W tym sezonie przechodzi to już wszelkie granice. Z trawników niewiele zostało (o ile nie są ogrodzone). Ludzie mają przekopane dokładnie wszystko pod płotami. U mnie w malutkim klombie przy furtce rosła żurawka i ciemiernik. Z ciemiernika nie został nawet kawałek korzenia

Trzeba było odgrodzić klomb drucianym płotkiem 60cm wysokim z ostrymi zakończeniami żeby się odczepiły. W dniu wystawiania śmieci bio ludzie wykazują się inwencją. Trzymają worek z bio w metalowych kubłach zamkniętych i podpisanych, mają specjalne półki na płocie- wysoko do postawienia worka itd. Bo inaczej albo liczysz na łut szczęścia, że akurat twoją ulicą nie będą w nocy przechodziły albo zbierasz obierki z chodnika przy mijających cię sąsiadach

a wieczorny spacer z psem to już w ogóle ciuciubabka- w którą uliczkę skręcić, może tym razem się uda i nie spotkam dzików. Idziesz koło krzaków- lustrujesz czy nie ma w nich lochy z młodymi bo jeszcze wyskoczy na ciebie i psa. Wracasz do domu a akurat pod twoją furtką żerują- stałam tak niedawno z 15 minut ja i sąsiad z psami. Nie mogliśmy wrócić do domu. Dziś znowu, wychodzę i słyszę w oddali kwiczenie. Stado z 30 sztuk. Najgorzej to natknąć się na takie na chodniku wzdłuż ulicy. Nie ma tego jak wyminąć a trzeba uważać żeby nie wpaść pod autobus. Fajnie popatrzyć na pasiaste warchlaczki ale na litość boską nie co wieczór!