Dodaj do ulubionych

Ja tu pierwszy raz...

06.02.03, 15:18
Witam wszystkich!
Cud że tu trafiłam w odpowiednim czasie. Za miesiąc wyjeżdżam na parę lat do
Włoch i juz się nogi pode mną trzęsą :)
Nie czytałam na razie wielu wątków ale mam nadzieję, że są tu osoby
mieszkające tam dłuższy czas i doradzą mi jak się psychicznie do tego
przygotować? Co mnie zdziwi, co ucieszy na miejscu? Włochy trochę znam, byłam
kilka razy,ale z wycieczką na parę dni. Teraz to co innego.
I nie piszcie do mnie po włosku bo języka ani w ząb :))) Aha - buon
giorno :)))
Obserwuj wątek
    • gagapisa Re: Ja tu pierwszy raz... 06.02.03, 16:37
      Coz, moj staz jest siedmioletni, wiec chyba sie kwalifikuje do porad. ;)

      Etap pierwszy:
      - zdziwienie pt. "a ja myslalam, ze to jest tak, ale naprawde to jest tak"
      czyli o upadku mitow i legend, dla mnie bylo to m.in. odkrycie, ze spaghetti
      nie jada sie widelcem i lyzka.
      - zafascynowanie czyli ciagle odkrywanie czegos nowego, co z reguly dla
      przecietnego Wlocha jest elementem codziennosci. Moje trwa do dzis...
      - nauka jezyka, koniecznosc, bo Wlosi (w wiekszosci), szczegolnie po 40-stce
      nie znaja jez. obcych.
      - przeklinanie wloskiej biurokracji czyli walka z wiatrakami. Dzisiaj prosze
      przyniesc takie i takie dokumenty, jutro: "Alez brakuje takich i takich
      papierow..."
      Etap drugi:
      - klapki z oczu czyli nie wszystko, co zlote sie swieci. Dostrzeganie wad w
      systemie, w spoleczenstwie, we wszystkim...
      Im krotszy ten etap, tym lepiej.
      Etap trzeci:
      - rownowaga, blaski i cienie zycia we Wloszech zakodowane i reszta zalezy juz
      od Twojego charakteru.
      Wiec ciesz sie zyciem!!!

      Pozdrawiam,
      Gaga
      • norma_jean Re: Ja tu pierwszy raz... 06.02.03, 16:52
        Dzięki :)
        A oprócz tego spaghetti (które mam dziś na kolację w ramach adaptacji, czym
        jeść?????) co mnie jeszcze zdziwi? Jakie stereotypy padną?
        Języka się musze nauczyć, myślisz, że w rok dam radę (przy intensywnej nauce?)
        A! Czy dam radę prowadzić tam samochód, zawsze mnie przerażało kompletne
        ignorowanie przepisów.

        Pozdrawiam
        • timit Re: Ja tu pierwszy raz... 06.02.03, 19:13
          w rok nauczysz sie na tyle zeby sie porozumiec a pozniej, juz na miejscu
          wszystko przyjdzie latwiej...
          spaghetti - widelcem...

          plaze tez zostawisz??
          • norma_jean Re: Ja tu pierwszy raz... 06.02.03, 19:56
            Plaże zostawić????
            Nigdy!
            Co Wy byście sierotki bez mojego serniczka zrobili...
        • gagapisa Re: Ja tu pierwszy raz... 07.02.03, 10:10
          Podejrzewam, ze znasz jakis jezyk romanski (czyzby francuski?), wiec po roku
          (przy intensywnym kursie) to bedziesz mowic lepiej niz Wlosi. ;)
          Ja przyjezdzajac do Wloch znalam moze 3 zdania i garstke slow (z mezem
          rozmawialam po angielsku), zapisalam sie na intensywny kurs 5x4 godz. plus do
          tego otoczenie. Po 3 miesiacach moglam spokojnie sie dogadac (bez finezji, gier
          jezykowych, podtekstow, niuansow itp.), ale tak, by wiadomo bylo, o co mi
          chodzi i zeby nie brzmialo to "Kali dac, Kali jesc".
          I nawet nie pamietam, kiedy przestalam rozmawiac z mezem po angielsku...
          Co do jezdzenie samochodem. Nie wiem, gdzie bedziesz mieszkac. Podobno
          najwiekszy chaos panuje w Neapolu. Co do reszty, to w Polsce widzialam gorsze
          sceny na drogach. Tak, tak, kolejny mit upadnie... Jestem zle przyzwyczajona,
          we Wloszech jak wchodze na przejscie dla pieszych, to wiem, ze samochody sie
          zatrzymaja. I kilkakrotnie w Polsce przyzylam niemal bliskie spotkanie III
          stopnia z maska czyjegos samochodu...I jeszcze zostalam opieprzona... Ja jestem
          na przejsciu dla pieszych, a facet: "Jak to? nie widziala Pani, ze ja jade?!!!"
          Pozdrawiam,
          Gaga
          • norma_jean Re: Ja tu pierwszy raz... 07.02.03, 10:15
            Tak jak Ty znam angielski i w tym języku rozmawiam z narzeczonym, tylko on nie
            jest Włochem a Niemcem, więc będzie wieża Babel :)
            A uczyć włoskiego chciałabym się 3 dni w tygodniu pozostałe dwa poświęcając na
            wiecznie odkładaną naukę francuskiego (wreszcie będe mieć czasu w nadmiarze :)
            A tak w ogóle - już się nie mogę doczekać!!!!
            Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka