11.02.12, 09:29
Zdecyduj się. Nie bądź głupia. Już dziś weź twoją przyszłość we własne ręce.

Taki napis, nieco już odrapany i nieco ochlapany jesiennym błotem zauważyła Sabina wracając po pracy do domu. Do tej pory nigdy go nie widziała, co było dziwne, gdyż umieszczony był powyżej witryny starego budynku na zakręcie. Zakręt ten uważała za feralny. Podczas zimowych miesięcy niejeden już raz potłukła się boleśnie padając na zamarznięte grudy brudnego śniegu. Latem zaś, przyczyną poślizgów stawały się licznie rozsiane na chodniku efekty przemiany materii bezpańskich psów.
Sabina miała za sobą nie tylko ciężki dzień. W ostatnich miesiącach w ogóle nic jej nie wychodziło; szef po raz kolejny odmówił podwyżki, oczekiwany po bogatym wujku spadek przypadł w udziale jakiejś nieznanej instytucji dobroczynnej, w łazience uparcie kapała woda, a Mariusz wyprowadził się tym razem na dobre i podłapał sobie starszą kobietę, właścicielkę zakładu pogrzebowego i pękającego w szwach bankowego konta. Sabina poczekała parę minut na samym rogu. Wiało jak diabli, z samego czubka olchy, wyraźnie w jej kierunku, złośliwie skrzeczała nastroszona wrona. Zniecierpliwiona machnęła na ptaka torebką i w tym samym momencie zdecydowała się wziąć przyszłość we własne ręce. Pchnęła odrapane drzwi, z półmroku wnętrza powiało wilgotnym zapachem gotującego się kapuśniaku i smażonych ziemniaków. W rogu pomieszczenia, za ogromnym, staroświeckim biurkiem siedziała czarownica. Nie miała ani pypcia na nosie, ani kołtuna na głowie, nigdzie też nie widać było czarnego kota. Poprawiła czerwony szal i wpatrując się uporczywie w rozłożone karty zapytała nieco kpiącym tonem
- Czy ty wiesz ile razy pośliznęłaś się na tym zakręcie? Pfuj, i to na czym! Czy ty w ogóle patrzysz pod nogi?
Sabina odwróciła się na pięcie, nie miała ochoty na wysłuchiwanie docinków, lecz zdecydowany głos kobiety zatrzymał ją na miejscu.
- Siadaj! Nie udawaj takiej wrażliwej po tym, ile zniosłaś, gdy Mariusz, na każdym kroku, przerabiał ciebie jak chciał
Sabina osunęła się na krzesło W pierwszej chwili zdumienie odjęło jej mowę, po chwili, wyraźnie pytającym tonem, wybełkotała coś niezrozumiałego. Kobieta roześmiała się głośno.
- Niech ci się nie wydaje, że czytam w twoich myślach. Dwa lata byłam żoną tego typka. Wyniósł się do innej, gdy zrozumiał, że wycisnął ze mnie wszystko, co się tylko dało. Sprzedałam dom po rodzicach, ogołociłam konta, na koniec pozostała mi tylko ta buda, której nikt nie chciał. Jestem Alicja. Oczywiście nie ta z Krainy Czarów.
- Aha, no - odpowiedziała Sabina pociągając nosem
Siedziała sztywno i z niezbyt rozumnym wyrazem twarzy. To była jej zwykła reakcja w sytuacjach, gdy spadały na nią nieoczekiwane informacje. Być może dlatego szef nie reagował na prośby podwyżki. Zaświtała jej w głowie myśl, że zawsze była pierwsza do usługiwania innym oczekując w zamian mało, albo nic. Alicja, jakby czytając jej myśli, skinęła potakująco głową.
- Wyciągnij trzy karty - rozkazała - Potem popatrzymy w kulę i trochę sobie pogadamy.
Nad kartami zastanawiała się dobry kwadrans i jedyne, co wygłosiła było głośne psia krew.
- Psia krew! – wrzasnęła raz jeszcze i pchnęła ku Sabinie szklaną kulę.
Kula była porysowana, nieco już matowa, lecz pomimo tych niedociągnięć wyraźnie rwała się do pracy. Podskoczyła dwukrotnie i rzuciła aż pod sufit snop zielonkawego światła, w którym poczęły wirować kolorowe obrazy. Były to fragmenty z życia Sabiny, bardzo realne, aż za bardzo. Spoglądała na nie z niedowierzaniem, ramionami szarpały lodowate dreszcze, a w momencie, gdy zobaczyła siebie szlochającą u kolan Mariusza i proszącą by został, twarz jej oblała się krwistym rumieńcem wstydu. Postanowiła zamknąć się na tydzień w mieszkaniu i po prostu wyć z rozpaczy. Nad sobą samą, nad własnym, spieprzonym, durnowatym życiem.
W tym właśnie momencie usłyszała głos Alicji.
- Nie byłabym czarownicą, gdybym nie potrafiła ci czegoś zaproponować - powiedziała - Czegoś bardzo przyjemnego dla nas obu. Moja kula nie tylko pokazuje to, co było, można w niej zmienić to, co ma się stać, wystarczy malutka manipulacja. Musisz tylko bardzo chcieć.
Sabina nie zadawała zbędnych pytań. Chciała, oj, jak chciała. Zrobiły to śmiejąc się coraz bardziej, jak szalone.
Tydzień potem Sabina dostała podwyżkę, w sprawie kapiącej wody wezwała złotą rączkę, z przyjemnością przeczytała w gazecie artykuł omawiający sensacyjną plajtę pewnego zakładu pogrzebowego. I popłakała się ze śmiechu, gdy któregoś popołudnia zobaczyła podnoszącego się z chodnika, upapranego psią kupką, Mariusza. Nawet wrona skrzeczała tym razem w jego kierunku.
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: SABINA 11.02.12, 12:48
      Zrobiły to śmiejąc się coraz bardziej, jak szalone.

      - co zrobily?....hihi... taka wiedza jest wiele warta wink... niektorzy czasami zasluguja, na takie poslizniecie sie.... big_grin
      • al-szamanka Re: SABINA 12.02.12, 20:45
        Podejrzewam, że poprzestawiały parę szczegółów, a dalej to działo się już wszystko z rozpędu big_grin
        • m.maska Re: SABINA 12.02.12, 21:50
          nic w naturze nie ginie, ktos kto krzywdzi, zawsze odbierze swoje na ogol z nawiazka i tak jest bardzo ok... wystarczy tylko zaczekac.... big_grin
          • al-szamanka Re: SABINA 13.02.12, 11:54
            m.maska napisała:

            > nic w naturze nie ginie, ktos kto krzywdzi, zawsze odbierze swoje na ogol z naw
            > iazka i tak jest bardzo ok... wystarczy tylko zaczekac.... big_grin

            Masz racje, czasami dostaje z nawiązką w zupełnie nieoczekiwany sposób
    • zuza_anna Re: SABINA 14.02.12, 09:46
      Każdy dostanie za swoje wredne zachowanie z nawiązką. Tak to już jest, dla kasy, dla młodszej, porzucą dobrą osobę, a później kończą źle, a potem może żałują swego postępku?.

      Na odwrót... a ile jest takich wrednych Sabin?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka