anolia
03.08.04, 16:39
24.07.2004 o 21.00 przyszadła na świat mój Maksiu. Rano o 7.00 wzięły mnie
niergularne skurcze. Ok 15.00 byłam na izbie ale mnie odasłano i kazano
wrocić z regularnymi skurczami. Ok 17.00 byłam już na bloku ze skurczami co
pieć minut i rozwaciem na 6cm. Potem szybciutko bylo 8 cm, przebicie pęcherza
i zatrzymanie akcji porodowej. Skurcze były ale szyjka stwardniała. Dostałam
kroplówkę z oksytocyną i nospe domieśniowo i zaczęła się jazda skurcze co 2
minuty przez 2,5 godziny. POtem 5 minut i trzty skurcze partw i wyskoczył mój
Maksiu. 2900 , 54 cm długości. Posiedzieliśmy trochę w szpitalu 10 dni bo
mial zakażenie dróg moczowych ale już jesteśmy w domku. Narazie żegnam się z
wami i życzę wszystkim oczekującym mamą powodzenia. Aha! Poród nie jest taki
straszny. Gorzej bo łyżeczkowali mnie na żywca bo mi się zachciało frytek jak
miałam skurcze co pięć minut jeszcze przed szpitalem no i nie można mnie było
uśpić. Ale już po wszystkim.