Bo to jest tak - mam lek wysokosci, wiec nie pcham sie w roznego rodzaju miejsca ktore moglyby spowodowac zamanifestowanie sie tego leku. Unikam podchodzenia do okna bedac na wyzszych pietrach budynkow, o wyjsciu na jakis balkon tamze, nie ma nawet mowy - po co mi takie ekstremalne wrazenia?
Ostatnio Leziox, przerazil mnie samym opisem podjazdu na Hohentwiel - moze gdybym nie zostala uprzedzona, inaczej bym jechala, a tak.... czulam strach pod pedalem gazu... a wcale nie bylo az tak zle
Bywa, ze swiadomie decyduje sie na ryzyko "wrazen ekstremalnych" - jak np. jazda kolejka nad kanalem w Barcelonie - wiedzialam co mnie czeka i na wszelki wypadek przestudiowalam cala konstrukcje tej kolejki, wiedzialam na jakiej dlugosci jedzie, wiedzialam ile ma podpor, kiedy zostala zbudowana, jak dlugo trwa przejazd a i tak na wszelki wypadek wzielam prochy...i...wszystko poszlo dobrze, tylko z miejsca do ktorego dojezdzala trzeba bylo przesiasc sie w kolejna kolejke, ktora juz jechala wprawdzie nad ladem a nie nad woda i duzo nizej a jednak juz same zgrzyty powodowaly, ze mnie zgrzytalo w zoladku...
A jesli nie chce miec takich wrazen, nie wsiadam na looping, nie wlaze na szczyty - bo niby po co? jesli jednak zdecydowalabym sie na to, i musialabym potem przezywac strach, moglabym miec pretensje wylacznie do siebie a nie do tych, ktorzy ten loopingi tam postawili...