m.maska
09.06.12, 01:05
Pamietam jak wprowadzono telefony komorkowe - dlugo sie przed tym bronilam... wsrod moich znajomych bylo sporo takich osob: nie, nie jest mi potrzebny, po co? byc na smyczy i wiecznie pod kontrola? a na koniec kazdy wczesniej czy pozniej musial sie z tym pogodzic, ze jednak, ze jest potrzebny, mimo, ze tyle lat zylo sie bez tych wynalazkow i swiat nam sie z tego powodu nie walil...
Teraz przyszedl czas na system nawigacyjny... dwa lata temu chyba dostalam takie urzadzenie w prezencie i szybko podarowalam dalej... po co mi to? jesli jezdze z bossem, on ma to i to jest takie wkurzajace, zwlaszcza po miescie, kiedy to co chwile ma cos do powiedzenia... a teraz padlo i na mnie - no nie da sie po prostu bez, bo w gmatwaninie autostrad latwo sie pomylic zjechac nie tak jak nalezy a potem nie ma ratunku, czasami trzeba jechac 50km zeby dojechac do miejsca w ktorym mozna zawrocic.
Wlasnie zamowilam sobie taka zabawke, bo nic innego mi nie pozostalo jak porzucic atlasy i poddac sie GPRS-owi.