Dodaj do ulubionych

Dylemat filmowy

05.03.21, 19:12
Gospodyni zaprasza trzy koleżanki na kolacje urodzinową dla jednej z tych koleżanek. W ograniczonym i bezpiecznym gronie bo covid. Gospodyni jest kinomanką, wiec kiedy jako cześć programu wieczoru zaproponowała oglądniecie filmu, to ja i solenizantka bardzo się ucieszyłyśmy. Za to trzecia koleżanka (Genowefa) nam powiedziała, ze jak film będzie dla niej nudny, to ona wychodzi.

I ostatnim razem kiedy spotkałyśmy się podobnym gronie na pizze i film, to G. wyszła dosłownie 10 minut przed zakończeniem filmu (który sama wybrała z chyba 5 dostępnych opcji). Wiec zaproponowałam by sama wybrała filmy, które będzie chciała oglądnąć do końca. Wiec G. wybrała i wypożyczyła fajny film, który wszystkie chcemy zobaczyć (chodzi o najnowsze filmy niedostępne przez internet/Netflix). I właśnie powiedziała nam, ze nie wie czy wytrzyma by nie oglądnąć tego filmu przed imprezą.

No i teraz pozostałe osoby czuja niesmak. Przecież w końcu chodzi o towarzystwo nie o film. Solenizantka czuje się urażona takim oznajmieniem, jakby te 10 minut nie można było wytrzymać dla milej atmosfery w jej święto, gospodyni za to pyta - to co, ona chce tak przyjść, skonsumować i wyjść?

Co Wy o tym myślicie? Co z tym zrobić?
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 05.03.21, 20:39
      Trzeba wytłumaczyć koleżance, jak wielki wam zrobi zawód, jeśli się złamie

      Swoją drogą - ile ona ma lat, że nie potrafi nie zjeść cukierka za tydzień tylko musi teraz? Cztery?
        • anula36 Re: Dylemat filmowy 05.03.21, 21:46
          Dla mnie cala sytuacja jest jakas zakreconawinkGospodyni jest kinomanka wiec wieczor urodzinowy jubilatki jest pod gusta zewnetrznej organizatorki imprezy? skoro chodzi o towarzystwo a nie film, to po co w ogole ten film ogladacie? Ja rozumiem ze tematy do rozmow sa powaznie przewezone przez covid,ale moze sie znajda na te max 120 min, moze lepiej zagrac w jakas gre towarzyska, czy poogladac jakies kabarety ktore mozna w kazdej chwili wylaczyc i uniknac tej newralgicznej sytuacji z fimami skoro ma tendencje do powtarzania sie.
        • lumeria Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 12:07
          >"infantylizm wtórny". Zdarza się w wieku mocno dojrzałym, a właściwie przejrzałym.

          To chyba jest sporą częścią problemu - koleżanka jest najstarsza z nas i coraz bardziej wygląda na to, ze jest na stromej pochyłej do bycia zasiedziałą w domu staruszką. Coraz trudniej ja wogóle wyciągnąć.
          • anula36 Re: Dylemat filmowy 11.03.21, 22:16
            a po co Wy ja wlasciwie wyciagacie sila? Skoro efekt taki,ze ani ona sie dobrze nie bawi, ani Wy. Naprawde sa takie sytuacje w zyciu kiedy trzeba sie zreflektowac ze lepiej odpuscic.
    • kocynder Re: Dylemat filmowy 05.03.21, 22:56
      Dla mnie sam pomysł oglądania filmu w ramach imprezy jest... Dziwaczny? Na Zeusa, jak się (zwłaszcza w tych "okrojonych towarzysko) czasach z kimś spotykam - to chcę pogadać, pobyć z drugim człowiekiem! Filmy to mogę sobie oglądać dowolnie wybrane w domu z mężem! Ale na imprezie? To dla mnie trochę tak, jakby podczas spotkania każda sobie na telefonie odpaliła fejsika i tyle, że siedziałyby ramię w ramię obok siebie... Ewentualnie jedna drugiej by dała lajka albo wrzuciła komentarz... Z takiego "imprezowego" towarzystwa to JA bym się szybciutko wypisała. wink
      • lumeria Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 12:51
        >Z takiego "imprezowego" towarzystwa to JA bym się szybciutko wypisała.

        Ja tez, gdyby dostępne były inne opcje. wink W normalnym trybie impreza urodzinowa byłaby osobno, babski wieczór osobno i seans kinowy osobno. A teraz? Orzemy jak możemy. ¯\_(ツ)_/¯

        Większość naszych znajomych pracuje zdalnie i ogranicza kontakty. Wiec z tymi koleżankami sporo się spotykamy, raz u jednej, raz u następnej. Przez ograniczenie kontaktów socjalnych i rodzinnych, wyjazdów, wakacji oraz przez to ze mieszkamy i pracujemy w małym środowisku - trzeba trochę popracować by animować spotkania.
        • kocynder Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 13:32
          No nie, Lumerio. Właśnie kiedyś (w czasach "przedpandemicznych") spotkanie na "seans filmowy" było ok i w pełni zrozumiałe, nawet sama brałam udział w takowych! I z przyjemnością! Natomiast właśnie teraz, kiedy kontakty towarzyskie są ściśle reglamentowane, kiedy nie można ot tak, wyskoczyć sobie na kawę czy na pizzę - spotykać się w czwórkę czy piątkę, żeby siedzieć i tępo gapić się w ekran?! Serio? Jak napisałam, w ekran to się mogę gapić każdego dnia, w dodatku wybierając film wedle swego (i męża) gustu, a nie licząc się z grymasami koleżanek! Jeśli już w czasie obostrzeń decyduję się na spotkanie towarzyskie - to po to, żeby "zażyć" tego towarzystwa, a nie ślepić w filmik! Żeby pogadać, pożartować, wysłuchać co u kogo...
          A już kompletnym curiosum jest dla mnie impreza urodzinowa, na której się filmy ogląda! Ok, rozumiem, że jeśli jakaś maniaczka kinowa się trafi, to niechby, właśnie tego dnia pojawia się "nówka sztuka" film i ona po prostu MUSI zobaczyć teraz już, natychmiast! No i goście idą jej na rękę, niech tam, możemy razem obejrzeć ten film. Dla solenizantki, która uwielbia. Ale ty opisujesz inną sytuację. W każdym razie ja to zrozumiałam inaczej. Jak widzę: Ania organizuje imprezę, zaprasza Kasię, Lusię (solenizantka) i Gienię. Ania uwielbia kino i Ania chce poświęcić wieczór urodzinowy Lusi na oglądanie filmu. Lusia się na to godzi, Kasia też nie ma nic przeciw. Sprzeciw wyraża Gienia. Dobrze zrozumiałam?
          1. Ania organizując urodziny Lusi absolutnie nie powinna kierować się SWOIMI preferencjami i w ogóle proponować włączania telewizora! Duże faux-pas Ani!
          2. Gienia wybrawszy film i oznajmiwszy, że nie wie czy się powstrzyma przed obejrzenia wcześniej - tylko się "wpisała" w mocno nieelegancką formułę zaproponowaną przez Anię (czyli każdy robi to co sam lubi i ma resztę w nosie).
          3. Nawet wspólne gapienie się w ekran ma się nijak do "towarzystwa". Więc nie, nie jest tak, że wam "nie chodzi o film tylko o towarzystwo". Gdyby chodziło o towarzystwo to nie padłaby w ogóle oferta gapienia się w tv. I nie, nie ma znaczenia, czy to będzie super-hiper-ekstra film czy kolejny odcinek "M jak mdłości". Siedzenie przed "Polsatem w okienku" ma się do towarzystwa tak, jak zaplamione i wystrzępione dżinsy do elegancji...
          • lumeria Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 14:12
            To niezupelnie tak jak napisalas:

            *Ania ma monitor kinowy smile Za to Kasia i Lusia nie maja telewizorów wcale (tylko youtube na laptopie), wiec dla nich taki wieczór kinowy to frajda.

            *Ania nie narzuca swoich preferencji, wręcz odwrotnie - pyta wszystkich co chcą jeść (nawet wysyła przepisy!), pic, jak zorganizować spotkanie. To solenizantka wpadła na pomysł oglądnięcia filmu, bo czesto to u Ani robimy.

            *To nie miala byc formalna impreza urodzinowa, tylko raczej babski wieczor pod pretekstem urodzin. A ze jesteśmy w ciągłym i bliskim kontakcie, to aż tyle materiału na pogaduchy nie mamy, stąd pomysł filmu - który sam w sobie ma być rozrusznikiem rozmów i śmiechu a nie oglądaniem dzieła w skupieniu.

            *Genia nie wyraża sprzeciwu, tylko mówi, ze jak film jej się nie spodoba/znudzi, to ona wychodzi. Zdarzyło sie, ze film okazał się nudny dla nas wszystkich, wtedy zmieniłyśmy na coś innego. Ale tak wyjść 10 min przed końcem?

            *Genia sama wybrała taki fajny film, ze wszystkie cieszyłyśmy sie na oglądniecie go razem (nowa "Emma") - romansidlo, kostiumy, porównania z innymi inscenizacjami, no super opcja. Ale Genia ostrzega, ze go sobie sama oglądnie, wiec co, znowu 15 min przed końcem wyjdzie, bo ona juz widziała i jej sie znudziło oglądanie z nami?
            • kocynder Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 14:31
              Ad. 1. To jest jakiś argument, acz nadal dla mnie słaby.
              Ad. 2. " Gospodyni jest kinomanką, wiec kiedy jako cześć programu wieczoru zaproponowała oglądniecie filmu, to ja i solenizantka bardzo się ucieszyłyśmy" - czyli NIE solenizantka wpadła na pomysł, a jednak gospodyni zdecydowała.
              Ad. 3. Nadal babski wieczór na ploty ma się nijak do gapienia w ekran.
              Ad. 4. Wychodzenie z imprezy na chwilę przed końcem filmu bo "ją znudził" oczywiście na tyle bezdyskusyjne, że nie odniosłam się do faktu. Oczywiście ogromny nietakt Gieni.
              Ad. 5. Nie popierając wychodzenia przed końcem i nie popierając postawy Gieni - i tak nie przemawia do mnie "idea" gapienia się w tv. Nawet na największym super-hiper-ekstra ekranie i na najlepszy super-hiper-ekstra film. Sorry, ale dla mnie to TAK SAMO jakby na spotkaniu towarzyskim dowolnym wyciągnąć komórki i zacząć przeglądać fejsika. Nie ma równie dosadnego pokazania towarzystwu, e jest nudne i ma się je w nosie... Zwłaszcza w dobie pandemii i obostrzeń.
              I tak, jakby mi Ania rzuciła "Zorganizuję ci imprezę urodzinową, będzie fajnie, obejrzymy najnowszy odcinek "Jak oni stękają" czy tam inne "Z życia debila", a do stołu podam to, to i tamto" - to bym grzecznie podziękowała za imprezę i zorganizowała sama. Bez Bóstwa Telewizorni. A z koleżankami, które na tyle nudzę, że wolą ślepić w tv zamiast pogadać ze mną choćby i o bzdetach - zdecydowanie rozluźniłabym kontakty. No, ale może ja jestem dziwolągiem, bo stosunki towarzyskie utrzymuję z osobami, z którymi zawsze mam o czym pogadać.
              • minniemouse Re: Dylemat filmowy 10.03.21, 01:52
                jakby zaproszone koleżanki nie chciały oglądać, toby powiedziały po prostu "szkoda czasu na kino kiedy tak rzadko jest okazja by razem posiedzieć i pogadać" lub coś w tym stylu.
                zamiast tego pomysłowi przyklasnęły ponieważ wszystkie sa kinomankami, tylko ta czwarta Genia nie ma wyczucia bo w takiej sytuacji - urodziny, będąc gościem itd powinna albo zapytać czy jest opcja aby wybrać inny film albo powiedzieć ze w takim razie obejrzy z przyjemnością po raz drugi. a tak zachowała sie jakby była pępkiem świata. oświadczenie, iż nie wytrzyma i obejrzy przed spotkaniem zamawiany film jeszcze gorzej o niej świadczy bo wychodzi na nielojalna koleżankę. ale nie fakt "niewytrzymania" jest tego powodem bo oczywiście nie musi czekać na spotkanie skoro tak bardzo, juz natychmiast chce ów film zobaczyć to ma prawo ale ta zapowiedz-groźba ze "znowu wyjdzie wcześniej" - czy spotkanie kreci sie wokół niej? chyba nie. rozumiem taktownie poprosić, dogadać sie w jakiejś sprawie, w tym przypadku filmu, ale takie stawianie sprawy na ostrzu noża i dzielenie towarzystwa na ja-wy jest poniżej wszelkiej krytyki i nie wiem czy ja bym sie powstrzymała żeby nie warknąć "no w każdym razie my zaplanowałyśmy na pewno oglądać "Emme" w przyszły tydzień, to najwyżej z tobą spotkamy sie w inny dzień".

                Minnie
                • lumeria Re: Dylemat filmowy 10.03.21, 17:31
                  Minnie - dokładnie opisałaś dylemat.

                  Wiesz, rozumiem jeśli ktos jest starszy, zmęczony, etc i powie "wyjdę dyskretnie przed seansem, bo nie dam rady oglądać" - no i ok.

                  Ale zupełnie nie mam pojęcia co grzecznie odpowiedzieć na "jak sie będę nudziła to wychodzę". Całkiem mnie to zatyka. Oczywiscie jako osoba postronna nie muszę mówić nic, ale jako solenizantka czy gospodyni - co sie w takim wypadku mówi? Jak tłumaczy?
                  • anula36 Re: Dylemat filmowy 10.03.21, 23:24
                    ale jaki sens ma cokolwiek tu odpowiadac,a tym bardziej tłumaczyć , jak dziecku,? Chce wyjść , wychodzi, co najwyzej stwierdzić, ok ale ominie cie tort i szampan i tyle.
                    • lumeria Re: Dylemat filmowy 11.03.21, 00:03
                      Kiedy to się stało pierwszy raz, to faktycznie tak zareagowałyśmy. Popatrzyłyśmy się na siebie, wzruszyłyśmy ramionami, gospodyni podała jej płaszcz i dobranoc.

                      Ale drugi raz takie ostrzeżenie jakoś źle przeszło i pozostawiło niesmak.
                  • minniemouse Re: Dylemat filmowy 11.03.21, 02:20
                    lumeria napisała:
                    > Ale zupełnie nie mam pojęcia co grzecznie odpowiedzieć na "jak sie będę nudziła to wychodzę". Całkiem mnie to zatyka. Oczywiscie jako osoba postronna nie mu szę mówić nic, ale jako solenizantka czy gospodyni - co sie w takim wypadku mówi? Jak tłumaczy?

                    z wesołym uśmiechem "ok, bye!!" 😁

                    rzecz w tym ze nad tak egocentryczna, roszczeniowa koleżanką nie ma się co rozwodzić. po prostu nie zasługuje na to. widać, ze chce podporządkować sobie cale towarzystwo, i do tego w nieprzyjemny sposób.
                    widać także, ze prowadzi pewna grę w której chce wygrać (..nie wiem czy wytrzymam..). absolutnie bym się nie dala w to wciągać i bez żenady bym jej grzecznie ucinała "nie ma problemu", "to w porządku, to z tobą spotkamy się kiedy indziej" albo "to jak chcesz to przyjdziesz, jak nie chcesz to nie - my oglądamy" lub po prostu "OK"..

                    absolutnie dociera do mnie ze to bliska koleżanka. starałam sie wiec wyobrazić sobie jedna z moich przyjaciółek w podobnej sytuacji. istotnie trudno zdobyć się zdecydowany opór, wręcz bunt wobec takiej osoby, ale stwierdziłam ze przecież nie będzie wiecznie psuła pozostałym 3 osobom zabawy i to takiej, na którą sie szykują duzo wcześniej. ani dyktować warunków, zatem, ponownie - "OK, przyjdziesz, albo nie, twój wybór".

                    Minnie
      • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 13:22
        kocynder napisała:

        > Dla mnie sam pomysł oglądania filmu w ramach imprezy jest... Dziwaczny? Na Zeus

        W dawnych czasach, kiedy jeszcze chodziło się do kina, nie chodziło się do kina samotnie, tylko co najmniej z kimś albo w ogóle grupowo. Potem - też razem - gdzieś, żeby pogadać o filmie i innych sprawach.
        Sytuacja oglądania razem filmu w ramach imprezy jest współczesnym odpowiednikiem tej właśnie sytuacji. Korzystania z kultury razem. Nic w tym egzotycznego.
    • aqua48 Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 08:40
      Co z tym zrobić? Przestać zapraszać koleżankę G na seanse filmowe, które najzwyklej w świecie ją nudzą (wyjście 10 minut przed zakończeniem) lub woli oglądać filmy w pieleszach domowych (powiedziała, że zobaczy film wcześniej sama). Co nie oznacza zrywania z nią kontaktu na amen, tylko przeorganizowanie formuły tych wspólnych spotkań.
      Swoją drogą koleżanka G jest roszczeniową egoistką, jeśli nie potrafi poświęcić od czasu do czasu swego komfortu dla kogoś innego. W kontaktach z nią należy brać ten fakt pod uwagę.
      • lumeria Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 13:01
        >Swoją drogą koleżanka G jest roszczeniową egoistką, jeśli nie potrafi poświęcić od czasu do czasu swego komfortu dla kogoś innego

        Właśnie dokładnie nad tym zastanawiałam sie. Bo ona zawsze była asertywna i tez nigdy się nie poświęcała. Robi tylko to, co jej pasuje.

        Ale teraz w moim mniemaniu to przeciągnęła stronę i zachowała się jak burak, robiąc sporą przykrość gospodyni wychodząc z filmu oraz ostrzegając, ze wyjdzie kolejny raz. Ona nie widzi w tym problemu.

        Wiec gdzie jest ta granica miedzy asertywnością i dbaniem o siebie a byciem egoistą i olewaniem innych.
        • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 06.03.21, 14:41
          Naczelną zasadą asertywności jest zachowanie szacunku dla innych, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla siebie.

          Tutaj nie ma mowy o szacunku dla was, jest jedynie dbanie o swoje potrzeby. Jeśli lubisz Genowefę i nadal ci zależy na waszej relacji, weź jej to może przekaż w prostych słowach. Najlepiej mówiąc o uczuciach, w końcu jesteście przyjaciółkami. Zrobi z tym, co będzie chciała.
            • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 10.03.21, 18:13
              Bardzo się wszystkie cieszyłyśmy na to spotkanie. Mi - i wiem, że reszcie dziewczyn - zależało na tym, żebyśmy się spotkały wszystkie razem. Nawet film dobrałyśmy tak, żebyś tym razem nie wyszła.

              I teraz jest mi przykro, czuję się zlekceważona - one pewnie mają podobnie. Jestem bardzo rozczarowana. Nie rozumiem - nie zależy ci na tym, żeby się z nami zobaczyć?


              Generalnie imo - szczerze, krótko i skupiając się na uczuciach w sensie komunikaty ja i takie tam.
    • ola_buz Re: Dylemat filmowy 30.03.21, 13:30
      Tu nie o s-v chodzi, to już toksyczność. Genowefie należy się ostre zwrócenie uwagi i... raczej zastosowałabym opcję: ty dopasowujesz się do nas, a nie my do ciebie. Bo widać, ze Wasza dobra wola została po prostu wykorzystana i Wasze dostosowanie do niej nie działa (a nawet przynosi odwrotne skutki).
    • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 31.03.21, 05:25
      co to ma być kinderbal? smile
      jak dzieci, jedno wyjdzie, drugiemu czuje się porzucone i robi się smutno xD

      wybierzcie film na jaki macie ochotę w większości, jak ktoś chce to ogląda, jak ktoś nie chce to wychodzi, who cares
      • lumeria Re: Dylemat filmowy 31.03.21, 22:41
        Nikt nie zmusza nikogo do oglądania. I jednak takie wyjście 10 minut przed końcem filmu jednak przerywa ten film innym - film został wyłączony, pożegnania ze wszystkimi sie odbyły.

        I tak, było gospodyni oraz solenizantce przykro, ze koleżanka wręcz planowała rozwalić ich przyjemność ze wspólnego oglądania.

        Jakby kumpel zdecydował wyjść z meczu 15 min przed końcem rozpychając się w wąskim przejściu i zasłaniając innym kibicom skoncentrowanym na grze, to nie byłbyś chociaż troszeczkę poirytowany?
        • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 07:04
          lumeria napisała:

          > Jakby kumpel zdecydował wyjść z meczu 15 min przed końcem rozpychając się w wąs
          > kim przejściu i zasłaniając innym kibicom skoncentrowanym na grze, to nie byłby
          > ś chociaż troszeczkę poirytowany?

          a gdyby się przeciskał bo chce wyjść do kibelka, to byłaby różnica w poziomie poirytowania?

          chyba nie chodziło ci o fizyczne niewygody tylko o zadany "ból" psychiczny?

          jeżeli ktoś wychodzi 10-15 minut przed końcem filmu/meczu to widocznie musi wyjść, zapominam mu to w sekundę i nie noszę w sobie, w sumie co to ma być - dla niego to jest 15 minut różnicy a dla mnie sekunda przeszkadzania
          jak to jest dobry znajomy to się mówi "przechodź szybciej bo zasłaniasz" jak to jest zły znajomy to się go nie zaprasza ponownie i tyle
          • lumeria Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 13:44
            >a gdyby się przeciskał bo chce wyjść do kibelka, to byłaby różnica w poziomie poirytowania?

            Owszem. Siła natury. Chociaż większość dorosłych jest w stanie wytrzymać te 1-2 godziny bez latania do ubikacji - mało kto wychodzi np. z mszy czy w czasie spektaklu operowego.

            Powtórzę - przy pierwszym zajściu wszyscy zareagowali tak jak opisujesz - chcesz iść, to idź - bez spiny. Ale już ostrzeganie, ze znowu wyjdzie jak jej się znudzi - nie przeszło.
              • lumeria Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 14:27
                Solenizantka powiedziała Geni, ze odbiera jej zachowanie jako przykre, wiec wolałaby, żeby Genia zdecydowała czy zostaje na cały film albo nie ogląda wcale.

                Genia próbowała z nia polemizować, ze może ona zechce z nami przy filmie posiedzieć, ale S. powiedziała jej, ze nie podoba jej się takie wychodzenie w środku, i nie chce, by jej impreza byla zaklocona rozkminami czy Genia zostaje czy nie, wiec ma zdecydowac.

                Genia film oglądnęła sama, a ze był długi i nudny, to nie reflektowała na powtórkę. Reszta towarzystwa dobrze sie bawiła rozmowami około-filmowymi, podziwianiem kostiumów, porównywaniem do innych ekranizacji, itp.
                • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 18:13
                  to ciekawe zachowanie, rzadko się chyba to spotyka w towarzystwie ludzi którzy utrzymują kontakty z wyboru

                  "zapraszam cię ale nie możesz wychodzić w trakcie filmu"
                  tak jakby to był wielki deal że ktoś sobie wychodzi

                  tu raczej chodzi o stroszenie piórek i pokazywanie kto jest ważniejszy i kto ma "kontrolę"
                  ta która zaprasza mówi "ja mam kontrolę bo oglądamy i nie wstajemy tak jak chcę"
                  a ta druga mówi "a ja sobie wstanę i wyjdę"

                  w teorii gier E. Berne'a to jest transakcja Rodzic do Dziecka a Dziecko odpowiada "psocąc"
                  • lumeria Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 19:05
                    Nie, nie chodzi o stroszenie piórek, czy kontrolowaniu innej osoby. Chodzi o szacunek dla gospodyni i innych gości, dla których takie wyjście jest nieprzyjemne i "big deal".

                    I chyba można powiedzieć "Jest mi przykro kiedy robisz X, wiec proszę cie byś nie robiła X, a ewentualnie zrobiła Y albo Z" - pozostawiając osobie wolność wyboru. I stawiając granice, ze nie, X w naszej obecności nie będzie robiła.










                        • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 19:23
                          no i OK,
                          nie lubisz tej baby to przyjęłaś negatywnie
                          a gdybyś ją lubiła - lub gdyby to był ktoś kogo lubisz

                          np. masz dziecko które zapraszasz do siebie i mówisz "przyjdź do mnie obejrzymy film i wypijemy kawkę" a dziecko odpowiada "film trwa 1:30 a ja muszę po 1:15 wyjść" - i co wtedy robisz? zakładamy że kochasz dziecko i nie stroisz fochów
                          • lumeria Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 19:46
                            >nie lubisz tej baby to przyjęłaś negatywnie
                            >a gdybyś ją lubiła - lub gdyby to był ktoś kogo lubisz

                            To bez sensu. Wszystkie sie wzajemnie lubimy. Ale nawet ludziom, których lubię i kocham stawiam jakieś granice jeśli uznam, ze zachowują sie nieprzyjemnie.
                            • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 20:04
                              lumeria napisała:

                              > To bez sensu. Wszystkie sie wzajemnie lubimy. Ale nawet ludziom, których lubi
                              > ę i kocham stawiam jakieś granice jeśli uznam, ze zachowują sie nieprzyjemnie.

                              jasna sprawa,
                              jak dla mnie samo wyjście nie jest na tyle nieprzyjemnym zachowaniem żeby się nad tym zastanawiać,
                              chcesz iść człowieku to idź,
                              dlatego wyczuwam w tym jakieś drugie dno, urażone ego,

                              jakieś infantylne mi się wydaje w ogóle poruszanei tej sprawy "zapraszam na film ale od razu teraz ustalamy że siedzimy do końca i nikt nie wychodzi wcześniej"
                              • lumeria Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 21:58
                                >jak dla mnie samo wyjście nie jest na tyle nieprzyjemnym zachowaniem

                                Pierwszy raz przeszedł bez komentarza, ale robienie z tego zachowania nawyku - dla kilku osób jawił się na tyle nieprzyjemne, ze po prostu nie było na to zgody.

                                Nie jest infantylne postawienie granic jeśli się wie, ze ktoś planuje niemiło zachowywać sie.

                                • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 22:10
                                  czyli ta kobieta już kilka razy wyszła już przed zakończeniem seansu i jest to problem dla gospodyni?

                                  a można jej nie zapraszać? to w sumie będzie bardziej grzeczne niż wałkowanie tematu i wracanie do tego wątku po raz któryś

                                  ta która wychodzi najwyraźniej widzi że to stanowi dla kogoś problem i się tym bawi

                                  nie bardzo znam zwyczaje takich pań, ale czy to nie będzie tak że jeżeli gospodyni nie zaprosi to ta niezaproszona odniesie "zwycięstwo na punkty" (no bo niezaproszenie jej świadczy o braku wychowania czyli przegrana) czyli w waszej rozgrywce chodzi o to żeby ją zaprosić, ale nie pozwolić jej wyjść (wygrać)?
                                    • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 05:16
                                      lumeria napisała:

                                      > Czytałeś wpis startowy? Tam było napisane co, kto i ile razy.

                                      przeczytałem dla odświeżenia smile

                                      a potem pisałaś gdzieś też że "wszystkie się lubicie"?

                                      otóż to nie była szczera deklaracja, nie lubicie się z tą G. ale bawicie się w to kto bardziej udaje,
                                      bo ta która okaże otwarcie zniecierpliwienie, złość - przegrywa smile

                                      gdybyś otwarcie powiedziała "nie lubię tej G i jej nie zaproszę" to by było szczere, możesz to złagodzić tym że nie oceniasz człowieka tylko zachowanie ("nie podoba mi się zachowanie tej G. i jej nie zaproszę") jeżeli zależy ci na większej "wytworności"
                                      • lumeria Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 14:40
                                        >otóż to nie była szczera deklaracja, nie lubicie się z tą G. ale bawicie się w to kto bardziej udaje, bo ta która okaże otwarcie zniecierpliwienie, złość - przegrywa smile

                                        Wiesz- jesli jestes mezczyzna, to twoja meska perspektywa jest mi raczej obca. Ale dzieki za podzielenie sie nia.

                                        Chyba my kobiety mamy inaczej. Możemy się lubić, ale także czuć się poirytowane i nawet wściekłe, ze koleżanka nas w nieprzyjemny sposób potraktowała. I po takim zajściu relacja nie musi być z automatu rozwalona.

                                        Wiec nie widzę tego tak czarno-biało jak ty. Powtórzę: to ze kogoś lubię i zapraszam, nie znaczy, ze muszę tolerować jak ten gość (lub jego dziecko) po moich kanapach skacze, wydziobuje rodzynki z całego sernika, czy wkłada oblizaną łyżkę do wspólnych potraw.
                                        • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 14:54
                                          lumeria napisała:

                                          > Wiec nie widzę tego tak czarno-biało jak ty. Powtórzę: to ze kogoś lubię i zap
                                          > raszam, nie znaczy, ze muszę tolerować jak ten gość (lub jego dziecko) po moich
                                          > kanapach skacze, wydziobuje rodzynki z całego sernika, czy wkłada oblizaną łyż
                                          > kę do wspólnych potraw.

                                          widzę że wykręcasz sytuację i zaczynasz fantazje o skakaniu po kanapach, o wkładaniu oblizanych łyżek
                                          musisz to wymyślać po to żeby nie spojrzeć na prawdę? - obrażasz się za to że ona wyszła

                                          nic nie lizała, nic nie brudziła, więc trzymajmy się tego co sie działo naprawdę

                                          nie patrzę na to czarno-biało, tylko rozpatruję to jako "grę towarzyską" kto postawi na swoim

                                          jeżeli tutaj miałbym doszukiwać się różnic pomiędzy płciami to raczej to że gdyby facet zaprosił gości i jeden by mówił że nie wie czy wytrzyma do końca czy czasem nie wyjdzie wcześniej to reakcja by była "będziesz chciał wyjść to wyjdziesz, nikt nie będzie płakał, nie jesteś primadonną" i też by nie było pamiętania o tym bo to naprawdę nie jest skakanie po meblach czy lizanie łyżeczek
                                            • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 15:06
                                              lumeria napisała:

                                              > Czyli olanie kolegów w męskim gronie nie jest nietaktem. Ok, przyjmuję to do wi
                                              > adomości.
                                              >
                                              > Za to w damskim widocznie jest, co damy na tym forum potwierdzają. smile

                                              Poniekąd intuicja jest słuszna.
                                              Z tego, co mętnie pamiętam, diady męskie spotykają się, żeby robić coś razem. Tzn pijemy piwo, a rozmowy i tworzenie więzi to efekt poniekąd uboczny.
                                              Diady żeńskie spotkają się, żeby być razem. Tzn pławimy się w swoim towarzystwie, a oglądanie filmu to działalność pretekstowa.

                                              Brzmi lekko seksistowsko, ale cos w tym jest, conie.
                                            • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 15:09
                                              lumeria napisała:

                                              > Czyli olanie kolegów w męskim gronie nie jest nietaktem. Ok, przyjmuję to do wi
                                              > adomości.
                                              >
                                              > Za to w damskim widocznie jest, co damy na tym forum potwierdzają. smile

                                              a jeżeli wyjdzie wcześniej to jest "olanie"? musi siedzieć do określonego czasu?
                                              wszystko zależy od nastawienia, odbioru, i wibracji bo można wyjść w połowie w dobrej atmosferze, a można siedzieć do końca i też dokonać "olania"

                                              a jeżeli czujesz że Gienia cię olewa to oczywiste jest żeby jej nie zapraszać?
                              • aqua48 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 23:27
                                heniek.8 napisał:

                                > jak dla mnie samo wyjście nie jest na tyle nieprzyjemnym zachowaniem żeby się n
                                > ad tym zastanawiać,
                                > jakieś infantylne mi się wydaje w ogóle poruszanei tej sprawy "zapraszam na fil
                                > m ale od razu teraz ustalamy że siedzimy do końca i nikt nie wychodzi wcześniej

                                Raczej chodzi o to że pani stawia sprawę w roszczeniowy sposób - dopóki spotkanie będzie dla mnie zabawne to zostanę, ale jak się znudzę waszym towarzystwem to wychodzę.
                                Trochę tak jakby grupka czterech panów umawiała się regularnie na siatkówkę lub brydża, a jeden nagle oświadczył, że gdy to go znudzi to wyjdzie w połowie. Sorry, albo cię nudzi typ spotkania i/lub nasze towarzystwo wobec tego nie przychodź wcale, albo dostosuj się do reszty, a nie rozwalaj spotkania.
                                • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 05:23
                                  aqua48 napisała:

                                  > Trochę tak jakby grupka czterech panów umawiała się regularnie na siatkówkę lub
                                  > brydża, a jeden nagle oświadczył, że gdy to go znudzi to wyjdzie w połowie. So
                                  > rry, albo cię nudzi typ spotkania i/lub nasze towarzystwo wobec tego nie przych
                                  > odź wcale, albo dostosuj się do reszty, a nie rozwalaj spotkania.

                                  niedokładnie, w brydża nie da się grać we 3 więc jeżeli gość oświadcza że ma tylko godzinę - to trzeba podjąć decyzję czy gramy godzinę czy w ogóle nie zaczynamy jeżeli chcemy grać 2 godziny
                                  z filmem jest taka sytuacja że mofą przyjść 2 osoby, a może przyjść więcej i w połowie wyjść i nie ma to znaczenia dla samego toku oglądania filmu - film trwa 143 minuty i każda która chce wytrwać do końca, może go obejrzeć

                                  a tu sytuacja nie polega na tym że nie da się obejrzeć filmu, tylko że gospodyni czuje się "zraniona" i wszystkie koleżanki też, a mimo to zapraszają tę Gienię bo tak wypada, a ona psoci bo widocznie jej się podoba taka rola enfant terrible.
                                  • aqua48 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 10:31
                                    heniek.8 napisał:

                                    > niedokładnie, w brydża nie da się grać we 3 więc jeżeli gość oświadcza że ma ty
                                    > lko godzinę - to trzeba podjąć decyzję czy gramy godzinę czy w ogóle nie zaczyn
                                    > amy jeżeli chcemy grać 2 godziny

                                    Ale on nie oświadcza, że ma tylko godzinę, tylko mówi, że będzie grał dopóki mu się nie znudzi.
                                    No i po jego wyjściu pozostali spokojnie mogą grać z "dziadkiem". Lub odłożyć brydża i zacząć grać w wojnę, makao lub remika. Ach, to nie to samo co umówiona gra? No cóż podobnie jak w opisywanej sytuacji.


                                    • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 10:37
                                      aqua48 napisała:

                                      > No i po jego wyjściu pozostali spokojnie mogą grać z "dziadkiem". Lub odłożyć b
                                      > rydża i zacząć grać w wojnę, makao lub remika. Ach, to nie to samo co umówiona
                                      > gra? No cóż podobnie jak w opisywanej sytuacji.

                                      dla mnie wspólne granie to jest coś innego niż oglądanie
                                      jeżeli brydżysta odejdzie od stolika to tworzy się inna sytuacja niż gdy z kanapy odejdzie widz
                                      to już bardziej porównaj to że poszli wszyscy na zawody brydżowe i jeden z nich w połowie sobie wyszedł
                                      • aqua48 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 11:54
                                        heniek.8 napisał:

                                        > dla mnie wspólne granie to jest coś innego niż oglądanie
                                        > jeżeli brydżysta odejdzie od stolika to tworzy się inna sytuacja niż gdy z kana
                                        > py odejdzie widz

                                        Dla mnie to identyczna sytuacja - jeden z gości zaproszonych na tematyczne spotkanie odmawia udziału i wychodzi w połowie pozostawiając gospodarza oraz resztę towarzystwa w sytuacji niekomfortowej.



                                        • heniek.8 Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 12:26
                                          aqua48 napisała:

                                          > Dla mnie to identyczna sytuacja - jeden z gości zaproszonych na tematyczne spot
                                          > kanie odmawia udziału i wychodzi w połowie pozostawiając gospodarza oraz resztę
                                          > towarzystwa w sytuacji niekomfortowej.

                                          no fakt, to jest niekomfortowe że komfort wszystkich wisi na jednym uczestniku
                                          ale skoro tak jest i to któryś raz, to po co ją zapraszają, żeby potem narzekać że to niekomfortowe?
                                          • lumeria Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 14:17
                                            >ale skoro tak jest i to któryś raz,

                                            Byłoby lepiej, gdybyś przeczytał chociaż wpis startowy, serio.

                                            Zdarzyło się to raz, a drugiego nie było, bo solenizantka poprosiła, by Genia sama zdecydowała czy wychodzi przed filmem czy zostaje na całość.
                      • aqua48 Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 19:47
                        heniek.8 napisał:

                        > tak to widzisz bo zajmujesz pozycję po jednej ze stron,
                        > niezaangażowani będą to widzieli inaczej

                        Jestem niezaangażowana i NIE widzę tego inaczej.
                    • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 01.04.21, 19:18
                      lumeria napisała:

                      > Nie, nie chodzi o stroszenie piórek, czy kontrolowaniu innej osoby. Chodzi o s
                      > zacunek dla gospodyni i innych gości, dla których takie wyjście jest nieprzyjem
                      > ne i "big deal".

                      Też jest coś takiego w bliskich gronach. Grono tworzy jakąś całość - i jeśli ta całość przestaje być nagle i bez sensu całością, reszta czuje się nieswojo.

                      Byłam parę razy w grupowych przyjaźniach tak bliskich, że kiedy któreś z nas wychodziło podczas spotkania na siku, reszta milkła całkiem spontanicznie, rozmowy były wszczynane po powrocie brakującej osoby smile

                      > I chyba można powiedzieć "Jest mi przykro kiedy robisz X, wiec proszę cie byś n
                      > ie robiła X, a ewentualnie zrobiła Y albo Z" - pozostawiając osobie wolność wyb
                      > oru. I stawiając granice, ze nie, X w naszej obecności nie będzie robiła.

                      To są dwie sprawy - jedna, to uświadomienie tej osobie, co robi i jakie mogą być tego skutki. Bo całkiem możliwe, że ona tego nie wie.
                      Druga - to jest właśnie stawianie granic, czyli tym razem okazywanie szacunku samej sobie.
                      • lumeria Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 14:23
                        >Byłam parę razy w grupowych przyjaźniach tak bliskich, że kiedy któreś z nas >wychodziło podczas spotkania na siku, reszta milkła całkiem spontanicznie, >rozmowy były wszczynane po powrocie brakującej osoby smile

                        O właśnie - my tez spontanicznie czekamy na powrót osoby, która chwilowo odeszła - by wrócić do ciekawych tematów razem z nią - w międzyczasie robimy small-talk o pogodzie, serze czy filiżankach smile. By nie czuła się wykluczona, nie? To tak naturalnie wychodzi.
                        • bene_gesserit Re: Dylemat filmowy 02.04.21, 14:33
                          Ja to nazwałam po cichu 'efektem terapeutycznym', bo tak jest na terapii grupowej smile
                          Noi - oczywiście, grzeczność tego wymaga, ale moim zdaniem skoro 'to wychodzi tak naturalnie' to łączy was dość silna więź.

                          Wyjście kogoś z takiego kręgu 'bo film mnie nie interesuje' jest aktem dość brutalnym. I nie tylko poddaje tę więź w wątpliwość (grupa i bycie w niej jest traktowana użytkowo), ale nadgryza poziom zbiorowej energii i takie tam. Nie fair.
    • akle2 Re: Dylemat filmowy 31.03.21, 22:56
      Umiejętność stawiania granic jest cnotą. Moim zdaniem należy dać koleżance G. do zrozumienia, że smutno wam będzie bez niej, ale nie widzicie powodu zamykać imprezy, tylko dlatego, że księżniczka się znudziła Waszym towarzystwem. Niech wie, że świat się na niej nie kończy. "No to leć. My mamy jeszcze coś do obgadania, a w ogóle to za chwilę wpada sąsiadka, ta ładna z dołu, co ma dalmatyńczyka; dała się wreszcie namówić na zrobienie sałatki wg przepisu jej mamy. Żałuj, że nie spróbujesz ale taka dobra, że pewnie nic nie zostanie. No to pa".
      Szczerze powiedziawszy, ja bym przestała zapraszać taką osobę, a kontakty poluzowała do niezbędnych.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka