thesopranos
15.12.08, 15:46
Tak sobie czytam jak to developerzy bronią się przed większymi
obniżkami cen mieszkań w obawie o rozbudzenie oczekiwań na dalsze
obniżki i pozorny spokój, który daje im ograniczanie nowych
inwestycji i podwyższanie pułapów cen m2 w ramach programu "rodzina
na swoim".
Przecież, to co developerzy teraz widzą w swoich wynikach sprzedaży
to dopiero efekt:
a) ograniczenia zakupów spekulacyjnych związanych z pęknięciem bańki
nieruchomości na świecie
b) powrotu do równowagi psychicznej kupujących - koniec z paniką i
naganianiem, że będzie drożej.
c) wprowadzenie restrykcji w bankach wynikających, z problemów
związanych z płynnością i rosnącym kosztem pieniądza na rynku
międzybankowym pomimo, spadku stóp % w Eurolandzie i początku cyklu
obniżek w Polsce
To czego developerzy nie biorą pod uwagę to problemów
stricte "poslkich" czyli spadku tempa wzrostu PKB, wzrostu
bezrobocia, spadku tempa wzrostu wynagrodzeń oraz zwyczajnego
pesymizmu obywateli, niezależnie od tego czy zdolność kredytową mają
czy też nie.
Tym samym develoeprzy wejdą w 2009 i 2010 rok z zapasami gotowych
mieszkań o wiele większymi niż faktyczny popyt w czasach
największego szaleństwa z lat 2005 i 2006. Tego developerzy jeszcze
w ogóle nie widzą w swojej sprzedaży. Jeżeli już teraz mówią o
spadku popytu o 90% nawet (ostatnia wypowiedź Szanajcy) to niech
sami sobie odpowiedzą na pytanie ile ten popyt wyniesie w 2009,
kiedy bezrobocie zacznie rosnąc, banki wprowadzą ograniczenia
wynikające nie z rekomendacji czy czynników finansowych, ale ze
zwykłym rosnącym ryzykiem kredytowym.
Ważka kwestia do przemyślenia dla developerów, w wolnej chwili,
których będą mieli coraz wieeeeeecej...
pzdr