Witam wszystkich,
Piszę artykuł o oszustwach wydawców związanych z tłumaczeniami i szukam
przykładów.
Oszustwa podzieliłem na następujące kategorie:
MOZAIKA - ogłasza się konkurs, albo po prostu prosi się młodych tłumaczy, żeby
przetłumaczyli próbkę, np. 20 stron. Po fakcie informuje się ich, że "tym
razem nie zostaną zaangażowani" i nie płaci się im ani grosza, ale z próbek
składa się książkę.
SKŁADANKA - Tekst jest dzielony na dwie, albo więcej części, nad którymi
pracuje kilka osób. Całość scala wydawca. Książka zostaje przetłumaczona
szybciej, ale między poszczególnymi częściami występują różnice stylistyczne -
bez większego znaczenia w przypadku literatury fachowej, ale niedopuszczalne
w przypadku beletrystyki. „Składankowe" tłumaczenie literatury pięknej to
zwykły bubel. (przykład: „Cesarzowa Orchidea" Anchee Min, Albatros).
MURZYN - Odmiana składanki, z tym, że łączeniem fragmentów zajmuje się
tłumacz z tzw. „nazwiskiem", zatrudniający dla zwiększenia tempa jednego lub
kilku bezimiennych wyrobników, czyli „murzynów", z którymi dzieli się potem
zyskiem.
GŁUCHY TELEFON - Czyli tłumaczenie przez język pośredni, najczęściej
angielski. Najczęściej dotyczy języków tzw. rzadkich, m.in. orientalnych, z
których przekład jest bardziej czasochłonny (a zatem kosztowny), niż przekład
z angielskiego. Łatwiej także znaleźć tłumacza i zorganizować zakup praw
autorskich. „Głuchy telefon" to także wydawniczy bubel (o czym wie każdy, kto
w dzieciństwie grał w tę grę), niemniej takich książek jest u nas mnóstwo.
(Przykład: „Ring" Kojiego Suzuki, Znak; „Góra Duszy" Gao Xingjiana, Rebis).
Metodą głuchego telefonu tłumaczone są także listy dialogowe większości
dystrybuowanych w Polsce filmów.
Jeżeli znacie konkretne przykłady tego typu praktyk, albo buble innych typów,
napiszcie. Także na mój mail - conew@go2.pl - zapewniam całkowitą dyskrecję.
Tekst piszę dla ogólnopolskiego dziennika. Mam nadzieję, że zrobi on trochę
szumu
Pozdrawiam i niecierpiliwie czekam.