testy nietolerancji. Pan doktor jednakże już był tak obrażony, że powiedział, że nie da.
          • tijgertje Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 13:20
            O rany... Synapsis calkiem na psy schodzi :( (bez urazy, pieski!)

            Dieta "na wszelki wypadek" to jakies szalenstwo. Absolutnie nie zgodzilabym sie na takie eksperymenty z dzieckiem bez konkretnych badan. I tak mlody byl kilka lat na scislej diecie bezmlecznej (i bez innych produktow) po tym, jak wyszlo, ze ma znaczne alergie. scisle pod okiem dietetyka z uzupelnianiem wapnia i magnezu, bo w tym co mlody mogl albo chcial jesc bylo go zdecydowanie za malo. Od 4 lat jest na diecie bezlaktozowej, bo wyszlo, ze ma nietolerancje (ale bialko mleka toleruje dobrze). czy byly zmiany w zachowaniu? Owszem. Jak przy kazdej innej chorobie : mlodemu cos dolega, to jest apatyczny, nieobecny, albo wprost przeciwnie, mocno pobudzony. Zreszta to samo obserwuje u siebie przy wszelkich chorobskach. Cukier tak czy siak ograniczamy, bo dziecie zaczyna po scianach lazic, ale ze wzgledu na problemy z jelitami i waga jest teraz pod opieka gastrologa, ponoc jednego z najlepszych specjalistow w Holandii i czeka go jeszcze troche badan, ale lekarz przestrzegal nas przed dieta "na zas". Mamy pilnowac laktozy, na gluten mial moze w zyciu z 6 czy 7 badan, na pewno mu nie szkodzi. Po sobie widze, ze zbyt monotonna dieta, czy tez zbyt malo "zielona" sprawia, ze gorzej sie czuje, ale na moj autyzm wplywu zadnego nie ma. Chleba unikam, bo moj uklad pokarmowy po przebytej grzybicy zle go toleruje, ale nie mam problemu z samodzielnie pieczonym chlebem czy pieczywem chrupkim, obstawiam na chemie spulchniajaca itp. Staramy sie jesc jak najmniej przetworzone produkty, bo te faktycznie wplywaja na samopoczucie, ale nie na sposob myslenia! Dietom ze wzgledu na autyzm mowie zdecydowanie NIE!
            • drop.s18 Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 13:33
              uważam jak przedmówczynie, dieta bez badań i porady dietetyka jest bez sensu i tylko może doprowadzić do niedoborów. Cukier biały ograniczyłam, ale nie wyeliminowałam, głównie zrezygnowaliśmy ze słodzonych napoi i słodyczy kolorowych typu lizaki itd, chociaż lody i czekoladę jemy i rzeczywiście na zachowanie troszkę to wpłynęło, ale myślę że jak na każde dziecko. Co do zachowań autystycznych żadnych zmian. Co do glutenu młody miał badania w kierunku celiakii i nietolerancji glutenu i ponieważ jest ok, to nie widzę powodu żeby go eliminować. Najlepsze efekty daje terapia i praca własna z dzieckiem (u nas tablice lub słoje z piłeczkami) co do zajęć- dobrze się sprawdza praca według schematu, który ustalamy na początku i stoper
              • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 14:44
                Cukier biały ograniczyłam, ale nie wyelim
                > inowałam, głównie zrezygnowaliśmy ze słodzonych napoi i słodyczy kolorowych typ
                > u lizaki itd, chociaż lody i czekoladę jemy

                No u nas podobnie, chociaż moim zdaniem to jest dosyć rozsądne podejście do żywienia wszystkich dzieci, nie tylko tych z autyzmem. Ale na psychikę wjechali mi trochę właśnie w trakcie diagnozy - bo dałam Ewie biszkopta (czy tam herbatnika), a to słodkie przecież. A ja tu sobie żyłam w przeświadczeniu, że herbatnik taki zły być nie może... No i teraz nasuwa się pytanie: czym zaklejacie paszcze swoich dzieci, kiedy MUSZĄ coś zjeść, ale nie da się zafundować im normalnego posiłku (bo jesteście gdzieś "w trasie", siedzi toto w wózku i się drze:)). Biszkopty były pod tym względem dobre, bo w miarę miękkie, a Ewa zębów to za dużo jeszcze nie ma:) Mogła siedzieć i to sobie memłać w paszczy. Idealny jest banan, bo odgryza wielki kawał i go przeżuwa, okruszków nie ma (plus), chociaż jak się łapek na bieżąco nie wyciera, to później wózek usyfiony. Wafle ryżowe będą za twarde. Owoce - dobre, chociaż obrane i pokrojone jabłko czy gruszka długo w podróży nie wytrzymuje (dlatego banan lepszy) - tym bardziej, że teraz upał. Często braliśmy też jogurt plus plastikową łyżeczkę, ale w taką pogodę jak dzisiaj po prostu się boję. Klasyczne kanapki - młoda toleruje tylko masło, całą resztę z kanapki wydłubuje. Okruszków toto generuje dużo, więc też jest słabe. Pokrojona marchewka - średnio, bo z jej zębami to potrafi pół godziny memłać i nic z tego nie wynika, więc na szybko głodu to nie zlikwiduje. Flipsy - kocha miłością wielką, są bezglutenowe, to duży plus, no i w sumie najwygodniejsze w podróży, ale głupio tak dzieciaka tylko flipsami karmić, no i podskurnie wyczuwam, że prawdziwa, uświadomiona eko-matka miałaby jednak coś flipsom do zarzucenia (może się mylę?). Jak macie jakieś własne patenty na tego typu przekąski, to będę wdzięczna:)
                • anias2000 Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 21:03
                  Przeczytałam o Twoich przygodach żywieniowych na Ondraszka i uśmiałam się serdecznie.
                  Moje łapczywie pączka z lukrem pochłaniało, zagryzając marchewką w oczekiwaniu na zespół.
                  Przyłapani na gorącym uczynku wywołaliśmy święte oburzenie :)

                  Ja na przegryzki daje owoce w całości, nie kroję na kawałki, nie obieram. (Nie z lenistwa - niech sobie młodzeż paszcze i palce ćwiczy). Domowe, mniej słodkie lub wytrawne muffiny, biszkopty i kruche ciastka. Suche płatki kukurydziane, jogurt naturalny pitny, w ostateczności bułka grachamka. Niestety kanapki u nas nie mają wzięcia bo dzieć wszystkie ich składniki osobno jada.
                  • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 13:32
                    Dobrze, ze Cię za drzwi z tym pączkiem nie wyrzucili:)

                    Owoce w całości - w domu jak najbardziej, na wyjeździe - pokrojone w mniejsza kostkę, ale mowię - nie jest to idealne rozwiazanie, bo np. Jablko po kilku h zamknięcia w pudełku wyglada już średnio. Jogurt pitny - my jeszcze nie na tym etapie, musiałabym do jakiejś butelki przelewać, póki co jedziemy wiec łyżeczka taki gesty:) bułka - dobry pomysł, to sie lepiej ciamka i nie generuje tyle okruszkow co jakieś wafle, muszę przetestować! A z kanapkami bestia ma podobnie, zdlubuje sobie np. Ogoreczka czy pomidorka i wcina chleb z masłem...:) a człowiek sie tak narobi...:))
                    • tijgertje Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 13:55
                      agata_abbott napisała:
                      A z kanapkami bestia ma podobnie, zd
                      > lubuje sobie np. Ogoreczka czy pomidorka i wcina chleb z masłem...:) a człowiek
                      > sie tak narobi...:))

                      O niewdzieczna :D
                      Moj mlody juz sporo wiekszy, ale ogoreczka czy pomidorka na kanapce tez sie nie zlapie (pomidora rodzinnie w ogole nie jemy, bleee), choc kanapki rozne wcina. Dlugo w ogole kanapki z czyms spadajacym nie wchodzily w rachube, bo jadlo sie albo samo miesko, albo sam chlepek :P Smarowalam kanapki powidlem, maslem orzechowym, serkiem topionym albo pasztetem. Czesc sie dalo zlizac, ale jak kanapka byla zlozona, to sie jadlo jak leci. Jogurtow i nabialu nigdy w droge nie biore. raczej bez lodowki podrozujemy. Jedyne "lodowkowe" zarcie, ktore bierzemy dla mlodego to serki Baby Bel. Bardzo je lubi, jak byl mniejszy, to na przegryzke wystarczalo. Wafle ryzowe, pieczywo chrupkie, to "dmuchane" , jak pokazane wyzej, ciastka zbozowe wszelakie (niska zawrtosc cukru, wysoka zawartosc blonnika i otrab). Pieke czasem "na droge" jakies nieduze bulki drozdzowe, ostatnio maz z mlodym 2 dni stali gdzies przy lotnisku i sie nimi zajadali (dodaje ziemniaka albo batata, to tak szybko nie wysychaja).
                      Z owocow najlepsze sa winogrona bez pestek i mandarynki, jablka w zaleznosci od rasy czasem dobrze sie przechowuja w zamknietym plastukowym pojemniczku i o dziwo nie ciemnieja, mlody nosi do szkoly, nieraz dojada po powrocie (czyli ponad 8 godzin pozniej) mlody lubi jagody (nie lesne, tylko typu borowka amerykanska). U nas jest tez takie ciasto a'la piernikowe, ktore tubylcy jedza na sniadanie, swietnie zapycha po drodze.
                      Moj maz lubi sobie na przegryzke wziac ugotowane na twordo jajo, choc nie wiem, co maluch by z zoltkiem zrobil ;) Rozne placki typu racuchy rowniez swietnie sie na droge nadaja. Ja smaze wszystko na mace razowej, wiec nawet maly niezle zapcha. Do lapek zawsze nosimy wilgotne chusteczki, do picia w zasadzie tylko woda. A, tutaj wsrod maluchow kruluja rodzynki :) Sa dla dzieci w takich malutkich pudeleczkach i taki roczniak na przyklad nie dosc, ze ma swietna zabawe, to jeszcze cos tam energii doladuje i paluszki pocwiczy :) niektorym 4 zeby w zupelnosci wystarczaja z tego co widzialam, choc ja az tak odwazna nie bylam. Inne suszone owoce typ morele, daktyle rowniez dla takich maluchow sie swietnie nadaja. A, u nas ze "sklepowych" rzeczy to najlepsze sa slone przegryzki, cos jak mace , krakersy itp, albo ciastka bez cukru z ziolami. Flipsy to wg mnie w ogole nie jedzenie. Sluza wylacznie zajeciu dziecia na jakis czas i zapchaniu, oszukaniu zoladka na tyle, ze potem o normalnym jedzeniu w zasadzie mozna zapomniec.
                      • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 15:07
                        > Dlugo w ogole kanapki z czyms spadajacym nie wchodzily w rachube, bo jadlo sie
                        > albo samo miesko, albo sam chlepek :P Smarowalam kanapki powidlem, maslem orze
                        > chowym, serkiem topionym albo pasztetem.

                        Ooooo, Ewa ma to samo;) Jak jej pierwszy raz posmarowałam chleb nie masłem, ale twarożkiem, i tego twarożku było tak trochę więcej, to wepchnęła w to palec i zaczęła w tym dłubać, jakby kombinowała, jak się tego pozbyć:)) Musiałam jej dopiero całość do paszczy przystawić, żeby załapała, że może jednak trzeba całość spróbować, a to białe to nie po to, żeby jej życie utrudnić, ale też do jedzenia:)

                        > Z owocow najlepsze sa winogrona bez pestek i mandarynki, jablka w zaleznosci od
                        > rasy czasem dobrze sie przechowuja w zamknietym plastukowym pojemniczku i o dz
                        > iwo nie ciemnieja, mlody nosi do szkoly, nieraz dojada po powrocie (czyli ponad
                        > 8 godzin pozniej) mlody lubi jagody (nie lesne, tylko typu borowka amerykanska
                        > ).

                        Winogrona muszę wypróbować. Mandarynki - trochę się boję, w zasadzie nie ze względu na Ewę, ale na siebie - bo jak się pojawią, to jej wyjem, a jak wyjem, to mnie uczuli:) Jagód nie lubi, robiliśmy kilka podejść i wyglądała, jakbyśmy jej krzywdę chcieli zrobić. A szkoda, bo to wygodne by było, po jednej by brała i może nie byłoby tyle bałaganu. Truskawki i maliny podobnie - nie przepada. Ale tymi rodzynkami (i innymi suszonymi owocami) mnie zainspirowałaś! Dla mnie rodzynki to w ogóle niezrozumiały przysmak, ale może młodej podpasuje. Wczoraj widziałam też w sklepie takie chipsy z plasterków owoców - muszę przetestować:)

                        > Moj maz lubi sobie na przegryzke wziac ugotowane na twordo jajo

                        :D Jak taka wiejska baba w pociągu, co to na początku podróży wyciąga jajka gotowane na twardo:)) Bardzo... hipstersko, że tak powiem:)

                        Flipsy to wg mnie w ogole
                        > nie jedzenie. Sluza wylacznie zajeciu dziecia na jakis czas i zapchaniu, oszuk
                        > aniu zoladka na tyle, ze potem o normalnym jedzeniu w zasadzie mozna zapomniec.
                        >

                        Kocham flipsy! :) Czyli dobrze, że wyżeram jej większość:D

                        A tak w ogóle - muszę stwierdzić, że młodym matkom ktoś robi chyba sieczkę z mózgu. I po jakimś czasie wszystko przepuszczają przez filtr: "zdrowe/nie zdrowe". No więc wiadomo, że wszystkie smakowe jogurty nie, danonki nie, słodycze nie. Czytam Twojego posta i zapalają mi się lampki przy powidłach, serku topionym i pasztecie:) Sama jej różnie, trudno powiedzieć, żebym jadła mega zdrowo, ale mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że córka to powinna jeść tylko marcheweczkę z eko-upraw, a jeśli wędlinę, to tylko własnoręcznie przyrządzoną. Teraz ktoś mi sugeruje kolejne diety, i serio, skrzywi mnie to jeszcze bardziej;) Jak z tym walczyć? :)
                        • tijgertje Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 18:49
                          agata_abbott napisała:
                          Czytam Twojego posta i zapalają mi się lampki przy powidłach, serku topionym i
                          > pasztecie:) Sama jej różnie, trudno powiedzieć, żebym jadła mega zdrowo, ale m
                          > am jakieś wewnętrzne przekonanie, że córka to powinna jeść tylko marcheweczkę z
                          > eko-upraw, a jeśli wędlinę, to tylko własnoręcznie przyrządzoną. Teraz ktoś mi
                          > sugeruje kolejne diety, i serio, skrzywi mnie to jeszcze bardziej;) Jak z tym
                          > walczyć? :)

                          Jak y tzm walczyc? wrzucic na luz :D
                          A swoja droga, co ty chcesz od powidel? Dzemy czy konfitury to rozumiem, zwlaszcza te sklepowe, ale powidla wcale nie musza miec dodatkowego cukru. a wiesz, jakie fajne zelowe podwidla wychodza, jak sie swiezy sok owocowy dluuuugo na malutkim ogniu gotuje? :P
                          Pasztety i serki tez rozne sa. Holenderskie dzieci od nich kariere kanapkowa zaczynaja, bo nie spada z chleba i gryzc w zasadzie nie trzeba, a sa produkty nieraz naprawde dobrej jakosci i jak nie da sie wybrac idealnego, to wybiera sie po prostu ten lepszy. Mlody bardzo lubil pasztety warzywne ze sklepu ekologicznego, bez dodatku soli. Pycha byly, ale jak podrosl, to mu sie odmienilo :/ Nawet takie parowki to niekoniecznie samo zlo. Nie sugeruj sie nazwa, tylko czytaj etykiety. Im krotsze, tym lepiej ;) Kupuje czasem parowki, ktore maja nawet 86% miesa. To wiecej, niz niejedna "szynka". Ogolnie wiele produktow kupuje nosem. Doslownie. Jak mam wybrac jeden z kilkunastu rodzajow jablek, to biore ten, ktory ma zapach jablka. I sa to zazwyczaj jakbla z Nowej Zelandii, bo tubylcze jablek ani zapachem, ani tym bardziej smakiem nie przypominaja. Place 3 razy tyle, ale przynajmniej wiem, co jem. Ogolnie na zarcie wudajemy duzo, bo maz sie smieje, ze mam arystokrackie podniebienie i kiedys nawet afere w restauracji zrobilam, jak do bagietki dostalam maslo, ktore bylo margaryna, a wlasciciel oczywiscie nie potrafil jednego od drugiego rozroznic, bo skoro na opakowaniu pisze maslo, to jest maslo :D Nie ze mna takie sztuczki i niestety cierpi na tym portfel, bo lepsze warzywa czy mieso, ktore jest faktycznie miesem niestety kosztuje czasem 2-3 razy wiecej :/
                          Takie danonki dla mnie w ogole sa niezjadliwe. Jak porownasz ich produkt z dobrej jakosci innym jogurtem czy serkiem, to okazuje sie, ze kubki smakowe nie klamia i tam faktycznie sama chemia siedzi. Ale ja mam faktycznie nadwrazliwy smak. Od wielkiego dzwonu idziemy na jakies smieciowe zarcie i biore cole light, ale jak mi w zamian zwykla cole albo pepsi czy jakies inne swinstwo dadza, to na pewno sie upomne :P Ma to poza kosztami tez inne wady: maz prawie w ogole nie chce juz jesc poza domem, a szparagow to juz od paru lat sie nigdzie nie zlapie, bo zadne nie dorownuja moim :P Tak, ze od czasu do czasu musze cos z premedytacja niedosolic albo przypalic :P
                • katriel Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 12:24
                  > No i teraz nasuwa się pytanie: czym zaklejacie paszcze
                  > swoich dzieci, kiedy MUSZĄ coś zjeść, ale nie da się zafundować im normalnego
                  > posiłku (bo jesteście gdzieś "w trasie", siedzi toto w wózku i się drze:)).

                  W jakim wieku jest Ewa?
                  Jakoś - kurczę - nigdy nie miałam takiego problemu. Tzn. gdzieś tak do wieku 8-10 miesięcy moje dzieci, jeśli darły się o jedzenie teraz-już, to darły się po prostu o pierś. A później jadły wszystko o czym piszesz: kanapki, wafle ryżowe (jakoś nie uważali, że za twarde), jabłka itp.

                  Nieźle się sprawdzał chleb chrupki marki bodajże sonko, taki bez dołeczków:
                  https://static.ilewazy.pl/wp-content/uploads/chleb-chrupki-zytni-kromka-7g.jpg.
                  Jest łatwiejszy do rozciamkania niż wafel ryżowy, a kruszy się mniej więcej tak samo.
                  Są różne wersje, ale bezglutenowej nie kojarzę.

                  Na niepobrudzenie niezłe są też musy owocowe w tubkach z zakrętką (są różne smaki, ale wszystkie zawierają głównie jabłka):
                  https://market-jan.pl/myslenice/photos/towary/8031/1337768327.jpg,https://static.zmiksowani.pl/image/photo/2013/01/22/220170_580.jpghttps://market-jan.pl/dobczyce/photos/towary/9064/1346223518.jpg.
                  Ewentualnie serki w podobnym opakowaniu, np. bakuś do kieszonki, ale to z kolei słodzone i w ogóle syf (musy pod tym względem wypadają ciut lepiej).
                  • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 22.07.14, 13:27
                    Ja nie karmie, odkąd Ewa skończyła 6 miesięcy:) teraz ma prawie 16 miesięcy, 6 zębów. I te zeby to tez problem, bo raz, ze nie ma ich pełnego kompletu, a dwa, ze proces wychodzenia nowych trwa u nas bardzo długo i często powoduje, ze Ewa twardych rzeczy po prostu do paszczy włożyć nie chce (a w krytycznych momentach potrafi np. przez trzy dni jeść tylko zimne jogurty, banany i mleko).

                    Wczoraj właśnie myślałam o musach owocowych, ale czytałam gdzieś, ze tam jednak jest sporo cukru. Gdzieś na zagranicznych Amazonach dojrzalam do kupienia takie wielorazowe saszetki na musy - ale kosztuje toto minimum kilkanaście euro za zestaw plus koszt przesyłki. Szukam czegoś podobnego w polskich sklepach, póki co sie nie natknęłam, a to byłoby dla mnie idealne rozwiazanie:)

                    W domu z jedzeniem problemu nie ma, wczoraj dostała np. w ramach przekąski wafle ryżowe:) ale na takie powolne ciamkanie to trzeba mieć czas, energię, odpowiednia sytuacje (czyli: nie musimy np. zaraz wejść do lekarza, gdzie wypadałoby jednak nie być uświęconej od stop do głowy) i wbrew pozorom być w miarę najedzonym:)
          • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 14:01
            Uff, uspokoiłyście mnie! Bo już miałam schizy typu: "jestem złą matką, bo mam ochotę dać dziecku rosół z makaronem" :))

            Terapia jest wg mnie najważniejsza, Ewa chodzi na nią codziennie i już są pierwsze postępy. Chociaż w sumie też trudno powiedzieć, czy to dzięki terapii - ona jest mała i może po prostu do czegoś "dorosła". Ale idzie do przodu, to najważniejsze.
            • drop.s18 Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 15:53
              są dostępne herbatniki bez cukru np dla cukrzyków, a we flipsach nic złego nie widzę. można tez wziąć płatki kukurydziane (tylko raczej te z działu ze zdrową żywnością, albo owoce w formie musu (do wyciskania). są też jogurty (chyba hipp) które nie muszą być trzymane w lodówce
              • agata_abbott Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 15:58
                drop.s18 napisał(a):

                > są dostępne herbatniki bez cukru np dla cukrzyków, a we flipsach nic złego nie
                > widzę.

                Uff:)

                można tez wziąć płatki kukurydziane (tylko raczej te z działu ze zdrową
                > żywnością,

                To jest jedna z moich ulubionych przekąsek, chociaż Ewa to jeszcze jest na takim etapie, że te płatki latałyby wszędzie... :)

                > albo owoce w formie musu (do wyciskania).

                Oooo, widziałam coś takiego w sklepie, ale boję się takich rozwiązań, bo mam wrażenie, że tam jednak jest sporo cukru i konserwantów. Widziałam też gdzieś (ale nie wiem, czy w polskim sklepie) takie wyciskane woreczki, w które można wkładać własnoręcznie przygotowany mus. To byłoby dobre:)

                > są też jogurty (chyba hipp
                > ) które nie muszą być trzymane w lodówce

                No i tutaj znowu - czy to nie jest tak, że w tych wynalazkach typu herbatniki dla cukrzyków i jogurty, które nie musza być trzymane w lodówce - jest jednak sporo konserwantów? Bo chyba coś za coś?
          • mamachlopca2012 Re: Dieta - czy jest sens? 28.07.14, 21:48
            Czesc anias2000:)czy mozesz napisac gdzie prowadzicie terapie? Jaka metoda?
            • anias2000 Re: Dieta - czy jest sens? 28.07.14, 22:32
              Mamachłopca,
              Terapię mamy u nas w mieście, w Ostrowcu Świętokrzyskim w stowarzyszeniu Promyk.
              Co dzień leci dwa razy sekwencja (robię ją z małym sama) i konsekwentnie metody behawioralne - wzmocnień pozytywnych. (karą jest brak nagrody i naturalna konsekwencja zachowania)- Ale to raczej styl wychowania a nie konkretna zalecona metoda.
              Poza tym chodzi na tetapię autyzmu, SI i do logopedy który wykorzystuje metody komunikacji alternatywnej.
              • anias2000 Re: Dieta - czy jest sens? 28.07.14, 22:39
                Terapeutka autyzmu spotyka się z dzieckiem 1x na tydzień po godzinie. Pisze nam sekwencje i w każdej kryzysowej sytuacji mogę liczyć na jej wsparcie.
    • agusia.24 Re: Dieta - czy jest sens? 21.07.14, 21:04
      my byliśmy na diecie między innymi bez mlecznej, bez jajecznej, nie na autyzm tylko na silną alergię, nawet ryż go uczulał, ale jeśli chodzi o zachowanie i autyzm, to nie było żadnej różnicy (wbrew temu co nam sugerowano, że będzie poprawa), więc skoro u nas dieta nie miała wpływu na autyzm, to tym bardziej u dziecka, które nie ma alergii i nietolerancji
      • arsloneczko Re: Dieta - czy jest sens? 23.07.14, 09:18
        u nas poprawa była po dużym ale nie całkowitym odstawieniu cukru. na dzień dzisiejszy od nas nie dostaje żadnych lizaków. kupujemy trochę produktów z ksylitolem a na wyjazd cukierki "mimy"- takie owocowe śmiej żujki. sokow nie pijemy, tylko kompoty, a ona sama lubi pic wodę.
        ciasteczka staram sie piec z maki orkiszowej. no ale niestety dziecię rzuca się na imprezach u znajomych na slodycze lub ciasteczka marnej jakości.
        nasza obserwacja zgodziła sie z badaniem Imupro na panel pokarmowy.

        Myślę że cała ta przygoda ze spektrum autystycznym spowodowała że chcemy się zwyczajnie zdrowo odrzywiać- w miarę możliwości i danej sytuacji.
    • agata_abbott Jeszcze jedno pytanie 28.07.14, 10:15
      Do tych, które do tematu diety i badań na nietolerancje pokarmowe podchodziły/podchodzili. Jak powinna wyglądać konsultacja z osobą, która takie badania zleca? Na czym powinien polegać wywiad? Bo spotkałam się ostatnio z kimś takim i mam pewne wątpliwości... Pani polecana, myślę, że super specjalista w swoim fachu. Ale jednak coś mi w tej rozmowie nie pasowało, długo by opowiadać... W każdym razie - na wejściu należy dzieciaka przestawić na dietę bez glutenu, kazeiny, soi i cukru ("na to nie ma badań"), później testy, znowu testy, bardzo drogie testy, i być może znowu eliminacja kolejnych pokarmów, jak coś wyjdzie...
Pełna wersja