Dodaj do ulubionych

kuchnia francuska - wymiękłem

16.05.03, 11:29
Lubię francuski, uczę się go, więc włączam czasem kanał telewizyjny Paris
Premiere. Wczoraj jednak nie mogłem patrzeć, bo pani pokazała, jak powoli
gotować żywego pająka. Nie czekałem, aż będzie go jeść!

Tylko trochę przesadzam. Ten program o gotowaniu nawet mi się podoba, bo
wątek zwykle nie jest zbyt skomplikowany, słownictwo ograniczone, pani ładna,
francuski ładny – świetne warunki do nauki. Ale wczoraj już pierwszy ze
składników potrawy zastanowił mnie. L'araignée. Hm, brzmi jak z łacińska
pająk, pajęczak. Patrzę, a tu rzeczywiście pani bierze do ręki pająka
wielkości kota, rudego, z jakąś ogromną ilością niemrawych nóg. Normalnie
powiedziałbym że krab, ale to słowo nie pada, tylko araignée i araignée. Pani
jeszcze mówi że ono jest vivante, jakby kto miał wątpliwości. Odkłada zwierzę
na półmisek. Ono może jest i vivante, ale jakieś otumanione, bo nie walczy
ani nie ucieka. Następnie pani pokazuje spory garnek z wodą, froide,
zaznacza, i wrzuca do wody łyżkę soli. Lekko miesza, ale woda jest zimna i
sól się słabo rozpuszcza. Następnie pani bierze tego pajęczaka, wachluje się
przez chwilę jego nogami, coś tam mówi, i ... pakuje go do tej zimnej,
osolonej wody w garnku. Podkula mu nogi, żeby się zmieściły, zamacza sobie
przy tym rękę, ale się nie przejmuje. Przykrywa zwierzę umieszczone w garnku
w zimnej wodzie pokrywką i czeka aż się woda z zagotuje.

Ja rozumiem, że pająków nie darzymy sympatią, że stawonogi to robactwo i do
kręgowców mamy większy szacunek, ale w morde! – jeśli jakieś zwierzę jest
wielkości kota to wypadałoby je ubić przed posoleniem i zagotowaniem!

Co na to Viva, Greenpeace i Brigitte Bardot ?!?!
Obserwuj wątek
    • agnieszkaefka Re: kuchnia francuska - wymiękłem 16.05.03, 12:56
      hehehehe
      dobrze mu tak
    • narwal araignee de mer 16.05.03, 16:47
      Tees, il ne faut pas être artiste des fourneaux, ni posséder quelques étoiles
      dans le guide Michelin ou Gault et Millaut pour deviner quelle spécialité
      française ont concocté ces cuistots du petit écran. Il s’agit d’une araignée
      mais... là, t’as oublié d’ajouter la deuxième partie de ce mot composé... de
      mer. Et oui ! Ces braves petites dames n’ont fait qu’une bouchée de cette
      bestiole venue du fond océanique... l’araignée de mer.
      On peut dire qu’un crabe aurait fait aussi une affaire à la place d'une
      araignée de mer;
      La préparation, la cuisson, façon de manger les pattes ou la chair sous la
      carapace est presque identique pour ces crustacés.
      Maintenant quand nous avons démasqué 'l’individu' il ne te reste qu'à prendre
      la casserole par la queue est préparer un petit festin aux saveurs marines.

      Alors aux fourneaux et bonne bouffe !smile)

      Et en supplément, j’ajouterai qu’une araignée mais cette fois-ci terrestre
      p.ex. tarentule et mygale sont comestible mais... désolé... pas en France.
      On les consomme grillées après avoir enlevé les crochets avec du venin mais
      quelques part en Afrique ou Amérique du Sud.

      Brrr... juste l’idée de les manger me fait froid dans le dos !sad(

      • felinecaline Re: araignee de mer 16.05.03, 17:27
        Ce qui m'etonne un peu dans le mode d'emploi qui a été presenté à la tv c'est
        le fait de mettre la bestiole dans de l'eau froide. Plus humaine est une aute
        methode: 1/2 heure au congélateur en guise de l' anésthesie et ensuite hooop!
        dans l'eau bouillante! Entre parenthéses: on mange bien les huitres vivantes.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka