felix.lynx
18.01.03, 12:14
Garthanko. Jeżeli pozwolisz, porusze temat, który dotyczy nas wszystkich, a który jest na tyle wstydliwy, że
wszyscy boją się o nim wspomniec. Może z wyjątkiem pana Andrzeja Szczyta, który czasem wykazuje nie tylko
umiejętnosc klocenia sie, ale takze i odwage. Chodzi mi o to, jak inni nas widza i co maja o nas i naszej muzyce
do
powiedzenia.
Dlaczego akurat ten temat jest taki drazliwy?
Wydaje mi sie, ze po czesci z naszej winy traktuja nas jak... normalnych inaczej. Moze dlatego ze sposrod
wielbicieli muzyki rozrywkowej stanowimy grupe najbardziej nastawiona pokojowo, ze nie walczymy o swoje
racje przy pomocy inwektyw, ale argumentami albo w ogole.
Do historii nalezy juz slynne powiedzenie nieslawnego redaktora muzycznego pewnej krakowsko-ogolnopolskiej
stacji radiowej, ktory na propozycje zorganizowania imprezy country we wspolpracy z jego stacja ryknal "Po
moim trupie".
Teraz przedstawie inny kwiatek. Zeby nikogo imiennie nie obrazic, bede uzywal ogolnikow.
Otoz w ramach dzialalnosci statutowej mojej fundacji zaproponowalem pewnej wielkiej, znanej agencji
koncertowej wspolprace w organizacji imprez z muzyka country. Agencja ta jest prowadzona przez kobiete,
ktora uchodzi wsrod tzw. fachowcow za eksperta w dziedzinie muzyki - dziala na tym forum od ponad 30 lat.
Oto
fragmnet odpowiedzi tej pani (ktora do wczoraj byla moja znajoma):
JA ODPOWIADAM ZA
STRONE ARTYSTYCZNA I NIE MAM ZAMIARU SPRZEDAWAC ARTYSTOW,
KTORYCH NIE ZNAM ANI JA, ANI PRZECIETNY CZLOWIEK I O KTORYCH NIE
MAM ZADNYCH DANYCH.
Tak to zostalo napisane i wyroznione, zebym przypadkiem nie pominal tego "waznego" akapitu. Nie cytuje calego
listu, bo jest on pelen obrazliwych uwag pod moim adresem, sprowadzajacych sie do konkluzji: "Mialam pana
dotad za normalnego, ale poniewaz promuje pan country, zmieniam zdanie o panu".
To nie jest odosobniony przypadek, wiec chyba najwyzsza pora, zeby zaczac robic cos w tym kierunku, aby
byle kto nas nie mogl tak latwo obrazic. List tej pani posluzy mi do wytoczenia jej procesu cywilnego o obrazenie
i
ponizanie nie tylko mnie, ale takze zaprzyjaznionych ze mna muzykow. Czy uwazacie, ze robie slusznie, broniac
honoru country i countrowcow przed sadem, czy raczej powinienem zamilknac i cieszyc sie z tego, co juz
mamy,
czyli z tego ze mozemy kupic w sklepach jakies plyty z przebojami country z lat piecdziesiatych, ktorych juz nikt
nie chce, ze mamy Mragowo - okrojone i sprzedane w polowie pani Ninie T. i ze mozemy bezkarnie pisac o
country w internecie?
Konkluzja bedzie retoryczne pytanie: Kiedy w koncu przestaniemy sie bac kazdego, kto glosniej krzyknie na nas?