izydor88
17.08.14, 15:18
No i stało się.
Pojechaliśmy do lasu i nagle z zarośli dobiegł przeraźliwy koci głos.Odpowiedziałam miauknięciem,bo mam wprawę i na drogę wypadło małe kocię - 5-6 tygodni góra.Rudy grzbiet,białe podwozie - facet.
On tu na nas czekał - powiedział NL i natychmiast wróciliśmy do domu.
NL ruszył po żarełko dla kocich niemowląt,a ja zaczęłam podgrzewać mleko.
Imię będzie zawdzięczał Kichonorowi.Leon Zawodowiec - bardzo ruchliwy i przebojowy.
I będzie mi przypominał,że wszystko jest porąbane,a ludzie najbardziej.Wyrzucić do lasu takiego kociaka?Może było ich więcej,ale ten najbardziej żywotny?
No trudno,całego świata nie mogę ratować.
Najedzony i opity mlekiem Leon siedzi mi na ramieniu i domaga się pieszczot.Pchły maszerują po nim długim szeregiem,ale już został odpchlony.
Ćmokta mi kawałek ucha,ale z tego mleka nie będzie.
A co będzie,jak wróci nasze kocie stado?
Przydałby się jakiś urlop kocierzyński....