comevorrei
27.12.03, 16:34
cze dziewczyny. chcialam wam opowiedziec piekna historije. w ten wtorek moja
kolezanka urodzila coreczke. przesliczna dziewczynka 3531/51. ja ja mialam
szczescie byc przy tym wszystkim. sama nie wiem jak sie zgodzilam gdyz sama
jestem w 27 tc i nie chcialam wiedziec co mnie niedlugo czeka. wiec bylam
umowiona z goska na wizyte u lekrza na 23 rano(mieszkamy w stanach i goska
nie gada po angielsku wiec chodzilam z nia do lekarza). ona do mnie dzwoni o
7 rano i mowi ze chyba rodzi. jedziemy na wizyte. polozna bada goske i mowi
ze jest 3 cm rozwarcia. i wysyla nas na porodowke. tylko teraz mamy problem
bo jest z nami goski starsza corka paulinka (ma 3 latka) wiec pozwolaja gosce
pojechac na godzine do domu zeby zostawic mala. ja w tym czasie i de zdac
krew na cukier. po godzinie wraca gosia z mezem. i idziemu na porodowke.
wypelniamy papiery. zaprowadzaja nas do pokoju. podlanczaja gosce kropluwki,
ktg i kaza czekac. za jakies pol godziny kaza chodzic. wiec spacerujemy. po
jakims czasie myz andrzejem idziemy zjesc i zostawiam goske sama. po powrocie
polozna mowi nam ze gosia ma nam cos do powiedzenia. my juz nie wiedzac co
sie dzieje lecimy do goski pokoju. okazalo sie ze odeszly jej wody. skurcze
robiasie coraz czestsze. goska prosi o znieczulenie. proponuja jej dzakuzi.
siedzi tam godzine. pomaga. ale jak wychodzi to bol wraca. jest godzina 17.
jest 7 cm. goska dostaje zzo. po dwoch godzinach przychodzi polozna bada i
okazuje sie ze nic sie nie zmienilo. wiec podaja oxytocyne. 10 po 20 jest juz
pelne rozwarcie. kaza przec. po 20 minutach gosia rodzi coreczke ktora odrazu
klada na jej brzuch. andrzej przecina pepowine. ja rycze. nie przezylam
jeszcze nic piekniejszego niz ten moment narodzin brygidki. i musze wam
powiedziec ze teraz nie moge doczekac sie wlasnego porodu. i to ze bylam z
goska bylo lepsze od kazdej szkoly rodzenia. a strach minal. na moj porod
idziemy z gosia i moim norbercikiem. trzymajcie sie. wiki i 27 t brzus.