andrea_w_polsce
13.07.05, 16:18
1. To stary włoskie dowczip, chyba juz go znacie...
Lata '80; pierwsza oficjalna wizita Papieża w Ameryce. Ociewiście w lotnisku
jest presydent Reagan z żoną, ministry, żołnierzy wszystki fiokowany,
czerwony dywan, tłum ludzi z flagami, muzyka i tak dalej.
Wojtyła wysiada z samolotu, pocałuje ziemią i zostaje powitany przez
prezydenta: "Jestem dumny, że Ojciec Święty jest dzisiaj u nas... serdecznie
witamy w Americy... prosze bardzo, prosze bardzo..."
A Papież, na cicho, pyta Reganowi: "Ehm... panie Presidencie... wiem, że
chyba troche dziwny wygląda, ale miałbym prośbą..."
"Ale bez problemów! Jeśli tylko jestem w stanie pomagać..! prosze pytać!"
"Już od dzieckiem, zawsze marzyłym kierować limuzyną. Wie pan o co chodzi,
takie czarne, długie samochody..."
"Już załatwiony!"
Reagan kazuje kierowca natychmiast wypuścić miejsce i posiadać w tylnym
miejscu, a zamiast kierowca siada Wojtyła.
Ale niestety okasuje się, że Ojciec Święty bardzo lubi jechać "po francusku",
tzn. bardzo szybko; a kiedy cały orszak zaczyna się ruszić, czarna limuzyna
już jest w autostradzie kilka kilometr dalej. No trudno!
W pewnym momencie, policjant z motorem pokazuje limuzyną się zatrzymać, bo
tam była ograniczona prędkość a ociewiście Papież jechał za szybko. Wojtyła
parkuje w bocznym pasie a spokojnie otwiera okienko samochodu.
Policjant, bardzo pewień siebie, po woli się zbliża do kierowca.
A kiedy orientuje się, kim tam siedzi, prawie dostaje zawał serca. " Oh..ah..
uh... bardzo Pana przepraszam... prosze czekać tylko chwileczkę... juz
wracam!"
Blady na twarz, szybko się kontaktuje radiem z Centralną Policji.
"Cześć Joe, tutaj Bruce. Mam problem. Blokowałym limuzyną, ale okazuje się,
że to bardzo ważna osoba!"
"Ah ah ah! Ehi Bruce, znowu trafiłesz na burgmistrza?"
"Nie, nie! Bardziej ważny!"
"Gratulacje! Zatrzymałesz pana gubernatora!"
"Ważniejszy!"
"Uh? Naprawde to Presydent?"
"Nie, nie! Ważniejszy!"
"Do cholera, Bruce, a kto wazniejszy niż presydent?!"
"Jeszcze nie pytałym. Tylko ci powiem, że Papież jest kierowcem"
2. To słuchałym na włoskiej wersii, ale nadaje się do Polski też.
Miasteczko Skrapkowicy Ślaskie musi odnowić elewacja urządu miejskiego.
Dopóki Polska należe do Unii, trzeba organizować międzynarodowego przetargu.
Po pary miesiąc, zgłosują się trzy firmy: Niemiecka, francuska i włoska.
Burgmistrz wita właściciela niemieckiej firmy "Sturm und Drang", pana Otto
von Kaiserslauten.
"Widze, że wasza oferta to bardzo atracyjna. Prosze podać szczegóły"
"Tak jest! Firma Sturm und Drang, za tylko 5000 euro, gwarantuje wykonywania
praca w ciągu 4 dni. Będziemy pracować 24 godz na dobę, bez przerwy (nasi
turecki pracownicy są bardzo zdolny, ach). Są dostępny kolory żółty "Afrika-
Korps", szary "Panzerfaust" i żielony "Stuka".Farba wodoodporna,
mrozoodporna, kuloodporna.
Potem przychodzi francusa, monsieur de l'Abat-jour.
"Mais oui, mon petit choux! Nasza firma, "Tupet & Gibaud", gwarantuje
wspaniała elwacja za 10.000 euro! Można wybrać między kolorami "Bleu nuit de
Carcassonne", "Orange a la creme de menthe", "Violet avec nuances de rouge"
i "Rose Culotte de madame la marquise". Bardzo bogata sztukateria, nieco
perfumowana, jest obejmowana w cenie".
Ostatni, włoch. Firma "Peppino Esposito"
"Nasza oferta? Bardzo prosta: 15.000 euro".
Burgmistrz troche zdziwiony: "Ale prosze pana, no chyba za dużo"
"A dlaczego? 5000 dla mnie, 5000 dla pana burgmistrza a 5000 dla niemieckiej
firmy!"