Dodaj do ulubionych

Dom otwarty...

24.04.12, 21:48
Czy to jeszcze w dzisiejszej rzeczywistosci jest mozliwe?
Czy wyobrazacie sobie prowadzic taki dom? gdzie w kazdej chwili moze zwalic sie na chate kilka osob - ot tak np. 5 do 8 i trzeba ich przyjac i ugoscic?
Dawno temu u mnie byl taki dom... ilosc osob zwalajacych sie bez zapowiedzi nie byla moze tak wielka, w uniesieniach 3-4 ale w pewnym momencie zapragnelam spokoju... W domu moich rodzicow tez dzialo sie cos takiego i do dzisiaj nie wiem, jak moja Mama sobie z tym radzila, pracujac przy tym zawodowo...
Obserwuj wątek
    • al-szamanka Re: Dom otwarty... 24.04.12, 22:00
      Dla mnie to niewyobrażalne...myśleć, że ktoś mnie najedzie, że muszę być przygotowana, ugotować coś, jakieś ciasto....nie, ja jestem LENIWA
      • al-szamanka Re: Dom otwarty... 24.04.12, 22:02
        Poza tym - ja mam zbyt mało czasu dla siebie i to mało nie lubiłabym sobie odbierać, aby obsługiwać jakaś gromadę głodomorów
      • 1zorro-bis Re: Dom otwarty... 25.04.12, 08:21
        NIE!!!!smirk
        • m.maska Re: Dom otwarty... 25.04.12, 08:50
          Wroce do tematu...bo temat, dla mnie, rzeka - sama to przerabialam kiedys...ale to bylo dawno i wbrew mojemu lenistwu smile
    • zuza_anna Re: Dom otwarty... 25.04.12, 10:09
      Moja rodzinka prowadziła taki dom otwarty dom, ale to były inne czasy, teraz nie.

      Ja lubię gości, ale na chwilę. Sama staram u kogoś siedzieć krótko, żeby, nie na przykrzyć
      się gospodarzowi. Dlatego rzadko jeżdżę do Wrocławia.
    • m.maska Re: Dom otwarty... 15.05.12, 23:44
      Obiecalam, ze powroce do tego... ale zabraklo mi czasu.
      No wiec tak - znam takie domy, przez krotki czas i u mnie sie nieustannie cos dzialo, nigdy nie bylo wiadomo, kiedy ktos zapuka i skad nagle chata jest pelna.
      W szkole sredniej mialam przyjaciolki u ktorych tez wiecznie przewijala sie masa ludzi, to chyba zalezy od ilosci rodzenstwa. Przychodzili koledzy, kolezanki i nagle ni stad ni zowad ostatnie miejsca siedzace byly zajete, pozostawala podloga i zwykly dzien konczyl sie prywatka.
      U mnie bylo troche inaczej, moj brat wyjechal dosyc wczesnie i juz raczej to ja bywalam niz u mnie, za to moja Mama miala co robic, bo miesiacami, niemal codziennie mielismy niezapowiedzianych gosci...
      A jak jest teraz... tam gdzie spedzilam ostatni dluuuuuuuuuuugi weekend, nie jest inaczej. Poltora roku temu zostalam zaproszona, na takie babskie spotkanie... my trzy i nikt poza tym. Kiedy zajechalam pod dom, nie mialam gdzie zaparkowac - chata byla pelna, w uniesieniach okolo 20 osob... zupelnie niezapowiedzianie zjechaly sie jej dzieci z partnerami, a skoro byly juz dzieci, to przychodzili ich koledzy i kolezanki, z partnerami, a jeszcze niezapowiedzianie zjawil sie z Wloch przyjaciel rodziny i to planowane spotkanie, taka troche "pizama-party" zamienila sie w ogromna impreze i co ciekawe, chociaz niezapowiedziane, nie bylo przymusu wzywac servicu z pizza, tylko na biezaco wszystko wjezdzalo na swiezo przygotowane na stol... a przyjaciel Wloch ugotowal wspaniale spagetti...

      Tym razem udalo nam sie w "waskim gronie" 4 osob, przetrwac od srody do soboty, za to w sobote sie wysypalo - ale... to bylo zaplanowane.

      Czy chcialabym miec taki dom? jasne, ze nie - kilka lat sie w to bawilam, dopoki mi sie tak definitywnie nie odechcialo... bo to dziala w dwie strony, nie wystarczy taki dom prowadzic, trzeba jeszcze chodzic z rewizytami... jeszcze kiedy dziecko bylo male, przenieslismy sie na spotkania do pobliskiej restauracji i tak chyba jest najwygodniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka