lenka1403
30.01.09, 17:56
Urodziłam córeczkę z wadą wrodzoną zrośnięcia przełyku z przetoką.
Przeszła dwie operacje w pierwszych dwóch tygodniach życia. Kiedy w
końcu po blisko dwóch miesiącach zabraliśmy małą do domu byliśmy
przeszczęśliwi. Nareszcie razem, teraz wszystko będzie dobrze. Po
miesiącu zaczęło się. Najpierw okulista stwierdził zanik siatkówki i
naczyniówki (nikt nie jest w stanie powiedzieć jak to będzie
rzutowało na jej wzrok) i zeza rozbieżnego. Później kardiolog:
niezrośnięta przegroda międzykomorowa i Botall, audiolog: głęboki
obustronny niedosłuch(na lewe uszko wogóle nie słyszy). Neurolog:
opóźniony rozwój psychomotoryczny.
Minęło prawie 11 miesięcy, a my byliśmy już w czterech szpitalach,
kilka razy miała zapalenie ucha, rotawirusa, zapalenie krtani i
oskrzeli. Przeszła setki badań, mnóstwo razy była kłóta, wenflony,
dojścia centralne. Dziesiątki wizyt u przeróżnych specjalistów
Od czwartego miesiąca jest rehabilitowana met vojty, a raczej
próbuję ją rehabilitować, bo te ciągłe przerwy wybijają z rytmu. Nie
wiem czy to jej bardziej nie zaszkodzi zamiast pomóc.
Tak bardzo chciałabym jej pomóc, staram się nie wmawiać sobie że to
przeze mnie tak cierpi.
Tak bardzo chciałabym z kimś porozmawiać, opowiedzieć o swoich
problemach, niestety prawie wszyscy znajomi powoli zaczynają urywać
z nami kontakt, nie wiem dlaczego, może nie wiedzą jak się zachować.
Ale przecież Lenka pomimo swoich wad jest zupełnie normalną
dziewczynką. Nawet z mamą nie moge porozmawiać bo jak tylko zaczynam
cokolwiek mówić ona zaczyna płakać, a ja liczyłam, że poniesie mnie
na duchu.
Nie mam już siły