Wszystkie Twoje znajomości internetowe były udane,poza jedną?
Tą jedną byłam oczywiście ja.
Zerwałam kontakt z Misoginistami w marcu 2009 roku.Sorellina wytrzymała do maja i znowu zaczęła do mnie wydzwaniać.
Na początku października 2009 bawiłam w Łodzi na kongresie medycznym - w Andel's Hotel na terenie Manufaktury.
Sorellina wyraziła chęć spotkania ze mną.Spotkałyśmy się w pokoju hotelowym.Nie,nie będę wymawiać,że piłyśmy dobre toskańskie wino kupione przeze mnie,bo to jednak nie w moim stylu

I nie twierdzę,że chciałam Siostrzyczkę upić,bo już dużo wcześniej zdałam sobie sprawę,że prędzej ja wpadnę pod stolik

Już na początku zapytałam Siostrzyczki - powiedz mi z ręką na sercu,że WU rozmawiał z umierającą Sonią na ekranie komputera?
- Ależ tak - powiedziała Sorellinka patrząc na mnie swoimi błękitnymi,niewinnymi oczętami.
Doszłam wtedy do wniosku,że z Siostrzyczką mogę porozmawiać tylko o dzieciach i wnuku.
I o Marco oczywiście.
Bo ten Marco - spotkał się z Siostrzyczką na lotnisku w Rzymie i kazał jej rozmawiać z żoną przez telefon,ale - dlaczego po włosku???/zdziwienie Sorellinki,nie moje/
No i sprawa pierwszej,a może drugiej? żony Marco,która się utopiła...
Ależ Sorellińciu - zaprotestowałam,przecież to,wcześniej zmarli na forum - Wątpiący i Adorator - stracili żony i dzieci na skutek utopienia...
Siostrzyczka,przez całe spotkanie podkreślała,że bardzo ryzykowała,bo "wszyscy" odradzali jej to spotkanie.Ponoć miałam jej zrobić "pranie mózgu"

)
Dużo wcześniej dostałam od Wściekłego lakoniczny mail - "Nie jedź na biwak MY-ków,bo oni chcą ci zrobić pranie mózgu".
NL tak się ucieszył,że natychmiast chciał na ten biwak jechać...
Wracając do spotkania z Sorelliną w hotelu Andel's - było bardzo sympatycznie,bo temat WU prawie nie był poruszany.
A może szkoda.Więcej szczerości,a mniej ckliwego sentymentalizmu i nie byłoby sprawy...
Lekarz jest w stanie zrozumieć każdą chorobę.
Dzień po spotkaniu - jadę taxi na dworzec i telefon od Sorelliny :
- Klareńko,już za tobą tęsknię!
Z mojej strony - uśmiech pobłażania....