Dodaj do ulubionych

sezon 2008/9 cd

18.11.08, 23:52
Ponieważ wolę wątki długie, więc tytuł generyczny, licząc na ciąg dalszy ze
strony szanownych współforumowiczów.

Krótko, póki pamiętam:
15.11.2008

SINFONIA VARSOVIA
CHÓR FILHARMONII NARODOWEJ
Krzysztof URBAŃSKI - dyrygent
Elżbieta CHOJNACKA - klawesyn
Agnieszka PIASS - sopran
Henryk WOJNAROWSKI - kierownik chóru

Zygmunt KRAUZE - Serenada
Francis POULENC - Concert champêtre
Przemysław ZYCH - Agni Canticum na sopran, alt, tenor, bas, chór i orkiestrę
Francis POULENC - Stabat Mater na sopran, chór i orkiestrę

No więc przede wszystkim świetnie skomponowany program, jak widać, Krauze
doskonale łączył się z Concert champetre, potem Zych ze Stabat Mater.
Krauzego - któremu koncert był dedykowany na 70-lecie - nie było, pojechał jak
się okazało do Londynu grać. I szkoda, bo Serenada wypadła chyba dokładnie jak
trzeba, lekko i bogato, "bezczelnie prosta w odbiorze", jak pisze o niej twórca.

Concert Poulenca, ze świetną, pięknie utrefioną i pięknie grającą Chojnacką (w
klawesyn włożono mikrofony, plus dwa głośniki, co miało i wady i zalety.
Przeważyły zalety.).

Po przerwie wszedł Chór FN, i jak zwykle okazało się, że na sali są krewni
tych co na podium. Zycha słyszałem po raz pierwszy, za to on sprawiał wrażenie
jakby słyszał już Parta; ale Agni Canticum to ciekawy utwór, solistami byli
członkowie chóru ku satysfakcji i ich i naszej. Zych nie założył glanów, no to
i nie miał kłopotów z wejściem na podium. (To jest aluzja, owszem owszemsmile)
Stabat Mater jest raczej złożone, Urbański nie do końca temu sprostał, ale i
to słyszałem po raz pierwszy więc trudno mi mówić.

W sumie jeden z ciekawszych koncertów ostatniego roku.

Obserwuj wątek
    • narovista Re: sezon 2008/9 cd 08.12.08, 17:42
      Byłam, rzeczywiście dobrze złożony program i do tego sporo muzyki niezbyt
      starej, dość nowej i nowej. Aż dziwne, że utwór tak młodego kompozytora znalazł
      się na normalnym abonamentowym koncercie w Narodowej. Jaki - to już inna sprawa.
      Mnie się też podobał. Tylko nie rozumiem Twoich aluzji do Zycha, Paerta i jego
      glanów (Zycha, nie Paerta wink Takie analogie znajdziemy u każdego kompozytora
      (np.Mykietyn-Szymański). Pytanie, czy to kopia, czy twórcza inspiracja.

      A czy Urbański nie poradził sobie ze SM?... Jak dla mnie to raczej p.Chojnacka
      nie była porywająca w koncercie (w przeciwieństwie do super prowadzonej i
      grającej orkiestry), a jej nagłośnienie to skandal. Poza tym czy ten smok to
      jest jeszcze klawesyn w dzisiejszych, skierowanych na autentyzm czasach?

      Z pozdrowieniami.
      • kanarek2 Re: sezon 2008/9 cd 08.12.08, 23:44
        Narovisto,
        aluzja do glanów, jak to aluzja, była "dla wtajemniczonych", czyli części
        forumowiczów - byliśmy kiedyś razem na pewnym koncercie.

        Nie miałem wrażenia, by nagłośnienie klawesynu było skandalem, bez nagłośnienia
        pewnie orkiestra by go przykryła, a może zgodzisz się że partia klawesynu jest
        ładna, i byłoby jej szkoda, zwłaszcza w dzisiejszych, skierowanych na autentyzm
        czasach.

        Wczoraj trafiłem na zakończenie Jazz Jamboree, w sali FN. Tu "nagłośnieni" byli
        wszyscy, z lekką manierką na "pogłos", co było denerwujące przez wprowadzenie
        brzmienia charakterystycznego dla zespołów przygrywających na dansingach,
        niestety. Poza tym jednak zbudowany jestem blisko czterogodzinnym koncertem.
        1. sekstet Nahornego zgrabnie grał Szopena, Karłowicza, Szymanowskiego,
        2. jak zwykle zjawiskowy Możdżer zagrał 3 utwory Lutosławskiego, drugi bardzo
        Debussy'owaty, równie ciekawy i bardzo odmienny przez gęstą fakturę trzeci (o
        ile pamiętam "Etiuda 3" z 1940 roku), na bis skandynawski kolega M.,
        3. Po przerwie trio Jagodzinskiego z Aukso, orkiestrą miasta Tychy, pod Mosiem.
        Pietruszka Strawinskiego, Piazzola, Ciaccona Pendereckiego, i dużo Komedy. I
        niezmiernie zdyscyplinowane Aukso (co istotne zwłaszcza w Pietruszce), i
        Jagodziński trio swietni, bardzo się dobrze dogadywali, nie wymienię wszystkich
        ale Ewę Bem wymienię ze względów sentymentalnych. Jak ktoś lubił 3 nurt muzyki z
        lat dawnych, w tym Sketch Modern Jazz Quartetu, to pewno był zadowolony.

        Pozdrawiam,
        k.
    • kanarek2 Fete Polonaise, Sinfonia Varsovia, Minkowski 17.12.08, 00:13
      SINFONIA VARSOVIA, Marc MINKOWSKI - dyrygent
      Pascal AMOYEL - fortepian
      Jakub HAUFA - skrzypce
      Lise BERTHAUD - altówka
      Jérôme PERNOO - wiolonczela

      Stanisław MONIUSZKO - Uwertura Bajka
      Aleksander TANSMAN - Triptyque pour orchestre à cordes
      Henryk Mikołaj GÓRECKI - Trzy utwory w dawnym stylu
      Olivier GREIF - Quadruple Concerto La Danse des morts
      Krzysztof PENDERECKI - Agnus Dei
      Emmanuel CHABRIER - Le Roi malgré lui - Fête Polonaise
      Aleksander GŁAZUNOW - Chopiniana, i
      Halka na bis

      poprzedzone zostaly uroczystymi przemowami, towarzysko wiec na poziomie. Muzycznie tez, Minkowski kocha muzyke, muzyka kocha Minkowskiego, jak powiedzial kiedys Maksymiuk po Romeo i Julii Berlioza w Operze parę lat temu. Program (będzie grany za tydzień w Paryżu) ładnie dobrany i jak widać różnorodny. M. bez problemu przechodzi od 'muzyki dawnej' do utworów w dawnym czy nowym stylu, np rzadko grywanego a fajnego Tansmana. W koncercie poczwórnym Greifa spodobali mi się wiolonczelista i altowiolonistka, S.V. błyszczała.

      Z niepokojem czekałem na to co Głazunow zrobił z Szopenem, i słusznie, polonez op 40 potwierdził obawy, nokturn do pewnego stopnia tez. Natomiast mazurek op 50 nr 1, zaaranzowany z lekkością,
      był odkryciem wieczoru.
    • kanarek2 17.01, Faure 19.01.09, 00:31
      ORKIESTRA SYMFONICZNA I CHÓR FILHARMONII NARODOWEJ
      Michel PLASSON - dyrygent
      Marta BOBERSKA - sopran
      Jarosław BRĘK - bas-baryton
      Henryk WOJNAROWSKI - kierownik chóru

      Ernest CHAUSSON - Symfonia B-dur op. 20
      Gabriel FAURÉ - Requiem d-moll op. 48

      W pierwszej części obecny maestro Wit. Siedział na swoim miejscu, i nie starając
      się specjalnie wyglądał jak to romantyczne popiersie van Beethovena, chwilami
      przypominając fotkę von Karajana z okładek cd. Siedział chmurnie, i toczył okiem
      jowiszowem po muzykach.

      Requiem zrobiło na mnie wielkie wrażenie, właściwie z każdego powodu. Wstyd
      przyznać, ale nie znałem tego utworu, na wielki chor z małym akompaniamentem,
      bardzo interesująca muzyka - zdecydowanie wolę od Requiem Brahmsa, i
      nieoczekiwane w charakterze zakończnie - ciepłe, radosne i optymistyczne 'In
      Paradisum', całość bardzo pięknie prowadzona przez Plessona, skąd duże i
      zasłużone brawa.

      Chór FN sprawdził się od pierwszego (ściślej - drugiego) taktu, pp śpiewane
      niemal szeptem, bardzo miejscami prosta melodia musi być śpiewana czysto - i
      była, do tego pani Boberska (wolałbym ciut mniej wibrata, ale na pewno nie będę
      się czepiać. Słuchanie pani Boberskiej sprawiało mi fizyczą (w braku lepszego
      określenia) przyjemność, i trudno wtedy się skupić na zasadniczym przekazie
      dzieła) - słowem, czego chcieć więcej?
      • schaetzchen 18.01.09 Fischer, St Martin in the Fields 19.01.09, 07:02
        Masz ci los Kanarku, taki koncert mnie ominął sad Nie mogłam ani w piątek ani w sobotę. Dziękuję za relację.
        Mogłam natomiast wczoraj:

        ORKIESTRA KAMERALNA ACADEMY OF ST MARTIN IN THE FIELDS
        Julia FISCHER - dyrygent, skrzypce

        Benjamin BRITTEN - Wariacje na temat Franka Bridge'a op. 10
        Johann Sebastian BACH - Koncert skrzypcowy a-moll BWV 1041, Koncert skrzypcowy E-dur BWV 1042
        William WALTON - Sonata na orkiestrę smyczkową

        Pani Fischer dyrygowała od pierwszego pulpitu, choć dyrygowała to za dużo powiedziane - ten zespół poradziłby sobie i z zawiązanymi oczami. Dyrygentka zachowywała się więc powściągliwie, co w sumie było bardzo na miejscu.
        Koncert stopniowo nabierał tempa, wyrazu i rumieńców. Stosunkowo najmniej zachwycił mnie Britten, ale to może ja musiałam wejść w nastrój a nie muzycy. Zdawało mi się, że zaczęli nieco sforsowanym dźwiękiem, "czynnik ludzki" też dawał znać o sobie, w postaci nie zawsze czystych odzywek (zwłaszcza pierwszych skrzypiec). Ale to były przejściowe kłopoty, muzyka płynęła wartko, różnorodnie i ciekawie. Pomiędzy wariacjami muzycy robili dość długie pauzy, w których to publiczność coraz żwawiej sobie poczynała, ubarwiając koncert wszelkiego rodzaju efektami laryngologicznymi. Zrzućmy to na porę roku.

        Potem Bach - zupełnie inne brzmienie (i fantastyczny klawesynista), "mniejsze", bardziej pastelowe, bez ostrości z jaką dziś się Bacha grywa (i robi z niego Vivaldiego wink), choć nie bez nerwu i wigoru. Solistka cudnie stopiona z zespołem, grająca w sposób bardzo uduchowiony, eteryczny, nie chcę przez to powiedzieć, że wyciszony - nie, wszystkie wirtuozowskie fragmenty zagrane z potrzebną im swadą, ale... ta swada, energia i popis były tak naturalne, tak nienarzucające się, nie na pokaz... Cudowne długie nuty, zaczynane "płasko" i stopniowo rozwibrowywane smile Może wolałabym wolne części zagrane o włos płynniej, ale było bardzo pięknie.

        Najbardziej jednak zachwycił mnie Walton. Ta Sonata, to - jak czytam w programie - opracowanie Kwartetu, dokonane przez Waltona (a uczynił to na prośbę sir Marrinera). Nie jest to proste przeniesienie. Owszem, sporo fragmentów zostało powierzonych solistom-koncertmistrzom, ale reszta... Cudowne brzmienia, dużo grania con sordino ale niekoniecznie piano, zabaw z kolorami, fakturami. No, ale do tego trzeba było tej orkiestry, która w tym utworze pokazała absolutną maestrię. Już nie będę pisać o niezwykle stopionym dźwięku, o tym jak zaczynają (i kończą) każdą nutę, jak się słuchają, a przy tym jaka z tego grania bije prostota i naturalność.

        Towarzysko i tym razem było ciekawie, podobieństw do Beethovena w profilu Pana Dyrektora nie dostrzegłam, dostrzegłam natomiast, że klaskał on po koncercie dostojnie i w sposób "wyważony" wink

        Natomiast jeśli ktoś był tego wieczoru na Woronicza, to ozłocę za relację.
        • arana Re: 18.01.09 Fischer, St Martin in the Fields 19.01.09, 07:42
          schaetzchen napisała:
          Natomiast jeśli ktoś był tego wieczoru na Woronicza, to ozłocę za relację.

          Planowałam oczywiście,niestety nie mogłam nawet posłuchać w Dwójce.
          Zostało tylko czytanie, np. tu:
          szwarcman.blog.polityka.pl/?p=270
          A może ktoś słuchał transmisji i napisze o swoich wrażeniach?
        • zamek Re: 18.01.09 Fischer, St Martin in the Fields 19.01.09, 13:44
          Ja byłem. Nie musisz ozłacać, Schatz smile
          Nie wiem, czy uda mi się być zupełnie obiektywnym; wszakże oboje - i Olga, i
          Dominik - to moi koledzy z pracy, toteż mam do ich obojga osobistą sympatię. Ale
          spróbuję zaistnieć z pozycji melomana.
          Dominik wrócił na estradę w sposób brawurowy. Zagrał znakomicie, interpretował
          świetnie, jak to on. A do grania miał, trzeba powiedzieć, sporo. Ale cóż,
          Dominik dysponuje znakomitą techniką, a Olga dała mu możliwość jej
          zaprezentowania. Orkiestry przy tym było dokładnie tyle, ile potrzeba - solista
          w prawie każdym momencie słyszalny, towarzyszenie wysmakowane. Pierwsza i
          trzecia część Koncertu, z licznymi repetycjami dźwięku - bardzo w idiomie Olgi;
          druga, refleksyjna - piękna kolorystycznie. Bardzo się cieszę, że jest taki
          utwór i że Dominik go gra smile To Koncert wiolonczelowy pełną gębą, a do tego -
          nowe życie estradowe dla Dominika.
          Potem było wzruszające podziękowanie Dominika osobiście niemal całej orkiestrze
          i słowa do wszystkich, którzy go wspierali i liczyli na jego powrót. Jemu łamał
          się głos, a i nam wszystkim łzy stały w oczach...
          Po sąsiedzku była muzyka węgierska. Niejaki Ferenc Erkel popełnił uwerturę do
          opery "Hunyadi Laszlo" (i pewnie całą operę), ale to muzyka, jakich baaaaardzo
          wiele. Po przerwie utwory pana Dohnanyi'ego - nie tego dyrygenta, tylko jego
          dziadka, kompozytora z czasów Bartoka i ciut późniejszych. Przesympatyczne dwa
          utwory: "Minuty symfoniczne" i "Wariacje na temat... Ah vous, dirai-je maman" -
          tak, ten sam, co u Mozarta smile Człek musiał mieć instrumentację w małym paluszku,
          a do tego znakomity zmysł pastiszu, bo po obu utworach (a zwłaszcza po
          Wariacjach - partia fortepianu błyskotliwie, choć może przydałoby się więcej
          takiego "wariactwa", wykonana prze Jeno Jando), jak powiedziałby nieodżałowanej
          pamięci Tomasz Kiesewetter, powinno się ukłonić co najmniej kilku kompozytorów -
          Brahms, Czajkowski, Mahler, Bruckner, a nawet i Liszt powinien wychynąć zza
          kotary wink
          Świetny koncert smile
          • schaetzchen Re: 18.01.09 Fischer, St Martin in the Fields 19.01.09, 17:17
            Zamku, dziękuję za relację, Arano, dziękuję za link - dobrze, że na komputerze
            pisze się używając palców a nie gardła, bo gardło mam ściśnięte. Pana Dominika
            nie znam osobiście, śledzę natomiast jego losy i... bałam się iść na ten
            koncert. Jak widzę niesłusznie - i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.
            • arana Taka myśl... 19.01.09, 19:59

              Widzę Schaetz, że miałyśmy podobne odczucia. Zrezygnowałam z tego koncertu bez większego żalu, bo też się bałam. Czego? Sytuacji, która zdominuje muzykę – że tak się wyrażę eufemistycznie. Dlatego cieszę się, że nie słyszałam październikowego koncertu Pogorelića. Ale na następny koncert Dominika Połońskiego pójdę.

    • kanarek2 Grazyna Bacewicz, Kraków 12.02.09, 00:33
      - 2 kwintet
      - 2 sonata
      - 1 kwintet.
      Krystian Zimerman, Kaja Danczowska, Agata Szymczewska, Ryszard Groblewski i
      Rafał Kwiatkowski

      Pojechałem do Krakowa zmotywowany głównie, i w lecie jeszcze, relacją 60jerzego
      z Salzburga, czyli jego zachwytów nad Zimermanem grającym sonatę Bacewicz.
      Dodatkowym bodźcem była Danczowska, właśnie jestem w fazie zachwytu jej
      Szymanowskim.

      Akustyka Audytorium Maksimum UJ świetna, towarzystwo z pewnością jeszcze lepsze,
      krzesła miękkie i nie skrzypią, czyli preludium obiecujące. Reszta była wielkim
      koncertem.

      Muzykę Bacewicz znam mniej niż słabo, więc i początek, czyli pierwsza część
      kwintetu, był raczej oswajaniem się z B. Tego, że Z. gra dobrze należało się
      spodziewać, natomiast bardzo przyjemnym zaskoczeniem była reszta, czyli smyczki.
      Danczowska wydaje się być w dużej formie, Szymczewska i panowie zagrali
      świetnie. I co równie ważne, odniosłem wrażenie że wszyscy oni mają podobne
      wyobrażenie o tym jak należy grać kwintety B., czyli mówiąc inaczej, grali w
      podobnym stylu – delikatne budując nastroj, miejscami emocjonalnie, z pięknymi
      barwami, bez gwałtu na instrumencie i muzyce. Smyczki były (w moim amatorskim
      odczuciu) równorzędnym partnerem Z., który w tym układzie był osobą dodającą
      pieprzu, czyli grającą najostrzej.

      Sonata rzeczywiście wielka, i nie ma co powtarzać tego co pisał 60jerzy.

      Pierwszy kwintet, po przerwie, podobał mi się bardziej od drugiego. Kompletnie
      zatkało mnie grave, w trakcie którego pomyślałem, że kwintet jest klasy
      kameralistyki Szostakowicza. Nie jest dla mnie jasne, dlaczego własnie on
      przyszedł mi do głowy, może przez to że podobne napięcia, dramatyzm, Sz. buduje
      podobnymi i stosunkowo prostymi środkami, instumenty grające niemal solo plus
      proste ostinato fortepianu.

      Bardzo to tajemnicza sprawa, ta przemiana koncertu w misterium, jak to miało
      miejscami miejsce.

      A na koniec to cholerka mnie wzięła że taki zespół nie nagra paru dodatkowych
      kwitnecików górą, jakiegoś Brahmsa czy Schumanna, jako gratisowy bonus.

      k.
    • kanarek2 Bruggen 20.03.09, 00:40
      Johann Sebastian BACH – Msza h-moll BWV 232
      Dorothee Mields sopran, Johannette Zomer sopran, Patrick van Goethem alt, Jan
      Kobow tenor, Peter Kooij bas,
      Cappella Amsterdam, Orkiestra XVIII wieku
      Frans Brüggen

      Ogromnie mi się Bruggen (i caly koncert) podobał - przechodząc od razu
      dopodsumowania. Jeden z tych dobrych koncertow po których nie słucha się
      przezjakiś czas niczego żeby sobie jeszcze pobyć z Bruggenem na przykład.
      Począwszy od pierwszego taktu - soprany rozpoczęly krystalicznie Kyrie.Orkiestra
      wspaniała, w tym flet, obój i skrzypce we wszystkich duetach, mam wrażenie że
      jest to jakieś podsumowanie lat pracy B. z dzwiękiem i zespołem,równowagą śpiewu
      i akompaniamentu. Oszczędne, i bardzo wysmakowane.
      Stawiając poprzeczkę wysoko można się było czepiać nieco solistów, Kooij w
      pierwszej części ciut blado mimo że wyszedł na proscenium, van Goethem też
      nierówno, w pierwszej części trochę bez wyrazu, za to Agnus było przepiękne (nie
      będę tu czerpać z bogactwa językowego), ze skrzypcami otaczającymi solistę
      mgiełką muzyki. Van G. nie jest najlepszym altem na świecie, ale tu to miał
      sporo do powiedzenia. Pani drugi sopran swietna w Laudamus Te, ciepły i pełny
      głos, pełna radości, a i bez problemów technicznych.

      Wielka owacja na zakończenie, ufam ze i dawno niewidziany na koncertach Admin
      Maro brał w niej udział.
    • arana Radu Lupu 04.05.09, 07:29
      Kto był 1 maja w FN i napisze?
      Proszę pięknie i takoż dziękuję! smile
      • 60jerzy Re: Radu Lupu 04.05.09, 08:41
        A dzisiaj w Filharmonii Narodowej w Warszawie pan Brahms Johannes
        grał Intermezzi. Mój Boże, jak pięknie. Możecie pytać: ty głupia
        pensjonarko, co się tak podkochujesz w tym starym kawalerze. NIe ma
        lepszych partii? Może i są, ale ja tak pana Johannesa koch… Jak
        tylko coś mi zagra, z tych swoich muzycznych smętków, to mnie durnej
        wszystko z rąk leci. A i naszej podkuchennej też. Co sobie o nim
        pomyśli, to od razu chce mu Tafelspietz i Apfelstrudel podesłać. I
        tak sobie obie siadamy i łzy nam ciekną z oczu. Panie Brahms, panie
        Brahms, kochany panie…

        PS. Gdy dzisiaj na zwykłym krześle (jak to ma w zwyczaju) usiadł
        przy fortepianie Radu Lupu, zespolony wręcz z instrumentem, obraz
        który ujrzałem przed oczami łudząco przypominał znany rysunek
        Brahmsa przy fortepianie. Podobieństwo było niezwykłe. I na swój
        sposób wzruszające. A gdy na bis właśnie zagrał wspomniane
        intermezzo - to mogłem już napisać tylko co wyżej. Wieczór był
        niezwykły nie tylko dla tych dwóch powodów. Ale o wszystkim napiszę
        słów wspólnych parę po powrocie z Berlina - 8 maja wysłucham tam
        recitalu z sonatami LvB (8,9, i 10) i sonatą B-dur Schuberta D960.
        A na koncercie dwóch (bynajmniej nie starszych) panów prowadziło
        uroczy dialog, który niechcący podsłuchałem, gdyż dialog nie był
        prowadzony w sposób nazbyt deskrecjonalny - za to nad wyraz witalny.
        W kontekście paru wolnych miejsc zajętych w ostatniejchwili przez
        wejściówkowiczów jeden pan rzucił: a pamiętam jak ciężko było o
        wejściówki na koncert Małcużyńskiego w 1958. Nie powiem, lewe oczko
        zawędrowało na tył głowy, by dokonać oględzin. Panowie zresztą w
        każdej wolnej chwili komentowali wszystko co się dzieje, ale w
        sposób tak uroczy, że ani przez chwilę nie wywołali we mnie cienia
        irytacji. Nawet, gdy zapytali, czyja była kadencja w koncercie
        Beethovena. Ot, takie dwa wiecznie świeże pędy na łączce
        filharmonicznej, które obok nieprzyzwoicie młodej dzieciarni ze
        szkół i akademii są tym, co lubię sobie poobserować w różnych salach
        koncertowych, żałując przy tym tylko, że nie mogę fotografować i
        uwieczniać ich - wraz z ich uczuciem do muzyki.
        I jeszcze jedna króciutk uwaga do koncertu - miał on dwóch
        dyrygentów - dosłownie. Prócz maestro Wita intensywnie do orkiestry
        sygnały słał (acz dyskretnie, lewą reką) sam Lupu. Był śliczny
        moment, gdy przez dłuższą chwilę grała sama orkiestra i maestro
        Wit "całym zgrabnym sobą" zwrócił się w kierunku wiolonczel i
        kontrabasów, a fluidy między nimi fruwały jak kwitnące kwiecie
        dmuchawców, podczas gdy w tym samym momencie Radu Lupu dorabiał na
        boku z drugimi smyczkami - i też chyba to i owo przelatywało.
        W każdym razie rumuński milczek był w bardzo dobrym nastroju,
        właściwie pierwszy raz widziałem go tak uśmiechniętego i
        zadowolonego po koncercie, gdy dziękował i orkiestrze i dyrygentowi
        (też w szampańskim humorze - ale też orkiestra FN wykonałą naprawdę
        solidną pracę; może troszkę schowana za pianistą, ale w pełnym z nim
        porozumieniu i zrozumieniu).
        Krótko tylko dodam, że w koncercie Schumanna troszkę ogrywał
        niektóre fragmenty, na zasadzie "a może by to tak spróbować",
        chwilami tylko dając pełnokrwistą interpretację, podczas gdy po
        przerwie jego kreacja III kf LvB była już propozycją na swój
        sposób "skończoną" - na swój, czyli Radu Lupu. To była absolutnie
        jego i tylko jego propozycja - włącznie z dopisanymi w pierwszej
        części w lewej ręce akordami. Zresztą - podobnie jak Sokołow - on
        również lubi przypominać, że partia lewej ręki to świat niesłychanie
        ciekawy i wymagający lepszego traktowania, broń Boże
        bagatelizowania. O ile w Schumannie malkontenci mogli nie znalaźć
        momentów fascynujących (dla mnie potraktował on ten koncert mniej
        może na sposób i manierę romantyczną (cokolwiek by to miało
        znaczyć), a bardziej doszukiwał się tam impresjonistycznych wrażeń
        rodem z Debussy`ego), o tyle w przypadku Beethovena byli
        zdecydowanie lepszego zdania - ale... czy najlepszego? Bardziej
        zobaczyli to jako absolutnie własną propozycję Rumuna. Ja tę
        propozycję kupiłem z całym dobrodziejstwem inwentarza (w
        przeciwieństwie do wspomnianego kiedyś w grudniu jego koncertu w
        Dreźnie z kf Bartoka - tam nie działo się po prostu nic). Natomiast
        zachwyt wzbudził był wspomniany na bis Brahms - bo też była to
        interpretacja przepiękna, pozbawiona sentymentalizmu, zagrana
        pięknie i mądrze. Przy czym było to piękno właściwe pięknu twarzy
        starych ludzi. A przy tym równie wymowne i wzruszające.
        Absolutnie niezwykły wieczór.
        • arana Re: Radu Lupu 04.05.09, 15:57

          Gupia arana, nie trzeba było pytać, a tak pozostał ci tylko płacz i zgrzytanie zębów, że nie byłaś…sad
          Trzeba jednak myśleć a la mode: „twórcza moc cierpienia i chochoły sarmackiej melancholii” to przeżytki!
          A zatem?...
          Czy nawet po dłuższej znajomości dowiedziałabym się, jak pięknie 60Jerzy usłyszał Intermezzi? Czasem zdarza mi się w jakichś wyjątkowych momentach wymienić spojrzenie z nieznajomą osobą siedzącą obok mnie na koncercie, ale jej odczucia, to tylko moja projekcja. Ale Jerzy pozwoli mi usłyszeć swoje słyszenie. Dziękuję!
          I jeszcze dziękuję Tobie i Maro za zgodną opinię, że Schumann był tylko propozycją, z którą niekoniecznie trzeba się zgodzić. Pisaliście to w kontekście zachwytu nad resztą repertuaru. Ja – gdybym tam była – skupiłabym się na Koncercie a-moll, bo to utwór, który ma dla mnie specjalne, bardzo osobiste znaczenie. Ideałem jest dla mnie stare wykonanie Richtera z orkiestrą FN i Rowickim. Podobała mi się też interpretacja Diny Joffie. Ale Marta Argerich (była na Mezzo) już nie – wydała mi się zbyt drapieżna. Może mitologizuję, może się pocieszam, ale – Jerzy, Maro, Jacku www.zw.com.pl/artykul/27,359329.html dziękuję! Mimo wszystko nie mam czego żałować. smile

          PS
          Jerzy, napisałeś:

          W kontekście paru wolnych miejsc zajętych w ostatniejchwili przez
          wejściówkowiczów jeden pan rzucił: a pamiętam jak ciężko było o
          wejściówki na koncert Małcużyńskiego w 1958. Nie powiem, lewe oczko
          zawędrowało na tył głowy, by dokonać oględzin. Panowie zresztą w
          każdej wolnej chwili komentowali wszystko co się dzieje, ale w
          sposób tak uroczy, że ani przez chwilę nie wywołali we mnie cienia
          irytacji. Nawet, gdy zapytali, czyja była kadencja w koncercie
          Beethovena. Ot, takie dwa wiecznie świeże pędy na łączce
          filharmonicznej, które obok nieprzyzwoicie młodej dzieciarni ze
          szkół i akademii są tym, co lubię sobie poobserować w różnych salach
          koncertowych, żałując przy tym tylko, że nie mogę fotografować i
          uwieczniać ich - wraz z ich uczuciem do muzyki.


          A byłeś kiedyś w sali na Woronicza? To jest dopiero publiczność!
          • 60jerzy Re: Radu Lupu 04.05.09, 17:43
            Arano, ponieważ jestem dalekim przyjezdnym na koncertach w stolicy,
            to studio na Woronicza poznałem dopiero niedawno, przy okazji Mszy h-
            moll pod Fr. Brüggenem. Stojąc w kolejce po odbiór rezerwacji
            (pomijam sposób jej dokonania, bo to opowieść sama w sobie,
            aczkolwiek kosztowało mnie to sporo nerwów) miałem okazję troszkę z
            innymi takimi samymi jak ja nieszczęśnikami porozmawiać a później
            poobserwować całą tam zgromadzoną sektę.
            Natomiast nie do końca rozumiem, co w Twojej wypowiedzi jest
            bardziej prawdziwe: ten płacz i zgrzytanie zębami, czy też to, że
            nie masz za bardzo czego żałować? Gdy idę na koncert, to staram się -
            na ile to możliwe - iść jako to dziecko we mgle. Nie korzystać z
            doświadczenia - bądź balastu przeszłości. Staram się być - jak to
            kiedyś zawoływano w Piwnicy pod Baranami - jak ta "panna Maria,
            nieprawdaż, niejednokrotnie dziewica, miała szalone peryferyje".
            Dla mnie koncert, taki jak w piątek, był dlatego fantastycznym
            doświadczeniem, bo muzyk cały czas prowadził grę i dialog - z
            orkiestrą i A. Witem oraz - przede wszystkim - panami Schumannem i
            Beethovenem. A gdy tego brakuje podczas koncertu - to przytłacza nas
            rutyna, która nawet w najświetniejszym wykonaniu, jest tylko rutyną.
            Pojęcie "ideału" rozumiemy zapewne na poziomie wstrząsu przeżytego
            podczas koncertu lub słuchania. Dla mnie, wędrowca, drugim kryterium
            jest, czy te setki kilometrów, pokonane dla konkretnego koncertu,
            wykonawcy, orkiestry - pokonałem na darmo, czy też kop energii, po
            którym wybiegam z sali koncertowej, starczy na powrót do domu... W
            piątek energii starczyło i na kolację i nocny powrót dodomu i pracę
            po powrocie. Więc chyba jednak jest czego (z Twojej strony) żałować.
            Pozdrawiam.
            • arana Re: Radu Lupu 04.05.09, 19:43
              Publiczność na Woronicza…
              Kiedyś Justus, uczestniczka naszego forum w roku 2004, nazwała te salę domem pogodnej starości.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10242&w=11114617&a=11115417
              Ale Justus to była młoda dziewczyna – że tak sobie rzeknę - w poszukiwaniu bieżącego czasu. smile
              Chodzę od lat do studia na Woronicza i przepadam za jego publicznością. Znamy się wszyscy z widzenia, więc na koncertach wymieniamy pół uśmiechu. Tylko tyle, bo to normy jeszcze przedwojenne. Dla mnie, osoby, która na co dzień jest ze wszystkimi po imieniu, to czarujący obyczaj o zapachu lawendy.
              A jak Ty ich odebrałeś? Użyłeś słowa sekta – to znamienne. Napiszesz?

              Nie jesteś pewien moich uczuć co do piątkowego koncertu?
              Widzisz, wszystko, co napisałam o Koncercie a-moll to po prostu racjonalizacja: nie mogłam być tego dnia w FN, więc się ucieszyłam, że nie wszystko było idealne.. Zwłaszcza w kontekście wspomnień z innego wykonania Schumanna – z Niedokończonej – która ma dla mnie podobne znaczenie jak Koncert a-moll. Była niedawno na Woronicza. Grała wtedy Orkiestra Sinfonia, którą wcześniej oklaskiwałam z zachwytem w Szymanowskim, Strawińskim i Czajkowskim pod Tziganem. Niestety Niedokończona pod Wolińskim była tylko poprawna. Czy to nie znaczy niedostateczna?
              No więc piątkowego Schumanna nie żałowałam (ale tylko w ramach racjonalizacji – jakże pokręcona jest dusza melomana!) smile
              Ale czy mogłam nie żałować innych punktów programu, o których pisałeś z takim zachwytem?!
              Mówisz, że bywasz na koncertach dzieckiem we mgle? Ja też. I wychodzę – ale tylko z tych najlepszych jak pijane dziecko we mgle.
              Wiem, że nie tylko ja spośród osób bywających na tym forum.
              Dlatego wciąż tu jestem.
              • 60jerzy Re: Radu Lupu 04.05.09, 20:45
                Jeżeli użyłem słowa "sekta" to tylko z szelmowskim półuśmiechem. Ale
                dla jasności - tak jak sekta, "wyznajemy" coś na obrzeżach, nie
                uznawanego i nie rozumianego przez innych, w ramach grupy wspieramy
                się - często bezinteresownie w miarę możliwości, wyczuwamy się
                wzajemnie na odległość, "wiara nasza" jest mocna i trwała. No i to
                podziemie - do którego współczesność nas spycha coraz bardziej
                (zwłaszcza w naszym kraju, ale tendencja jest ogólnoświatowa - nawet
                w imperiach uprawiania muzyki zwanej klasyczną). Przekrój wiekowy
                publiczności naszej i w świecie jest moim zdaniem podobny. Raz tylko
                zdarzyło mi się zwrócić uwagę na zgeriatryzowanie widowni - i było
                to w grudniu zeszłego roku w Dreźnie na wspomnianym koncercie Radu
                Lupu. Generalnie nie robię analizy wiekowo-statystycznej na sali, bo
                nie po to tam idę, Ale po pewnym czasie zacząłem zastanawiać się nad
                tym, że coś mi tu nie pasuje i po przerwie wiedziałem już co:
                najmłodsi na sali byli w wieku znacznie powyżej 50-tki. I tu tylko
                odpowiem Onufremu w sprawie piątkowej gry orkiestry FN - dla mnie po
                szybkim dotarciu się w początku Schumanna było OK - w każdym razie
                to co dla jednych było asekuracyjną gra, dla mnie było tylko
                dyskretnym schowaniem się za solistą - w Dreźnie orkiestra
                Staatskapelle Dresden - skądinąd świetna, prowadzona wówczas przez
                Ch. Eschenbacha - zdominowała,, ba - przytłoczyła Lupu, grającego
                III kf Bartoka. O ile wcześniej słyszany w jego wykonaniu recital
                zrobił na mnie wielkie wrażenie, o tyle wówczas dopadły mnie
                wątpliwości. Dlatego z takim napięciem czekałem na warszawski
                koncert. Po którym z wielką radością pędzę na Lupu w piątek do
                Berlina.
                Pozdrawiam wszystkich.
                • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu 05.05.09, 18:55
                  60jerzy napisał:


                  > I tu tylko
                  > odpowiem Onufremu w sprawie piątkowej gry orkiestry FN - dla mnie po
                  > szybkim dotarciu się w początku Schumanna było OK - w każdym razie
                  > to co dla jednych było asekuracyjną gra, dla mnie było tylko
                  > dyskretnym schowaniem się za solistą - w Dreźnie orkiestra
                  > Staatskapelle Dresden - skądinąd świetna, prowadzona wówczas przez
                  > Ch. Eschenbacha - zdominowała,, ba - przytłoczyła Lupu, grającego
                  > III kf Bartoka. O ile wcześniej słyszany w jego wykonaniu recital
                  > zrobił na mnie wielkie wrażenie, o tyle wówczas dopadły mnie
                  > wątpliwości.

                  Stokrotne dzieki za to ostrzezenie! To ja bede te Staatskapelle
                  Dresden omijal szerokim lukiem w Dreznie i poza wink

                  O.
                  • dobiasz Re: Radu Lupu 05.05.09, 23:12
                    onufry_z_oddali napisał:

                    > Stokrotne dzieki za to ostrzezenie! To ja bede te Staatskapelle
                    > Dresden omijal szerokim lukiem w Dreznie i poza wink

                    Staatskapelle nie warto omijać, to dobra orkiestra. Może to była wina dyrygenta?
                    Eschenbach bywa, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny.
                    • 60jerzy Re: Radu Lupu 06.05.09, 01:08
                      Dobiasz:
                      oczywiście masz rację - ale Onufry napisał to z przymrużeniem oka.
                      Orkiestra jest świetna - co udowodnili w drugiej części, gdy zagrali
                      VI Brucknera. A Lupu był może nie w formie ze względu na godzinę
                      koncertu - 12.00 - czyli prawie bladym świtem.
                      Jeżeli o tej dzikiej godzinie spotyka się solista bez niezbędnej do
                      koncertu Bartoka energii oraz orkiestra, dla której jest to normalna
                      godzina prób (no, może ok.13-tej zwykło się tam jadać lunch) to musi
                      wyjśc jak wyszło.
                  • foczka76 Re: Radu Lupu 09.05.09, 12:55
                    Onufry: ta kapela z Drezna jest w dechę! Posłuchaj jak oni grają
                    Twoją ulubioną "Reńską" Schumanna. Solo hornów jest absooolutnie
                    niesamowite!!!


                    www.youtube.com/watch?v=jq6tSNOYyXw

                    PS. Dzięki, że mimo późnej pory spotkałeś się z nami po Lupu.
                    To co nam opowiedziałeś o muzyce Indii było fascynujące.
                    Troche posłuchałam na YT. Jak oni potrafią wspólnie muzyczyć
                    bez Harmonii, która jest podstawą "naszej" muzyki?

                    smile
                    • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu 09.05.09, 20:19
                      Dzieki za to nagranie. Dobre wykonanie, a blacha prawie bez zarzutu.
                      Nie znalem do tej pory tego dyrygenta - troche zabawny wink

                      Pozdr.
                      O.
                      • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu 10.05.09, 13:06
                        Przepraszam, nie zauwazylem PS wink

                        Jesli chodzi o klasyczna muzyke Indii, to z jej sluchaniem u nas
                        sa klopoty. Na YouTube nie jest latwo znalezc oryginalne nagranie
                        z Indii dobrej jakosci technicznej. Otoz to co jest dobrej jakosci
                        technicznej to sa zwykle nagrania indyjskich wykonawcow, ktorzy
                        zrobili kariere na Zachodzie. A to jest zwiazane z kompromisami
                        artystycznymi z ich strony. Ale byc moze od takich nagran trzeba
                        zaczac sluchanie tej muzyki, bo jesli sie zacznie od sluchania
                        "nie skazonego" muzyka zachodnia Hindusa, to jest to trudne!

                        Kilka nagran. Kompromisem w tym nagraniu jest wlaczenie zachodniego
                        skrzypka J. Bella, ktory stoi (a nie siedzi):


                        www.youtube.com/watch?v=4e-eDlpxcmU&feature=PlayList&p=32BDAE95DA53A34E&index=5

                        Kompromisem w tym nagraniu, jest gitara dostawiona do klasycznego
                        instrumentu polnocnych Indii jakim jest sitar.


                        www.youtube.com/watch?v=GDJet-KlQLU

                        Oto nagranie mniej kompromisowe ale zrobione dla BBC... :


                        www.youtube.com/watch?v=LzN2gUGYUGc

                        A taka muzyke mozecie uslyszec w Chennai lub Bangalore:


                        www.youtube.com/watch?v=emg2r8wj8i4&feature=related

                        co bylo w marcu moim udzialem smile


                        Problemy z Harmonia w muzyce Indii zalatwia instrument
                        zwany tambura, ale o tym innym razem.

                        Pozdr.
                        O.

                        Przepraszam ze w tym watku nagle znalazla sie muzyka Indii,
                        ale skoro inni reklamuja tu samochody Toyota, to moze i ja
                        sie uchronie przed czerwona kartka wink
                • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu 14.05.09, 15:25
                  60jerzy napisał:

                  >I tu tylko odpowiem Onufremu w sprawie piątkowej gry orkiestry FN - dla mnie po
                  szybkim dotarciu się w początku Schumanna było OK

                  ***

                  Anegdota troche spozniona, ale chyba niezla:

                  Byl z nami na tym koncercie moj doktorant z Turcji. Poniewaz my
                  spieszylismy sie po koncercie na spotkanie z ... smile , szybko rozstalismy sie po
                  bisie, nie wymieniajac opinii. Dopiero dzis spotkalem sie z moim doktorantem,
                  ktory najpierw zreferowal mi co ostatnio zrobil, a potem niesmialo zapytal:

                  - Prosze Pana, ale wlasciwie dlaczego ten pianista gral tak
                  smutno? Czy mu ktos bliski umarl?


                  smile
        • onufry_z_oddali Re: Radu Lupu 04.05.09, 18:12
          O tak, koncert wspanialy!

          Przede wszystkim dzieki 60jerzy za informacje o tym koncercie juz
          jakis czas temu - dzieki temu w czasie mojej nieobecnosci w kraju
          zona kupila bilety i w piatek sluchalismy Lupu w FN. (Przy okazji
          przekonalem sie, ze koncerty z zona sa bardziej udane niz te bez niej wink

          I skoro juz pisze to kilka uwag: orkiestra po pieknym zagraniu Schaeffera (a
          wykonanie to pobogoslawil sam Mistrz w swietnej formie w 80. wiosnie zycia),
          jakos nie potrafila sie dostosowac do Lupu. Ten gral melancholijnie,
          niezbyt glosno, a czesto cicho, a orkiestra miotala jakas tajemnicza
          (wiosenna) energia: grali o wiele za glosno!!! Lupu to pianista subtetelnosci,
          niuansow. Jasne, ze nie lubi byc zagluszany, wiec probowal wymusic cichsze
          granie; czasem mu sie to udawalo... Nigdy nie slyszalem tak melancholijnego
          Koncertu Schumanna. W drugiej czesci Koncertu Beethovena mialem przed oczyma
          melancholijne pejzaze Rumunii. Po znakomitym bisie nastapila kosternacja na
          sali: po prostu chcialo sie siedziec w milczeniu i przez chwile i przezywac w
          ciszy te muzyke ktora doszla do nas od Lupu. No ale grzecznosc nakazuje klaskac
          ... i klaskalismy.

          Piekny niezapomniany koncert! Mam nadzieje ze pianista przyjedzie kiedys do
          Polski z recitalem (bez orkiestry) smile

          Pozdr.
          O.
      • maro76 Re: Radu Lupu 04.05.09, 12:02
        skoro kolega napisał długo to ja króciutkosmile

        Lupu, świetny facet
        parafrazując sportowe powiedzonko, z tych co to "nie przechodzą
        obok koncertu", czasem sam zadyrygował, czasem obracał sie w kierunku orkiestry
        na dłuższą chwilę i słuchał co jest grane

        widac że to duża osobowosc
        wytworzył klimat radosnego i zaangażowanego grania, dzieki czemu i
        dyrygent własciwy dawał z siebie 120 procent, i orkiestra wzlatywała ponad
        standardowe "państwowe mezzoforte"wink



        świetne słuchanie, ostatni raz tak dobrze mi było chyba na Nelsonie Freire gdy
        grał 1 konc Brahmsa

        w Schumanie co prawda wole prostsze i dobitniejsze granie ala Lipatti
        ale to detal bez wiekszego znaczenia
        • schaetzchen Heinrich Schiff 8,9.V.09 FN 08.05.09, 19:46
          Nietypowa publiczność wybiera się na dzisiejszy koncert wink

          https://img517.imageshack.us/img517/4237/toyotawfn.jpg
          • onufry_z_oddali Re: Heinrich Schiff 8,9.V.09 FN 08.05.09, 20:35
            Dzis rano w PR2 mowili, ze w Poznaniu otwarta zostala wlasnie
            Swiatowa Wystawa Fotografii z naj naj naj ... zdjeciami. Otwierajac
            przed chwila poprzedni post, nie spodziewalem sie, ze takowe
            zdjecie ujrze tu na tym forum wink

            O.
          • kanarek2 Re: Heinrich Schiff 8,9.V.09 FN 09.05.09, 00:30
            Szatz, po prostu sie spieszylem i nie bylo miejsca na parkingu. Nie ma o czym
            mowic.

            Koncert byl trzema miejscami udany, czwartym (Dvorak) nieco mniej.

            ORKIESTRA SYMFONICZNA FN
            Heinrich SCHIFF - dyrygent, wiolonczela
            SZOSTAKOWICZ - I Koncert wiolonczelowy, HAYDN - Symfonia g-moll La Poule,
            LUTOSŁAWSKI - Muzyka żałobna, DVOŘÁK - Poemat symfoniczny Złoty kołowrotek.

            Pomysl dyrygowania Szostakowicza od wiolonczeli, czyli tyłem, ma swoje minusy
            jak sie okazało, ale plusy płynące z wykonania były wielkie, zwłaszcza drugiej
            części. Haydna pewno da się lepiej poprowadzic, ale radość z słuchania symfonii
            z której Mozart wykorzystał wszystko, a nawet więcej, była duża.
            Lutosławski po przerwie był bardzo piękny.
    • foczka76 Re: sezon 2008/9 cd 14.05.09, 18:30
      Piątek, 29 maja 2009, godz. 19:30

      Zakończenie sezonu artystycznego 2008/2009
      w Filharmonii Narodowej

      200. rocznica śmierci Josepha Haydna

      ORKIESTRA SYMFONICZNA I CHÓR FILHARMONII NARODOWEJ
      Antoni WIT - dyrygent
      Iwona SOBOTKA - sopran
      Ferdinand von BOTHMER - tenor
      Andreas SCHMIDT - baryton
      Henryk WOJNAROWSKI- kierownik chóru

      Joseph HAYDN - Stworzenie świata

      ***

      Wielkie Oratorium Haydna na zakończenie tego sezonu.

      Wybieram się smile Mam nadzieje, że spotkamy się znów
      po koncercie? (adresaci tego pytania wiedzą o kim mówię wink )

      Pozdrawiam!
      f


      • viva_muzyka Re: sezon 2008/9 cd 15.05.09, 08:21
        Ha! Będę prawie napewno. Mam bilet smile
        Z tego co wiem to Onufry z żoną też się wybierają w piątek.
        Spotykamy się zatem po koncercie tam gdzie zawsze wink

        pzdr
        v_m
        • onufry_z_oddali Re: sezon 2008/9 cd 15.05.09, 16:50
          Hola, hola - nie za szybko ten anons? Wszak dzis i jutro dyryguje
          Semkow - ulubieniec forumowiczow i forumowiczek wink


          A na zakonczeniu sezonu na 99% bedziemy smile

          Jak ten Haydn wpadl na pomysl tego oratorium? Tu jest kilka slow o samym librettcie:

          "Stworzenie świata Haydna było bodaj pierwszym w historii muzyki dziełem, które
          powstało od razu w dwóch wersjach językowych - po niemiecku i po angielsku.
          Libretto jest zupełnie wyjątkowym przykładem translatorsko-kompilacyjnego
          powikłania. Kompozytor sięgnął początkowo po tajemniczy angielski tekst
          (niezachowany dziś w oryginalnej postaci), który był prawdopodobnie dziełem
          Thomasa Linleya lub któregoś z librecistów Händla, pisanym dla niego właśnie,
          lecz nie wykorzystanym (spory o autorstwo trwają).
          Libretto opierało się na sławnym dziele Miltona - najpewniej Haydn sam przełożył
          ów tekst na niemiecki, ale rezultat nie był szczególnie zadowalający. Zwrócił
          się więc o pomoc do wiedeńskiego dyplomaty, melomana i erudyty barona Gottfrieda
          van Swietena, który gruntownie przerobił tekst niemiecki, po czym... dokonał
          właściwie wtórnego przekładu na angielski (sam twierdził, że tylko to i owo
          poprawił), starając się przede wszystkim zachować metrykę i wersyfikację, by
          libretto dało się śpiewać przy możliwie małych ingerencjach w samą muzykę.
          Pierwsze wydanie Die Schöpfung / The Creation (1800) miało od razu oba warianty
          językowe. Niestety, owa angielska wersja nie zdobyła uznania samych Anglików -
          uznali, że tekst jest sztuczny, niezbyt gramatyczny i nieidiomatyczny, dlatego
          też dzieło w tej wersji przyjęto w chwili premiery dość chłodno i potem
          wykonywane było częściej jako Die Schöpfung."

          (za onet.pl muzyka).

          Ale w moim pytaniu chodzi ot, co sklonilo Haydna by zajac sie
          tematem stworzenia swiata. W nauce to temat bardzo trudny.
          Moze w sztuce latwiejszy wink


          Posluchamy, pomyslimy, podyskutujemy smile

          O.

          • schaetzchen Re: sezon 2008/9 cd 17.05.09, 08:17
            piątek 15.V.2009, sobota 16.V.2009
            ORKIESTRA SYMFONICZNA FILHARMONII NARODOWEJ
            Jerzy SEMKOW - dyrygent
            Tzimon BARTO - fortepian

            Ludwig van BEETHOVEN - V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73
            Siergiej RACHMANINOW - II Symfonia e-moll op. 27

            Na początku Beethoven, który okazał się kompletnym nieporozumieniem - a to za
            sprawą pana solisty. Nie chcę się nad nim pastwić, ale takiego bezsensownego
            grania dawno nie słyszałam. Publiczność jednak klaskała zapamiętale, co
            poskutkowało tym, że trzeba było jeszcze wysłuchać absolutnie niestrawnego
            Nokturnu cis-moll Chopina.

            Ale nic to. Po przerwie Rachmaninow. Semkow w znakomitej formie, wygląda
            świetnie, w dodatku miałam wrażenie, że sprawia mu radość granie tutaj i z tą
            orkiestrą. Ale być może Mistrzowie podchodzą w ten sposób do wszystkich koncertów.
            Symfonia poprowadzona była bardzo intensywnie, już początkowe Largo
            zostało zagrane nie jako posępny wstęp, ale kipiąca od emocji ważna część całego
            dzieła. Pięknie przenikały się poszczególne grupy, tematy płynnie przechodziły
            jeden w drugi, a wszystko to bardzo logiczne i czytelne (w finale, kiedy
            powracają tematy z poprzednich części miałam wrażenie oświetlania ich punktowym
            reflektorem - nie było w tym jednak nic z pouczania niedouczonych słuchaczy i
            pokazywania tego palcem). Przepiękna solówka klarnetu w III części, a cała ta
            część nie stała się senną pościelówą, a bardzo piękną, nasyconą i
            intensywną melodią. Być może dlatego, że Semkow nie poszedł tu w jakieś
            eteryczne i na granicy słyszalności piana, a grał tłusto, ale
            jednocześnie w dobrym guście. Ach, uderzenie w gran cassę (chyba nowy nabytek,
            ma ze 2 metry średnicy) na początku fugata - potęga! W ogóle forte miejscami
            było przytłaczające - ale nigdy nie był to hałas. Wspaniałe, bogate akordy
            kończące część I na przykład, czy większość Finału.
            Orkiestra grała bardzo kulturalnie i dbając o rodzaj dźwięku - może nie są tak
            aksamitni jak niektóre orkiestry w kraju na zachód od nas, ale i tak było
            pięknie. Pokazali piękne frazowanie (I temat w I części, początek III), bardzo
            uważnie się słuchali, a do tego byli na tyle swobodni, że nie robiło to wszystko
            wrażenia wystudiowanego spektaklu, a powstającej na żywo, tu i teraz, muzyki,
            razem przeżywanej i bardzo kochanej.
            Maestro dyrygował - jak zwykle - bardzo dostojnie, a każdy jego ruch był bardzo
            czytelny. To nie jest człowiek, który musi taktować wink w pewnym momencie
            odwrócił się do wiolonczel i... tylko lekko uniósł brwi...

            Wspaniały, wspaniały koncert.
            • onufry_z_oddali Re: sezon 2008/9 cd 17.05.09, 12:24
              Moze w uzupelnieniu tej recenzji warto przypomniec tresc Laudacji
              z okazji przyznania Semkowowi Honorowego Doktoratu Akademii
              Muzycznej w Warszawie:

              www.chopin.edu.pl/polskie/aktualnosci/sem_laud.html

              O.
              • onufry_z_oddali Re: sezon 2008/9 cd 17.05.09, 20:51
                Pozwolilem sobie przytoczyc te Laudacje by przyblizyc sylwetke
                Semkowa tym forumowiczom, ktorzy slabo znaja jego dokonania.
                Do tych forumowiczow zaliczam sie - niestety - rowniez i ja sad
                Szukajac w internecie tekstow o Semkowie, stwierdzilem, ze chyba
                wlasnie ta Laudacja mowi o nim najwiecej (np tekst na Wiki jest
                wiecej niz skromny). Wiem, ze na tym forum jest troche osob dobrze
                znajacych dokonania Semkowa (oczywiscie Recenzentka sie do nich
                zalicza). A wiec pytanie do tych ostatnich: co w sztuce dyrygenckiej
                Semkowa cenicie najwyzej?

                Pozdr.
                O.
                • onufry_z_oddali Re: sezon 2008/9 cd 24.05.09, 11:53
                  onufry_z_oddali napisał:

                  >Wiem, ze na tym forum jest troche osob dobrze znajacych dokonania Semkowa (...)
                  A wiec pytanie do tych ostatnich: co w sztuce dyrygenckiej Semkowa cenicie najwyzej?

                  Mam dzis troche czasu, wiec zerknalem tu liczac na czyjas
                  odpowiedz. Nie ma odpowiedzi. Albo wiec forumowicze sa skromni
                  i nie chczy ryzykowac nietrafnych sadow. Moga tez nie miec
                  czasu. Moga tez nie lubic onufrego_z_oddali wink Mozna wymyslic wiele
                  przyczyn i teorii wink ...

                  Ale Onufry - czlek prosty rekapiltuje tu 2 konkretne wypowiedzi
                  n/t Semkowa z przeszlosci:

                  - kanarek2: "Semkow jest genialny". Ta odpowiedz cos wnosi,
                  ale nie jest przecyzyjna. Bo jeden z aforyzmow Leca mowi:

                  "Czas obrodzil geniuszami. Miejmy nadzieje, ze bedzie kilku
                  zdolnych." smile

                  - schaetzchen: " Maestro dyrygował - jak zwykle - bardzo dostojnie, a każdy jego
                  ruch był bardzo czytelny. To nie jest człowiek, który musi taktować wink w pewnym
                  momencie odwrócił się do wiolonczel i... tylko lekko uniósł brwi... "

                  Ta opinia jest bardziej konstruktywna: Semkowowi do dyrygowania
                  wystarczaja brwi wink

                  Czy ktos chcialby dodac tu cos n/t Maestro?

                  Pozdr.
                  O.
            • zamek Re: sezon 2008/9 cd 18.05.09, 23:34
              Schatz, ja tylko króciutko o panu T. B. W 1991 r. w Oldenburgu byłem naocznym
              świadkiem tego, jak tenże pan na ostatnim akordzie Koncertu c-moll Rachmaninowa
              odepchnął fortepian. No comments.
              • foczka76 Re: sezon 2008/9 cd 21.05.09, 21:25
                zamek napisał:

                > Schatz, ja tylko króciutko o panu T. B. W 1991 r. w Oldenburgu byłem naocznym
                > świadkiem tego, jak tenże pan na ostatnim akordzie Koncertu c-moll Rachmaninowa
                > odepchnął fortepian. No comments.


                Tak se kumam, że przed koncertem tego T.B. powinno się puszczać
                publice film "Tirez Sur Le Pianiste". smile
    • foczka76 Re: zakończenie sezonu 2008/9 29.05.09, 01:49
      UWAGA:

      (za stroną FN)

      Dodano dnia: 27.05.2009 Zmiana solistów w koncertach na zakończenie sezonu

      Uprzejmie informujemy, że w koncertach zamykających sezon artystyczny 2008/2009
      - 29 maja o godz. 19:30 oraz 30 maja o godz. 18:00 nastąpiła zmiana dwóch
      solistów z powodów niezależnych do Filharmonii.

      Jak wcześniej zapowiadaliśmy (11 maja) Artura Rucińskiego zastąpi wybitny
      niemiecki baryton Andreas Schmidt, odtwórca pierwszoplanowych postaci słynnych
      dzieł oper w renonowanych teatrach operowych Europy, współpracujący z czołowymi
      orkiestrami i dyrygentami świata.

      Natomiast za Ferdinanda von Bothmera zaśpiewa Andreas Weller, znakomity
      niemiecki tenor specjalizujący się w wykonawstwie barokowych i klasycznych
      oratoriów.

      Informujemy ponadto, że piątkowy koncert poprzedzi krótka ceremonia wręczenia
      statuetek (autorstwa krakowskiego rzeźbiarza Pawła Erazmusa) przedstawicielom
      Mecenasów i Sponsorów Roku 2009 Filharmonii Narodowej.

      • viva_muzyka Re: zakończenie sezonu 2008/9 29.05.09, 09:19
        foczka76 napisała:

        > Jak wcześniej zapowiadaliśmy (11 maja) Artura Rucińskiego zastąpi wybitny
        > niemiecki baryton Andreas Schmidt,

        No, a ja bardzo chciałam posłuchać własnie A. Rucińskiego!

        "Z przyczyn niezależnych od FN"
        - to brzmi przekomicznie wink

        Rozumiem, że artysta może się rozchorować i nie może wystąpić.
        Ale, że artysta nie wystąpi z przyczyn niezaleznych od FN
        - to brzmi groteskowo smile

        Oj ta nasza FN to dziwne miejsce ... Zimerman tu nie występuje
        od 10 lat, na prestiżowe koncerty symfoniczne zapraszani są
        jacyś pianiści spod ciemnej gwiazdy, jak ten co grał ostatnio
        pod Semkowem ...

        Można by napisać "No comments". Ale ja tak nie postąpię:

        FN staje się instytucją coraz bardziej PROWINCJOMALNą.

        Smutne sad
        • viva_muzyka Re: zakończenie sezonu 2008/9 29.05.09, 09:30
          No dobra - posłuchamy tych Niemczurów:

          +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

          Piątek, 29 maja 2009, godz. 19:30
          Sala Koncertowa

          Zakończenie sezonu artystycznego 2008 / 2009

          200. rocznica śmierci Josepha Haydna

          ORKIESTRA SYMFONICZNA I CHÓR FILHARMONII NARODOWEJ
          Antoni WIT - dyrygent
          Iwona SOBOTKA - sopran
          Andreas WELLER - tenor
          Andreas SCHMIDT - baryton
          Henryk WOJNAROWSKI- kierownik chóru

          Joseph HAYDN - Stworzenie świata

          ++++++++++++++++++++++++++++

          Pewnie będą śpiewać libretto niemieckie,
          to się - na stare lata - trochę poduczę
          tego języka (ostatni raz szkolono mnie
          w tej materii w szkole, wbrew mojej woli,
          w latach 1940-1942).

          v_m
          • 184l Re: zakończenie sezonu 2008/9 29.05.09, 16:44
            Krakow uczcil 200-lecie urodzin Feliksa Mendelssohna dniami muzyki jego
            tworczosci. Wsrod wielu znakomitych koncertow, wyroznil sie ten pod batuta Liora
            Shambadala z udzialem Roberto Prosseda. W programie Symfonia nr.1 i koncert
            fortepienowy e-mol;
            Lior Shambadal rozbudzil i poruszyl zarowno poddrzemujaca czasami orkiestre jak
            i wplynal na slusznie zasluzona owacje.
            Roberto Prosseda wydobyl liczne niuanse w koncercie fortepianowym e-mol;
            Koniecznie trzeba tez wspomniec o krakowskiej Wiosnie baletowej. Wystep
            Nederlands Dans Theater II bylo prawdziwym wydarzeniem- swietnie przygotowana
            grupa baletowa, wykorzystanie niemal kazdego dzwieku na podkreslenie ruchem i
            uzycie przestrzeni jako srodka artystycznego wyrazu, do tego Smierc i Dziewczyna
            do muzyki Franza Schuberta potrafila szczerze wzruszyc; kto nie widzial niech
            zaluje!
          • onufry_z_oddali Re: zakończenie sezonu 2008/9 30.05.09, 14:54
            Recenzja krotka: moja zona przespala pol koncertu wink

            Recenzja dluzsza bedzie za jakis czas (bardzom zajetyk smile )
            • onufry_z_oddali Re: zakończenie sezonu 2008/9 30.05.09, 19:02
              29.05.09 19:30

              ORKIESTRA SYMFONICZNA I CHÓR FILHARMONII NARODOWEJ
              Antoni WIT - dyrygent
              Iwona SOBOTKA - sopran
              Andreas WELLER - tenor
              Andreas SCHMIDT - baryton
              Henryk WOJNAROWSKI- kierownik chóru


              Zakończenie sezonu artystycznego 2008 / 2009

              200. rocznica śmierci Josepha Haydna


              Joseph HAYDN - Stworzenie świata


              Gdy Joseph Haydn odwiedził Anglię, gdzie przyjmowano go i jego muzykę z ogromnym
              entuzjazmem, otrzymał w darze libretto, które być może powstało niegdyś dla
              Händla, ale nie zostało przez niego wykorzystane. Historia Stworzenia na
              motywach Raju utraconego Miltona zafascynowała go i po dokonaniu przekładu na
              język niemiecki skomponował do tego tekstu monumentalne oratorium, następnie
              dopasował do niego znacząco przerobiony tekst angielski. Tak powstało jedno z
              pierwszych dzieł muzycznych, wydanych od razu w dwóch wersjach językowych.
              Haydn, lubujący się w muzycznych „efektach specjalnych" zawarł ich wiele na
              kartach swej partytury, ale szczególnie wzruszający jest ów ilustrujący
              stworzenie światła potężnym akordem C-dur w fortissimo (pojawiającym się po
              błądzących harmoniach „chaosu"). Dzieło w założeniu miało nawiązywać do
              podobnych oratoriów Händla i istotnie stało się ich godnym następcą, korzystając
              zarazem z bogactwa środków muzycznych właściwych czasom Haydna. Podziw budzą
              zwłaszcza wspaniałe partie chóralne oraz ciekawa orkiestracja sugestywnie
              podążająca za opisami kolejnych aktów Stworzenia.
              Jedno z największych arcydzieł w dziejach muzyki (takie właśnie utwory
              tradycyjnie wykonywane są na koncertach kończących kolejne filharmoniczne
              sezony) zaprezentują znakomici soliści oraz zespoły Filharmonii Narodowej pod
              batutą Antoniego Wita - trudno o utwór bardziej stosowny dla uczczenia
              dwóchsetlecia śmierci wielkiego klasyka, na koncercie nie może więc zabraknąć
              wielbicieli jego twórczości.

              /Piotr Maculewicz/

              ***

              A jak bylo wczoraj?

              Jedynym naprawde porywajacym fragmentem wykonania byl final.
              Z solistow najbardziej mi sie podobal Andreas Weller, dostawiony
              w ostatniej chwili. Spiewal z ogromna swoboda pieknym tenorem.
              Drugi z solistow - Andreas Schmidt spiewal ... jak z krzyza zdjety.
              Do Pani Iwony Sobotko trudno miec o cos pretensje, trudno ja tez
              za cos chwalic. Chor FN - znakomity. Najgorsza, bo grajaca nudnie,
              byla orkiestra FN. Czy ta orkiestra zasluguje na przymiotnik
              "Narodowa"? W tym kraju jest kilka orkiestr o wiele lepszych.
              Z arcydziela Haydna zrobili 2 godziny nudnej muzyki.

              Pewnie inni forumowicze, ktorzy tam byli na mnie nakrzycza wink
              Nic na to nie poradze. Wynudzilem sie, a wiem ze Haydna mozna
              grac interesujaco. Np.


              www.youtube.com/watch?v=98OF70LeHBc&feature=related
              smile

              • schaetzchen Re: zakończenie sezonu 2008/9 30.05.09, 21:59
                Koncert został poprzedzony wręczeniem statuetek mecenasom filharmonii, a pan dyrektor podczas (krótkiego - za co brawa) wystąpienia przypomniał o rocznicy śmierci Haydna i zaznaczył, że wysłuchamy całego oratorium, bez skrótów - i zeby uzbroić się w cierpliwość. No dobra. Nie jestem pewna, czy chęć wygrania wszystkich nutek (niestety na chęci się skończyło) miała sens - w dziele jest sporo powtórek, można było to spokojnie wyciąć. Ale z pewnością zagranie całości miało jakiś tam walor poznawczy.

                Zacznę od solistów. Iwona Sobotka ma głos zjawiskowy, co wiadomo nie od dziś - i jej wykonanie obfitowało w szereg zupełnie zachwycających momentów. Cudnie śpiewała o tulącej się parze gołąbków, jej słodkie trele były absolutnie zniewalające smile Partia bardzo starannie przygotowana, zrozumiana i zinterpretowana, czasem brakowało mi większej precyzji w intonacji, ale można przymknąć na to oko.
                Znakomity tenor, słychać było doświadczenie w partiach oratoryjnych. Do tego piękny głos i wyjątkowa lekkość i "łatwość" w śpiewaniu.
                Baryton był niezbyt udany, prześpiewał swoją partię od początku do końca jednakowo, niestety nieładnie.

                Chór śpiewał przyzwoicie, ale zabrakło mi porządniejszej dykcji. Nie wynikało to tylko z faktu iż śpiewano po niemiecku - zazwyczaj najgorzej ze zrozumiałością tekstu jest gdy polski chór śpiewa po polsku... Parę było rozpaczliwych nut w tenorach i wysokich sopranach.

                Całość wykonana była w sposób raczej powściągliwy, bez szaleństw i nadmiernej retoryki (chociaż dyrygent pokazał parę smaczków zapisanych w partyturze, np. lwa). Być może ta uładzona interpretacja wpłynęła na wyraz twarzy muzyków - wyraz, a raczej brak wyrazu. Smutek, smutek, smutek. Ale pewnie było to skupienie wynikające z trudności wykonawczych.

                Ponieważ wzruszyła mnie niedawno pani recenzentka pisząca o Orfeuszu pod Borowiczem w TWON, to pozwolę sobie zacytować fragmencik:
                "Orkiestra TWON pod batutą Łukasza Borowicza dobrze wpisuje się w świat Trelińskiego, nowoczesny, zupełnie niekoturnowy. Wpasowuje się weń i brawurowe tutti i odejście od historycznego wykonania partytury z przełomu baroku i klasycyzmu, a nawet fałszywe tony waltorni w zakończeniu. Gdzie indziej te niedoskonałości raziłyby, ale tu brzmią swojsko."
                Anna Gromnicka
                Dziennik nr 122

                Wczoraj - w innym gmachu i w innej orkiestrze - nie brzmiały swojsko sad Nie wpasowały się w kształt całości, nawet chaotycznie wykonany początek, gdzie mało który akord stroił i był zagrany razem (doceniam jednak grę piano!) - nie stanowił jakoś mimo wszystko dobrej ilustracji chaosu przed stworzeniem świata.

                Pochwały natomiast należą się panu fleciście, który grał bardzo pięknie.
                • onufry_z_oddali Re: zakończenie sezonu 2008/9 31.05.09, 13:24
                  Tak, sopranistka nalezala do najjasniejszych punktow. Ale wole
                  Gundule Janowitz w tym nagraniu:

                  www.youtube.com/watch?v=us-CdONHFYc
    • kanarek2 Re: sezon 2008/9 cd 14.07.09, 23:31
      Z opóźnieniem parotygodniowym: Od wielu lat na naszej dorocznej konferencji
      zawodowej występuje pierwszego wieczora młodzież, ścislej - laureaci Krajowego
      Funduszu na Rzecz Dzieci, grają solo. W tym roku po miłej wiolonczelistce i
      miłym skrzypku (oboje dostali się na Akademię krakowską, o ile pamiętam)
      wystąpił 16-letni akordeonista, Bartek Głowacki, delikatnie zagrał pierwsze
      frazy sonaty Scarlattiego, i zamurowało mnie po prostu. Ciąg dalszy równie
      dojrzały i wrażliwy, akordeon nie jest instrumentem artystów pierwszoligowych, w
      jego rękach był. Głęboko ufam że przerzuci się jednak na jakieś poważniejsze
      klawisze, no po prostu szkoda by była ogromna by został ciekawostką, zdolną ale
      ciekawostką jedynie.
      Ech, Sztuka.
      • schaetzchen "Międzysezon" - Motion Trio 30.07.09 30.07.09, 23:42
        Na zakończenie Ogrodów Muzycznych - fenomenalny koncert Motion Trio. O zespole coś wcześniej słyszałam od znajomego, który wyrażał się w superlatywach i zachwytach. Ja się wyrażę tak samo.
        To, co chłopaki wydobywają z akordeonów, to przechodzi ludzkie pojęcie (to, Kanarku, à propos Twojej uwagi o poważniejszych klawiszach wink). Na koncercie grali troche swojej muzyki, trochę Nymana (za którym nie przepadam, ale którego słuchałam dziś z wielką satysfakcją), był też Kilar (ale jaka Orawa!). Nie da się w prosty sposób określić gatunku, czy stylu muzyki którą wykonują - to misz-masz różnych stylów, bardzo nieortodoksyjne podejście do sposobu wydobycia dźwięku (łącznie z efektami specjalnymi z maszyny, koncerty grają z nagłośnieniem, które ociera się o live electronics). Do tego bardzo udzielająca się publiczności energia i żywiołowość.
        Nie wiem, co zrobiło na mnie największe wrażenie: czy Kilar (za którym też nie przepadam, chyba że to muzyka do Ziemi Obiecanej) - z fantastycznymi brzmieniami i nieokiełznana energią, czy utwór "Dźwięki wojny" - który brzmiał jak muzyka konkretna, były i bardzo oddalone salwy z broni maszynowej i bombardowanie i marsz piechoty i bombowce... Czy na bis zagrany utwór z wyraźnymi motywami bałkańsko-arabsko-indyjskimi - jeden akordeon przemienił się w... tablę.
        Chłopaki grają jak w transie, bardzo emocjonalnie i sugestywnie, na marginesie tylko zaznaczę graniczące z niemożliwością techniczne opanowanie instrumentów. Oni na tych cyjach chyba są w stanie zagrać wszystko.
        Gorąco polecam zamieszczone na stronie zespołu próbki ich twórczości.

        PS. A kiedy wyszłam z Zamku, to na placu zamkowym inny pan akordeonista grał "Maszerują chłopcy, maszerują" smile
        • schaetzchen Re: "Międzysezon" - Motion Trio 30.07.09 30.07.09, 23:44
          Ach, zapomniałam, otwierająca koncert Aria katalogowa z Don Giovanniego to był
          cymes, majstersztyk, cud i rewelacja smile
        • jdrk Re: "Międzysezon" - Motion Trio 30.07.09 31.07.09, 16:05
          schaetzchen napisała:

          > Na zakończenie Ogrodów Muzycznych - fenomenalny koncert Motion Trio.

          Aaa... znam i nawet mam ich płytę "Pictures From The Street" - rewelacja! Niestety nie mogłem być na koncercie, czego żałuję sad

          Dzieki za recencję smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka