m.maska
19.02.19, 20:05
Przekop Mierzei Wiślanej – pełen profesjonalizm i bezradność Komisji Europejskiej
luty 19, 2019 13:46 /Matka Kurka
Nie jest żadną tajemnica czym lubią zajmować się media, ale nie tylko media, bo przecież publikacje, reportaże i tak dalej są dla ludzi. Oczywiście sensacja, cielę z dwoma głowami, gwałt, morderstwo, tajne nagranie polityków, zapowiedzi końca świata. Generalnie wszystko, co się nie uda lub jest pełną katastrofą, to ulubiona problematyka mediów i odbiorców mediów. O ile jeszcze w takich dziedzinach, jak sport, czy kultura całkiem nieźle sprzedają się sukcesy, to w życiu społeczno-politycznym ze świecą nie da się znaleźć sowicie nagłośnionego sukcesu. Gdzie nie spojrzysz wszystko do bani i nawet 500+ został programem „patologii”.
Cóż, takie czasy, znane od wieków, współcześnie jedynie skala zjawiska podniosła się ponad poziomy. Dlatego z dużą satysfakcją, choć z pełną świadomością, że tekst nie pobije rekordów oglądalności i „klikalności”, zajmę się dziś przekopem Mierzei Wiślanej. Już sam fakt, że w końcu do tego doszło, w polskim życiu politycznym i administracyjnym zakrawa na cud. Przypominam, że o przekopie od lat mówiło wiele partii i rządów, żeby było ciekawiej rząd Tuska i tacy politycy, jak Borusewicz stali w awangardzie projektu, wbrew temu co dziś POKO opowiada. Wreszcie obecnym rządom udało się wbić nie tylko symboliczną łopatę i wkopać kamień węgielny, ale przeprowadzić najtrudniejsze etapy inwestycji i to zanim wiadome siły wzięły się za „ekologię”.
A było tak! W piątek wojewoda Dariusz Drelicha wydaje decyzję z rygorem natychmiastowej wykonalności. Tego samego dnia Urząd Morski w Gdyni podpisuje umowę z Lasami Państwowymi, na przeprowadzenie wcinki drzew. Po chwili na Mierzeję Wiślaną wjeżdżają harvestery. Cały obszar inwestycji został obstawiony przez policję i wynajętą firmę ochroniarską. Leśnicy pracują niemal 24 godziny na dobę i tak samo funkcjonują służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo prac. W poniedziałek jest po robocie, co tak zaskoczyło media i „ekologów”, że żaden fanatyk nie zdążył się przypiąć do drzewa. Ba! Operację przeprowadzono w takim tempie i jakości, że nawet Internet nie zdążył zareagować dramatycznymi memami. Były jakieś próby ze strony kompletnie anonimowych dziennikarzy, ale szybko zostały zbyte śmiechem.
Na poniedziałkowej konferencji zorganizowanej wspólnie przez Urząd Morski w Gdyni i Lasy Państwowe, wszyscy zainteresowani mogli usłyszeć skąd takie tempo i organizacja prac. Organizatorzy konferencji nie bawili się w „obronę konstytucji” i „wartości europejskich”, ale oświadczyli, co było ich zadaniem i na jakiej podstawie prawnej działali. Na wszystko były odpowiednie „papiery”, przede wszystkim przyjęta przez Sejm w 2017 roku specustawa dotycząca przekopu na Mierzei Wiślanej i decyzja wojewody. Urząd Morski w Gdyni, jako inwestor, nie miał wyjścia i po uzyskaniu wymaganych decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Wód Polskich musiał się zmieścić terminie dziesięciu dni. Tyle było czasu na przeprowadzenie wycinki i jak wiadomo poszło znacznie szybciej.
W tle rozgrywały się inne sprawy, jakimi od lat torpeduje się polskie inwestycje, pod pretekstem ochrony praw człowieka, drzew, wiewiórek, bywało także, że kornika. Od 1 marca i według różnych bredni „ekologów”, aż do 15 października trwa okres lęgowy ptaków. Tłumaczyć nie trzeba, co by się stało, gdyby na drodze inwestycji, kluczowej dla regionu i Polski, stanęło choćby puste gniazdo wróbla zwyczajnego. Za to wiadomo, że najgorszy sort, zwany też targowicą, zdążył powiadomić Komisję Europejską, ale ta nie zdążyła wydać żadnej decyzji, jedynie przysłała ogólne zalecenia.
I tak zbiegiem profesjonalnych decyzji oraz realizacji, a nie jak zawsze cudownych przypadków, skończyły się śmiechy chichy, że po przekopie Mierzei Wiślanej została tylko łopatka i wiaderko piasku po Kaczyńskim. Nie wiem kto to wszystko przygotował i wykonał, ale bardzo bym sobie życzył, aby ta sama ekipa prowadziła polską politykę zagraniczną i żeby ktoś z tej ekipy wymienił Kurskiego na stołku prezesa TVP.