kaja-333
19.10.15, 22:33
Witajcie. Pisałam tutaj już kilka razy, więc nie będę sie powtarzać. Mój syn - 11 letni aspik, nie nadąża, nie radzi sobie z nadążaniem z programem za rówiesnikami. W ub. roku chodził do zwykłej podstawówki. Ilośc materiału,który musiał przyswoić oraz relacje z rówiesnikami (a w zasadzie ich brak) doprowadziły do tego, ze zdecydowałam sie na zmianę szkoły na prywatną. Od lutego trwały rozmowy z dyrektorką prywatnej szkoły. Zapewnieniom, że wszystko będzie ok., że syn sobie poradzi, że dołożą wszelkich staran, zeby czuł sie dobrze, nie było konca. Kupiłam to.
Szkoła słynie z wysokich wymagań, al obiecano mi indywidualne podejście. Dziecko ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na autyzm oraz o dostosowaniu wymagań - szczególnie z matematyki, ale tez z innych przedmiotów.
Obiecano, że tak własnie bedzie.
Aktualnie sytuacja przedstawia sie gorzej niż beznadziejnie. Syn całe wieczory i popołudnia spędza nad ksiazkami. Materiał jest coraz trudniejszy, tempo pracy zawrotne (w szkole). Nie radzi sobie z nadążaniem za rówiesnikami. Z matematyki cała klasa ma np. z dnia na dzień zadane 15 zadań, syn - jako dziecko z dostosowaniem wymagan - 10. Bzdura, bo syn w domu przez całe popołudnie jest w stanie wykonać 1-2 zadania, na pewno nie 10, wliczając, ze sa inne przedmioty. Z przedmiotów humanistycznych idzie mu lepiej, bo ma świetną pamięć i potrafi wiele wkuć bez wiekszego zrozumienia (znów tempo pracy - nie ma czasu na rozuienie, choc bardzo sie staram pracować z nim tak,aby choć trochę rozumiaał czego sie uczy).
Z w-fu zbiera tróje, mimo że na orzeczeniu wyraźnie jest napisane, ze u dziecka brak jest koordynacji wzrokowo ruchowej, ze nie potrafi przewidzieć skutków swoich czy innych zachowań (a pan na niego krzyczy, ze nie potrafi sie zachować "w ataku" w czasie gry w piłkę).
Dopiero kilka dni temu odbyła sie rozmowa z pedagogiem, wychowawcą i ze mną w sprawie dostosowania wymagan do możliwosci syna. Byłam bardzo zdziwiona, bo liczyłam na rozmowe z panią dyrektor, któa obiecywała tak wiele w lutym. niestety - na rozmowie sie nie pojawiła.
Uprzedzam złośliwe komentarze o tym, abym to ja zmuszała dzieciaka do pracy nd jego siły. Probiuję tylko sprostać wymaganiom szkoły. Jesli pani od polskiego "zluzowała" i zamiast 13 ćwiczeń, zadała synowi 4 - to tyle zrobiliśmy i nie zmuszałam do zrobienia wszytskiego. Jesli okazało się, ze mozna zrezygnować z niemieckiego, z basenu - to zrezygnowałam. Niestety wiecej dostosowań nie ma. Pani tylko na matematyce wydłuża mu czas na pracach klasowych - po co? nie wiem, skoro nie dostaje łatwiejszych testów, a jedynie mniejszą ilość zadań (klasa 16, on z tych 16 stu ma zrobić 10 - NIEWYKONALNE W CIAGU 45 MINUT).
Nie wiem, co mam robić. Chłopak sie rozchoruje, wszyscy dostaniemy pomieszania zmysłów! Myślę o nauczaniu indywidualnym, jak myslicie, to dobry pomysł? może pani wreszcie zajarzy, ze jesli w ciagu 45 minut dziecko potrafi z pomoca nauczyciela wykonać max. 2 zadania samodzielnie, to nie ma sensu do domu zadawać 10ciu). Może wtedy dostosowanie tempa pracy będzie większe, lepsze....
Już nie wiem, co robic. Jest orzeczenie, jest oświadxzenie o koniecznosci dostosowania wymagań, a mam wrażenie, ze kompletnie tego nie ma w realu:(.
Nauczanie indywidualne... moze nie byłoby głupie. Z punktu widzenia rozwoju społecznego, też za dużo nie straci - i tak jest z boku klasy i tak.... Można np. załatwić mu część lekcji indywidualnie? Tak, zeby na niektóre chodził z klsą, aby nie teracił ontatu z grupa?... już sama nie wiem, co robic, naprawdę....